Od Redakcji wszystkie artykuły z kategorii >

ROZMOWA: Czy KGW upadło? Koła w czasach pandemii koronawirusa.

Od wiosny nasza redakcja w dużej mierze działa w trybie zdalnym i choć mieliśmy nadzieję, że to rozwiązanie nie jest długofalowe, to stale wysokie wskaźniki zachorowań i różne obostrzenia nie napawają optymizmem, kiedy nadejdzie moment, że wszystko będzie jak dawniej. W związku z tym, i my szukamy bezpiecznych rozwiązań, aby móc kontynuować nie tylko naszą pracę, ale i misję programu "mojaWieś". Nieodzownym jej elementem są spotkania, dlatego zapraszamy Państwa do zapoznania się z formułą rozmów online! Będziemy zapraszać ciekawych rozmówców, partnerów naszego programu oraz ekspertów z wielu dziedzin. Pierwsze koty za płoty, za nami spotkanie Jana Boczka z Danutą Kożusznik, prezes RZRKiOR w Bielsku-Białej. O czym rozmawiali? O tym dowiecie się z zapisu rozmowy:   Was również zapraszamy do spotkań, zgłaszajcie się lub proponujcie kogo mamy zaprosić! Liczymy na Wasze komentarze, wnioski oraz pomysły na tematy rozmów. Do zobaczenia w kolejnym odcinku!

O życiu i sile przyjaźni, którą odnalazła w KGW w Santoku...

Jak udźwignąć miażdżącą diagnozę, poradzić sobie z bólem, lękiem, pustką, nie oszaleć? Jak odbudować codzienność, cieszyć się życiem i otworzyć na innych. Lucy Miosga, autorka książki pt. "Anioł stróż czy czekolada?" mierzy się z tymi pytaniami, wprowadza czytelnika w swój świat, dzieli się bólem, ale też bawi. Nam opowiada o książce, życiu i sile przyjaźni, którą odnalazła w Kole Gospodyń Wiejskich w Santoku. Powodem, dla którego Lucyna chwyciła za pióro i zaczęła przelewać na papier swoje myśli była poważna choroba, która spadła na nią nagle, i bez uprzedzenia przemeblowała jej życie. Praca, dom, plany na przyszłość – wszystko stanęło pod dużym znakiem zapytania.  Nawet drobne, codzienne czynności przestały być tak oczywiste. Pojawiło się pytanie - co dalej? - Nie mogłam pracować, jedno, drugie i kolejne zwolnienie, potem urlop, pustka i ból – opowiada Lucyna. - A jeszcze tak niedawno wydawało mi się, że wokół nie ma granic, że wszystko jest możliwe, na wyciągnięcie ręki. Miałam tyle planów, tyle rzeczy do zrobienia.   Pojawił się ból i strach. Trzeba było chociaż spróbować się z nimi zmierzyć. - Nie wiedziałam też co zrobić ze sobą i czasem, którego nagle miałam tak dużo – wspomina autorka. - Przez lata pochłaniała mnie praca, zlecenie za zleceniem. Byłam w ciągłym biegu. Nie miałam wtedy chwili na pisanie, które po diagnozie stało się dla mnie formą terapii. Przyjaciółka poradziła mi, żebym spróbowała coś zrobić, znaleźć sobie zajęcie, żeby żyć, żeby nie oszaleć. Jak się czujesz? Proste pytanie, od którego wszystko się zaczęło. - Pisałam o tym z czym się mierzę, o swoich emocjach, dylematach – opowiada mieszkanka Santoka. -  I tak dzień po dniu, strona po stronie.  Nie było w tym pisaniu ciągłości, chronologii, porządku. I tak też można czytać moją książkę. Otworzyć na przypadkowej stronie, rozpocząć od środka. To co scala te kartki to ja. Oczywiście miejscem, gdzie owe zapiski początkowo lądowały była szuflada. I tam miały pozostać. A jednak.  - Moment, w którym notatki z szuflady trafiły do wydawnictwa był czasem, gdy stwierdziłam, że niczego już się nie wstydzę, ani tego, że potrzebuję pomocy czy wsparcia, ani tego, że chodzę na terapię. Przestałam wstydzić się czegokolwiek. „Anioł stróż, czy czekolada” to nie jest ciężka książka, jak na kaliber tematu, który porusza. Bywa też wesoło. To nie tylko ból i przeżywanie choroby, mierzenie się z nią krok po kroku. W książce nie brakuje przewrotnych i zabawnych historyjek, epizodów, ironii.  - Do dziś z uśmiechem wspominam sytuację, gdy straciłam przytomność w domu a ostatnią osobą, którą zapamiętałam był kominiarz, jakby nie było obcy mężczyzna. Co się później działo, gdzie on się podział?  Przyznam, że trochę mnie to rozbawiło. Okazało się, że wokół mojego „nowego”, nieruchomego z pozoru świata, działo się całkiem sporo i to fajnych rzeczy, takich które wcześniej po prostu mi umykały.  Lucyna Miosga jest pedagogiem specjalnym, fizjoterapeutą, trenerem masażu dziecięcego, specjalistą z zakresu wczesnej interwencji i wspierania rozwoju małego dziecka. - Ta praca nie pozwalała mi na nudę, wymagała też zdobywania kolejnych stopni  edukacji – opowiada. – Praca terapeutyczna a szczególnie z zakresu  komunikacji pozawerbalnej pozwalały mi na dotarcie do bardzo chorych dzieci, leżącym, z niewielkim kontaktem. W pracy Lucyna miała kontakt z osobami, które zmagały się z trudnymi sytuacjami.  - To jednak wcale mnie to nie zahartowało – dodaje. - Choroba innych a moja to dwie zupełnie różne rzeczy. Pomaganie,  a sytuację, w której to my potrzebujemy pomocy dzieli przepaść. To lekcja życia, którą musiałam przejść sama.    Z miasta na wieś Przez wiele lat Lucyna z mężem mieszkała w Gliwicach. Dzieciństwo spędziła na wsi z rodzicami oraz na gospodarstwie dziadków.  - Wieś mam we krwi, w duszy i sercu – mówi z przekonaniem nasza bohaterka. Przeprowadzkę z miasta do Santoka sprowokowała nowa praca męża, która z tymczasowej przerodziła się w tą „na stałe”. - Na wieś powędrowałam za mężem. I tak trochę znalazłam się na końcu świata – opowiada Lucyna. - Pomogło mi to nauczyć się bycia z samą sobą. Nerwica lękowa, czy depresja to przy przewlekłych schorzeniach chleb powszedni. Powoli doszłam do punktu, w którym musiałam poprosić o pomoc. Bliscy często są w takich sytuacjach bezradni, są w pobliżu, kochają, są gotowi do działania, ale nie wiedzą jak sobie poradzić z takim „bałaganem”. Powiedzenie choremu „weź się w garść” nie pomoże… ból cierpienie są tak silne, że często odtrąca się najbliższych. W niewielkiej miejscowości Lucyna nie miała szans na dotychczasową aktywność zawodową. - Zresztą nie dałabym rady fizycznie do niej wrócić – zapewnia. - Zajęłam się więc herbatkami, ziołami, skończyłam studia podyplomowe z dietetyki oraz  fitoterapię i zielarstwo, tak powstała firma Lucy – Magia smaku. Milowym krokiem, choć z pozoru błahym, okazało się też przypadkowe spotkanie z wójtem  w urzędzie gminy. - Pani tutaj taka nowa i taka fajna, a my mamy nasze kobiety z koła gospodyń. Zaraz panią zagospodarujemy – powiedział z uśmiechem. - Mąż też dorzucił krótko na temat  – idź do ludzi – więc poszła. - Trochę nieśmiało z lekkim dystansem wybrałam się na pierwsze spotkanie gospodyń. Jednak już po kilku tygodniach zaangażowałam się w życie koła i w same panie. Odkryłam jak wspaniałymi są kobietami. Gdy po jakimś czasie usłyszałam „nasza Lucy”- tak mówią do mnie znajomi,  poczułam, że jestem w domu.   Bo w Kole jest raźniej - Śmiało mogę powiedzieć, że realizuję się w kole gospodyń wiejskich – zapewnia Lucyna. - Być może u niektórych wywoła to uśmiech, ale z czego tu się śmiać? W kole są fantastyczne, kochane babeczki, bo gdzie jest to co najistotniejsze, gdzie człowieczeństwo? Na pewno nie w tytułach, pozycjach, naukowych osiągnięciach, ale w bliskich, szczerych relacjach.  Lucyna w Santoku mieszka od 3 lat. Do KGW należy od 2. Gospodynie przyjęły ją z otwartymi rękoma, wspierają i są dumne z tego, że ich dziewczyna wydała książkę. Na spotkaniu autorskim zaskoczyły Lucynę. - Moje kochane koleżanki przyszły wspaniale przygotowane, przeczytały książkę, wynotowały pytania. A wypytywały o wszystko – wspomina autorka. Padło też to jedno, zdawałoby się najważniejsze pytanie. „A na co ty tak naprawdę chorujesz”? - Tutaj nie chodzi o chorobę, a o mnie – odpowiedziałam. - O to co czuję, jak radzę sobie z bólem, z całym tym bagażem emocji, które tak nagle na mnie spadły. Celowo nie pisałam o chorobie, nie nazwałam jej, bo nie chciałam i nie chcę być sklasyfikowana, wrzucona do szuflady z opisem danej jednostki chorobowej. Chciałam uniknąć pytań o terapię, sposoby i możliwości leczenia o ich skutki uboczne... to nie jest po prostu istotne. Ważne było, że ból był nie do zniesienia, że przyparł mnie do ściany. Nie chcę rozmawiać o tym na co jestem chora, tylko o tym co czuję, że potrzebuję wsparcia, rozmowy, obecności drugiej osoby. Nie jestem chorobą.  Co mi życie przyniesie... - Cieszę się codziennością, czerpię z niej garściami – mówi Lucyna. -  Mam marzenia, ale nie jestem do nich tak przywiązana. Więcej spełniam swoich drobnych zachcianek. Kiedyś było, wyżej, więcej teraz podejmuję się zadań, w których nie muszę być najlepsza. Kocham życie i chcę jeszcze pożyć, ale nie trzymam się kurczowo swoich planów, bardziej patrzę na to co mi życie przyniesie. Pozwólmy czasowi zrobić swoje i łapmy ile możemy, ile się da.   Z Lucyną Miosgą rozmawiała Agnieszka Namysł/ Artykuł ukazał się we wrześniowym wydaniu kwartalnika "mojaWieś". Czytaj dalej

Pomysły na DYNIĘ

Elżbieta Ślązak z Horodła, nasza kulinarna ekspertka, radzi jak zagospodarować w kuchni pieką i smaczną dynię.   Poznajcie ciekawe przepisy i sposoby na to wyjątkowe warzywo. Tylko u nas autorskie pomysły na krem z dyni na bogato, dyniowe wstążki i jesienny gulasz z dyni –  palce lizać ! Zachęcamy do  wspólnego gotowania. Krem z dyni na bogato Składniki 1 mała dynia 1 cebula, 4 ziemniaki 2 ząbki czosnku opakowanie makaronu chińskiego opakowanie krewetek łyżeczka papryczki chilli 2 łyżki masła 2 litry bulionu warzywnego 4 liście laurowe 4 ziarna ziela angielskiego sól, pieprz ostra papryka w proszku łyżeczka posiekanej kolendry 2 łyżki oliwy z oliwek Wykonanie Dynię i ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, cebulę przekroić na pół, czosnek na małe kawałki. W dużym garnku roztopić łyżkę masła, dodać warzywa i pół łyżeczki posiekanej papryczki chilli. Chwilę podsmażyć. Zalać to bulionem, dodać liść laurowy i ziele angielskie, gotować do miękkości warzyw. Krewetki rozmrozić, polać oliwą z oliwek, doprawić solą, kolendrą i posiekaną chilli. Odstawić na pół godziny po czym usmażyć na łyżce masła i łyżce oliwy z oliwek. Makaron chiński przygotować według przepisu na opakowaniu. Kiedy zupa będzie gotowa, zmiksować ją blenderem. Podawać z makaronem i krewetkami. Dyniowe wstążki Składniki 1 mała dynia, 1 cebula 10 pomidorków koktajlowych 2 duże ząbki czosnku 4 pieczarki 30 dag mięsa mielonego pół opakowania makaronu wstążki 1 jajko, 4 łyżki bułki tartej 2 łyżki jogurtu naturalnego pół szklanki wody sól, pieprz, ostra papryka, kurkuma 2 łyżki oliwy z oliwek Wykonanie Dynię pokroić na ćwiartki. Wszystkie warzywa wstawić do piekarnika, skropić oliwą z oliwek, piec 30 minut w temp. 200 st. C. Po ostudzeniu dynię obrać ze skórki. Wszystkie warzywa przełożyć do głębokiego naczynia, zmiksować blenderem, podlać 1/2 szklanki wody. Gotować. Do mięsa zetrzeć na tarce o grubych oczkach pieczarki, dodać bułkę tartą, jajko, sól, pieprz i ostrą paprykę. Uformować malutkie pulpeciki, obsmażyć z każdej strony. Do warzywnego sosu dodać jogurt, sól, pieprz oraz kurkumę. Przełożyć do tego usmażone pulpeciki, chwilę razem dusić pod przykryciem. Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu, po odcedzeniu wrzucić do sosu i dokładnie wymieszać. Jesienny gulasz Składniki 1/4 dyni, 2 ziemniaki 4 pieczarki, 1 cebula 1 papryka, 1 pomidor 2 marchewki, 2 ząbki czosnku garść pomidorków koktajlowych 2 litry bulionu warzywnego pół piersi z kurczaka szklanka makaronu fale 4 liście laurowe 4 ziarna ziela angielskiego łyżeczka koncentratu pomidorowego sól, pieprz, ostra papryka, olej Wykonanie W garnuszku rozgrzać olej, dodać drobno pokrojoną cebulę i czosnek, zeszklić. Pozostałe warzywa pokroić w większą kostkę, pomidorki koktajlowe przekroić na pół a pieczarki w plastry. Do zeszklonej cebuli dodać marchewkę, paprykę i ziemniaki, podlać odrobiną bulionu i chwilę gotować. Dodać następnie dynię, pomidory i pieczarki. Ponownie podlać bulionem, dodać ziele angielskie i liść laurowy. Kiedy warzywa będą miękkie dorzucić makaron i kurczaka pokrojonego w kostkę oraz koncentrat pomidorowy. Zalać resztą bulionu i gotować aż makaron zmięknie. Doprawić do smaku solą, pieprzem i ostrą papryką. Czytaj dalej

Aktualności wszystkie artykuły z kategorii >

Ogólnopolska akcja "Niepodległa do hymnu"

Cieszy nas fakt, że Zespół Regionalny "Pisarzowianki" już niedługo we wspólnym teledysku 6 zespołów z powiatu bielskiego   W związku ze zbliżającym się Narodowym Świętem Niepodległości – 11 listopada 2020, postanowiliśmy włączyć się do ogólnopolskiej akcji „Niepodległa do hymnu”! Przygotowaliśmy dla wszystkich naszych mieszkańców niespodziankę. Biuro ds. Promocji, Powiatu, Kultury, Sportu i Turystyki Starostwa Powiatowego w Bielsku-Białej, zleciło realizację teledysku, w którym „Hymn Polski” wykonało 6 zespołów z powiatu bielskiego: Zespół Regionalny "Jasieniczanka" z Jasienicy, Regionalny Zespół Pieśni i Tańca "Bestwina" z Bestwiny, Zespół Regionalny "Pisarzowianki" z Pisarzowic, Zespół Regionalny "Porąbczanie" z Porąbki, Zespół wokalno-taneczny "Włóczykije" z Kóz, Zespół "BIG BAND SILESIA" z Czechowic-Dziedzic; Ponieważ ze względów epidemiologicznych nie możemy spotkać się i wspólnie zaśpiewać, zapraszamy do wspólnego oglądania teledysku o godz. 12.00 w dniu 11 listopada 2020 r. Link do teledysku na YouTube: https://bit.ly/36h0avc Teledysk będzie udostępniony na naszej stronie https://www.powiat.bielsko.pl/aktualnosc-506-niepodlegla_do_hymnu_spiewajmy_razem_11.html, profilu Facebook oraz YouTube. Zachęcamy do rozpowszechniania informacji o tym przedsięwzięciu. Magdalena Więzik Członkowie Z.R.”Pisarzowianki „ serdecznie dziękują Starostwu Powiatowemu- Biuro ds.Promocji Powiatu Kultury, Sportu i Turystyki p.Jolancie Konior i p.Magdalenie Więzik za umożliwienie zespołowi wzięcia udziału w tej przepięknej akcji. Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij