Aktualności

Od redakcji

Góral ze Śląska zafiniszował

Przemysław Niemiec, jeden z najwybitniejszych polskich kolarzy szosowych, zakończył zawodową karierę po 19 sezonach. Mistrz, w rozmowie z Cecylią Puzoń – korespondentką kwartalnika „mojaWieś”, w swoim rodzinnym domu w Pisarzowicach, opowiada o największych sukcesach, rodzinie i planach na przyszłość. Mieszkaniec malowniczej wsi, położonej niedaleko Bielsko-Białej, kolarstwem zainteresował się jako nastolatek. - Gdy miałem 14 lat zapanowała moda na rowery górskie, chciałem taki mieć, ale rodzice za bardzo nie kwapili się, żeby mi go kupić – opowiada sportowiec. - W tym czasie mój kolega trenował na „góralu” w klubie „Sokół” w Kętach, więc postanowiłem się tam zapisać. W klubie Przemek dostał swój pierwszy profesjonalny rower – kolarzówkę. - Co prawda nie była taka ładna, no i nie był to rower górski - wspomina. - Nie zniechęcałem się jednak. Postanowiłem, że pracą i wynikami na treningach zapracuję na wymarzone dwa kółka. Po roku początkujący kolarz dostał nowy, o wiele lepszy rower, jednak to ten stary pozostał jego najlepszym kompanem na treningach. Pan Przemysław po latach wykonał prototyp swojego pierwszego roweru i powiesił go na ścianie obok pamiątkowych fotografii. Kolarstwo bezkonkurencyjne - Gdy chodziłem do szkoły podstawowej w Pisarzowicach trenowałem też judo i lekkoatletykę, grałem w piłkę nożną na LKS „Pionier” - opowiada sportowiec. - Dopiero nauka w szkole średniej i intensywne treningi na rowerze spowodowały, że rozstałem się z tymi dyscyplinami. Miała na to również wpływ kontuzja kolana, która zakończyła się operacją. Po zabiegu wszystko wróciło jednak do normy. Dlaczego kolarstwo? - Nie wiem... – mówi pan Przemysław po chwili zadumy – Na taką decyzję, chyba miała wpływ ta ogromna chęć posiadania górskiego roweru (śmiech), a później to już samo się potoczyło… Małymi kroczkami, do celu. W ciągu pierwszych 4 lat treningów, jako junior w Klubie „Sokół” w Kętach młody pisarzowianin zdobył tytuł mistrza i wicemistrza Polski. W szkole średniej jeździł już w barwach klubów w Sosnowcu i Łodzi. - Po ukończeniu szkoły i spotkaniu z kolarzami, braćmi Sławomirem i Sewerynem Kohut, rozpoczęła się moja przygoda z kolarstwem w drugim domu, we Włoszech – wspomina. - Wyjechałem tam, gdy miałem 19 lat. Na podbój Italii Pierwsze dwa lata pisarzowniani jeździł we włoskim klubie amatorsko. - Klub zapewnił mi pokój, wyżywienie, sprzęt i małe kieszonkowe – opowiada sportowiec. - Po tym okresie, od 2000 do 2018 roku, trenowałem już zawodowo, miałem wypłacaną gażę. Wszystkich sukcesów, medali i pucharów naszego mistrza nie sposób zliczyć. Który był najważniejszy? - Zdobycie w 1998 roku tytułu Mistrza Polski na szosie – mówi kolarz. - Z tego wyścigu pamiętam też jak trener karmił mnie kostkami cukru, żebym dotarł pierwszy do mety. I wygrałem z 6 minutową przewagą nad rywalami. Kolejne, największe zwycięstwa w 19 letniej karierze naszego mistrza to z pewnością, wygrany etap Vuelta a Espana w 2014 roku, 6. miejsce w Giro dʹItalia w 2013, 15. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008roku. Jako pierwszy Polak wygrał też etap Vuelty. Sport na mistrzowskim poziomie to ogromny wysiłek - To praca i jeszcze raz praca nad sobą i walka o utrzymanie kondycji – przyznaje pan Przemek. - Jazda na rowerze w deszczu, śniegu, mrozie, skwarze, plus siłownia to codzienność kolarza. Zawsze musiało mi się chcieć i naprawdę mi się chciało. Podczas tych 19 lat nie miałem chwili zwątpienia. O wyrzeczeniach nie wspomina... - Chyba nie mogę mówić o mojej karierze w takich kategoriach – dodaje sportowiec. - Jak byłem kawalerem nigdy nie pociągało mnie rozrywkowe życie. Spędzałem czas ze znajomymi, z kolarzami. Zwiedzaliśmy, nie tylko podczas wyścigów, Włochy. Znam prawie każdy zakątek tego pięknego kraju. Ja prawie naście lat spędziłem w środkowych Włoszech w Toskanii. To jest piękny region. Kolarstwo to jego życie - Gdy trenowałem we Włoszech, czy brałem udział w wyścigach nie było czasu na inną pracę zawodową – dodaje. - Jak przyjeżdżałem do domu to poświęcałem czas moim najbliższym, chcieliśmy nacieszyć się sobą. No i każdego dnia wsiadałem na rower i jeździłem, trenowałem po naszych terenach, w Żarach, Przegibku, Magurkach, Szczyrku, Wiśle, Ustroniu. Gdy jeździłem po płaskim terenie moja trasa wiodła w stronę Oświęcimia. Rodzina dodaje mi sił Najbliżsi zawsze byli dla pana Przemka ogromnym wsparciem, napędem w karierze kolarskiej. - A ja wiem, że jestem odpowiedzialny za kogoś kogo kocham, kto jest ze mną na dobre i złe…. tam w Pisarzowicach – mówi kolarz. - To wspaniała kobieta i cudowne dzieci. Po ślubie pan Przemek zamieszkał z żoną Beatą we Włoszech. - Potem przyszedł cudowny okres narodzin naszych dzieci – wspomina sportowiec. - Oliwier ma już 9 lat, Mikołaj 4, Wiktoria 2. A czwarty, nowy członek naszej rodziny, jest w drodze. Kocham żonę i moje cudowne dzieci. A w wolnych od kolarstwa chwilach… Przemek relaksuje się przy swoim hobby. Od lat jest pasjonatem akwarystyki i dba o imponujące, 200 litrowe akwarium, pełne rybich okazów. - Planuję powiększyć je o kolejne 200 litrów – dodaje. - Pływające ryby i blask płomieni w kominku są dla mnie wspaniałym relaksem, wyciszeniem, a także czasem na snucie kolejnych planów. To było pożegnanie, ale… nie do końca - Po 19 latach zakończyłem karierę - mówi Przemysław. - Wspaniałe pożegnanie z kolarstwem zawodowym przygotowano mi w Turcji podczas ostatniego mojego ścigania się, w październiku 2018 roku. Ale moja przygoda ze sportem nie zakończyła się. Mam plany związane z kolarstwem i z co rocznym wyścigiem Tour de Pologne. W ostatnich dwóch latach trasy wyścigu wiodły przez nasze beskidzkie tereny oraz przez Pisarzowice. Wszędzie dobrze, ale w Pisarzowicach najlepiej - Zjeździłem cały świat, ale nigdy nie myślałem o zamieszkaniu w innym miejscu. Tutaj wybudowałem dom i „zasadziłem dąb” - śmieje się. - Mając 19 lat wyjechałem by trenować kolarstwo zawodowo i po 19 latach zakończyłem tę przygodę. Co przyniesie kolejne 19 lat? Życie napisze scenariusz.                                                                                                                                                                                                                                                                                                             Cecylia Puzoń                                                                                                                                            foto: Tomasz Tobiasz                                                                                                                                            MGOK Wilamowice Czytaj dalej

3 19

Od redakcji

3 10

Od redakcji

Majówkowe smakołyki

Już w środę zaczniemy świętować długi weekend majowy! A jak wiadomo, każda majówka to idealna okazja do spotkań w gronie przyjaciół i rodziny. My spotkań przy grilu i na świeżym powietrzu nie wyobrażamy sobie bez pysznego, domowego chleba i innych wtrawnych wypieków! Zdradzimy Wam nasze przepisy ;) A jakie są Wasze majówkowe przysmaki? Bułeczki na grilla 200 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej 250 g mąki 1 opak. Drożdży suszonych instant Dr. Oetkera 1 łyżeczka soli 1 łyżeczka cukru 150 g śmietany 18% tł. 200 ml wody (ciepłej) Dodatki: 20 g ziaren słonecznika 1 łyżka siemienia lnianego 10 g sezamu 1 łyżka maku Sposób przygotowania: Obie mąki wsyp do miski. Następnie dodaj drożdże. Dodaj pozostałe składniki i wyrabiaj całość do czasu uzyskania gładkiego ciasta. Ciasto przykryj i odstaw w ciepłe miejsce, aby wyrosło. Blachę z wyposażenia piekarnika wyłóż papierem do pieczenia. Ciasto ponownie krótko zagnieć. Następnie uformuj z niego wałek i podziel go na 16 równych części. Uformuj bułeczki. Ziarna słonecznika, siemię lniane, sezam, mak oraz mąkę wysyp na małe talerzyki. Wierzch bułeczek posmaruj wodą i obtaczaj w nasionach. Następnie bułeczki układaj na blasze (osobno lub razem w formie wianka). Odłóż w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Pieczenie: Blachę z bułeczkami wstaw do piekarnika. Piekarnik gazowy: 180°C Piekarnik elektryczny: 180°C Dodatkowe informacje: Piekarnik gazowy nie powinien być nagrzany. Piekarnik elektryczny powinien być nagrzany. Czas pieczenia: około 20 min.   Wytrawne bułeczki z fetą, czosnkiem, oliwkami i ziołami Ciasto: 400 g mąki 1 opak. Drożdży suszonych instant Dr. Oetkera 1 łyżeczka soli 1 łyżeczka cukru 300 ml wody (ciepłej, przegotowanej) 3 łyżki oliwy Farsz: 3 ząbki czosnku 3 łyżki oliwy 50 g sera typu "Feta" 8 szt. czarnych oliwek ½ łyżeczki bazylii ½ łyżeczki oregano ½ łyżeczki tymianku Do smarowania: 1 szt. jajka Sposób przygotowania: W dużej misce wymieszaj mąkę z drożdżami, dodaj sól, cukier, ciepłą wodę i oliwę (ciasto możesz wyrabiać mikserem). Gdy składniki się połączą wyjmij ciasto na stolnicę posypaną mąką i całość przez chwilę wyrabiaj ręką. Następnie ciasto podziel na 4 części. Z każdej części uformuj 4 kulki, przykryj je ściereczką i odstaw do wyrośnięcia na ok. 20 minut. W tym czasie przygotuj farsz. Farsz: Czosnek przeciśnij przez praskę i zmieszaj z oliwą. Ser Feta pokrój w drobną kostkę, oliwki pokrój w plasterki. Świeże zioła drobno posiekaj. Gdy ciasto wyrośnie rozwałkuj delikatnie każdą kulkę tworząc okrągły placek o grubości ok. 1 cm. Palcami zrób wgłębienie na środku każdego placka i nałóż czosnek z oliwą, odstaw do wyrośnięcia na ok. 40 minut. Następnie na wierzch nakładaj ser, oliwki i zioła. Pieczenie: Boki bułeczek posmaruj roztrzepanym jajkiem. Wstaw do piekarnika. Piekarnik gazowy: 200°C Piekarnik elektryczny: 200°C Dodatkowe informacje: Piekarnik gazowy powinien być nagrzany. Piekarnik elektryczny powinien być nagrzany. Czas pieczenia: około 10 - 15 min.   Chleb pełnoziarnisty ze słonecznikiem Składniki: 400 g mąki pszennej pełnoziarnistej typ 1850 750 g mąki pszennej chlebowej typ 750 1 opak. Drożdży suszonych instant Dr. Oetkera 1 opak. Zakwasu chlebowego żytniego Dr. Oetkera 1 łyżeczka  cukru 10 g soli 50 g ziaren słonecznika 450 ml wody (ciepłej) Dodatkowo: 1 łyżka wody 50 g ziaren słonecznika Sposób przygotowania: Wymieszaj w misce mąkę pełnoziarnistą, mąkę pszenną, drożdże, zakwas, cukier, sól i ziarna słonecznika. Stopniowo dodawaj ciepłą wodę, ciągle wyrabiając ciasto za pomocą miksera z końcówką do ciasta drożdżowego. Przykryj ciasto ściereczką i pozostaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na ok. 1h. Foremkę o wymiarach 10 x 30 cm wyłóż papierem do pieczenia. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, zagnieć je ponownie za pomocą miksera. Następnie przełóż ciasto do foremki, zwilż wierzch ciasta wodą, posyp ziarnami słonecznika i delikatnie natnij nożem. Chleb odstaw do wyrośnięcia na 1 h w ciepłe miejsce. Pieczenie: Piekarnik nagrzej do temp. 210°C. Wstaw foremkę do piekarnika. Piekarnik gazowy: 210°C Piekarnik elektryczny: 210°C Dodatkowe informacje: Piekarnik gazowy powinien być nagrzany. Piekarnik elektryczny powinien być nagrzany. Czas pieczenia: 10 min. Następnie zmniejsz temp. do 180°C i kontynuuj pieczenie. Piekarnik gazowy: 180°C Piekarnik elektryczny: 180°C Dodatkowe informacje: Piekarnik gazowy powinien być nagrzany. Piekarnik elektryczny powinien być nagrzany. Czas pieczenia: 30 min. Upieczony chleb wyciągnij z piekarnika i pozostaw do wystudzenia. Czytaj dalej

0 6

Od redakcji

Śmieje się z nich cała wieś

O Teatrze Wielkim w Cigacicach i jego aktorach można książki pisać… To ponad 14 premier przezabawnych spektakli i 14 lat historii wielkiego przedsięwzięcia w malutkiej wsi, malowniczo położonej nad Odrą, w województwie lubuskim. Teatr Wielki w Cigacicach powstał w 2005 roku. Autorką całego zamieszania stała się, zupełnie niezamierzenie i trochę przez przypadek, nauczycielka nauczania początkowego cigacickiej szkoły. – Postanowiłam przygotować przedstawienie dla uczniów z udziałem rodziców, dziadków, wujków, cioć... – wspomina Marzena Wozińska inicjatorka powołania Teatru Wielkiego. – Często oczekuję od dzieci, żeby występowały pomimo tremy, strachu, czasem wstydu. Chciałam im pokazać, że z takimi samymi emocjami mierzą się dorośli i pomimo nich wychodzą na scenę, że my też potrafimy. To miał być jednorazowy występ. Na fali pierwszego sukcesu… W realizację projektu zaangażowało się wielu dorosłych, a wśród nich świeżo upieczony wówczas mieszkaniec Cigacic – Dariusz „Kamol” Kamys – reżyser, artysta kabaretowy, założyciel kabaretu POTEM, HiFi oraz HRABI i tata Paulinki i Stasia, ucznia miejscowej szkoły. Na wsi zawrzało, spektakl długo i głośno oklaskiwano, dzieci były zachwycone, ale i dorosłym aktorom-amatorom spodobało się występowanie, adrenalina, emocje i radość po udanym występie. – To było fantastyczne przeżycie – dodaje nauczycielka. – Jednogłośnie przyznaliśmy, że to nie może się skończyć, że nie chcemy tego zostawić. I tak pomimo braku czasu, licznych zobowiązań zawodowych i rodzinnych tworzenie spektakli na stałe wpisało się w życie kulturalne wsi. – Naszym sukcesem i receptą na ciąg dalszy było też pozyskanie Darka Kamysa – przyznaje pani Marzena. – Gdyby nie on chyba jednak nie dalibyśmy rady wytrwać. Z życia teatru „Kamol” wyreżyserował pierwsze cigacickie przedstawienie i wszystkie kolejne. Podzielił się z amatorami doświadczeniem i udzielił wielu cennych wskazówek, podczas wielogodzinnych prób. – Czasem też występuje, jednak głównie w sytuacjach awaryjnych, gdy trzeba kogoś zstąpić, gdy jeden z nas z rożnych powodów, w ostatniej chwili musi zrezygnować z występu – opowiada pani Marzena. – Wtedy Darek wkracza do akcji, czasem nawet z marszu. Wkuwa rolę w ostatniej chwili i ratuje przedstawienie. To on wymyślił nazwę grupy. Zderzenie słów „wielki” i “Cigacice” wydało mu się komiczne. Pieczę nad stroną techniczną teatru wielkiego objęła Marzena Wozińska. Nauczycielka od lat zwołuje próby, okropnie pogania kolegów do nauki ról, przypomina im o spotkaniach i czuwa nad ich przebiegiem. – Zorganizowanie prób, tak żeby każdemu pasowało to prawdziwe logistyczne wyzwanie – wyznaje. – Ale to moja rola. Jestem taką matką założycielką i staram się to wszystko spinać, trzymać nad tym pieczę, bo bardzo dużo serca włożyłam w ten teatr. Co rok premiera To ich plan, który z powodzeniem realizują od 14 lat. Lata mijają, teatr dojrzewa i pomimo upływającego czasu nabiera rozmachu i rumieńców. Aktorom – już nie takim amatorom – przybywa doświadczenia. – Z biegiem lat skrócił się też czas przygotowań do premier – mówi pani Marzena. – Dawniej zaczynaliśmy spotykać się w październiku, przed marcową premierą. W tym roku wystartowaliśmy 15 stycznia, a premiera, będzie 6 kwietnia. Rzadziej na próbach pojawia się też Darek. Już wie, że może nas trochę zostawić, puścić samych na głęboką wodę i wie, że sobie poradzimy. Na próbach spotykają się raz w tygodniu. To dość długie spotkania, zwłaszcza tuż przed premierą i trwają do późnych godzin nocnych. – Nasze przedstawienia mają kabaretowy charakter – opowiada pomysłodawczyni teatru. – Korzystamy z uprzejmości kabaretów, z którymi kontakt ma Dariusz i które pozwalają nam na odtwarzanie swoich skeczy. Dzięki nim mamy teksty. W dniu premiery na scenę wychodzą dwa razy. – Nasza sala w szkole podstawowej w Cigacicach nie jest duża, może pomieścić raptem 120 osób – mówi pani Marzena. – Po jakimś czasie dajemy kolejne dwa przedstawienia, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, żeby zaspokoić ich potrzeby. Często występujemy też w pobliskim Sulechowie i jak nas zaproszą dalej to też jedziemy. Owacjom nie ma końca Publiczność zawsze im dopisuje. – Dochodzi do tego, że gdy zabraknie biletów, które rozchodzą się od ręki, mieszkańcy pytają nas czy mogą przyjść z własnym krzesłami. Ostatnio nawet musieliśmy odmówić, nie wszyscy się dostali na premierę – opowiada członkini grupy. – Ale poza frekwencją naszym największym sukcesem jest fakt, że robimy coś dla mieszkańców, że w Cigacicach coś się dzieje, że ruszamy troszkę lokalną społeczność. Sukcesem jest też każda premiera. – Cieszymy się, że kolejny raz się udało, że publiczność dobrze się bawiła, że się podobało. Że widzowie są szczęśliwi, gratulują nam, mówią, że chcą jeszcze, żałują, że tak rzadko występujemy – dodaje pani Marzena. Tak na marginesie można również wspomnieć, że teatr z tak niewielkiej wsi został też zauważony i zdobył uznanie na warszawskich salonach. Formacja teatralna z Cigacic otrzymała bowiem Nagrodę Obywatelską Prezydenta RP w kategorii Obywatelska Inicjatywa Lokalna w 2015 roku. Nagrodę wręczył im wówczas Bronisław Komorowski w Pałacu Prezydenckim, podczas uroczystości zorganizowanej z okazji Dnia Samorządu Terytorialnego. Sukces = Sława Aktorzy z Cigacic poznali już smak sukcesu. Są rozpoznawani i to nie tylko u siebie na wsi. Zwłaszcza po premierze zbierają gratulacje, uśmiechy na ulicach, w sklepach, a nawet daleko, daleko od domu. – Ostatnio, na wakacjach w Hiszpanii, w hotelu podszedł do mnie pan i powiedział, że mnie zna, że jestem z Cigacic, z teatru – opowiada z uśmiechem pani Marzena. – Jak się później okazało to był mieszkaniec sąsiadującego z naszą wsią Sulechowa. Wpadki się zdarzają... Trema nie odpuszcza, nawet po latach występów. – I myślę, że mówię tu w imieniu większości aktorów – dodaje nauczycielka. – Ja nadal przed premierą z bólem brzucha przestępuję z nogi na nogę, drżą mi ręce. Każde wyjście na scenę to wyzwanie. Z biegiem lat łatwiej nie przychodzi również wkuwanie roli. – Ale doświadczenie dało nam większą swobodę na scenie – opowiada. – Improwizujemy z większą łatwością, co przydaje się gdy zdarzy się wpadka, gdy ktoś zapomni tekstu. Łatwiej wybrnąć nam z takiej sytuacji. To już nie jest tak jak na początku, że uciekło słowo i stawaliśmy odrętwiali. Publiczność wszystkie potknięcia aktorów również głośno oklaskuje. – Widzowie są wręcz rozczarowani, gdy wszystko gładko idzie – opowiada z uśmiechem pani Marzena. – Oni uwielbiają jak my „gotujemy się” na scenie. Chociaż coraz częściej umykają im nasze wpadki. Czasem dopytuję męża po premierze, czy zauważył, że się zgubiliśmy, i zdarza się, że tego nie wychwycił. Główni bohaterzy wielkiego zamieszania Wśród aktorów są między innymi: nauczyciele, artyści, student prawa, absolwent teologii, inżynier budownictwa, informatyk i elektronik, rencista i sędzia sądu okręgowego. Wszyscy członkowie grupy są amatorami. Skład jest w miarę stały, czasem odchodzą, przychodzą nowi, różne życiowe sytuacje mają na to wpływ. - Jednak nikomu, nigdy nie odmówiliśmy występowania w teatrze – dodaje pani Marzena.                                                                                                                                               Agnieszka Namysł                                                                                                                                               foto: Katarzyna Bemben Oto oni: Dariusz „Kamol” Kamys – reżyser Marzena Wozińska – nauczycielka nauczania początkowego. Beata Chodacka – wychowawca świetlicy i nauczyciel przedszkola. Arletta Kobyluk – nauczycielka nauczania zintegrowanego. Jacek Marcinkiewicz – elektronik prowadzący własną firmę. Halina Nałęcz – nauczycielka języka polskiego. Marek Piekarski – jeden ze starszych członków grupy. Pomaga w firmie syna zajmującej się budową kominków. Marek Szumski – informatyk. Grzegorz Tomoński-Malinowski – anglista oraz plastyk. Helena Tylutka – nauczycielka nauczania początkowego. Roman Włoch – najstarszy członek grupy, rencista. Lidia Wielesiuk – pracuje w Impresariacie Artystycznym. Magdalena Bocer – specjalistka ds. kadr, pracownica sądu okręgowego. Marek Góralski – student prawa. Wojciech Góralski – absolwent Animacji Kultury na Uniwersytecie Zielonogórskimi, aktualnie student Uniwersytetu Wrocławskiego. Łukasz Kalinowicz – absolwent teologii Uniwersytetu Szczecińskiego. Zbigniew Woźniak – sędzia sądu okręgowego, doktor nauk prawnych, nauczyciel akademicki. Mariusz Mazurek – inżynier budownictwa, rzeczoznawca majątkowy ds. wyceny nieruchomości. W tym roku debiutują: Joanna Tomońska - Malinowska – anglistka, trenerka fitness Andrzej Zygadło – wykładowca akademicki zajmujący się pedagogiką społeczną Piotr Mazurek – licealista Daniel Grupa – mieszkaniec Cigacic, z powołania kompozytor, z wyboru pianista, choć jemu samemu bliżej do roli pisarza i… alpinisty. Zatroszczy się o oprawę muzyczną. Czytaj dalej

2 9

Od redakcji

Bóg, wiara, człowiek - jak odnaleźć się w obecnym świecie

Po co nam wiara, Bóg, Kościół, parafia, ksiądz, sakramenty? Chyba, że coś się stanie. Chrzest, bierzmowanie, ślub, pogrzeb - to nam się należy, bo jesteśmy wierzący. Do parafii często idziemy jak do urzędu…  Zachęcamy do lektury felietonu księdza Adam Matysiak z diecezji łowickiej. Trochę trudno nadążyć i zrozumieć wszystkie zmiany zachodzące w dzisiejszym świecie. Patrzymy na dzieci, młodzież, dorosłych. Świat nam ucieka, jak szybki pociąg przemykający po torach, bo wydaje się, że my uciekamy od siebie. Telefony, tablety, komputery pozwalają na szybki kontakt ze sobą, ale zabierają nam czas na bycie razem. Wolimy być z innymi w przesyłanych SMS-ach, mailach, wolimy poznawać ludzi i „spotykać” się z nimi w społecznościowych platformach jak Facebook czy Twitter, wybieramy gry czy przeglądanie internetu, niż wspólny czas z bliskimi. Ciągle nowe wiadomości, zdjęcia, obrazy świata, filmy zastępują kontakt z drugim człowiekiem, a wtedy przestajemy kochać. Wydaje się, że przestajemy kochać siebie, przestajemy kochać innych, a stajemy się coraz bardziej ludźmi ukształtowanymi przez naukę i technikę. Człowiek maszyna – bez uczuć, bez emocji, zamknięty w sobie i obojętny wobec innych i świata. Do parafii jak do urzędu... W takim naszym świecie nie ma też miejsca dla Boga, Kościoła i bliźniego. Może to mylne wrażenia, ale dzisiaj coraz bardziej oddalamy się od siebie. Stajemy się indywidualistami i egoistami, coraz mniej żyjemy we wspólnotach: rodzinnych, sąsiedzkich, w społeczności wsi czy miasta, czy we wspólnocie parafialnej. Po co nam wiara, Bóg, Kościół, parafia, ksiądz, sakramenty? Chyba, że coś się stanie. Chrzest, bierzmowanie, ślub, pogrzeb. Wtedy nam się to należy. Idziemy do parafii jak do urzędu. Należy mi się, bo jestem wierzący. Załatwiamy sprawy urzędowe i wykupujemy usługę bo tak trzeba, tak wypada, taka jest tradycja. Czas na zmiany Mimo tego wszystkiego nie należy tracić nadziei i wiary w siebie i człowieka. Czas nie stanie w miejscu i świat się nagle nie zatrzyma. Nie mamy dopasowywać się do niego, ale być kreatorami tej rzeczywistości. Zatem to co najważniejsze zawsze jest przed nami. Tak było przez kolejne lata i wieki, i tak jest dzisiaj. Być może nieco zapędziliśmy się do kąta, być może wiele straciliśmy, ale nie ma sytuacji bez wyjścia, jak to jest powiedziane przez posłańca bożego Anioła Gabriela do Maryi „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”. Jest swoistego rodzaju diagnoza, a teraz należy podjąć leczenie. Razem możemy więcej Nie ma skutecznych i działających natychmiast rozwiązań, ale są te które zostały już wypróbowane przez poprzednie pokolenia. Budowanie wspólnoty to najważniejsze i podstawowe działanie. Sam, jeden człowiek nie zrobi wiele. Razem dokonujemy rzeczy ważnych i dobrych. Bycie razem jest potężną siłą. Przez lata poczucie wspólnoty pozwalało realizować wielkie dzieła i z największych zawirowań historii naszej Ojczyzny wyprowadzać ogrom dobra. Trzeba o tym pamiętać i dzisiaj brać przykład z naszych przodków. Przełamujmy utarte schematy Takie działania należy promować i podejmować trudne zadanie ich realizacji. Najlepszym sposobem, aby tak się działo jest zjednoczenie ludzi wokół idei, wokół dzieła. Taką jedność i wspólnotę buduje wiara i Bóg. Coraz więcej ludzi odwraca się od Kościoła, ale nie odwracają się oni od Boga. Warto zatem stawiać na sprawdzony od lat i wieków kierunek działań. Przykład człowieka wierzącego, wspólnoty w której żyje, jest najbardziej budujący i zachęcający innych do działań. Przełamujmy zatem utarte schematy wygody tworzonej przez technikę, mechanikę, telekomunikację, a starajmy się być ze sobą i dla siebie. Razem możemy na pewno więcej by żyć w tym świecie, który będzie taki jakim my go ukształtujemy. ksiądz Adam Matysiak Czytaj dalej

3 18

Od redakcji

0 1

Od redakcji

2 9

Od redakcji

0 5

Od redakcji

Płynne złoto prosto z pasieki

Aż 7 litrów nektaru potrzeba do wyprodukowania kilogram miodu, co przekłada się na 140.000 wylotów z ula. 1 kilogram miodu to wynik odwiedzin 750.000 do 3.000.000 kwiatów. A pszczela rodzina, żeby przetrwać potrzebuje w sezonie 90 kilogramów miodu. – Dopiero nadwyżką „dzielą” się z nami – mówi pszczelarz Bogdan Wencel, który zdradził nam kilka sekretów z życia pasieki. Pasją „zaraził się” w dzieciństwie. – Urodziłem się na wsi, gdzie ule stały przy co drugim domu – opowiada pan Bogdan. - Po dwa, trzy w gospodarstwie. W sumie we wsi było ich około 16. Każda rodzina miała własny miód. Pan Bogdan przez lata pracował na Śląsku jako górnik. W okolice Bełchatowa (woj. łódzkie) przyjechał za żoną i od już od 27 lat rozbudowuje swoją pasiekę. Zaczynał od kilku uli. Dziś w Dobrzelowie prowadzi Gospodarstwo Rolno-Pasieczne „Wenclówka” i dogląda aż 35 uli, które stoją na czterech różnych działkach w gminie Wieści z ula Jeden ul to średnio 50.000, nawet do 70.000 owadów w rodzinie. W zimowych kłębach grzeje się po parę tysięcy pszczół. Owady w tym okresie nie zapadają jednak w letarg. - Są aktywne, ich mięśnie pracują i wytwarzają ciepło – mówi pszczelarz. - Utrzymują temperaturę trzydziestu pięciu stopni Celsjusza, nawet gdy na dworze panują siarczyste mrozy. Gdy temperatura na zewnątrz zaczyna wzrastać i zza chmur wychodzi słońce pszczoły coraz chętniej wylatują z ula, nawet w lutym. W marcu królowe matki rozpoczynają nowy sezon i zaczynają przygotowywać rodzinę do wylotu, już w znacznie liczniejszym składzie. Przystępują do zmasowanego składania jaj - „czerwią się”. Każdego dnia w ulu przybywa po około 1000 jaj, z których wylegają się larwy. Robotnice opiekują się nimi, karmią je i dbają, by te przeszły przez kolejny etap dojrzewania. Po kilkudziesięciu dniach, ze swojej celi, zabezpieczonej woskowym wieczkiem, wygryza się dorosła postać owada – po 21 dniach robotnica, po 24 truteń. O tym decyduje rodzaj pokarmu i czas przez jaki larwy są karmione. Trutnie wylęgają się też z jaj niezapłodnionych, a robotnice z zapłodnionych. Rodzina musi być silna Bo tylko taka da radę zebrać dużo pyłku i zapewnić przetrwanie krewniaczkom z ula. Praca w pasiece zatem nieustannie wre. Robotnice rodzą się i uwijają przez 42 dni i giną. Pałeczkę przejmują po nich kolejne zastępy pracowitych owadów. Żeby wyprodukować kilogram miodu, potrzeba 7 litrów nektaru, co przekłada się na 140.000 wylotów z ula. 1 kilogram miodu to wynik odwiedzin 750.00 do 3.000.000 kwiatów. Pszczela rodzina, żeby przetrwać potrzebuje w sezonie 90 kilogramów miodu, dopiero nadwyżką „dzielą” się z pszczelarzem. - To zaledwie około dziesięciu litrów miodu z ulu – mówi pan Bogdan. - Ale dla pszczelarza to i tak imponujący wynik.   Ciężkie życie trutnia W każdym ulu żyje około 1000 trudni. Ich rolą jest zadbanie o to, żeby worek nasienny królowej został wypełniony po brzegi. Do tego czasu robotnice się nimi opiekują. Jednak już w połowie lata, po okresie rojenia się pszczół i lotów godowych młodych królowych, dla trutni zaczyna się trudny okres. Robotnice diametralnie zmieniają do nich stosunek i zaczynają okazywać „chłopakom” niechęć. Strażniczki nie wpuszczają ich już do ula. "Panowie" są po prostu zbyt duzi, żeby ich karmić. Mogliby zjeść zgromadzone zapasy, przygotowane na ciężki i długi okres zimy. A to oznaczałoby śmierć głodową całej rodziny. Ostatnia grupa robotnic będzie żyć kilka miesięcy – aż do wiosny. I to dla nich musi wystarczyć pożywienia, bo to one będą musiały wykarmić pierwszą, noworoczną grupę czerwi. Płynne złoto z babcinej spiżarni Miód każdego postawi na nogi, bakterie i wirusy mają w nim godnego przeciwnika. Wspiera układ krążenia, pokarmowy, moczowy i oddechowy. Wzmacnia odporność i potrafi kojąco wpłynąć na nasz organizm, minimalizując skutki stresu. O drogocennych właściwościach miodu pisali już starożytni Egipcjanie, nazywając go płynnym złotem. Miód jest obecny praktycznie w każdym domu. Za co najbardziej go cenimy? pozytywnie wpływa na pracę serca, polepsza krążenie krwi i obniża ciśnienie, działa oczyszczająco na organizm, łagodzi skutki stresu, pobudza trawienie i likwiduje zaparcia, spożywanie miodu zwiększa odporność organizmu i chroni układ oddechowy przed rozwojem zakażenia, działa przeciwbakteryjnie, wykrztuśnie, uodporniająco oraz przeciwalergicznie, nasze babcie radziły smarować rany miodem, co przyspiesza oczyszczanie ran, a także wykazuje właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne, hamuje powstawanie próchnicy, wykorzystywany przy leczeniu cukrzycy, ze względu na cukry redukujące (m.in. fruktozę). Rodzaje miodów i ich właściwości Miód rzepakowy jest w stanie płynnym prawie bezbarwny lub ma barwę lekko słomkową i słaby zapach kwiatów rzepaku. Pomocny w leczeniu wątroby, trzustki, nerek, układu pokarmowego, wrzodów żołądka i dwunastnicy. Obniża ciśnienie tętnicze krwi i wyrównuje niedobory potasu w organizmie. Skuteczny także przy przeziębieniach i stanach zapalnych dróg oddechowych. Miód spadziowy to miody gęstsze od nektarowych i zawierają więcej związków mineralnych, szczególnie potasu, fosforu, chloru, siarki, wapnia, magnezu i żelaza. Działają antyseptycznie, przeciwzapalnie i wykrztuśnie, wspomagają system odpornościowy człowieka. Zalecane są osobom pracującym dużo przy komputerze. Miód lipowy w stanie płynnym ma kolor jasnożółty, czasem bursztynowy z zielonkawym odcieniem. Zapachem przypomina kwiaty lipy. Działa antyseptycznie, przeciwskurczowo, napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, lekko nasennie i uspokajająco, obniża gorączkę. Pomaga w leczeniu grypy, przeziębienia, kaszlu, ostrych i przewlekłych chorobach przeziębieniowych, anginach, zapaleniach zatok obocznych nosa, dróg oddechowych. Miód gryczany jest najczęściej ciemno-herbaciany lub brunatny. Ma charakterystyczny zapach i ostry smak. Dzięki dużej zawartości rutyny, substancji oczyszczającej naczynia, polecany jest przy miażdżycy, chorobie wieńcowej i nadciśnieniu tętniczym. Sprzyja odbudowie komórek kostnych, wzmacnia układ odpornościowy. Przyspiesza gojenie ran i zrastanie kości. Polecany również przy zapaleniach nerek i opłucnej, stanach osłabienia pamięci, leczeniu jaskry, osłabionego wzroku i słuchu. Źródło: Polski Związek Pszczelarski   Czytaj dalej

3 11

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij