O nas

Nasze sukcesy

0 0

O nas

0 0

O nas

0 0

O nas

0 0

O nas

0 6

Nagrody i osiągnięcia

Działalność KGW Osobnica

KGW w Osobnicy powstało w 1947 r.Pierwszą założycielką koła była p.Maria Rolek. Co kilka lat zmieniały się przewodniczące,ale mimo tego koło było cały czas aktywne. 20 lipca w 1997 r. obchodziło piękny jubileusz 50-lecie działalności. Przez ostatnie lata funkcję przewodniczącej pełniła p.Krystyna Pięta, aż do dnia 22 lutego. Wtedy wznowiono ponownie działalność koła i wybrano nowy zarząd. Przewodniczącą została Zofia Setlak, zastępcą Dorota Kędra ,sekretarką Czesława Klocek, skarbnik Danuta Pięta. Jesteśmy aktywną 35 osobową grupą kobiet w różnym wieku, które przy każdej pracy wspólnie się uzupełniają. Czesława Klocek artystka ludowa, zaprojektowała i uszyła piękne zielone stroje (spódnice, korale, bransoletki, oraz kolczyki). Co roku bierzemy udział w dożynkach gminnych, powiatowych, w konkursach wielkanocnych, oraz imprezach plenerowych. W swojej miejscowości organizujemy Dzień Kobiet ,Dzień Babci, Wigilię. W 2017 r. kolo gospodyń obchodziło 70-lecie działalności. Należymy do Stowarzyszenia Rozwoju Kultury Ludowej Ziemi Jasielskiej. Wyjeżdżamy w rożne strony Polski, gdzie promujemy swoje regionalne potrawy. W ramach współpracy ze stowarzyszeniem brałyśmy udział w nagraniu filmu " Ocalić od zapomnienia". Z inicjatywy koła gospodyń pod naciskiem koleżanki Barbary Przybyły powstała Izba Regionalna, gdzie znajdują się przedmioty i sprzęty rolnicze używane w ubiegłym stuleciu. Co roku odbywa się Dzień Matki w poszczególnych miejscowościach Gminy Jasło, gdzie nasze koło reprezentuje naszą wieś. Przez kilka lat działalności, koło zdobyło wiele nagród i wyróżnień: 2008 r. - I miejsce za ciasto miodownik, 2010 r. - specjalna nagroda za kosz wielkanocny, 2010 r. - panie wywalczyły pierwsze miejsce dla Lokalnej Grupy Działania Nowa Galicja, 2011 r. - I miejsce i nagroda Liderzy są w śród nas za najciekawsze stoisko, 2012-2017 r. - I miejsce i nagroda za prace plastyczną z okazji Dnia Matki, 2013 r. - nagroda z rąk woj.Gminy Jasło za działalność społeczną, 2017 r - członkini koła Dorota Kędra otrzymała order Matki Polki. Dużym wyróżnieniem dla nas był również pokaz wieńca dożynkowego na wystawie w Londynie. Czytaj dalej

0 2

O nas

Noworoczne Spotkanie integracyjne w Pisarzowicach

Pięknym zwyczajem w Pisarzowicach od wielu już lat jest fakt, że z początkiem każdego Nowego Roku na uroczystej kolacji członkowie Rady Sołeckiej spotykają się w gronie tych osób, które mają decydujący wpływ na to, co się w Pisarzowicach dzieje i jak się żyje naszym mieszkańcom. Tegoroczne spotkanie odbyło się w sobotni wieczór, w przeddzień Objawienia Pańskiego- w Święto Trzech Króli, a rozpoczął go specjalną pastorałką Zespół Regionalny „Pisarzowianki” „Uśmiechnęła się kolęda, a my razem z nią Matka Boska i Dzieciątko będą mieli dom Wejdą razem z tą kolędą w nasz rodzinny krąg I już nigdy i już nigdy nie odejdą stąd…” Sala udostępniona przez pisarzowickich strażaków odświętnie udekorowana stwarzała nastrój i magię nadal trwających świąt bożonarodzeniowych, a śpiew wraz z zespołem wszystkich szacownych gości potęgował i emanował atmosferą wzajemnej życzliwości. Wszystkich zgromadzonych przywitał sołtys Pisarzowic Stanisław Peszel. Wśród zaproszonych gości byli m.in.: Burmistrz Gminy Wilamowice Marian Trela, ks. Proboszcz Janusz Gacek, Radna Powiatu pani Dorota Nikiel, Radni Rady Miejskiej Wilamowic i Rady Sołeckiej Pisarzowic, wicedyrektor szkoły podstawowej i dyrektor przedszkola , prezesi wszystkich organizacji społecznych działających w Pisarzowicach. Spotkanie to było okazją do podsumowania roku 2018, który dla Pisarzowic był rokiem pomyślnym. Sołtys omówił krótko wszystkie realizowane zadania. Podkreślił także, że wiele dobrego działo się w parafii, w oświacie, kulturze a także w działalności każdej z reprezentowanych na spotkaniu organizacji społecznych. Podziękował też wszystkim obecnym za trud i wysiłek oraz zaangażowanie . Za wszelkie dobro, którego doświadcza nasze sołectwo i jakiego doświadczają nasi mieszkańcy. Następnie głos zabrał ksiądz proboszcz Janusz Gacek, który również serdecznie wszystkim podziękował jednocześnie podkreślając zasługi sołtysa w budowaniu tej dobrej atmosfery i integracji w naszej lokalnej społeczności. Głos także zabrał Burmistrz pan Marian Trela i Radna Powiatu pani Dorota Nikiel, dziękując za współpracę w 2018r życząc wszystkim zdrowia, szczęścia, oraz wytrwałości i konsekwencji w tym co robimy. Po tych wystąpieniach z przepięknym koncertem nowych pastorałek przy akompaniamencie pana Stanisława Olearczyka ,wystąpił Zespół Regionalny „Pisarzowianki”. Swoim krótkim koncertem zaszczyciła zgromadzonych również orkiestra działająca przy OSP z Pisarzowic. Tradycyjnie też, całość noworocznego spotkania dopieszczona była potrawami przygotowanymi przez panie z Koła Gospodyń Wiejskich- Strażniczki Tradycji w Pisarzowicach. Czytaj dalej

0 11

O nas

Ciekawa historia, która KOŁEM się toczy....

Kobiety w sołectwie Szonowice były, są i pewnie będą aktywne, bo to pokazuje historia tego sołectwa. Mała liczebnie wioska zawsze mogła liczyć na społeczne zaangażowanie co najmniej kilkunastu gospodyń, które mimo rozlicznych obowiązków zawsze jakoś tam wygospodarowywały czas by wspólnie się spotkać, zwyczajnie poplotkować czy też załatwić jakieś istotne dla wsi sprawy, którym mężczyźni nie podołali albo, które, ze swojego punktu widzenia, uznawli za mało istotne. Obecny kryzys społecznego zaangażowania kobiet, w sprawy sołectwa to sprawa bardziej złożona, ale o tym może trochę później. Myślę, że warto zacząć od początku jak to u nas było. Analizując dokumenty historyczne sołectwa Szonowice, początki kobiecej działalności społecznej datowałabym na czas kiedy znajdowała się tutaj posiadłość ziemska Karla von Wrochem Gellhorn i Jego małżonki Olgi. W roku 1870 wybudowano we wsi nowy pałacyk, a wokół niego zabudowania dworskie. Dziedziczka Olga była osobą niezwykle wrażliwą na zwyczajne potrzeby rozwijającego się sołectwa. Umiała dostrzec problemy społeczne, miała lotny umysł i mnóstwo pomysłów na poprawę jakości życia mieszkańców tej jakże urokliwej wsi. Przyświecała Jej pewna idea niezależności społecznej. Starała się usilnie, by mieszkańcy, problemy swojego środowiska rozwiązywali u siebie i sami. Problemy takie, z którymi borykamy się i dziś: zabezpieczenie potrzeb dzieci, osób niepełnosprawnych, młodzieży, chorych oraz w podeszłym wieku. Dziedziczka Olga wraz z mężem w okolicach roku 1890 wybudowali budynek użyteczności publicznej, który miał służyć całej lokalnej społeczności. W centrum wsi powstało swoiste centrum usług społecznych, gdzie mieściła się katolicka stacja sióstr Św. Zofii. Na piętrze budynku mieszkały trzy zakonnice, które zaopatrywały chorych "po domach", były tam też dwie izbetki szpitalne z czterema łóżkami, dla najciężej, obłożnie chorych, którzy wymagali intensywnej opieki i pielęgnacji. Na parterze zaś była tzw. szkółka - dzisiejsze przedszkole, do którego, za odpłatnością można było posłać dzieci pod opiekę. Tymi zajmowała się młoda nauczycielka sporowadzona na prośbę dziedziczki, aż z Bawarii. Obok izby przedszkolnej miała tam też swoje malutkie mieszkanie. Oprócz szkółki, na parterze, była tu także duża izba z zapleczem kuchennym, służąca jako wiejska świetlica oraz miejsce publicznych spotkań. To tutaj przed II Wojną Św. funkcjonowała tzw. Kochschulle czyli trwające kilkumiesięczne kursy dla młodych dziewcząt przygotowujące je do roli matek i gospodyń. Młode dziewczęta uczyły się tutaj min.: gotowania, pieczenia ciast, prowadzenia domu, gospodarowania budżetem, szycia, haftowania, cerowania oraz prowadzenia przydomowego ogrodu. Tutaj przyszłe gospodynie dowiadywały się o nowinkach ogrodniczych, siewie i pielęgnacji kwiatów, a także howie przydomowego ptactwa. Słowem uczono wszystkiego, co może młodej kobiecie ułatwić życie w małżeństwie i rodzinie. Ta "stacja" funkcjonowała we wsi do czasu nadejścia II Wojny Św. Potem wiadomo: przetaczający się przez wieś front, wysiedlenie, zniszczenie wsi, zawierucha, a po wojnie choroby i epidemie. Koło Gospodyń w nowoczesnym wówczas wydaniu aktywowało swoją działalność w latach sześćdziesiątych. Powołanie struktur społecznych wynikało z naturalnych potrzeb ludności. Koło Gospodyń Wiejskich w Szonowicach jest najdłużej działającym kołem na terenie całej Gminy Rudnik. Powstało z inicjatywy Marii Operskalskiej, która została jego pierwszą przewodniczącą. Skupiało wówczas kilkanaście mieszkanek Szonowic. Każda z nich prowadziła gospodarstwo dmowe, pracowała na roli i bez większych wygód i udogodnień wychowywała co najmniej trójkę dzieci. Gospodynie zrzeszone w Kole pozyskiwały nowe odmiany nasion warzyw i kwiatów do swoich ogrodów. Uczyły się szczepić drzewka i krzewy owocowe, szkoliły się w miejscowym Klubie Rolnika jak przygotowywać nowatorskie potrawy i przetwory, a w jesienne i zimowe wieczory szydełkowały, robiły na drutach różnego rodzaju poduchy, kapcie, skarpety czy rękawiczki. Regularnie spotykały się też na skubaniu pierza chodząc od domu do domu. Ta tradycja to było podtrzymywanie społecznych więzi, wzajemna pomoc, przekazywanie starych opowieści, podań i bajek. Nikt nie czuł się samotny, niepotrzebny czy opuszczony. Na skubaniu pierza spotykały się babcie, córki, synowe i wnuczki. I tak się toczyło codzienne życie Koła do lat osiemdziesiątych. Po stanie wojennym działalność stowarzyszenia została zawieszona, a częś zadań przejął Klub Rolnika, później Wiejski Dom Kultury gdzie toczyło się życie społeczne Szonowic. Reaktywacja działalności koła nastąpiła w roku 2008 kiedy to ponownie gospodynie postanowiły wznowić swoje działania. Tym razem jednak nie były to tylko mieszkanki sołectwa Szonowice. Nie było aż tylu chętnych kobiet z sołectwa Szonowice by organizacja mogła podjąć skuteczną działalność. Przybyły więc "posiłki" z ościennych sołectw: Modzurowa, Ponięcic czy Strzybnika. Tak powstało "Wioskowe Trio" bo trzy sołectwa. Przewodniczącą została wybrana - Teresa Siwoń z Modzurowa. Wówczas koło zrzeszało ponad trzydzieści aktywnych członkiń. Potem przybywały kolejne i w pewnym okresie stowarzyszenie miało już 50 aktywnych członkiń. Obecnie po ponad 10 latach działalności przewodnictwo objęła Barbara Kawik. Koło skupia 25 aktywnych gospodyń z: Szonowic, Ponięcic, Modzurowa, Grzędzina, Łubowic oraz Borucina. Data 20 grudnia 2018 będzie pamiętnym dniem dla "Wioskowego Trio" bo taka jest oficjalna nazwa stowarzyszenia, z siedzibą w sołectwie Szonowice. 20 grudnia 2018r oficjalnie koło zostało zarejestrowane. Stowarzyszeniu nadano numer rejestrowy koła gospodyń wiejskich wg nowych przepisów. Wszelkie formalności zostały dopełnione w AriMR. Było owszem "trochę" załatwiania i biegania z papierkami ale cel został osiągnięty. Złożony został także wniosek o dotację na start. W przypadku KGW Szonowice liczącego 25 członkiń, będzie to kwota 3000zł. Środki dotacji gospodynie przeznaczą na cele statutowe. W Gminie Rudnik zarejestrowane jest tylko szonowickie stowrzyszenie gospodyń. Teraz może wrócę do kryzysu aktywności społecznej w małych miejscowościach bo tego obecnie doświadcza także Koło Gospodyń w Szonowicach. Mam nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa i stowarzyszenie obroni się przed skrajnym konsumpcjonizmem i roszczeniową postawą. Wszystkim nam się wydawało, że z nadejściem dobrobytu będzie się lepiej działo, a jest zupełnie odwrotnie. My już nie jesteśmy dla siebie zwyczajnie dobrzy, uprzejmi, współczujący ale stajemy się wyrachowani i interesowni. Mieszkańcy małej wiejskiej społeczności stali się zamożni, syci, żądni sukcesu i niestety bardzo roszczeniowi. Rozpad więzi sąsiedzkich i rodzinnych, pośpiech, nadmierny stres, samotność, doznawanie bezsensu istnienia to ma miejsce w wioskach, nawet w tych niezbyt licznych? Na codzień widzimy proces rozpadu więzi międzyludzkich w tradycyjnych wielopokoleniowych rodzinach, a także skrajny relatywizm. Z tej dawnej, agrarnej kultury niewiele już pozostało. Wiara w Boga słabnie. W kościelnych ławkach nawet w wielkie święta – pustki. O tym co dzieje się u najbliższych sąsiadów dowiadujmy się z mediów społecznościowych, a nie z rozmów przy płocie czy w sklepie. Bo na której to jeszcze wsi pozostał sklep? Do których to jeszcze drzwi puka listonosz? W Szonowicach już dawno nikt już nie wygania krów na łąki i pastwiska. Nie rodzą się cielaki, źrebięta, nie wykluwają się żółciutkie pisklaki. Żniwa owszem przychodzą o swojej porze w sierpniu. Kosi się oziminy potem jarki, kolejno nastaje czas podorywek i wiejskich dożynek ale ziarna nie gromadzi się już w spichlerzach. Firmy transportowe odbierają je prosto z pól i odwożą do suszarni. Potem całe połacie ściernisk pryska się glifosatem. Spalona i sponiewierana ziemia przyprawia o dreszcz niepokoju i stanowi naprawdę przykry, przygnębiający widok. Życie towarzyskie kwitnie w tunezyjskich, greckich i tureckich kurortach pod palmami, a nie pod jabłonką w ogrodzie. Kończące okres żniw i lata dożynki to utrapienie dla uwijającego się przy organizacji sołtysa i rady sołeckiej. W remizach stoją piękne nowiutkie wozy bojowe, które choć kosztowały krocie, do akcji wyjeżdżają ze dwa razy do roku. W miejscowym kole gospodyń z 50 aktywistek zostało raptem 25 osób. Wieś rozbudowuje się, pięknieje, sprowadzają się nowi i coraz bardziej zaczyna się doświadczać anonimowości, która do tej pory doskwierała mieszkańcom dużych miast. Powiedzenie "Wiedzą sąsiedzi kto na czym siedzi" dziś już straciło na aktualności. Wioska staje się sypialnią, każdy odgrodzony wysokim kutym parkanem w swoim pięknym wypacykowanym domu, do którego wiodą marmurowe schody. To już nie ta wioska gdzie bez zapowiedzi zaglądnęło się do starszej sąsiadki by sprawdzić czy wszystko u niej w porządku i czy nie potrzebuje czegoś z miasta. Coraz mniej się też opłaca. Znikają już nawet przydomowe warzywniaki i ukwiecone grządki. Przepiękny trawniczek niczym pole golfowe lub równiótko sypany żwirek, to standard przed nowymi domkami. Bezduszny agrobiznes wypiera bez pardonu to co było w naszej wsi najcenniejsze i najpiękniejsze. Na wieś wprowadzamy wielkie inwestycje, ciężkie ciągniki, chemię, ekspansywne środki ochrony roślin i wielką agresywną politykę, nawet w małych gminach. I tylko kilka wiejskich aktywistek jakby na siłę próbuje powstrzymać te tryby koła zmieniającego się świata. Jeszcze stoją na straży tradycji, gdzieś w szafach sentymentalnie upchane maezonki wyciągają przy okazji wielkich uroczystości, jeszcze przeglądają stare receptury i albumy ze zdjęciami gdzie uśmiechnięte mamy i babcie idą ulicą i niosą blachy kołacza do piekarni, by zdążyć przed nadchodzącym odpustem. Obawiam się jednak, że pewnych procesów nie da się już powstrzymać. Karina Lassak Czytaj dalej

1 2

O nas

Gra o polską wieś, o moją wieś. Rozważania prowincjonalnej sołtyski.

Od kilku lat z lekkim niedowierzaniem obserwuję codzienne życie małej polskiej wsi gdzie mieszkam od urodzenia. Przemiany cywilizacyjne ostatnich kilkunastu lat sprawiły, że człowiek nawet tu na głębokiej prowincji stał się graczem w jakiejś dziwnej grze. Grą stała się życiowa ekonomia, polityka, nauka, praca, a nawet związki czy rodzina. Celem gry? Wygrana i zwycięstwo, zysk – pieniądze, udział we władzy, tytuł naukowy, stanowisko w pracy, związek z partnerem. Nie chodzi już o prawdę, praworządność, miłość, mądrość, wiedzę - słowem liczy się tylko victoria. Zobaczcie swoje dzieci siedzące przy komputerze kilka godzin dziennie. Gra ogromnie wciąga, wyzwala w człowieku adrenalinę, zmusza do poznania drugiego człowieka, zazwyczaj rywala, jego słabych stron ale potwornie męczy, powoduje drażliwość i irytację, nie pozwala spać, wywołuje stres, niepokój, odbiera normalne życie i zdrowie. Nie ma nad człowiekiem zlitowania, nie zna granic ludzkiej wytrzymałości. Jest okrutna i bezwzględna. Domaga się od człowieka inteligencji, światłego umysłu i fizycznej sprawności. Logika dzisiejszej życiowej gry staje w całkowitym przeciwieństwie do logiki człowieczeństwa. Staliśmy się niewolnikami gry wyzutymi z wzajemnych relacji. Nie jesteśmy dla siebie dobrzy, uprzejmi, współczujący ale wyrachowani i interesowni. Żyje się nam lepiej, wygodniej i lżej. Fizycznie nie musimy ciężko pracować ale coś stało się z międzyludzkimi relacjami na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Mieszkańcy małej wiejskiej społeczności stali się zamożni, syci, żądni sukcesu i niestety bardzo roszczeniowi. Diagnoza społeczna rok 2005 – ze stwierdzeniem: " ludzie na wsi zachowali o wiele zdrowsze relacje z sąsiadami, a wieś wolna jest od wielu patologii, na które cierpi współczesne miasto" nie ma już dziś jakiegokolwiek odzwierciedlenia w lokalnej wiejskiej rzeczywistości. Rozpad więzi sąsiedzkich i rodzinnych, pośpiech, nadmierny stres, samotność, doznawanie bezsensu istnienia to ma miejsce w wioskach, nawet w tych niezbyt licznych? Na codzień widzimy proces rozpadu więzi międzyludzkich i skrajny relatywizm. Z tej dawnej, agrarnej kultury niewiele już pozostało. Małe gospodarstwa rodzinne wykruszają się z roku na rok. Młodzi rolnicy nie żyją zgodnie z rytmem natury, wiara w Boga słabnie, w kościelnych ławkach nawet w wielkie święta – pustki. O tym co dzieje się u najbliższych sąsiadów dowiadujmy się z mediów społecznościowych, a nie z rozmów przy płocie czy sklepie. Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia na wsi to też już czas nieszczególny, zaczyna się tuż po Wszystkich Świętych, wraz z pierwszą reklamą w supermarkecie. Święta mieszkańcy wsi często spędzają już w kurortach, a nie w salonie z choinką przy rodzinnym stole. Tak jest wygodniej, prościej i bez wysiłku, no przecież w końcu nas stać. Z nadejściem wiosny trawy się zielenią i stają się tłuste ale nikt już nie wygania krów na łąki i pastwiska. Nie rodzą się cielaki, źrebięta, nie wykluwają się żółciutkie pisklaki. Żniwa owszem przychodzą o swojej porze w sierpniu. Kosi się oziminy potem jarki, kolejno nastaje czas podorywek i wiejskich dożynek. Ziarna nie gromadzi się już w spichlerzach. Firmy transportowe odbierają je prosto z pól i odwożą do suszarni. Życie towarzyskie kwitnie w tunezyjskich, greckich i tureckich kurortach pod palmami, a nie pod jabłonką w ogrodzie. Kończące okres żniw i lata dożynki to utrapienie dla uwijającego się przy organizacji sołtysa i rady sołeckiej. Korowód rolniczych maszyn z roku na rok coraz krótszy, W miejscowym kole gospodyń z 50 aktywistek zostało raptem 25 osób. Tylko dla garstki starszych mieszkańców rytm życia wiejskiego pozostał niezaburzony i czekają na pierwszy śnieg, pierwsze jesienne przymrozki, pierwsze opieńki. Zawsze bowiem na coś czekają, na coś co jest znajome od lat. Wnuki czy listonosz już nie zaglądają zbyt często. To już ostatnie pokolenie, które cieszy się tak samo nie szukając mocnych wrażeń i dodatkowej dawki adrenaliny. Wieś rozbudowuje się, pięknieje, sprowadzają się nowi i coraz bardziej zaczyna się doświadczać anonimowości, która do tej pory doskwierała mieszkańcom dużych miast. Powiedzenie "Wiedzą sąsiedzi kto na czym siedzi" dziś już straciło na aktualności. No chyba, że się jeden przed drugim pochwali gdzie spędza święta czy urlop. Wioska staje się sypialnią, każdy odgrodzony wysokim kutym parkanem w swoim pięknym wypacykowanym domu do którego wiodą marmurowe schody. To już nie ta wioska gdzie bez zapowiedzi zaglądnęło się do starszej sąsiadki by sprawdzić czy wszystko u niej w porządku i czy nie potrzebuje czegoś z miasta. Ludzie interesują się sobą nawzajem tylko wtedy gdy w powietrzu "wisi" jakaś sensacja czy afera. Gołym okiem jak wzrokiem sięgnąć widać, że tradycyjne rolnictwo upada. Pozostają relikty, a i te nie wiadomo jak długo jeszcze będą pielęgnowane? Coraz mniej się opłaca cokolwiek uprawiać czy hodować, coraz więcej bzdurnych ograniczeń, procedur i sensu ciężkiej pracy na roli. Młodzi wykształceni rolnicy są świadomi tego, że ich małe rodzinne gospodarstwa nie przetrwają próby czasu i presji rynku. Są pokoleniem, które nie ma szans na powiększenie areału upraw bo ceny ziemii są nie do przeskoczenia dla małoobszarowych rolników. Wygrają zwyczajnie ci więksi. Zazwyczaj to ci, którzy w okresie transformacji wykorzystali wyprzedające się zasoby kółek rolniczych, wykorzystali likwidujące się spółdzielnie rolnicze i państwowe gospodarstwa. Polska wieś idzie dziś w kierunku narzuconym przez UE ku intensywnej uprawie wielkoobszarowej, następuje zmiana stylu życia i sposobu życia mieszkańców. Bezduszny agrobiznes wypiera bez pardonu to co było w naszej wsi najcenniejsze i najpiękniejsze. Oby nie czekał nas los gospodarek zachodnioeuropejskich czy Amerykańskich gdzie bezpowrotnie utacono małe rodzinne gospodarstwa. Na wieś wprowadzamy wielkie inwestycje, ciężkie ciągniki, chemię, ekspansywne środki ochrony roślin i wielką agresywną politykę, nawet w małych gminach. Świętujemy owszem odzyskanie niepodległości, odzyskaną wolność i niepodległość, ale co myśmy z tą wolnością zrobili?   Czytaj dalej

5 7

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij