Aktualności

Od redakcji

"Spotkanie jest początkiem, jedność postępem, a współpraca sukcesem" Henry Ford

Drodzy nasi Czytelnicy i Sympatycy programu "mojaWieś"! Nastała piękna, złota jesień. Różnorodność barw cieszy oko, a ostatnie ciepłe promienie słońca radują serce. Młodzież powróciła już do szkół, a my patrząc w najbliższą przyszłość, widzimy też inne barwy i nie są one zbyt kolorowe. Po okresie względnej stabilizacji, pojawiły się problemy z inflacją, brakiem węgla, drastycznymi podwyżkami prądu i gazu - prognozy są bardzo niepokojące. Czujemy obawę przed jutrem - nasze codzienne życie zmienia się, a przecież ostatni czas również nie należał do najłatwiejszych - pandemia i ograniczenie kontaktów, wojna na Ukrainie. Cała sytuacja gospodarcza napawa nas lękiem i czujemy się przytłoczeni ciężarem problemów. Pogoda także nas nie rozpieszczała, ale dzięki Waszym staraniom tegoroczne zbiory plonów nie były złe. Dość zatem tych dręczących nas myśli. Mamy wszak zapowiadane wsparcie rządowe, czy skuteczne i wystarczające, niech każdy sam to osądzi - jednak zawsze to lepiej, że jest, niż gdyby miało go w ogóle nie być. Za nami czas radości dożynkowych, gminnych i powiatowych, w których zapewne braliście udział. Jak co roku wieś świętowała - kolorowe korowody, przepięknie przystrojone domostwa, wspaniałe wieńce dożynkowe, uśmiech na twarzach, a także radość i duma z coraz trudniej pozyskiwanych plonów. To bardzo buduje, krzepi i podnosi na duchu, a to teraz najważniejsze. Optymizm - tego właśnie najbardziej nam obecnie trzeba. Nie szukajmy zatem winnych, tylko znajdźmy tych, którzy są aktywni, pracują na rzecz swojego regionu, są według Was godnymi zaufania i sprawcie, by to właśnie oni Was reprezentowali. Niezmienne proszę Was o listy i telefony z pomysłami. Są one dla mnie bardzo ważne - wszak to Wy jesteście istotą, duszą i inspiracją dla naszych działań. Nieustannie życzę Wam szczęścia, radości życia, optymizmu, a przede wszystkim zdrowia! Pełen szacunku Jan Boczek  prezes zarządu  Czytaj dalej

0 0

Od redakcji

Żeby nie zwariować…

Przedstawiamy Państwu fragment wywiadu z Panem Cezary Żakiem, który został opublikowany w kwartalniku "mojaWieś". Rozmawiała Sylwia Skulimowska - redaktor naczelny kwartalnika "mojaWieś". "Wójt, proboszcz i miodowy mąż… Harry Sauer, czarny charakter z „Tajemnicy twierdzy szyfrów” i cudowny ojciec, Tadeusz Żakowski z „Receptury”. Reżyser, m.in spektakli: „Trzeba zabić starszą Panią” czy „Dziewczyna z pociągu”. Ma szczęście do dobrych przedstawień i dlatego, aż 200 teatralnych wieczorów w ciągu roku jest granych tylko dla wspaniałej publiczności. Twierdzi, że jest zbyt stary, by marzyć, ale chyba nikt się z tym nie zgadza. Za 9 lat przechodzi na emeryturę, ale czy Cezaremu Żakowi na to pozwolimy?                                              - Bardzo cieszę się, że mam okazję porozmawiać właśnie z Panem. I zacznę dość nietypowo – czy doszła do Och-Teatru nasza mała niespodzianka dla Pana? - A doszła, dziękuję, kwartalnik „mojaWieś” znam, kilka razy wpadł mi w rękę. A teraz mam jeszcze najnowsze wydanie. Bardzo dziękuję! - Ma Pan na wsi mnóstwo wielbicielek, które prosiły o przekazanie serdecznych pozdrowień. Uwielbiają pana! Ale o dziwo, nie tylko kobiety! Mój brat, kiedy dowiedział się, że będę miała okazję z panem porozmawiać, krzyknął z entuzjazmem: Co za gość! - Bardzo dziękuję i również wszystkich Państwa pozdrawiam. - Ostatnio, kiedy miałam okazję porozmawiać z Panią Ewą Wachowicz, czułam taką nieśmiałość, wszak rozmawiam z jedną z najpiękniejszych kobiet w Polsce. Natomiast teraz, mam ogromny respekt, bo rozmawiam z najsłynniejszym wójtem i proboszczem! Jak nam pójdzie ta rozmowa? (śmiech) - No ja też i po takim wstępie to już się boję… (śmiech) - No to muszę o to zapytać… Czy miał Pan propozycje, żeby kandydować na wójta? Bo o proboszczu to raczej nie wspomnę… - Na szczęście nie, ale miałem propozycję, żeby kandydować do europarlamentu. - No proszę! Myśli Pan, że warto mieszać się w politykę? - Nie warto. Polityka jest brudna i szkoda życia. Nie czuję się kompetentny, żeby być politykiem. Wie Pani, ja mam dość wyidealizowane pojęcie o polityku, co niestety zderza się z  naszą, polską rzeczywistością. Dlatego uważam, że każdy powinien robić to, co umie. - Oprócz kulisów polityki, w serialu „Ranczo”, w dosyć ciekawy sposób został przedstawiony obraz polskiego społeczeństwa. Minęło sporo czasu od zakończenia produkcji, myśli Pan, że polska mentalność trochę się zmieniła? - Nie, w ogóle się nie zmieniła. Ona, od bardzo długiego czasu jest bardzo podobna.  Andrzej Grębowicz i Jurek Niemczuk, którzy to pisali, dokładnie wiedzieli, co chcą napisać i bardzo dobrze, że zrobili research i taką analizę socjologiczną polskiego społeczeństwa. Dlatego też, ten serial bardzo trafiał do publiczności i trafia w dalszym ciągu. - Czy Polacy mają poczucie humoru? - Tak, ale to nasze poczucie humoru jest coraz niższych lotów. Winna jest temu głównie telewizja i ogólnie rzecz biorąc mass media, które zniszczyły nasze poczuciu humoru. Właśnie takie finezyjne poczucie humoru Polaków, które było jeszcze w czasach Kabaretu Starszych Panów. Natomiast od lat 90, mniej więcej od połowy lat 90, poczucie humoru spłyciło się. Nie chcę powiedzieć, że jest prymitywne, bo ono jeszcze nie jest prymitywne. Natomiast bardzo się spłaszczyło. (...) - Panie Cezary? Jak to było ten pierwszy raz? - Mówi Pani o seksie? - No właśnie zastanawiałam się, jaką tematykę Pan teraz poruszy. Ja jestem bardzo tolerancyjna, absolutnie mogę wysłuchać wszystkiego! Ale, w tym przypadku, bardziej miałam na myśli, np. komisję egzaminacyjną do szkoły teatralnej, czy pierwszy Pana spektakl. Jak to było? Nerwy były ogromne? Czy uznał Pan, że co ma być to będzie i jakoś da sobie radę? - Nie, takiego dobrego myślenia o sobie nigdy nie miałem. Bez przesady.  Po prostu zdecydowałem o egzaminie do szkoły teatralnej w roku 1981, dlatego, że się nie dostałem na romanistykę w roku poprzednim. Właściwie, to do spróbowania namówił mnie kolega, ponieważ mieliśmy wcześniej niewielkie epizody kabaretowe w liceum. Jak to w liceum bywa, młodzież lubi się bawić. No i spróbowałem! - No i udało się! - To jeszcze były czasy sprzed internetu i sprzed telefonów komórkowych. Napisałem listy do szkoły teatralnej. Dowiedziałem się, co trzeba przygotować na egzamin. Zrobiłem to. No i o dziwo przyjęli mnie. Sam byłem trochę zaskoczony, że tak łatwo poszło, ale też nie mogę powiedzieć, że kompletnie się nie denerwowałem, bo to jest chyba naturalne u zdrowego młodego człowieka, że się denerwuje, jak ktoś go egzaminuje. - Ależ tak! Sama pamiętam swoje egzaminy. Mało tego, denerwowałam się też przed naszą rozmową, i mam nadzieję, że to nie kolejny egzamin! (śmiech) A jaki był Pana popisowy występ w czasie egzaminu przed komisją? - Oj nie mogę tego Pani powiedzieć, bo nie pamiętam. Ale! Zaśpiewałem piosenkę z „Pszczółki Mai”. - Bardzo oryginalnie! - Zaśpiewałem pszczółkę Maję, bo wtedy leciała w telewizorze, jako dobranocka dla dzieci. Pomyślałam, że to będzie śmieszne. - To był strzał w dziesiątkę! Dostał się Pan. A Pana pierwszy spektakl? Pierwszy spektakl to było zastępstwo w bajce. Zagrałem Gucia,  a propos pszczółki Mai. Takiego właśnie Gucia, nie pamiętam szczegółów, ani co to była za bajka. Natomiast mój debiut, taki profesjonalny, to była sztuka Witkacego „Panna Tutli Putli", ale ona nie odniosła sukcesu. Potem nastąpiło lekkie rozczarowanie teatrem, jako miejscem uprawiania prawdziwej sztuki. Bo skończyłem szkołę teatralną z etykietą charakterystycznego młodego aktora, który będzie dużo grał i tak dalej. I myślałem, że rzeczywiście tak będzie. Natomiast zderzyłem się z szarą rzeczywistością teatralną we Wrocławiu. No i trochę zszedłem na ziemię. - I wtedy coś się zmieniło w Pana życiu… - No tak, tak. Na 4 lata odszedłem z teatru, takiego etatowego i próbowałem swoich sił na estradzie. Po 4 latach jednak stwierdziłem, że to nie to. Tak naprawdę zawód aktora uprawia się w teatrze. Więc jeżeli się chce istnieć i rozwijać się w tym zawodzie, co jest najistotniejsze na początku drogi, to trzeba pracować w teatrze. (...) - Zdrowy rozsądek czy intuicja? Czym się Pan kieruje w życiu? Czy stawia Pan na stabilizację, czy idzie Pan przebojem do przodu? - Wie Pani, w tym zawodzie trzeba iść trochę przebojem i trzeba się trochę rozpychać łokciami, bo inaczej środowisko nie zauważy. Natomiast ważny jest zdrowy rozsądek, który ja kocham. Nigdy nie rzucałem się na głęboką wodę, jeżeli nie widziałem dna. Takim przykładem była nasza przeprowadzka z Wrocławia do Warszawy w1995 roku, bo przecież nikt nas tutaj wtedy nie znał i naprawdę rzuciliśmy się na głęboką wodę. Ale wiedziałem, że Kasia, moja żona, nagrała wspaniałą płytę i wiedziałem, że Andrzej Strzelecki, ówczesny dyrektor teatru Rampa, chce ją zaangażować na etat. Więc to było zielone światło, a ja przy okazji grywałem od czasu do czasu jakieś małe rólki, epizody w filmie. Więc pomyślałem, że warto zaryzykować i do Warszawy się przeprowadzić. No i wyszło nam na dobre. - Obchodziliście Państwo w tym roku 37 lat małżeństwa. Gratuluję! Czy kupił Pan żonie coś koralowego? - Nie, ale 37 to nie koralowa rocznica. - A jednak, od 35 do 39 to są koralowe lata, później jak jest 40 lat, to są rubiny, ostrzegam Pana! - Nie musi Pani ostrzegać, ja to wiem. Ja to się sam ostrzegłem, że wcześniej są koralowe. - Z mężem mamy 20 lat, więc u nas jest porcelana. W sumie chciałabym dostać jakąś filiżankę Rosenthala, ale jeszcze czekam. Może mąż przeczyta ten wywiad… - Trzymam kciuki! (...) A jak się Panu gra z żoną? Jest trudno czy łatwo? -Trochę trudno… Od kiedy zacząłem reżyserować to za dużo rządzę. Tak, tak, trzeba się bardzo pilnować ze wszystkim… - …żeby przy okazji się nie pokłócić… - Na przykład. - A propos właśnie kobiet, za co Pan ceni kobiety? - Za kobiecość, za to, że różnią się od mężczyzn. Cały ich urok. Jeżeli one są jeszcze przy okazji mądre, no to świetnie. - Ja jestem blondynką, więc… - Jakie to ma znaczenie? Moja żona też. - No właśnie, ale i tak zawsze wszyscy mówią, że blondynki to nie bardzo. Absolutnie zaprzeczam. W imieniu Pana żony również! - No, i bardzo słusznie! - A co Pana denerwuje u kobiet? - Pani trudne pytania zadaje. - Sama jestem ciekawa…"   Po ciąg dalszy zapraszamy do Empiku lub tutaj https://www.empik.com/moja-wies-moja-polska,p1306329129,prasa-p!  Kwartalnik można zamówić również u nas: redakcja@mojawies.pl lub zadzwnić 800 007 444. Zapraszamy!  Czytaj dalej

0 0

Od redakcji

NIE WSZYSTEK UMRĘ...

Cmentarz – samo wypowiedzenie tego słowa jednych przeraża a innych, tak jak w moim przypadku zachwyca. Może słowo kocham to za dużo powiedziane, ale uwielbiam cmentarze, ich atmosferę i historię zarówno samego miejsca jak i osób, które tam znalazły swój wieczny spoczynek. Każdy cmentarz jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Ja uwielbiam te stare i zabytkowe cmentarze - również innych wyznań, jak również te małe wiejskie cmentarze, które są tak samo fascynując,  jak i urokliwe.   Nie wszyscy święci balują w niebie..   Czy wiecie, że na cmentarzach, zwłaszcza tych wiejskich był prowadzony podział na „dzielnice”?!   We wczesnych latach ludzie już za życia albo tuż po śmierci byli osądzani i kategoryzowani zarówno przez społeczeństwo jak i przez samych duchownych, którzy wyręczając Boga dokonywali samosądu. Użyłem sformułowania dzielnice, bo najbardziej odwzorowują cmentarne strefy między alejkami. Najlepsza dzielnica to ta, na której pochowani są ludzie zamożni i zasłużeni, zazwyczaj przy głównej, ale, co stanowiło największy prestiż w parafii – i ten trend króluje niestety do tej pory. Idąc dalej alejkami natkniemy się na najsmutniejszą część cmentarza, czyli maleńkie dziecięce groby, którym dane było urodzić się i odejść, jako aniołki. I najmniej zasłużona dzielnica, ale może za to ciekawsza pod pewnym względami, umiejscowiona pod płotem lub w odległych częściach nekropolii, gdzie byli chowani niewierzący, samobójcy oraz tacy, co do kościoła nie chodzili albo z księdzem na pieńku mieli. A cała reszta umiejscowiona między tym dzielnicami to zwykli ludzie ze swoimi niezwykłymi historiami. Teraz ta segregacja nie jest tak spotykana, ale jeśli będziecie mieli okazje to przyuważcie, że jakieś grancie tego podziału są zauważalne.   Strach się bać?   „Bój się żywych, bo prędzej Ci żywy krzywdę zrobi niż umarły!”   Ja się cmentarzy nie boję, wręcz przeciwnie odczuwam tam błogi spokój. Strach przed zmarłymi jest absurdalny i wyolbrzymiony przez filmy czy książki, gdzie cmentarze pokazane są, jako miejsce scen grozy. Doskonale rozumiem, gdy ktoś się boi cmentarzy lub to dla niego trauma. Osobiście mam taką cichą nadzieję, że dusze naszych bliskich nam towarzyszą, a na cmentarzach są tylko groby. Jednak wierzę w to, że oni mają tam swój nowy dom, takie miejsce, gdzie mogę z nimi porozmawiać, opowiedzieć, co słychać. Strata ukochanych dziadków była dla mnie największą tragedią, której doświadczyłem, dlatego, choć to wydaje się głupie, wierzę w to, że oni tam są, bo potrzebuję miejsca, gdzie mogę poczuć ich bliskość.   Bo co ludzie powiedzą?   Choć dzień zadusznych to taki szczególny dzień w roku, to warto o naszych Zmarłych Bliskich pamiętać przez cały czas.   Tak sobie myślę: dobrze, że jest to święto Wszystkich Świętych, przynajmniej co poniektórzy, chociaż raz w roku pojawią się na cmentarzu. Raz w roku nakupią najpiękniejsze kwiaty i zapalą największe znicze, żeby pokazać jak wielka jest ich pamięć. Ta obłuda, robienie wszystkiego pod publikę, po rewię mody, aż przyprawia o mdłości. Nie powiem, pięknie to wygląda – kocham to jak cudowne widoki malują znicze i zapach kwiatów dodając powagi i znaczenia temu dniu. Szczególnie wieczorny spacer w tych dniach napawa nieskazitelnym nastrojem melancholii, a światło świec migocące na wietrze nieśmiało oświetla tablice i zdjęcia podczas jesiennej aury pogrążonej w mroku. Szkoda tylko, że przez resztę miesięcy groby są puste. Jako częsty bywalec mojego rodzinnego cmentarza, a mam do niego 30 km, to doskonale widzę, kto jest częściej na cmentarzu, a kto tylko gościem. Co tu daleko szukać, mam najbliższą rodzinę, która mieszka w sąsiedniej wsi od cmentarza i codziennie obok niego przejeżdża, a pojawiają się tam tylko od święta, gdy wiedzą, że będzie dużo ludzi i trzeba posprzątać, udekorować.   Można odjeść na zawsze, by stale być blisko?   Chodzenie po cmentarzach jest czymś magicznym, zwłaszcza po tych starych i często zabytkowych nekropoliach.   Już przekraczając bramę takiego cmentarza, szczególnie w jesiennej scenerii, gdzie żółto-miedziane liście, poranna mgła dodają większego uroku i głębi tych chwil, nadając uczucia wchodzenia w zupełnie inny świat. Świat ciszy i błogiej nostalgii. Swoim wzrokiem staram się zawsze objąć jak największą ilość nagrobków, obserwując ich kształt i wykonanie. Nie robią na mnie wrażenia „marmury” i bogactwo, tylko to, co sprawia, że te mogiły robią się wyjątkowe, czyli osoby tam zamieszkałe. Przechadzam się miedzy alejkami powolnym, spokojnym krokiem, jak bym był na najbardziej wyniosłym spacerze w życiu. Chodzę i czytam: żył i żyła, a ich historia już się zakończyła. Sprawdzam wiek, czasami musze policzyć w głowie, gdy tylko podano daty początkowe i końcowe. Coraz częściej spotykane są zdjęcie zmarłej osoby, co tylko pomaga wyobrazić sobie pełnię tej historii zaklętej w mogile. Szczególne wrażenie i pomoc w opisie danej osoby nadają, jak ja to mówię, „listy” umieszczone na płytach. Jakie listy? Takie, które dzielę na trzy rodzaje. Pierwsze to zwykłe epitafia czy złote myśli w stylu „Ave Maria” czy „Prosi o modlitwę”. Kolejne listy to wiadomości od zmarłych: „Nie smućcie się mym odejściem” lub „Choć bardzo żyć chciałem…”. I trzecie listy, te najbardziej osobiste, czyli napisane od rodziny, ale nie wyświechtane wierszyki, których pełno, tylko te napisane często nie do rymu, ale płynące prosto z serca. Możecie się śmiać, ale właśnie takie podstawowe informacje jak wiek, zdjęcie, wygląd grobu czy te listy sprawiają, że możesz sobie zobrazować tę historię, zatrzymać się i mieć chwilę zadumy dla tego, co opuścił ten ziemski ląd.   To miejsce, ten ślad…   Są pożegnania, na które nigdy nie jesteśmy gotowi i telefony, które nigdy nie zadzwonią.   Równie bardzo jak lubię cmentarze, lubię również rozmowy o zmarłych, kocham te wspomnienia i piękne chwile. Uwielbiam słuchać innych opowieści, bo każda osoba to indywidualna, często fascynująca historia. Człowiek żyje tak długo, jak żyje pamięć o nim. Każda śmierć jest dla kogoś tragedią i nie każdego stać na postawienie wystawnego pomnika. Po stokroć o wiele lepszy jest ten skromny, zadbany grób, o którym się pamięta niż największe „marmury” odwiedzane raz w roku. To nie wielkość grobu i przepychu świadczy o zmarłym człowieku, a jego życie. Nie wiem jak Wasze cmentarze, ale mój rodzinny położony jest na górce, można rzec w sposób amfiteatralny, z którego widok rozprzestrzenia się na całą okolicę. Może to zabrzmieć niedorzecznie i paradoksalnie, ale tam czuję, że żyję. Tam odzyskuję spokój, oczyszczam umysł i potrafię się odciąć od otaczającego świata, a przepiękne widoki na miejsca, gdzie spędziłem najpiękniejsze chwile w życiu sprawiają, że potrafię osiągną harmonie duszy i ciała. Dlatego tak uwielbiam cmentarze, bo poprzez zadumę można się wyciszyć i złapać oddech.   Daniel Mucha Czytaj dalej

0 0

Od redakcji

Nowy kwartalnik mojaWieś w Empiku!

Kochani! „Żeby nie zwariować” to motto, które w dzisiejszych czasach na pewno przychodzi Państwu do głowy. Z takimi myślami bije się też kolejny bohater naszego kwartalnika. Charyzmatyczny proboszcz, oddany wójt i miodowy mąż, to role, które wszyscy Państwo doskonale znają i uwielbiają! I jestem pewna, że kiedy ktoś w nocy niespodziewanie Was obudzi, to w jednej chwili wymienicie „Ranczo” i zabawne „Miodowe lata”. Ale to nie wszystko, gdzieś tam z tyłu czai się czarny charakter z „Tajemnicy twierdzy szyfrów” i wspaniały słoneczny chłopiec. Z ogromną przyjemnością zapraszam Państwa na rozmowę z wyjątkową osobą, z Panem Cezarym Żakiem, wspaniałym aktorem, który jeszcze wiele tajemnic nam odkryje! Bardzo dziękujemy za Państwa odzew na naszą akcję „Kolorowo na ludowo!”. Piękne, barwne stroje z elementami regionalnych haftów i zdobień, to wizytówka każdego koła gospodyń wiejskich. Drogie Panie, wyglądacie oszałamiająco! I dlatego w tym wydaniu, aż na 3 stronach tak pięknie prezentuje nam się „Wioskowe TRIO” i KGW Kaliś. Proszę przerzucić kolejną stronę i zerknąć… Gdzie diabeł nie może, tam… babę pośle! No cóż, po co kryć, skoro sprawa jasna! Kobieta wszystko ogarnie, wszystko załatwi i jak wisienka na torcie doda jeszcze swojej wspaniałej kobiecej natury. Na naszych łamach kolejne wspaniałe panie: Wójt Gminy Kutno, kierownik ARiMR w Piotrkowie Trybunalskim i producentka… kamieniaków. Działają z pasją i radością, a satysfakcja z tego jest ogromna! I na koniec, czasami warto jesiennym wieczorem zakopać się w koc, zapalić aromatyczną świeczkę lavender flower i z kieliszkiem ingridowego wina zacząć… nowy początek, czytając nową „mojąWieś”!   Wszystkiego dobrego! Sylwia Skulimowska  redaktor naczelny  Czytaj dalej

0 0

Od redakcji

Kobieta wiejska, taka zwykła - niezwykła!

Minęło ponad sto lat, od kiedy kobiety w Polsce wywalczyły sobie prawa wyborcze. Panie jednak nadal apelują o równe prawa, równe płace, równe traktowanie we wszystkich dziedzinach życia publicznego i prywatnego. Jaka jest rola kobiety wiejskiej we współczesnym świecie? Och, bardzo istotna! Renesans przeżywają koła gospodyń wiejskich, które wracają do dawnych rytuałów, tradycji, angażując w te działania młode pokolenie. Panie coraz częściej organizują się, zawiązują stowarzyszenia, lokalne grupy działania i pracują na rzecz swoich społeczności, integrując i realizując projekty - niejednokrotnie przy udziale funduszy europejskich. A jak na to wszystko patrzą kobiety z Łódzkiego? - Kobieta, któż to jest? Otóż w słowniku języka polskiego pod hasłem „kobieta” zapisane jest: „kobieta - to dorosły człowiek płci żeńskiej; piękna, ponętna, inteligentna, mądra, pracowita, zmienna”. To wszystko prawda i taki jest rzeczywisty obraz kobiety, tylko, że dla mnie, jako że sama jestem kobietą, kobietą wiejską, to istota, bez której nie istniałby świat – zaznacza Aleksandra Brdoń. - Przecież sam Bóg stworzył Ewę, bo wiedział, że Adam sam nie da rady żyć. Szczerze mówiąc, Stwórca trochę napracował się nad nami, bo jesteśmy tak skomplikowane, że czasami tworzymy zagadkę same dla siebie. Nasz kobiecy świat wg. Pani Aleksandry, to wachlarz kolorów, bo mężczyźni widzą tylko czerń i biel. Ale czasami życie wywraca wszystko do góry nogami i paleta barw się zmienia. Dzieje się tak, gdy np. w domu pojawia się śmiertelnie chore dziecko. Wtedy stajemy przed wielkim dylematem, co wybrać… czerń czy biel, hospicjum czy całkowite poświęceniu się dziecku? - Mężczyźni wtedy często pakują walizkę i wychodzą. Dla nas wybór jest oczywisty - zawsze wygrywa bezgraniczna i bezwarunkowa miłość, wytrwałość, upór i zaradność. Takie po prostu jesteśmy. Pani Aleksandra podkreśla, że takie są właśnie kobiety na wsi. - Nigdy nie narzekamy, że dużo pracy, że trzeba ogarnąć cały dom i gospodarstwo, bo gdy mąż wyjedzie na pole to „samo się nie zrobi”, że czasami z niczego musimy „wyczarować” obiad z 4 gwiazdkami Michelin i pozbierać brudne skarpetki z podłogi w sypialni. – śmieje się Aleksandra Brdoń. - I co ciekawe, w tym całym chaosie potrafimy wygospodarować czas dla siebie. Skończyły się bowiem czasy, gdy wsiadając do tramwaju jadącego w kierunku „Górniaka”, można było odróżnić panią z miasta od pani ze wsi. Dziś jesteśmy piękne, zadbane, wykształcone, pomysłowe, ciekawe i co najważniejsze… z dużą wiedzą o sobie. A to wszystko daje nam duże pole manewru. Coraz częściej angażujemy się w akcje społeczne, zdobywamy nowe doświadczenia, dostrzegamy problemy innych, wgłębiamy się w różne zadania i eksperymentujemy. Możemy być przykładem i inspiracją dla innych. Bo dzisiejsza kobieta wiejska to kobieta nowoczesna, innowacyjna, samodzielna, pełna godności, poświęcenia i honoru. To kobieta, która chce pracować, rozwijać się, uczyć i pomagać innym. Taka zwykła - niezwykła! Pani Marzena Lenart, nietutejsza na wsi, ale jednak tutejsza - mieszkająca na wsi, z miłości do niej.  - Życie na wsi nie jest lekkie. Ja sama pochodzę z Łodzi - mówi Marzena Lenart – wychowałam się w blokach. Życie na wsi było moim wyborem, uczęszczałam do szkoły rolniczej. Mimo, że jest ciężko, nie żałuję swojego wyboru. Kobieta na wsi pełni szczególną rolę. Prócz typowo kobiecych prac, musi dawać sobie radę w wielu innych (męskich) dziedzinach. Kobiety wiejskie są bardziej zaradne, jednak brak im czasu tylko dla siebie, na spełnianie swoich pasji, dbanie o siebie. I to powinno się zmienić. Trzeba dotrzeć do kobiet wiejskich, aby ułatwić im realizowanie swoich zainteresowań i aby mogły znaleźć czas na odpoczynek.  Karolina Kubiak, od urodzenia związana z wsią, uważa, że obraz kobiety wiejskiej we współczesnym świecie przedstawia kobietę aktywną, energiczną i gotową do podejmowania działań. - To właśnie kobiety zainicjowały wiele zmian i nadały im odpowiedni kierunek, który przyczynił się do zróżnicowania ich ról w społeczeństwie. To one zakładają i działają prężnie w różnego rodzaju lokalnych stowarzyszeniach, uczestniczą w życiu społecznym, jako radne czy sołtyski. Ich aktywność przyczynia się do większego demonstrowania swoich potrzeb i praw oraz służy  zmianie postaw i poprawie przyszłości  młodego pokolenia kobiet – córek, wnuczek. Praktyka pokazuje, że jakość życia i siła zarządzania wiąże się z obecnością kobiet i ich zaangażowaniem. Każda kobieta powinna uświadomić sobie to, jak ważna jest dla swojej małej ojczyzny, społeczności i kraju – zaznacza. Sylwia Skulimowska Czytaj dalej

0 0

Od redakcji

Pod znakiem Święta Plonów

Wrzesień jest miesiącem szczególnie poświęconym uroczystościom dożynkowym w całej Polsce. W Gminie Wilamowice w związku z obchodzonym Rokiem Jubileuszowym Św. Józefa Bilczewskiego, 11 września zostały zorganizowane Dożynki Diecezjalno-Powiatowo-Gminne. Głównym organizatorem była Gmina Wilamowice,  Starostwo Powiatowe w Bielsku-Białej oraz Diecezja Bielsko-Żywiecka. Uroczystości rozpoczęły się wspólną modlitwą zebranych mieszkańców nie tylko Gminy Wilamowice pod pomnikiem Św. Józefa Bilczewskiego i złożeniem kwiatów przez Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej Grzegorza Pudę, Burmistrza Wilamowic Mariana Trelę wraz z zastępcą Stanisławem Gawlikiem, Starostę Bielskiego Andrzeja Płonkę wraz z wicestarostą Andrzejem Kamińskim. Wiązankę kwiatów złożyła również Przewodnicząca Rady Miejskiej Wilamowic Stanisława Kudłacik wraz z radnymi Wilamowic Marianem Roznerem i Tomaszem Schneiderem, Przewodniczący Rady Osiedla Wilamowic Stanisław Nycz oraz starostowie dożynek Małgorzata i Eugeniusz Sznajder. Po złożeniu wiązanek kwiatów wszyscy udali się do Sanktuarium św. Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego na Mszę Dziękczynną- za tegoroczne plony. Następnie korowód dożynkowy spod kościoła udał się pobliski stadion LKS”Wilamowiczanka”. Orszak prowadzili jeźdźcy na koniach, dziewczęta z Akademii Mażoretek ”Gracja” ze Starej Wsi, orkiestra dęta i włodarze z zaproszonymi gośćmi. Na przystrojonych kolorowo wozach, przyczepach jechały delegacje z Wilamowic, Pisarzowic, Zasola Bielańskiego, Hecznarowic, Dankowic i Starej Wsi, członkowie zespołów regionalnych w strojach ludowych.. Orszak dożynkowy zamykała bryczka z ks. Biskupem Romanem Pindlem, Proboszczem Wilamowic ks. Stanisławem Morawą, ze starostami dożynek Małgorzatą i Eugeniuszem Sznajdrami,  burmistrzem Marianem Trelą i  starostą Andrzejem Płonką oraz ks. Stanisławem Kozłem- diecezjalnym duszpasterzem rolników. Po obrzędzie dożynkowym w wykonaniu Zespołu Regionalnego „Dankowianie” wszyscy zgromadzeni zostali poczęstowani symbolicznym chlebem upieczonym z tegorocznych zbiorów. Święto plonów jest szczególną okazją, by docenić i nagrodzić tych, którzy cały rok ciężko pracują, by na naszych stołach nie zabrakło chleba. Szczególnie wyróżnionym w tym dniu i zasłużonym Rolnikom z gminy Wilamowice dożynkowe chlebki wraz z podziękowaniami wręczał burmistrz Marian Trela i Przewodnicząca Rady Miejskiej Wilamowic Stanisława Kudłacik. Następnie chleby zostały wręczone gościom i przedstawicielom władz, prezesom Kółek Rolniczych i Spółdzielni Produkcyjnych. Podczas dożynek odbył się XVI Regionalny Konkurs Wieńców Dożynkowych, zorganizowany przez Rejonowy Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych w Bielsku-Białej. Wieńce były uplecione i wykonane przez członkinie KGW z całego regionu. Ogłoszenia wyników konkursu dokonała Danuta Kożusznik, Prezes Rejonowego Związku Rolników Kółek i Organizacji Rolniczych w Bielsku-Białej. Wieńce były oceniane w trzech kategoriach; wieńce płaskie, korony i kompozycje. Można było podziwiać 15 wieńców pięknych i misternie wykonanych. Komisja miała wielki problem z wyborem tych najpiękniejszych i wykonanych zgodnie z regulaminem i zasadami plecenia poszczególnych pięknych dzieł i zawartej w nich symboliki. Wybrała te najpiękniejsze. Warto dodać, że wieńce zaskakiwały pomysłowością, dokładnością wykonania i bogactwem zastosowanych materiałów. Wszystkie koła otrzymały pamiątkowe dyplomy, puchary i nagrody rzeczowe ufundowane przez organizatorów. Część artystyczną dożynek rozpoczął koncert Młodzieżowej Orkiestry Dętej OSP z Pisarzowic, a następnie na scenie zaprezentowały się Zespoły Regionalne „Bestwina”, „Zasolanie”, „Cepelia Fil-Wilamowice”, „Porąbczanie”,  „Wilamowice”, zespół „Nafest Band” z Czech, a na zakończenie wystąpił zespół folkowo-rockowy „Turnioki”. Podziękowania należą się wszystkim organizatorom i współorganizatorom tegorocznych dożynek Diecezjalno-Powiatowo-Gminnych w Wilamowicach. Szczególne podziękowania należy kierować do pań z Koła Gospodyń Wiejskich w Wilamowicach za przygotowaną piękną scenerię całego przemarszu korowodu dożynkowego, dbanie o poczęstunek dla zaproszonych gości. Na stołach były ciasta przywiezione z siedmiu KGW Gminy Wilamowice. Każdy mógł kosztować słodkości z każdego sołectwa Gminy Wilamowice. Dożynki Diecezjalno-Powiatowo-Gminne zostały zrealizowane w ramach projektu „Festiwal Obrzędów Dożynkowych w Gminie Wilamowice” i dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Narodowego Centrum Kultury: EtnoPolska. Edycja 2022. Wnioskodawcą projektu był Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Wilamowicach. Czytaj dalej

0 1

Od redakcji

95 urodziny to już coś!

Członkinie KGW Wilamowice odwiedziły Jubilatkę, panią Annę Foks. Omówiły też ważne dla Koła sprawy. Aktywność na rzecz lokalnych społeczności to główny cel tych wspaniałych kobiet. Rada Kobiet działająca w Gminie Wilamowice spotkała się, by omówić kolejne prace podczas nadchodzących imprez środowiskowych, a w których to panie uczestniczą, a będą to: Przegląd Potraw Regionalnych „Kulinarne Dziedzictwo Pogranicza” w Czechowicach-Dziedzicach, Dożynki Diecezjalno Powiatowo Gminne w Wilamowicach, wyjazd studyjny połączony z warsztatami na tereny zachodnie naszego kraju. Na tym spotkaniu obecne były zaproszone panie: prezes RZKRiOR w Bielsku-Białej Danuta Kożusznik, przedstawicielka Śląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Częstochowie z oddziału Bielsko-Biała Marta Turotszy i przedstawicielka MGOK-Wilamowice Sabina Nycz. Kolejnym punktem spotkania wszystkich obecnych pań było najpiękniejsze i bardzo wzruszające spotkanie u pani Anny Foks członkini KGW Wilamowice, a jednocześnie honorowej członkini Rady Kobiet Gminy Wilamowice. Pani Anna obchodziła 95 urodziny oraz imieniny. Jubilatka mimo tak sędziwego wieku opowiadała z zaciekawieniem o wydarzeniach, wesołych historiach utkwionych w pamięci podczas wyjazdów z zespołem „Wilamowianie” czy członkiniami KGW Wilamowice. Na spotkaniu przy zastawionym stole czas upływał szybko na wspomnieniach pełnych śmiechu, ciekawostkach. Za Tobą Aniu już dziewiąta dekada Wiek taki to wcale nie wada! Być może komputer to dla Ciebie zagadka, I zapominasz jak ma na imię sąsiadka. Ale za to tylko Twoja głowa pomieści, tyle wspaniałych wspomnień, dawnych opowieści. Siedzimy dzisiaj u Ciebie na tarasie i słuchamy i serdeczne życzenia przy słodkościach i szampanie składamy; Niech gwiazdy zapłoną dla Ciebie by nocka ciemna nie była i blaskiem takim cudownym Twój pokój w nocy zdobiła. Niech da Ci takie marzenia, by serce się nasyciło i miło w sobie zadrżało pragnienia swe wypuściło. A może w nich też się znajdzie mały kącik czułości dany tak prosto z serca i będzie uśmiechem radości. Składają: Rada Kobiet Gminy Wilamowice, prezes RZRKiOR w B-Białej, przedstawicielka ŚODR oddz.B-Biała, pracownicy MGOK-Wilamowice. Czytaj dalej

2 2

Od redakcji

Wiatr we włosach… Choć pod kaskiem trudno go jednak poczuć!

"Nie ma to jak mieć wolne popołudnie, kupić w Empiku kwartalnik "mojaWieś", usiąść w ulubionej kawiarni na rynku i zaczytać się... Mieć wiatr we włosach, bo taka pogoda! U niektórych to nie przeszkadza, bo mają na głowie... kask! Wspaniała kobieta - Małgorzata Dajcz! Proszę napisać, by kobiety czytały historię motorowej pasji pani Małgosi! Dosłownie wiatr i pasja we włosach"!   Taką wiadomość otrzymaliśmy od Pani Joanny, z Leszna, z kawiarni Delicje!  Dziękujemy! Tak miło czytać Państwa wrażenia! I poprosimy o jeszcze!  Prześlijcie na naszym FB zdjęcie z kwartalnikiem "mojaWieś" i parę słów o ulubionym artykule!  Będą dla Państwa niespodzianki! Aż 10 niespodzianek (!), które rozlosujemy na początku października! :) Zapraszamy!   PS Podobno lody były pyszne!!! A teraz fragment motocyklowej opowieści Małgosi Dajcz!   "Wiatr we włosach… Choć pod kaskiem trudno go jednak poczuć! Mąż zawsze marzył o własnym motocyklu, ja się panicznie ich bałam… Splot dość nieoczekiwanych wydarzeń sprawił, że otrzymaliśmy przed laty zaproszenie na bal motocyklowy zorganizowany przez piotrkowski Klub Quo Vadis… Nasza moto-przygoda… Z rezerwą i obawą podeszłam do zaproszenia, bo motocykliści kojarzyli mi się wtedy z dość niechlujnym wyglądem, długimi brodami i włosami, czarnymi skórami i takim dość niebezpiecznym towarzystwem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy na imprezie poznaliśmy zupełnie zwyczajnych ludzi, takich jak my! Byliśmy zafascynowani! Nie spodziewaliśmy się tak otwartego i przyjacielskiego wręcz przyjęcia. Czuliśmy się od razu częścią tej grupy, wesołej, rozbawionej, dla której wspólne przebywanie jest ogromną frajdą. Poznaliśmy masę anegdot i opowieści z wyjazdów motocyklowych…w pewnym momencie wręcz żałowaliśmy, że my nie mamy takich wspomnień. Wtedy poczuliśmy to coś! Suzuki Marauder VZ800… Dzień po balu, mąż przekonał mnie do krótkiej przejażdżki skuterkiem syna. Stało się! Okazało się, że mój strach był zupełnie irracjonalny, przejażdżka sprawiła ogromną radość, a będąc pod wrażeniem klubowych opowieści bez wahania, zgodziłam się na zakup pierwszego motocykla. W ciągu tygodnia w naszym garażu pojawił się nasz pierwszy motocykl chopper Suzuki Marauder VZ800. Co robić na tylnym siedzeniu, a czego nie? Nasz pierwszy wspólny wyjazd to była trasa Piotrków Tryb. – Taras Widokowy Kopalni Bełchatów (ok. 50 km). Wtedy było to dla nas niemałe wyzwanie! Wspólna jazda motocyklem wymaga bowiem dopasowania, poznania własnych reakcji, nauczenia się, co może robić pasażer na tylnym siedzeniu, a czego mu nie wolno… Byliśmy tak zmęczeni tą pierwszą podróżą, że po powrocie spaliśmy bite dwie godziny. Teraz śmiejemy się z tego, ale wtedy byliśmy mocno spięci i przejęci całą sytuacją! I tak wspólnie trwamy w tej pasji już ponad 10 lat..." Kolejna część artykułu w kwartalniku "mojaWieś"! Zapraszamy do Empiku! https://www.empik.com/moja-wies-moja-polska,p1306329129,prasa-p Prosimy również pisać na adres: redakcja@mojawieś.pl prześlemy kwartalniku już na drugi dzień!  Czytaj dalej

0 0

Od redakcji

Dożynki na Jasnej Górze już po raz 31

Ogólnopolskie święto dziękczynienia za plony czyli tradycyjne dożynki odbyły się na Jasnej Górze 3 i 4 września. Była to także pielgrzymka rolników, sadowników, pszczelarzy, ogrodników, a uroczystości te przebiegały pod hasłem: „Do Maryi Królowej Pokoju”. Dożynkom ogólnopolskim towarzyszyła Krajowa Wystawa Rolnicza podobnie jak w latach ubiegłych realizowana była przez Śląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Częstochowie. Wystawa rok rocznie jest od 31lat. Honorowy patronat nad wystawą objął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – Andrzej Duda. W programie dwudniowej imprezy zaprezentowano stoiska targowe i wystawiennicze między innymi: Targi Pszczelarskie, Wystawę Przedsiębiorczości i Maszyn Rolniczych, Kiermasz Kwiatów i Krzewów Ozdobnych. Warto wspomnieć również o Wystawie Zwierząt Hodowlanych, która w tym roku nabrała szerszego wymiaru poprzez organizowaną Konferencję Naukową w zakresie innowacyjności w hodowli zwierząt, a także wystawę ras bydła z całego kraju. W programie wystawy zobaczyć można było: -targi: nasienne, paszowe, pszczelarskie; -wystawy: polska nauka rolnicza, maszyny i narzędzia rolnicze, przedsiębiorczość, odnawialne źródła energii i mikroinstalacje, zabytkowe maszyny rolnicze, drobny inwentarz; -prezentacja instytucji rządowych i agencji rolniczych; -prezentacja sieci na rzecz innowacji w rolnictwie i na obszarach wiejskich; -prezentacja lokalnych grup działania; -prezentacja zagród edukacyjnych; -festiwal produktów tradycyjnych i lokalnych; -kiermasze: rolnictwa ekologicznego, kwiatów i krzewów ozdobnych, produktów rolno-spożywczych; -występy zespołów folklorystycznych. Na 31. Dożynkach na Jasnej Górze także Zespół Regionalny „Pisarzowianki” mógł swoim prawie godzinnym występem promować naszą miejscowość Pisarzowice, powiat Bielski i Gminę Wilamowice. Występ członków składał się z trzech część: -pierwsza część, było to tzw. ośpiewanie wieńca dożynkowego; -druga część to pieśni dziękczynne do Matki Boskiej Częstochowskiej; -trzecia część tzw. rozrywkowa prezentująca piosenki z naszego terenu opowiadające o życiu mieszkańców wsi. Na targach promowało się z naszego terenu Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania Ziemia Bielska, a na stoisku można było zobaczyć i zakupić piękne, misternie wykonane pamiątki. Dziękujemy organizatorom ŚODR w Częstochowie i burmistrzowi Marianowi Trela za umożliwienie występu członkom zespołu pod klasztorem Jasnogórskim. C.Puzoń Zdjęcia K.Puzoń   Czytaj dalej

0 1

Od redakcji

0 0

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij