Od Redakcji wszystkie artykuły z kategorii >

PRZEPIS NA KRUCHE CIASTKA

SKŁADNIKI: 2 szklanki mąki pszennej 0,75 szklanki cukru pudru 1 kostka margaryny 1 cukier wanilinowy 1 łyżeczka proszku do pieczenia 2 żółtka PRZEPIS: Wszystkie składniki wsypujemy do jednej wielkiej misy i mieszamy do momentu otrzymania jednolitej masy. Kiedy ciasto jest już wyrobione wkładamy na 30 minut do lodówki. Kiedy ciasto się już schłodzi, możemy przejść do rozwałkowywania i wycinania ciastek. Piekarnik należy zagrzać do temperatury 180 stopni w termo obiegu  i piec ciastka ok 15-20 minut.   Ciastka są pycha !!!!!

"Spotkanie jest początkiem, jedność postępem, a współpraca sukcesem" Henry Ford

Drodzy nasi Czytelnicy i Sympatycy programu "mojaWieś"! Nastała piękna, złota jesień. Różnorodność barw cieszy oko, a ostatnie ciepłe promienie słońca radują serce. Młodzież powróciła już do szkół, a my patrząc w najbliższą przyszłość, widzimy też inne barwy i nie są one zbyt kolorowe. Po okresie względnej stabilizacji, pojawiły się problemy z inflacją, brakiem węgla, drastycznymi podwyżkami prądu i gazu - prognozy są bardzo niepokojące. Czujemy obawę przed jutrem - nasze codzienne życie zmienia się, a przecież ostatni czas również nie należał do najłatwiejszych - pandemia i ograniczenie kontaktów, wojna na Ukrainie. Cała sytuacja gospodarcza napawa nas lękiem i czujemy się przytłoczeni ciężarem problemów. Pogoda także nas nie rozpieszczała, ale dzięki Waszym staraniom tegoroczne zbiory plonów nie były złe. Dość zatem tych dręczących nas myśli. Mamy wszak zapowiadane wsparcie rządowe, czy skuteczne i wystarczające, niech każdy sam to osądzi - jednak zawsze to lepiej, że jest, niż gdyby miało go w ogóle nie być. Za nami czas radości dożynkowych, gminnych i powiatowych, w których zapewne braliście udział. Jak co roku wieś świętowała - kolorowe korowody, przepięknie przystrojone domostwa, wspaniałe wieńce dożynkowe, uśmiech na twarzach, a także radość i duma z coraz trudniej pozyskiwanych plonów. To bardzo buduje, krzepi i podnosi na duchu, a to teraz najważniejsze. Optymizm - tego właśnie najbardziej nam obecnie trzeba. Nie szukajmy zatem winnych, tylko znajdźmy tych, którzy są aktywni, pracują na rzecz swojego regionu, są według Was godnymi zaufania i sprawcie, by to właśnie oni Was reprezentowali. Niezmienne proszę Was o listy i telefony z pomysłami. Są one dla mnie bardzo ważne - wszak to Wy jesteście istotą, duszą i inspiracją dla naszych działań. Nieustannie życzę Wam szczęścia, radości życia, optymizmu, a przede wszystkim zdrowia! Pełen szacunku Jan Boczek  prezes zarządu  Czytaj dalej

Żeby nie zwariować…

Przedstawiamy Państwu fragment wywiadu z Panem Cezary Żakiem, który został opublikowany w kwartalniku "mojaWieś". Rozmawiała Sylwia Skulimowska - redaktor naczelny kwartalnika "mojaWieś". "Wójt, proboszcz i miodowy mąż… Harry Sauer, czarny charakter z „Tajemnicy twierdzy szyfrów” i cudowny ojciec, Tadeusz Żakowski z „Receptury”. Reżyser, m.in spektakli: „Trzeba zabić starszą Panią” czy „Dziewczyna z pociągu”. Ma szczęście do dobrych przedstawień i dlatego, aż 200 teatralnych wieczorów w ciągu roku jest granych tylko dla wspaniałej publiczności. Twierdzi, że jest zbyt stary, by marzyć, ale chyba nikt się z tym nie zgadza. Za 9 lat przechodzi na emeryturę, ale czy Cezaremu Żakowi na to pozwolimy?                                              - Bardzo cieszę się, że mam okazję porozmawiać właśnie z Panem. I zacznę dość nietypowo – czy doszła do Och-Teatru nasza mała niespodzianka dla Pana? - A doszła, dziękuję, kwartalnik „mojaWieś” znam, kilka razy wpadł mi w rękę. A teraz mam jeszcze najnowsze wydanie. Bardzo dziękuję! - Ma Pan na wsi mnóstwo wielbicielek, które prosiły o przekazanie serdecznych pozdrowień. Uwielbiają pana! Ale o dziwo, nie tylko kobiety! Mój brat, kiedy dowiedział się, że będę miała okazję z panem porozmawiać, krzyknął z entuzjazmem: Co za gość! - Bardzo dziękuję i również wszystkich Państwa pozdrawiam. - Ostatnio, kiedy miałam okazję porozmawiać z Panią Ewą Wachowicz, czułam taką nieśmiałość, wszak rozmawiam z jedną z najpiękniejszych kobiet w Polsce. Natomiast teraz, mam ogromny respekt, bo rozmawiam z najsłynniejszym wójtem i proboszczem! Jak nam pójdzie ta rozmowa? (śmiech) - No ja też i po takim wstępie to już się boję… (śmiech) - No to muszę o to zapytać… Czy miał Pan propozycje, żeby kandydować na wójta? Bo o proboszczu to raczej nie wspomnę… - Na szczęście nie, ale miałem propozycję, żeby kandydować do europarlamentu. - No proszę! Myśli Pan, że warto mieszać się w politykę? - Nie warto. Polityka jest brudna i szkoda życia. Nie czuję się kompetentny, żeby być politykiem. Wie Pani, ja mam dość wyidealizowane pojęcie o polityku, co niestety zderza się z  naszą, polską rzeczywistością. Dlatego uważam, że każdy powinien robić to, co umie. - Oprócz kulisów polityki, w serialu „Ranczo”, w dosyć ciekawy sposób został przedstawiony obraz polskiego społeczeństwa. Minęło sporo czasu od zakończenia produkcji, myśli Pan, że polska mentalność trochę się zmieniła? - Nie, w ogóle się nie zmieniła. Ona, od bardzo długiego czasu jest bardzo podobna.  Andrzej Grębowicz i Jurek Niemczuk, którzy to pisali, dokładnie wiedzieli, co chcą napisać i bardzo dobrze, że zrobili research i taką analizę socjologiczną polskiego społeczeństwa. Dlatego też, ten serial bardzo trafiał do publiczności i trafia w dalszym ciągu. - Czy Polacy mają poczucie humoru? - Tak, ale to nasze poczucie humoru jest coraz niższych lotów. Winna jest temu głównie telewizja i ogólnie rzecz biorąc mass media, które zniszczyły nasze poczuciu humoru. Właśnie takie finezyjne poczucie humoru Polaków, które było jeszcze w czasach Kabaretu Starszych Panów. Natomiast od lat 90, mniej więcej od połowy lat 90, poczucie humoru spłyciło się. Nie chcę powiedzieć, że jest prymitywne, bo ono jeszcze nie jest prymitywne. Natomiast bardzo się spłaszczyło. (...) - Panie Cezary? Jak to było ten pierwszy raz? - Mówi Pani o seksie? - No właśnie zastanawiałam się, jaką tematykę Pan teraz poruszy. Ja jestem bardzo tolerancyjna, absolutnie mogę wysłuchać wszystkiego! Ale, w tym przypadku, bardziej miałam na myśli, np. komisję egzaminacyjną do szkoły teatralnej, czy pierwszy Pana spektakl. Jak to było? Nerwy były ogromne? Czy uznał Pan, że co ma być to będzie i jakoś da sobie radę? - Nie, takiego dobrego myślenia o sobie nigdy nie miałem. Bez przesady.  Po prostu zdecydowałem o egzaminie do szkoły teatralnej w roku 1981, dlatego, że się nie dostałem na romanistykę w roku poprzednim. Właściwie, to do spróbowania namówił mnie kolega, ponieważ mieliśmy wcześniej niewielkie epizody kabaretowe w liceum. Jak to w liceum bywa, młodzież lubi się bawić. No i spróbowałem! - No i udało się! - To jeszcze były czasy sprzed internetu i sprzed telefonów komórkowych. Napisałem listy do szkoły teatralnej. Dowiedziałem się, co trzeba przygotować na egzamin. Zrobiłem to. No i o dziwo przyjęli mnie. Sam byłem trochę zaskoczony, że tak łatwo poszło, ale też nie mogę powiedzieć, że kompletnie się nie denerwowałem, bo to jest chyba naturalne u zdrowego młodego człowieka, że się denerwuje, jak ktoś go egzaminuje. - Ależ tak! Sama pamiętam swoje egzaminy. Mało tego, denerwowałam się też przed naszą rozmową, i mam nadzieję, że to nie kolejny egzamin! (śmiech) A jaki był Pana popisowy występ w czasie egzaminu przed komisją? - Oj nie mogę tego Pani powiedzieć, bo nie pamiętam. Ale! Zaśpiewałem piosenkę z „Pszczółki Mai”. - Bardzo oryginalnie! - Zaśpiewałem pszczółkę Maję, bo wtedy leciała w telewizorze, jako dobranocka dla dzieci. Pomyślałam, że to będzie śmieszne. - To był strzał w dziesiątkę! Dostał się Pan. A Pana pierwszy spektakl? Pierwszy spektakl to było zastępstwo w bajce. Zagrałem Gucia,  a propos pszczółki Mai. Takiego właśnie Gucia, nie pamiętam szczegółów, ani co to była za bajka. Natomiast mój debiut, taki profesjonalny, to była sztuka Witkacego „Panna Tutli Putli", ale ona nie odniosła sukcesu. Potem nastąpiło lekkie rozczarowanie teatrem, jako miejscem uprawiania prawdziwej sztuki. Bo skończyłem szkołę teatralną z etykietą charakterystycznego młodego aktora, który będzie dużo grał i tak dalej. I myślałem, że rzeczywiście tak będzie. Natomiast zderzyłem się z szarą rzeczywistością teatralną we Wrocławiu. No i trochę zszedłem na ziemię. - I wtedy coś się zmieniło w Pana życiu… - No tak, tak. Na 4 lata odszedłem z teatru, takiego etatowego i próbowałem swoich sił na estradzie. Po 4 latach jednak stwierdziłem, że to nie to. Tak naprawdę zawód aktora uprawia się w teatrze. Więc jeżeli się chce istnieć i rozwijać się w tym zawodzie, co jest najistotniejsze na początku drogi, to trzeba pracować w teatrze. (...) - Zdrowy rozsądek czy intuicja? Czym się Pan kieruje w życiu? Czy stawia Pan na stabilizację, czy idzie Pan przebojem do przodu? - Wie Pani, w tym zawodzie trzeba iść trochę przebojem i trzeba się trochę rozpychać łokciami, bo inaczej środowisko nie zauważy. Natomiast ważny jest zdrowy rozsądek, który ja kocham. Nigdy nie rzucałem się na głęboką wodę, jeżeli nie widziałem dna. Takim przykładem była nasza przeprowadzka z Wrocławia do Warszawy w1995 roku, bo przecież nikt nas tutaj wtedy nie znał i naprawdę rzuciliśmy się na głęboką wodę. Ale wiedziałem, że Kasia, moja żona, nagrała wspaniałą płytę i wiedziałem, że Andrzej Strzelecki, ówczesny dyrektor teatru Rampa, chce ją zaangażować na etat. Więc to było zielone światło, a ja przy okazji grywałem od czasu do czasu jakieś małe rólki, epizody w filmie. Więc pomyślałem, że warto zaryzykować i do Warszawy się przeprowadzić. No i wyszło nam na dobre. - Obchodziliście Państwo w tym roku 37 lat małżeństwa. Gratuluję! Czy kupił Pan żonie coś koralowego? - Nie, ale 37 to nie koralowa rocznica. - A jednak, od 35 do 39 to są koralowe lata, później jak jest 40 lat, to są rubiny, ostrzegam Pana! - Nie musi Pani ostrzegać, ja to wiem. Ja to się sam ostrzegłem, że wcześniej są koralowe. - Z mężem mamy 20 lat, więc u nas jest porcelana. W sumie chciałabym dostać jakąś filiżankę Rosenthala, ale jeszcze czekam. Może mąż przeczyta ten wywiad… - Trzymam kciuki! (...) A jak się Panu gra z żoną? Jest trudno czy łatwo? -Trochę trudno… Od kiedy zacząłem reżyserować to za dużo rządzę. Tak, tak, trzeba się bardzo pilnować ze wszystkim… - …żeby przy okazji się nie pokłócić… - Na przykład. - A propos właśnie kobiet, za co Pan ceni kobiety? - Za kobiecość, za to, że różnią się od mężczyzn. Cały ich urok. Jeżeli one są jeszcze przy okazji mądre, no to świetnie. - Ja jestem blondynką, więc… - Jakie to ma znaczenie? Moja żona też. - No właśnie, ale i tak zawsze wszyscy mówią, że blondynki to nie bardzo. Absolutnie zaprzeczam. W imieniu Pana żony również! - No, i bardzo słusznie! - A co Pana denerwuje u kobiet? - Pani trudne pytania zadaje. - Sama jestem ciekawa…"   Po ciąg dalszy zapraszamy do Empiku lub tutaj https://www.empik.com/moja-wies-moja-polska,p1306329129,prasa-p!  Kwartalnik można zamówić również u nas: redakcja@mojawies.pl lub zadzwnić 800 007 444. Zapraszamy!  Czytaj dalej

NIE WSZYSTEK UMRĘ...

Cmentarz – samo wypowiedzenie tego słowa jednych przeraża a innych, tak jak w moim przypadku zachwyca. Może słowo kocham to za dużo powiedziane, ale uwielbiam cmentarze, ich atmosferę i historię zarówno samego miejsca jak i osób, które tam znalazły swój wieczny spoczynek. Każdy cmentarz jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Ja uwielbiam te stare i zabytkowe cmentarze - również innych wyznań, jak również te małe wiejskie cmentarze, które są tak samo fascynując,  jak i urokliwe.   Nie wszyscy święci balują w niebie..   Czy wiecie, że na cmentarzach, zwłaszcza tych wiejskich był prowadzony podział na „dzielnice”?!   We wczesnych latach ludzie już za życia albo tuż po śmierci byli osądzani i kategoryzowani zarówno przez społeczeństwo jak i przez samych duchownych, którzy wyręczając Boga dokonywali samosądu. Użyłem sformułowania dzielnice, bo najbardziej odwzorowują cmentarne strefy między alejkami. Najlepsza dzielnica to ta, na której pochowani są ludzie zamożni i zasłużeni, zazwyczaj przy głównej, ale, co stanowiło największy prestiż w parafii – i ten trend króluje niestety do tej pory. Idąc dalej alejkami natkniemy się na najsmutniejszą część cmentarza, czyli maleńkie dziecięce groby, którym dane było urodzić się i odejść, jako aniołki. I najmniej zasłużona dzielnica, ale może za to ciekawsza pod pewnym względami, umiejscowiona pod płotem lub w odległych częściach nekropolii, gdzie byli chowani niewierzący, samobójcy oraz tacy, co do kościoła nie chodzili albo z księdzem na pieńku mieli. A cała reszta umiejscowiona między tym dzielnicami to zwykli ludzie ze swoimi niezwykłymi historiami. Teraz ta segregacja nie jest tak spotykana, ale jeśli będziecie mieli okazje to przyuważcie, że jakieś grancie tego podziału są zauważalne.   Strach się bać?   „Bój się żywych, bo prędzej Ci żywy krzywdę zrobi niż umarły!”   Ja się cmentarzy nie boję, wręcz przeciwnie odczuwam tam błogi spokój. Strach przed zmarłymi jest absurdalny i wyolbrzymiony przez filmy czy książki, gdzie cmentarze pokazane są, jako miejsce scen grozy. Doskonale rozumiem, gdy ktoś się boi cmentarzy lub to dla niego trauma. Osobiście mam taką cichą nadzieję, że dusze naszych bliskich nam towarzyszą, a na cmentarzach są tylko groby. Jednak wierzę w to, że oni mają tam swój nowy dom, takie miejsce, gdzie mogę z nimi porozmawiać, opowiedzieć, co słychać. Strata ukochanych dziadków była dla mnie największą tragedią, której doświadczyłem, dlatego, choć to wydaje się głupie, wierzę w to, że oni tam są, bo potrzebuję miejsca, gdzie mogę poczuć ich bliskość.   Bo co ludzie powiedzą?   Choć dzień zadusznych to taki szczególny dzień w roku, to warto o naszych Zmarłych Bliskich pamiętać przez cały czas.   Tak sobie myślę: dobrze, że jest to święto Wszystkich Świętych, przynajmniej co poniektórzy, chociaż raz w roku pojawią się na cmentarzu. Raz w roku nakupią najpiękniejsze kwiaty i zapalą największe znicze, żeby pokazać jak wielka jest ich pamięć. Ta obłuda, robienie wszystkiego pod publikę, po rewię mody, aż przyprawia o mdłości. Nie powiem, pięknie to wygląda – kocham to jak cudowne widoki malują znicze i zapach kwiatów dodając powagi i znaczenia temu dniu. Szczególnie wieczorny spacer w tych dniach napawa nieskazitelnym nastrojem melancholii, a światło świec migocące na wietrze nieśmiało oświetla tablice i zdjęcia podczas jesiennej aury pogrążonej w mroku. Szkoda tylko, że przez resztę miesięcy groby są puste. Jako częsty bywalec mojego rodzinnego cmentarza, a mam do niego 30 km, to doskonale widzę, kto jest częściej na cmentarzu, a kto tylko gościem. Co tu daleko szukać, mam najbliższą rodzinę, która mieszka w sąsiedniej wsi od cmentarza i codziennie obok niego przejeżdża, a pojawiają się tam tylko od święta, gdy wiedzą, że będzie dużo ludzi i trzeba posprzątać, udekorować.   Można odjeść na zawsze, by stale być blisko?   Chodzenie po cmentarzach jest czymś magicznym, zwłaszcza po tych starych i często zabytkowych nekropoliach.   Już przekraczając bramę takiego cmentarza, szczególnie w jesiennej scenerii, gdzie żółto-miedziane liście, poranna mgła dodają większego uroku i głębi tych chwil, nadając uczucia wchodzenia w zupełnie inny świat. Świat ciszy i błogiej nostalgii. Swoim wzrokiem staram się zawsze objąć jak największą ilość nagrobków, obserwując ich kształt i wykonanie. Nie robią na mnie wrażenia „marmury” i bogactwo, tylko to, co sprawia, że te mogiły robią się wyjątkowe, czyli osoby tam zamieszkałe. Przechadzam się miedzy alejkami powolnym, spokojnym krokiem, jak bym był na najbardziej wyniosłym spacerze w życiu. Chodzę i czytam: żył i żyła, a ich historia już się zakończyła. Sprawdzam wiek, czasami musze policzyć w głowie, gdy tylko podano daty początkowe i końcowe. Coraz częściej spotykane są zdjęcie zmarłej osoby, co tylko pomaga wyobrazić sobie pełnię tej historii zaklętej w mogile. Szczególne wrażenie i pomoc w opisie danej osoby nadają, jak ja to mówię, „listy” umieszczone na płytach. Jakie listy? Takie, które dzielę na trzy rodzaje. Pierwsze to zwykłe epitafia czy złote myśli w stylu „Ave Maria” czy „Prosi o modlitwę”. Kolejne listy to wiadomości od zmarłych: „Nie smućcie się mym odejściem” lub „Choć bardzo żyć chciałem…”. I trzecie listy, te najbardziej osobiste, czyli napisane od rodziny, ale nie wyświechtane wierszyki, których pełno, tylko te napisane często nie do rymu, ale płynące prosto z serca. Możecie się śmiać, ale właśnie takie podstawowe informacje jak wiek, zdjęcie, wygląd grobu czy te listy sprawiają, że możesz sobie zobrazować tę historię, zatrzymać się i mieć chwilę zadumy dla tego, co opuścił ten ziemski ląd.   To miejsce, ten ślad…   Są pożegnania, na które nigdy nie jesteśmy gotowi i telefony, które nigdy nie zadzwonią.   Równie bardzo jak lubię cmentarze, lubię również rozmowy o zmarłych, kocham te wspomnienia i piękne chwile. Uwielbiam słuchać innych opowieści, bo każda osoba to indywidualna, często fascynująca historia. Człowiek żyje tak długo, jak żyje pamięć o nim. Każda śmierć jest dla kogoś tragedią i nie każdego stać na postawienie wystawnego pomnika. Po stokroć o wiele lepszy jest ten skromny, zadbany grób, o którym się pamięta niż największe „marmury” odwiedzane raz w roku. To nie wielkość grobu i przepychu świadczy o zmarłym człowieku, a jego życie. Nie wiem jak Wasze cmentarze, ale mój rodzinny położony jest na górce, można rzec w sposób amfiteatralny, z którego widok rozprzestrzenia się na całą okolicę. Może to zabrzmieć niedorzecznie i paradoksalnie, ale tam czuję, że żyję. Tam odzyskuję spokój, oczyszczam umysł i potrafię się odciąć od otaczającego świata, a przepiękne widoki na miejsca, gdzie spędziłem najpiękniejsze chwile w życiu sprawiają, że potrafię osiągną harmonie duszy i ciała. Dlatego tak uwielbiam cmentarze, bo poprzez zadumę można się wyciszyć i złapać oddech.   Daniel Mucha Czytaj dalej

Nowy kwartalnik mojaWieś w Empiku!

Kochani! „Żeby nie zwariować” to motto, które w dzisiejszych czasach na pewno przychodzi Państwu do głowy. Z takimi myślami bije się też kolejny bohater naszego kwartalnika. Charyzmatyczny proboszcz, oddany wójt i miodowy mąż, to role, które wszyscy Państwo doskonale znają i uwielbiają! I jestem pewna, że kiedy ktoś w nocy niespodziewanie Was obudzi, to w jednej chwili wymienicie „Ranczo” i zabawne „Miodowe lata”. Ale to nie wszystko, gdzieś tam z tyłu czai się czarny charakter z „Tajemnicy twierdzy szyfrów” i wspaniały słoneczny chłopiec. Z ogromną przyjemnością zapraszam Państwa na rozmowę z wyjątkową osobą, z Panem Cezarym Żakiem, wspaniałym aktorem, który jeszcze wiele tajemnic nam odkryje! Bardzo dziękujemy za Państwa odzew na naszą akcję „Kolorowo na ludowo!”. Piękne, barwne stroje z elementami regionalnych haftów i zdobień, to wizytówka każdego koła gospodyń wiejskich. Drogie Panie, wyglądacie oszałamiająco! I dlatego w tym wydaniu, aż na 3 stronach tak pięknie prezentuje nam się „Wioskowe TRIO” i KGW Kaliś. Proszę przerzucić kolejną stronę i zerknąć… Gdzie diabeł nie może, tam… babę pośle! No cóż, po co kryć, skoro sprawa jasna! Kobieta wszystko ogarnie, wszystko załatwi i jak wisienka na torcie doda jeszcze swojej wspaniałej kobiecej natury. Na naszych łamach kolejne wspaniałe panie: Wójt Gminy Kutno, kierownik ARiMR w Piotrkowie Trybunalskim i producentka… kamieniaków. Działają z pasją i radością, a satysfakcja z tego jest ogromna! I na koniec, czasami warto jesiennym wieczorem zakopać się w koc, zapalić aromatyczną świeczkę lavender flower i z kieliszkiem ingridowego wina zacząć… nowy początek, czytając nową „mojąWieś”!   Wszystkiego dobrego! Sylwia Skulimowska  redaktor naczelny  Czytaj dalej

Aktualności wszystkie artykuły z kategorii >

Wielkopolskie Smaki Regionalne

3 grudnia nasze KGW wzięło udział w Konkursie Wielkopolskie Smaki Wigilijne.Rozstrzygnięcie odbywało się w Kramsku.W ramach Jarmarku Świątecznego mogłyśmy zaprezentować stoisko z produktami regionalnymi.A miałyśmy Ryby i Grzyby bo region nasz z ryb i lasów słynie.Nawet suma w galarecie, miody które sam Piast docenił.Blisko Kujawy i jezioro Gopło.Zupa z suszonego Borowika zachwyciła smakujących ale komisji już nie.Sam konkurs to blaski i cienie.Regionalność wigilijnych smaków zmodyfikowana.Dania tradycyjne zastąpione nowościami.Nasza zupa z suszonych grzybow pachnącą tradycją sięgającą 100 lat przegrała na rzecz roladek o których z pewnością gospodarz 100 lat temu nigdy nie słyszał.I trzeba zadać dobie pytanie czy dania takie które nie mają z regionem nic wspólnego mogą być wogole premiowane.Co z sprawiedliwą oceną i obiektywizmem.Komisyjne glosy ,, O to nasze nasze, wymowne spojrzenia.Konkursy tracą na wartości.Zanika obiektywizm który powinien być ważny.Nie kogoś plecy. Nie żałujemy gdyż w ramach wyjazdu pracownik ODR przeprowadził też warsztaty jak motywować kobiety by to co tradycyjne wzmocniło możliwości dla rozwoju przedsiębiorczości.Warsztaty 2 h w drodze na jarmark i z powrotem.Wykorzystanie czasu do wprowadzenia takiego formy prelekcja.Mimo wszystko było pięknie choć atmosfera nieciekawa ale integracja KGW znakomita.Moze następnym razem zamiast zupy grzybowej z Borowika zrobimy Karpia w Piwie na stół wigilijny, bo taki został wyróżniony w tym konkursie.To zostaniemy docenieni. Oczywiście żartujemy Wigilijny Stół to nie alkohol , to opłatek, bożę dziecię, dania które z tradycją przechodzą z pokoleń na pokoleń i kolenda Cicha noc, święta noc , pokój ludziom niesie... Czytaj dalej

Nazywam się Dorota Dembińska, funkcję sołtyski pełnię od 2011 roku

Gzie nie spojrzeć, we wsi wszędzie łąki, lasy. Nie ma szko­ły, kościoła, sklepu. Sołectwo Mniszek w gminie Dragacz obejmuje dwie wsie: Nowe Marzy i Mniszek, 70 domów, niecałe 300 mieszkańców. Najmniejsze liczebnie, naj­większe terytorialnie w gminie, wsie dodatkowo podzie­lone jeszcze autostradą A1 i drogą S5. Żeby z Nowych Ma­rzów dostać się do świetlicy w Mniszku trzeba nadłożyć kilka kilometrów. Zaczęło się mocnym uderzeniem, ponieważ ówczesny wójt gminy uznał, że nie mogę kandydować, bo ciągle byłam zameldowana w Bydgoszczy, choć wróciłam już do rodzin­nych Nowych Marzów. Wójt zapowiedział, że za dwa tygo­dnie ma się pojawić inny kandydat mimo opinii prawników, że funkcję tę mogę pełnić. Wychowałam się w Nowych Marzach, ale studiowałam histo­rię w Bydgoszczy. Tam zamieszkałam, pracowałam. Później wróciłam na wieś. Społecznie się nie udzielałam, aż pojawił się problem, który trzeba było rozwiązać... Budowa autostrady i życie mieszkańców na jednym, wielkim placu budowy. Co robi sołtys? Nie miałam pojęcia, na co się godzę, decydując się zostać sołtyską. Wiedziałam, że „zwyczajowo” będę doręczać nakazy płatnicze, zbierać podatki, roznosić kurendę. Co jesz­cze? Miałam przekonanie, że trzeba robić coś więcej i myśla­łam, że jest to gdzieś zapisane. Wiem po sobie, że początki są najtrudniejsze. Wszystkiego uczyłam się sama, na szczęście trafiłam na Witrynę Wiejską, Gazetę Sołecką gdzie znalazłam materiały, z których mozolnie uczyłam się bycia sołtyską, szu­kałam inspiracji i „dobrych praktyk” z Polski. Tam znalazłam sołtysów z różnych regionów: Grażynę Jałgos- Dębską, Jacka Piwowarskiego, Marka Chmielewskiego i wielu innych, z któ­rymi przyjaźnię się do dzisiaj :-). No i zainspirowałam się, tym, że sołtys może być również animatorem życia społecznego i nawet w najmniejszej miejscowości można zbudować społe­czeństwo obywatelskie. Jestem wyznawczynią twierdzenia : „jeśli nie masz na coś wpływu, czyli budowę drogi, inwestycje … To rób to na co masz wpływ!”. Na pierwszym spotkaniu z mieszkańcami spytałam, czy robili wcześniej jakieś projekty? Nastąpiła konsternacja wśród Mieszkańców… czym są owe „projekty”? Podeszłam do tematu poważnie. Wierzyłam, że nawet w naj­mniejszym sołectwie w gminie też można robić fajne rzeczy. W owym czasie nie mieliśmy Funduszu Sołeckiego, który jest wspaniałym narzędziem samorządności dla Mieszkańców. Nie było wsparcia systemowego dla KGW. Jako sołectwo dys­ponowaliśmy małą pulą pieniędzy. Było to raptem niecałe 2500 zł na rok- na organizację imprez integracyjnych, na cało­kształt życia kulturalnego w 2 wsiach. Skąd pomysł na dzia­łania? Kiedyś nasza wieś wyglą­dała inaczej. Niewiele się tu działo. Ludzie siedzieli pozamykani w domach. Pomyślałam, że fajnie byłoby zaktywizować mieszkańców. Zaczę­łam szukać projektów, by zdobyć pieniądze na zajęcia kreatywne dla dzieci. Postanowiłam wyciągnąć kobiety z do­mów. Podpytywałam o ich mocne strony, umie­jętności, ponieważ jestem zwolenniczką tego, że należy ba­zować na potencjale, który posiadamy, czyli wiedzy, umiejęt­nościach, zasobach naturalnych i przyrodniczych, które są w naszym zasięgu. Na początku nie rozróżniałam środków publicznych od grantowych. Nie wiedziałam, kto jakie projekty organizu­je, nie miałam pojęcia o organizacjach, na jakich zasadach udzielają dotacji – wszystkiego powoli się uczyłam, włącznie z pisaniem wniosków konkursowych. Projekty pisałam wspól­nie z młodszą siostrą, która jest dla mnie wielkim wsparciem. Stopniowo zaczęło włączać się w działania coraz więcej osób, którzy zobaczyli, że realizacja naszych wspólnych pomysłów ma sens, realizowane są nasze pomysły/marzenia, zaspokaja­ne są nasze potrzeby. Przez ostatnie 10 lat zrealizowaliśmy kilkadziesiąt projektów, podjęliśmy się organizacji różnora­kich działań, wyremontowaliśmy, doposażyliśmy świetlicę. Zakupiliśmy mnóstwo sprzętów, pomocy dydaktycznych i materiałów warsztatowych. Aplikowaliśmy w konkursach z różnych źródeł: Działaj Lokalnie, Inicjuj z Fio, Fundacja BGK, Fundacja Przyjaciółka, NCK, Rita i wiele innych. Działania opierały się na realizacji warsztatów, szko­leń o szerokim spektrum tematycznym „od robienia mydła do powidła”- warsztaty rękodzielnicze (od kusudamy, szydeł­kowania, filcowania, haftowania po wikliniarstwo), kulinarne (tradycyjne po carving i dekorację potraw), kreatywne (od quillingu po wyrób świeczek), zielarskie (od ziołolecznictwa po potraw z ziół dzikorosnących), kosmetyczne (naturalne kosmetyki i dbałość o siebie) i wiele, wiele innych. Moim ko­nikiem są lokalne tradycje, dziedzictwo. Z nutką zazdrości my­ślałam o tym, że niemal wszyscy wiedzą o sąsiednich Kaszu­bach, a tak mało zna nasz region Kociewie! Podczas zajęć w świetlicy dzieci uczyły się gwary, ale w ciekawy sposób – od­grywały różne scenki! Dołączali się rodzice, dziadkowie. Od­grzebywali na strychach stare sprzęty i stworzyliśmy wystawę staroci, gry terenowe o historii Mniszka. Dzieci i młodzież już kilka lat temu miały zajęcia z robotyki, kodowania, druku 3D, zakupiliśmy też teleskop! W 2019 zostaliśmy nagrodzeni w konkursie Ministerstwa Rolnictwa i IRWiR PAN „Smart Villa­ge”, czyli przykłady nowoczesnych wsi. W pracy „Nie ciafro­tać jeno robić” opisaliśmy działania i przykłady warsztatów. Sama ciągle się szkoliłam zapisałam się nawet na warsztaty serowarstwa, by podzielić się potem wiedzą. Polecam każ­demu korzystanie z dostępnych szkoleń i spotkań dla aktyw­nych mieszkańców wsi na przykład: Ogólnopolskie Spotkania Organizacji działających na Obszarach Wiejskich w Marózie, szkoleniach akcji „Masz Głos”, lokalnych spotkaniach w swo­im regionie organizowanych przez lokalne ngo-sy, LGD. Ja skorzystałam właśnie z tej ścieżki. W międzyczasie dostałam się do unikatowego programu Liderzy PAFW, czyli wsparcie i rozwój dla osób działających na rzecz lokalnego środowi­ska, a także, jako radna do Pracowni Samorządowej Fundacji Stefana Batorego. Wszystko to złożyło się na to, że działania wspólnie podejmowane z Mieszkańcami doceniane były po­przez liczne nagrody i wyróżnienia. Bo siła i wieś jest Kobietą! Po 12 latach wiem, że nie jest mi żal nieprzespanych nocy, ogromnego zaangażowania w życie wsi, aby innym żyło się lepiej. Właśnie otrzymałam zaszczytny tytuł jednej Z 16 „Liderek Równości” w Warszawie za działania na terenach wiejskich. Pewna jestem, że warto zawsze widzieć szklankę do połowy pełną, że warto „przegadywać” trudne tematy, warto dawać innym przestrzeń do działania, i warto wspólnie pa­trzeć w jedną stronę… Ogromnie stymulująco działa wspólne budowanie lepszej wiejskiej rzeczywistości. W ubiegłym roku Dorota Wellman i TVN Style nagrało o nas program „Inspirujące Kobiety”, bo pięknie być Kobietą, bo siła i wieś są Kobietą :-). Dorota Dembińska       (ss) Czytaj dalej

Wyjątkowe nagrody dla wyjątkowych ludzi

Zasłużeni mieszkańcy gminy powiatu bielskiego otrzymali wyróżnienia z rąk starosty. Tego wyjątkowego wieczoru nie zabrakło wspomnień i wzruszeń. Było uroczyście. Gratulujemy! Gala XXIII Edycji wręczenia Nagrody Starosty Bielskiego im.ks.Józefa Londzina odbyła się w dniu 4 listopada w Bielskim Centrum Kultury im.Marii Koterbskiej. Nagroda Starosty Bielskiego jest przyznawana rokrocznie w listopadzie w związku z obchodami Niepodległej RP. Do tejże nagrody z każdej gminy powiatu bielskiego są nominowane osoby w różnym wieku, różnych profesji i zainteresowań, którzy to działają w swoich małych ojczyznach i wyróżniają się w dziedzinie kultury i sztuki, sportu czy turystyki, zwłaszcza nawiązujące swoją pracą i postępowaniem do idei księdza Londzina, nastawionej na pomoc bliźnim i bezinteresowną pracą społeczną. Nominują ich samorządy gmin powiatu bielskiego. Galę XXIII Edycji rozpoczął swym koncertem Chór Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej pod batutą Jana Borowskiego. Następnie przedstawione zostały sylwetki wszystkich nominowanych do XXIII Nagrody Starosty Bielskiego im. Ks. Józefa Londzina, a byli to: Pan Roman Sas z Gminy Bestwina Pani Alicja Paluch z Gminy Buczkowice Pani Bernarda Gola z Gminy Czechowice Dziedzice Pani Agnieszka Bronowska z Gminy Jasienica Pani Anna Klinik z Gminy Jaworze Pan Krzysztof Sporysz z Gminy Kozy Zespół "Forteca" z Gminy Szczyrk Pani Kazimiera Gąsiorek z Gminy Porąbka Pan Antoni Barciak z Gminy Wilamowice Ludowy Klub Sportowy Klimczok‒ Bystra z Gminy Wilkowice W tym roku AD 2022 Nagroda trafiła do kandydata zbiorowego - Ludowego Klubu Sportowego „Klimczok” z Bystrej. LKS Klimczok-Bystra to pierwszy klub sportowy, który powstał w regionie założony na terenach wiejskich. W tym roku świętuje 100-lecie swojej sportowej działalności. Przewodnicząca kapituły nagrody Alina Świeży-Sobel uzasadniła wybór kandydata do Nagrody słowami cyt. …. ”Jest to podziękowanie za zaangażowanie kilku pokoleń, wytrwałe budowanie i nie poddawanie się mimo kryzysów”. Serdecznie gratulujemy zwycięzcy LKS Klimczok tej prestiżowej nagrody. Zwieńczeniem uroczystości był występ "A to Polska właśnie" Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny. Z naszej Gminy Wilamowice nominowanym to tej prestiżowej nagrody był profesor Antoni Barciak-mieszkaniec Hecznarowic. Chciałabym przybliżyć czytelnikowi postać tego wspaniałego człowieka. Pan Antoni jest emerytowanym profesorem  historii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przez około 20 lat pełnił funkcję kierownika Zakładu Nauk Pomocniczych Historii UŚ. Od lat zaangażowany w działalność bardzo wielu naukowych i społecznych instytucji  w kraju i regionie. Oddany pracy na rzecz środowiska lokalnego w gminie Wilamowice, skąd pochodzi. Był inicjatorem i redaktorem  oraz współautorem monografii o gminie Wilamowice oraz monografii sołectwa Dankowice. Prowadził badania archeologiczne gródków stożkowych, w tym gródka stożkowego w Dankowicach wraz z opracowaniem dokumentacji historycznej. Napisał cykl artykułów o kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Starej Wsi, przeprowadził prace terenowe w zakresie odnalezienia tzw. kopców granicznych na granicy miejscowości Pisarzowice i Kęty. Wniósł swój znaczący udział w pracach związanych z procesami beatyfikacyjnym oraz kanonizacyjnym pochodzącego z Wilamowic świętego arcybiskupa Józefa Bilczewskiego. Był promotorem nawiązania współpracy partnerskiej między gminą Wilamowice a Dolnym Benešovem z Czech. Zainicjował i zebrał  inskrypcje z miast: Katowice, Pszczyna, Mysłowice i z gminy Kęty. Aktywnie włączył się w prace remontowe przy kościele parafialnym w Bestwinie (odczyt inskrypcji). Przeprowadził rozpoznanie historyczne zespołu parkowego obszaru chronionego Natura 2000 Dolnej Odry. Był inicjatorem opracowania i wydania Regestów Dokumentów Górnośląskich, obejmujących również teren Czech wydając cztery tomy wraz z kolegami z Czech. Jest autorem pierwszych opracowań dziejów Uniwersytetu Śląskiego i wydania najstarszej księgi miejskiej Mysłowic. W jego dorobku autorskim bądź w redakcji jest około 80 pozycji książkowych, w tym atlasy historyczne miast Racibórz, Gliwice, Bytom i ponad 300 artykułów naukowych wydanych w Polsce, Czechach i Niemczech. Był beneficjentem i realizatorem lub współrealizatorem 6 grantów ministerialnych i rządowych. Cyklicznie od 25 lat co roku organizuje międzynarodowe konferencje naukowe w cyklu „Kultura Europy Środkowej”. W  latach osiemdziesiątych,  w okresie przemian ustrojowych aktywnie działał w „Solidarności” na Uniwersytecie Śląskim, za co otrzymał status „represjonowanego”. W 2017 roku uhonorowany Złotym Laurem Kompetencji i Umiejętności w kategorii „Kultura”, przyznanym przez Regionalną Izbę Gospodarczą w Katowicach. Odznaczony przez prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi. Praca na rzecz budowania świadomości historycznej dzieci i młodzieży zawsze leżała mu na sercu, jego wykłady i prelekcje są skutecznym nawiązaniem do obecnych czasów, co wydatnie wpływa na kształtowanie patriotycznych postaw młodego pokolenia. Gratulujemy panu Antoniemu Barciak nominacji do Nagrody Starosty Bielskiego im.Księdza Józefa Londzina. Cecylia Puzoń Czytaj dalej

„Świętokrzyska Kuźnia Smaków - marka lokalna”

16 listopada 2022 r. w Strawczynku odbyła się  konferencja pn.: „Świętokrzyska Kuźnia Smaków - marka lokalna”. W wydarzeniu w restauracji Szafranowy Dwór wzięło udział 100 osób, smakoszy żywności tradycyjnej, w tym przedstawicieli instytucji współpracujących z ŚODR Modliszewice pracujących na rzecz rolnictwa, inspekcji weterynaryjnej sprawującej nadzór nad bezpieczeństwem zdrowotnym żywności. Uczestnicy spotkania wysłuchali wykładu pt.: „Marka lokalna kluczem do promocji produktów i potraw tradycyjnych i regionalnych”, którego prelegentem był dr Jacek Szklarek, pasjonat zdrowej kuchni, gwiazda telewizyjnego programu kulinarno-podróżniczego „Przystanek slow food”.   Głównym punktem wydarzenia było podsumowanie certyfikacji nowych podmiotów szlaku kulinarnego oraz uroczyste wręczenie certyfikatów i tablic marki Świętokrzyska Kuźnia Smaków dwudziestu siedmiu nowym podmiotom z powiatów: kazimierskiego, jędrzejowskiego, włoszczowskiego, skarżyskiego, staszowskiego, starachowickiego, sandomierskiego, kieleckiego, buskiego, pińczowskiego, ostrowieckiego oraz opatowskiego. Producenci, którzy dołączyli do szlaku zaprezentowali ofertę swoich produktów poprzez przygotowanie degustacji. Dzięki temu uczestnicy mieli szansę spróbować świętokrzyskich specjałów, które trafiły do oferty Świętokrzyskiej Kuźni Smaków. Konferencja została zrealizowana przez Świętokrzyski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Modliszewicach w ramach operacji własnej pn.: „Wsparcie rozwoju szlaku kulinarnego Świętokrzyska Kuźnia Smaków, jako narzędzia budowania marki lokalnych produktów żywnościowych wysokiej jakości”, w ramach Sieci na rzecz innowacji w rolnictwie i na obszarach wiejskich (SIR) - Plan Operacyjny KSOW na lata 2022-2023. Szymon Płusa     ss Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij