Aktualności

Od redakcji

0 7

Od redakcji

20 lat na scenie

W Pisarzowicach sensacja, baby tworzą zespół tańca KGW chce występować Okolice zawojować... tak było 20 lat temu, a dzisiaj Zespół Regionalny ”Pisarzowianki” świętuje swoje okrągłe urodziny. Zespół powstał w listopadowy wieczór 1998 roku. Jego założycielem był Stanisław Olearczyk akompaniator i kierownik muzyczny, który pełni tę funkcje do dziś. Choreografem jest pani Bogusława Kubiczek (przez 10 lat była kierownika grupy), a od 2012 roku kierownikiem jest Cecylia Puzoń, przewodnicząca KGW”Strażniczki Tradycji” w Pisarzowicach. Od początku aktywnie grupa bierze udział we wszystkich wydarzeniach sołeckich, gminnych powiatowych, wojewódzkich, dożynkach, przeglądach zespołów regionalnych, uroczystościach kościelnych. Występuje na scenach w Słowacji i w Czechach. Podczas uroczystych obchodów jubileuszu, które miały miejsce na sali OSP w Pisarzowicach goście mogli podziwiać przywiezione przez zespół, nie tylko z zagranicznych wojaży, nagrody, dyplomy, suveniry i puchary. Podczas uroczystości zostały wręczone odznaczenia, które przyznano jubilatom przez Zarząd Oddziału Polskiego Związku Chórów i Orkiestr w Bielsku-Białej. Srebrną Odznakę Honorową otrzymał za wybitną działalność artystyczną pan Stanisław Olearczyk, brązową uhonorowano członków zespołu, a kierownik Cecylii Puzoń wręczono Dyplom Honorowy za wybitne zasługi dla amatorskiego ruchu artystycznego. Szefowa zespołu wręczając wraz z paniami z zespołu statuetki na zakończenie jakże wspaniałej uroczystości, podziękowała wszystkim władzom powiatowym, samorządowym, organizacjom działającym na terenie Gminy Wilamowice jak i poza nią, sponsorom, darczyńcom, sympatykom, członkom zespołu którzy występowali na przestrzeni 20 lat istnienia i ich rodzinom, a obecnym członkom zespołu „małym i dużym” za zaangażowanie . Podziękowania skierowane także były w szczególności do starosty bielskiego Andrzeja Płonki, burmistrza Mariana Treli oraz dyrektora M-GOK w Wilamowicach Aleksandra Nowaka, którzy objęli patronat nad jubileuszem zespołu. Po części artystycznej rozpoczęła się biesiada przy suto zastawionych stołach, podczas której gości bawił grający na akordeonie pan Stanisław. Wspaniały poczęstunek przygotowała wraz z grupa członkini zespołu Beata Kostrzewa. Cecylia Puzoń zdjęcia A.Olearczyk oraz R.Prochowski Czytaj dalej

6 22

Od redakcji

Scena to ich drugi dom

Logopeda, woźny, policjant, nauczyciele, dyrektorka przedszkola i szkoły podstawowej, stomatolog, gościnnie lekarz a nawet ksiądz, spotkali się pewnego dnia na scenie Centrum Kultury w Żabnie. Z ciekawości, a może trochę dla świętego spokoju dali się namówić do udziału w przedstawieniu i wcielili się w postacie z baśni o Czerwonym Kapturku. Ot tak - niepozornie rozpoczęła się ich wielka przygoda ze sceną. Zanim jednak grupa teatralna AD-HOC, o której tu mowa, rzuciła na kolana żabieńską publiczność pomysł na amatorski teatr narodził się w głowie Elżbiety Kijowskiej, nauczycielki ze Szkoły Podstawowej w Żabnie. Pani Elżbieta miała już spore doświadczenie, bo prowadzi od 20 lat dziecięcy teatr Galimatias. – Zajęcia z dziećmi to niesamowita frajda – zapewnia reżyserka przedstawień. – Dostrzegłam wielki potencjał w uczniach. Z biegiem czasu grupa dzieci, którą wzięła pod swoje skrzydła, zaczęła odnosić spore sukcesy na deskach teatralnych i sięgać po najwyższe laury na konkursach, nawet ogólnopolskich. – Pomyślałam, że skoro zespół dziecięcy odnosi tak znaczące sukcesy, czemu by nie spróbować z dorosłymi – wspomina pani Elżbieta. Przy próbie realizacji pomysłu pojawił się jednak spory kłopot. Żabno jest małą miejscowością w powiecie tarnowskim i nikt z zaproszonych przez reżyserkę znajomych nie palił się do współpracy. Trzeba było zmierzyć się ze obawami, wstydem i strachem przed śmiesznością. – Ja byłam jednak przekonana, że przedsięwzięcie musi wypalić – mówi pani Elżbieta. – Nie zrezygnowałam tak łatwo. Dalej dzwoniłam, namawiałam i prosiłam, na tyle skutecznie, że zebrało się kilku ochotników. Zaczęły się próby do pierwszego przedstawienia, które było luźną adaptacją baśni o Czerwonym Kapturku. Wielkimi krokami zbliżała się premiera. – Gdy staliśmy przed sceną, tuż przed naszym debiutanckim występem, sami nie mogliśmy w to uwierzyć – opowiada reżyserka. Centrum Kultury pękało w szwach. Zgromadzona publiczność nie zmieściła się na sali widowiskowej i czekała na korytarzu ponad godzinę, żeby obejrzeć przedstawienie. – To zagrzało nas do boju, poczuliśmy wiatr w żaglach i ogromną motywację do dalszej pracy – wspomina reżyserka. Kontakt z publicznością, oklaski, atmosfera na scenie, światła, kostiumy – wszystko sprawiło, że krew mocniej zaczęła krążyć w żyłach aktorów, obudziła się pasja, rozkwitły talenty. – Rozpoczęłam poszukiwania nowego repertuaru – wspomina pani Elżbieta. – Chcieliśmy jako grupa być coraz lepsi, żeby się nie wstydzić, żeby nikt nie powiedział, że jesteśmy wiejskim zespołem. Postanowiliśmy stworzyć prawdziwy teatr. W gronie aktorów, a z czasem przyjaciół pani Elżbiety znaleźli się: nauczyciele, dyrektorka przedszkola, dyrektorka szkoły podstawowej w Niedomicach (bo była na spektaklu i bardzo chciała zagrać) logopeda, woźny, policjant, stomatolog, gościnnie lekarz, a nawet ksiądz. – Wszyscy stworzyli niesamowity zespół, który działa już od 6 lat – dodaje pomysłodawczyni teatru. – W tym czasie wystawiliśmy kilka sztuk, otrzymaliśmy kilka wyróżnień na festiwalach, ale najważniejsze jest to, że doskonale się rozumiemy. Dajemy z siebie wiele, bo pomimo licznych obowiązków zawodowych spotykamy się 2 razy w tygodniu, żeby każdy spektakl był na najwyższym poziomie. Od początku grupę wspiera pani dyrektor Centrum Kultury w Żabnie – Marta Warias, która zagrała w pierwszym spektaklu. Przygoda z teatrem zaczęła się od niepozornej bajki, ale w repertuarze grupy znalazły się sztuki Sławomira Mrożka, Juliusza Machulskiego czy Jana Drdy . – Ostatni spektakl, który napisał współczesny mistrz angielskiej farsy Ray Cooney pt. „Okno na parlament”, dał nam najwięcej satysfakcji mówi pani Elżbieta. – Komedia omyłek rozbawiła zgromadzoną publiczność do łez. A publiczność zawsze im sprzyjała i dopingowała do dalszej pracy. – Staliśmy się „celebrytami” w Żabnie, w tym pozytywnym znaczeniu – mówi z uśmiechem reżyserka. – Każda premiera w naszym miasteczku jest sporym wydarzeniem. Szanujemy widza, bo dla niego tworzymy i dajemy z siebie wszystko. Rola Elżbiety Kijowskiej polega na zaproponowaniu repertuaru i wizji scenicznej. – Oczywiście, jak każdy twórca wpadam w szał, jeśli widzę, że coś nie idzie – mówi pani Elżbieta. – Ale wszyscy mnie znają na tyle, że moje trzaskanie drzwiami nie robi już na nikim wrażenia. W tej teatralnej rodzinie ważny jest aktor, ale jeszcze ważniejszy widz, z którym można zanurzyć się w niezwykły świat sceniczny, gdzie wszystko zdarzyć się może… – Mój zespół napawa mnie dumą, bo są to ludzie wyjątkowi, którzy tworzą spektakle lekkie, żartobliwe, ale mądre, a przy tym dobrze się sami bawią i mam nadzieję, że tę swoją pasję przekazują widzom. W każdą sztukę wkładają mnóstwo pracy i serca – zachwala grupę reżyserka. AD – HOC: Paweł Węgiel, Marcin Węgiel, Ewa Korus, Katarzyna Smolik, Monika Spinda, Anna Szopińska-Lech, Małgorzata Mazur, Maciej Domański, Robert Grajdura, Krzysztof Ryndak, Anna Chyc, Teresa Seremet, Adam Tomczyk, Henryka Ruchwa, Magdalena Cudzich -oprawa muzyczna, Elżbieta Kijowska-reżyser Czytaj dalej

0 2

Od redakcji

Jak papryka, to tylko z zagłębia Przytyckiego

Sprawdza się jako świeży dodatek do sałatek, kanapek, a także potraw gotowanych czy smażonych, jest również pyszna w postaci przetworów na zimę, z dodatkiem buraków czy cebuli. To smaczne warzywo coraz częściej gości na naszych stołach. Równie chętnie zaczynamy je też uprawiać. Czy to się jednak opłaca? Co, gdzie i kiedy ? Chociaż w Europie jest znana już od XVI w., to do tej pory kojarzyła się nam głównie z Węgrami. Dopiero 30 lat temu rozpoczęto w Polsce uprawę tego bardzo smacznego i wartościowego warzywa. Centrum produkcji papryki w Polsce znajduje się w gminach Przytyk , Potworów, Klwów i Stara Błotnica, choć wszystko swój początek miało w gminie Przytyk. A pierwszym producentem papryki był Antoni Kwietniewski z miejscowości Wola Wrzeszczowska tym samym przyczynił się do powstania zagłębia paprykowego w wyżej wymienionych gminach. Pamięci Antoniego Kwietniewskiego Zrzeszeni Producentów Papryki ufundowało tablicę pamięci w gminie Prztyk. Zarówno w Przytyku jak i w odległych o około 40 km miejscowości znajduje się zagłębie papryki. Jest to region w którym produkuje się najwięcej warzyw pod osłonami. Papryka z tych rejonów eksportowana jest na rynki Europy Środkowo Wschodniej, Zachodniej i Północnej. Producenci papryki, pod osłonami uprawiają również fasolkę szparagową, kapustę pekinkę czy też cukinię. Dzięki swojej ciężkiej pracy wykonali duży skok w zakresie technologii produkcji pod osłonami. Własnymi nakładami finansowymi i ciężką pracą doprowadzili do zbudowania największego rejonu w Polsce produkującego warzywa pod osłonami, a szczególnie papryki. Papryka z zagłębia Przytyckiego nie ma sobie równych. To gwarancja doskonałej jakości i niepowtarzalnego smaku. Ogromne koszty, śmieszne zyski Produkcja papryki to długi proces, a także ogromny nakład finansowy, związany z zakupem nasion, wyprodukowaniem sadzonek, zakupem środków ochrony roślin. Już bardzo wczesną wiosną, w lutym czy marcu, zaczynają się pierwsze prace, których rezultaty widać dopiero w sierpniu. Jest to dla producentów ogromy wysiłek finansowy. Produkcja musi być bardzo dobrze zorganizowana, co gwarantuje warzywom najwyższą jakość, pomimo której większość rolników martwi się jednak o zbyt. Producenci tłumaczą, że z roku na rok koszty związane z uprawą papryki rosną. Ciągłe podwyżki energii, nawozów, czy samych foli nie są adekwatne do ceny za jaka sprzedają swój towar. Ceny w skupach przyprawiają o dreszcze. Za kilogram papryki drugiego gatunku rolnik przed laty otrzymywał 2,5 zł. Dzisiaj za kilogram warzyw pierwszego gatunku nie dostanie 2 zł. Ogromne są również koszty uprawy. Jeden tunel, gdzie dojrzewa papryka, to koszt około 5000-6000 tysięcy złoty. Taka folia rozłożona na specjalnej konstrukcji powinna wystarczyć na co najmniej 4 lata, ale często w jednym sezonie trzeba ich założyć więcej. Nawałnice, burze, silny wiatr potrafią w kilka chwil zniszczy tunel i porwać folię, która nie nadaje się do do ponownego założeni. A bywają lata gdzie zniszczonych zostaje kilka tuneli razem z konstrukcją. Często dzieje się też tak, że importowana papryka jest oferowana po niższych cenach, dużo niższych niż koszty produkcji rodzimych przedsiębiorców. Kazimierz Szubiński Czytaj dalej

0 6

Od redakcji

Takie imprezy tylko w Buczku

Prawie 30.000 tłum oklaskiwał gwiazdy, które przyjechały do Buczku (woj. łódzkie) na V Krajowe Święto Truskawki i zarazem 21. edycję imprezy. Na scenie wystąpiły zespoły - Luka Rosi, Piękni i Młodzi, Jorrgus, Dejw, Red Lips, Brathanki, Boys, oraz Dawida Kwiatkowskiego, Roksana Węgiel. Mieszkańcy Buczku, okolicznych gmin i miast bawili się na placu przy ulicy Parkowej, w sobotę i niedzielę (15-16 czerwca). To był gorący weekend i to nie tylko za sprawę żaru lejącego się z nieba, ale przede wszystkim ogromu atrakcji, występów gwiazd i fantastycznej atmosfery. W sobotę, jeszcze przed oficjalnym otwarciem, którego dokonał wójt gminy Buczek Bronisław Węglewski, publiczność roztańczyła się na dwóch koncertach. Wystąpili Luka Rosi oraz Piękni i Młodzi. Spisali się na medal Pierwszego dnia imprezy na buczkowskiej scenie nadano również tytuły "Honorowego Obywatela Gminy Buczek”, przyznane uchwałą Rady Gminy Buczek. W tym roku odebrali go: Anna Doliwa, prezes Lokalnej Grupy Działania Dolina rzeki Grabi oraz Andrzej Włodarczyk, właściciel firmy Włodan. Rozstrzygnięto również konkursy: kulinarny "Truskawkowe Babeczki" oraz rękodzieła "Buczkowska Truskawka Inspiruje". W konkursie na "Truskawkowe Babeczki" zwyciężyły wypieki Stowarzyszenia Gospodyń Wiejskich z Bachorzyna (nr 14). Drugie miejsce przypadło babeczkom Beaty Struckiej (nr 2), a trzecią nagrodę otrzymała ze babeczki (nr 15) Irena Janicka. W konkursie rękodzieła "Buczkowska Truskawka Inspiruje" zwyciężyła praca Żanety Tomczak, druga nagroda przypadła pracy Anety Pieńkowskiej, a trzecia rękodziełu Katarzyny Michalak. Publiczność szalała W niedzielę na scenie jako pierwszy wyszedł i rozbawił zebraną publiczność kabaret Koń Polski. To była zaledwie rozgrzewka przed kolejnym występem. Rzesze podekscytowanych fanek zgromadził pod sceną Dawid Kwiatkowski. Po nim na zaprezentowała się Roksana Węgiel zwyciężczyni pierwszej polskiej edycji The Voice Kids, oraz 16 Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci. Między występami artystów mieszkańcy mogli podziwiać pokazy akrobacji lotniczej w wykonaniu pilotów Grupy Żelazny. Wieczorem przed publicznością Święta Truskawki zaprezentowali się jeszcze Red Lips i Brathanki. Na zakończenie imprezy niebo rozświetlił pokaz sztucznych ogni. Organizatorem Święta Truskawki jest gmina Buczek. Czytaj dalej

0 6

Od redakcji

„Polskie Kwiaty” rozkwitły na scenie

Zespół wokalny z gminy Chełmża to regionalna perełka. Rozśpiewane panie przy akompaniamencie muzyków, z mocnym przytupem wkroczyły na scenę i już od 4 lat podbijają serca słuchaczy. „Polskie Kwiaty” to grupa wielopokoleniowa. Najmłodszy artysta ma 12, a najstarszy 72 lata. Zespół prowadzi małżeństwo muzyków Teresa i Marek Pużanowscy. Pełny skład to 32 osoby, wraz z zespołem muzycznym, wszyscy pochodzą z miejscowości leżących w okolicach Chełmży. - Panie, które u nas śpiewają to amatorki, często dopiero w zespole zaczęły pracować z głosem – opowiada Justyna Błaszczyk, dyrektor Centrum Inicjatyw Kulturalnych gminy Chełmża, pomysłodawczyni i założycielka zespołu. - Na przesłuchaniach pokazały jednak, że mają ogromny talent i potencjał. Te głosy trzeba było oszlifować. Grupa zadebiutowała w 2014 roku, a powstała dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Minęły 4 lata, projekt się zakończył, a zespół istnieje i rozkwita. - Po prostu znaleźli się odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu z sercem do muzyki zespołu – mówi pani Justyna. Tego brakowało w Chełmży. - Nie mieliśmy grupy śpiewającej – wspomina dyrektorka CIK. - Działo się u nas dużo, mamy sporo uroczystości, jubileuszy, a nie miał kto na nich zaśpiewać. Stąd mój pomysł, żeby taka grupę utworzyć. Zawsze marzył mi się taki zespół. „Siadaj nie gadaj” i nie tylko... Repertuar „Polskich Kwiatów” to przede wszystkim pieśni tradycyjne i ludowe. Na koncertach możemy usłyszeć m.in. „Siadaj nie gadaj”, „Lipka”, „To i hola”, i wiele innych ludowych szlagierów, oraz lokalne przyśpiewki. Specjalnością zespołu są również występy okazjonalne - koncerty bożonarodzeniowe, pieśni patriotycznej, czy pieśni maryjnej. Wokalistkom akompaniują muzycy grający na akordeonie, pianinie elektrycznym, dwóch klarnetach, skrzypcach, bębnie i gitarze basowej. Dopełnieniem oprawy artystycznej zespołu są przepiękne, ludowe stroje pań. - Zostały specjalnie dla nich zaprojektowane, w kolorach zielonym i niebieskim – mówi Justyna Błaszczyk. - Całość dopełniają czerwone korale i opaski z polnych kwiatów. To znak rozpoznawczy grupy. Zespół „Polskie Kwiaty” najczęściej występuje na dożynkach i imprezach ludowych, był też gwiazdą II Łubiańskiego Święta Kaszy i wystąpił w Sejmie podczas obchodów Ogólnopolskiego Dnia Wędkarza. Grupa ubarwiła swoim występem dożynki wojewódzkie w Kowalewie Pomorskim, zagrała koncert dożynkowy w gminie Grudziądz i gościła na wielu innych scenach. Raz w tygodniu, po kilka godzin Zespół spotyka się na próbach raz w tygodniu i szlifuje repertuar nawet po kilka godzin. Przed ważnymi występami spotykają się częściej. - To wymaga zdyscyplinowania, systematyczności i ogromnego zaangażowani – dodaje dyrektorka CIK. - A tego u nas w zespole nie brakuje. Dyplomy , nagrody i gromkie brawa Zespół brał udział w XVII Wojewódzkim Przeglądzie Zespołów Ludowych w Golubiu Dobrzyniu w 2017 roku i otrzymał Puchar Marszałka Województwa Kujawsko . Na VII Kujawskim Festiwalu Pieśni Ludowych zajął II miejsce w kategorii zespoły śpiewacze z towarzyszeniem instrumentów muzycznych. W 2017 roku zespół Polskie Kwiaty koncertował w Gniewie w ramach VII Festiwalu Dziedzictwa Regionalnego pt. Krzyżacy kontra Kociewiacy. W 2018 roku brał udział w XVIII Wojewódzkim Przeglądzie Artystycznego Ruchu Seniorów w Solcu Kujawskim i zakwalifikował się do etapu ogólnopolskiego. Na XVIII Przeglądzie Zespołów Ludowych w Golubiu Dobrzyniu 13 maja 2018 r. zespół otrzymał puchar Prezesa Regionalnego Związku Rolników Kółek i Organizacji Rolniczych w Toruniu. W sierpniu 2018 roku grupa zajęła I miejsce w Ogólnopolskim Przeglądzie Artystycznego Ruchu Seniorów ARS 2018 we Włocławku w kategorii Muzyka. Od lipca 2018 roku zespół realizuje kolejny projekt Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020 i wszedł do studia nagraniowego. Płyta będzie gotowa lada dzień. Czytaj dalej

0 5

Od redakcji

Topinambur, a dlaczego tak?

Topinambur, ależ egzotycznie i królewsko on brzmi! A przecież jest całkiem zwyczajny, bo któż w ogrodzie nie ma słonecznika bulwiastego? Urocze i delikatne żółte kwiaty upiększają nasze otoczenie, a bulwy zdobywają przebojem zdrową kuchnię i są niemałą rewolucją w jej menu. Ba! Do dobrego tonu, przy mistrzowskim kulinarnym stole, należy zaprezentowanie potraw króla Topinambura! Chcąc być jednak absolutnie uczciwym, trzeba przyznać, że do tej pory topinambur był przez nas niedoceniany, o zgrozo (!) zapomniany i trochę niesprawiedliwie wyparty przez ziemniaka. Dopiero od niedawna, kiedy nastąpiła moda powrotów do starych przepisów, zajaśniał wyjątkowym blaskiem! Wreszcie zauważyliśmy go w naszym ogrodzie, a i w sklepach pojawiły się jego niepozorne bulwy. Ale zacznijmy od początku… Zwykły niezwykły Kiedyś topinambur nazywany był „cytrusem północy”, „polskim żeń-szeniem”, „karczochem jerozolimskim”, a przez Francuzów „zimną gruszką”. Czyż po takich rekomendacjach trzeba bardziej do niego przekonywać? Wszak wszystkie te określenia charakteryzują w sposób wyjątkowy tę roślinę. Topinambur pochodzi z Ameryki Północnej, ale od XVII wieku szybko rozgościł się w całej Europie. Nie wymagał i nie wymaga specjalnych warunków do uprawy, ani wyszukanych gleb, pewnie dlatego spotkać go można wszędzie, nawet nie wiedząc, że to on. Samo zdrowie! Choć wygląd bulw topinamburu nie napawa optymizmem, to jednak niech nas to nie zwiedzie, bo środek kryje prawdziwy skarb. Przywołane już tu ziemniaki muszą spłonąć rumieńcem, ponieważ topinambur w odróżnieniu od nich, zamiast skrobi, zawiera inulinę – naturalny węglowodan, który rozkładany dopiero w jelitach, stanowi wspaniałe pożywienie dla dobroczynnych bakterii w naszym organizmie – jest naturalnym probiotykiem! Ale to nie wszystko. Inulina jest dobrze tolerowana przez diabetyków, pomaga regulować poziom glukozy we krwi i jest wsparciem w profilaktyce cukrzycy. To bardzo ważne, kiedy cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną naszych czasów. To jednak nie jedyne atuty tej skromnej rośliny. Topinambur zawiera duże ilości krzemionki, dzięki której pomaga nam w zachowaniu pięknych włosów, skóry i paznokci. Ba! Poprzez krzem - który jest tak ważny w naszej diecie, ale często zapominamy o jego uzupełnianiu - zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, a duża zawartość błonnika wspiera nas odchudzaniu. Topinambur nie tylko nie tuczy, ale pomaga nam w zachowaniu właściwej wagi. Czyż to nie jest skarb ten topinambur, Drogie Panie, Drodzy Panowie? Polski żeń-szeń, dzięki zawartości cennych składników takich jak witamina C i witaminy z grupy B oraz minerałów: wspomnianego już krzemu, żelaza, potasu, fosforu i miedzi wzmacnia również układ odpornościowy, pomaga w stanach przewlekłego zmęczenia, regeneruje tkanki w układzie kostno-stawowym. Smak, to brzmi dumnie! Topinambur przeżywa dziś swój renesans. W czasach, kiedy zdrowe odżywianie jest na wagę złota, potrawy z dodatkiem topinamburu robią furorę, a kucharze, którzy chcą być docenieni w świecie, często za punkt honoru stawiają sobie jego wykorzystanie w swoich dziełach. Topinambur często jest porównywany ze wspomnianymi już tutaj ziemniakami, bo smak wiruje w okolicach nuty ziemniaczanej, ale jednak oryginalnie miesza się z nutą słodką i orzechową, przypominającą smak karczochów oraz orzechów brazylijskich. Żółte w środku lub kremowe bulwy topinamburu, w odróżnieniu od tych ziemniaczanych, są soczyste i delikatne, zapewne dlatego mają cały wachlarz smakowych zastosowań. Można je spożywać po ugotowaniu, pieczeniu, blanszowaniu, smażeniu, ale też na surowo do sałatek lub pokrojone w plastry jako mała przekąska (wtedy mają smak rzodkiewki, ale bez jej ostrości) lub jako zamiennik cytryny w filiżance herbaty. Zupy, zapiekanki, purѐe, ciasta i desery, naprawdę jest w czym wybierać. Topinambur komponuje się prawie ze wszystkimi ziołami, rybami, mięsem, serami i grzybami, po prostu sam smak. A więc skoro wiosna, Drodzy Państwo, zamiast nowalijek, które często ze zdrowiem niewiele mają wspólnego, warto odkryć na nowo stary, poczciwy topinambur. A nuż skradnie nasze serce? Hmm… przecież wspiera też układ sercowo-naczyniowy!                                                                                                                                              Sylwia Skulimowska Czytaj dalej

0 1

Od redakcji

Gospodyni w kimonie

Katarzyna Krzywańska to trzykrotna mistrzyni świata w karate tradycyjnym i przedsiębiorcza rolniczka, która żadnej pracy się nie boi. Jak potrzeba usiądzie za kierownicą ciągnika, poprowadzi też trening dla adeptów japońskiej sztuki walki. Wieś to dla niej ucieczka od miejskiego zgiełku, ale też miejsce pracy. Pionierem karate w rodzinie Krzywańskich jest tata Kasi. Pan Paweł zaczął trenować, gdy miał 16 lat. Po wielu sezonach ciężkiej pracy na macie i licznych sportowych sukcesach zaangażował się też w struktury Polskiej Federacji Karate Tradycyjnego, dzisiejszego Polskiego Związku Karate Tradycyjnego, a następnie Fundacji Rozwoju Karate Tradycyjnego, której jest prezesem. - Na pierwszy trening poszłam w wieku 9 lat – wspomina Katarzyna. - Tata mocno mnie do tego namawiał, ale nie zostawił też wielkiego wyboru. W tym czasie lekarz stwierdził u mnie skoliozę. Karate miało być najlepszym rozwiązaniem dla moich pleców, i tak też było, bo ta sztuka walki, razem z pływaniem, najbardziej symetrycznie rozwija sylwetkę. Tata w roli trenera - Był ostry, czasem udawał groźnego, ale zawsze uczniowie mieli do niego dużo szacunku – opowiada mistrzyni. - Był przyjazny, ale jednocześnie stanowczy. Wspierał nas na wszystkich zawodach i nawet w słabszych chwilach, a tych było niewiele, zachęcał do dalszego działania. Jaki widać skutecznie, bo Katarzyna trzykrotnie zdobyła tytuł mistrzyni świata seniorów. Pierwszy medal przywiozła z zawodów, gdy miała 18 lat w 1998, drugi w 2008 wywalczyła w konkurencji indywidualnej. Złoto i dwa srebra zdobyła na mistrzostwach świata w 2012 roku. Stara Wieś to jej azyl Katarzyna, od kiedy skończyła 18 lat związała się z wsią. Startowała też w konkursie o dopłatę dla młodego rolnika. - Zawsze mieliśmy ziemię, dom i ogród, tuż pod Łodzią. Tata hodował konie, jest ich miłośnikiem – opowiada Kasia. - Wieś to mój azyl i ucieczka od miejskiego zgiełku. fot. P. Łagowski Pan Paweł od lat mieszka w Starej Wsi na skraju województwa łódzkiego i świętokrzyskiego, pod Przedborzem, w powiecie radomszczańskim, tuż przy malowniczym ośrodku - Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki Dojo „Stara Wieś”. Łączy tam obie swoje pasje – miłość do koni i karate. Ośrodek został wybudowany 10 lat temu przez Fundację Rozwoju Karate Tradycyjnego i Polski Związek Karate Tradycyjnego. Utrzymany jest w duchu japońskim. - Służy on przede wszystkim dzieciom, ale też dorosłym adeptom japońskich sztuk walki – wyjaśnia Katarzyna, dla której Dojo to drugi dom.- Prowadzimy też obozy sportowe, ale nie brakuje nam klientów biznesowych. Organizujemy konferencje i spotkania. W ośrodku, wiele dzieci z gminy Przedbórz,w okresie wakacji uczestniczy w darmowych treningach współfinansowanych przez gminę. - Sporo z nich zostaje w karate na dłużej, zaczyna regularnie trenować – dodaje Katarzyna. Coś dla ciała i dla ducha Karate kształtuje nie tylko wytrzymałość fizyczną i sprawność, to nie tylko sposób na poprawę zdrowia najmłodszych. Karate rozwija też osobowość. - Dziecko nabiera większej pewności siebie, jest systematyczne, uczy się ciężkiej pracy i działania w grupie – wylicza mistrzyni. - Uczy się też szacunku do drugiego człowieka. Ta sztuka walki kształtuje charakter, wolę walki i siłę woli. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć ćwiczyć na macie. - Początkujący dorośli też są u nas mile widziani – zapewnia Katarzyna. - Wielu rodziców zaczyna ćwiczyć, bo dziecko trenuje, i czasem zdarza się, że pociecha rezygnuje a mama, czy tata zostają. Katarzyna Krzywińska - licencjonowana instruktor Polskiego Związku Karate Tradycyjnego (4 dan). Jest prezesem Łódzkiej Akademii Karate Tradycyjnego, gdzie odpowiada za najwyższy poziom treningów i oferowanych zajęć. Koordynuje również pracę zespołu instruktorów, decyduje w sprawach organizacyjnych dotyczących treningów. Autorka książki „…nie tylko pilates”. Karate to jednak nie jedyna życiowa pasja naszej bohaterki. Obok sportu jest nią taniec flamenco, tango,podróże i fotografia. Katarzyna drugi rok jest też managerem łódzkiego zespołu – Samokhin Band. fot. K. Skowronek Czytaj dalej

1 8

Od redakcji

0 1

Od redakcji

0 2

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij