Od Redakcji wszystkie artykuły z kategorii >

Jeśli nie pieniądze, to co?

Naukowcy dokładnie przyglądają się temu, co ludzi czyni szczęśliwymi – badają mózg, geny i ludzkie nastawienia. Okazuje się, że podobnie jak w przypadku zdrowia, choć istotne są predyspozycje, to wiele zależy od osobistych decyzji. Któż nie chciałby być szczęśliwy? Szczęśliwi ludzie zwykle lepiej dbają o zdrowie, chociażby rzadziej palą i częściej uprawiają sport. Zagadnieniem szczęścia od dawna interesują się naukowcy, którzy różnymi sposobami sprawdzają, co też ludziom daje zadowolenie z życia. Na goniących za nim czekają jednak dwie wiadomości – dobra i zła.   - Jako ludzie w naturalny wręcz sposób poszukujemy szczęścia. Już 2,5 tys. lat temu filozofowie mówili, że to podstawowy cel człowieka. Jednak dążąc do niego, możemy się unieszczęśliwić – to tzw. paradoks hedonisty. Psycholodzy odkryli bowiem, że gdy zbytnio skupiamy się na poszukiwaniu szczęścia, to gdzieś nam ono umyka. Niektóre badania pokazują na przykład, że im silniej koncentrujemy się na sobie, tym bardziej czujemy się samotni - wyjaśnia dr Katarzyna de Lazari-Radek, adiunkt w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizująca się m.in. w badaniach nad teorią dobrostanu, zagadnieniami szczęścia i przyjemności.  Mogą w tym względzie działać różne mechanizmy. Naukowcy z Rutgers University odkryli np., że osoby traktujące szczęście jako nieustannie oddalający się cel, zwykle czują, że brakuje im czasu, a to czyni ich właśnie mniej zadowolonymi. Z kolei ludzie przekonani, że mogą być szczęśliwi w takiej sytuacji, w jakiej już się znajdują, mają więcej czasu, aby cieszyć się tym, co mają. Jak jednak pokazują badania, o szczęście można się zatroszczyć. - Warto więc nie skupiać się za bardzo na samym szczęściu, ale zajmować się rzeczami, które nam je przynoszą - twierdzi dr de Lazari-Radek. Po pierwsze, dbaj o sprawność Naukowcy zwracają m.in. uwagę na podstawy dbania o siebie. Po pierwsze więc warto postawić na zdrowie, bo osoby zdrowsze są szczęśliwsze. Zależność ta nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Eksperci z George Mason University, na podstawie swoich obserwacji twierdzą, że kluczowe znaczenie ma to, jak bardzo dane schorzenie utrudnia codzienne funkcjonowanie. Im jest ono bardziej zaburzone, tym mniej jest szczęścia. I tak na przykład pacjent z nowotworem prostaty może się czuć znacznie lepiej niż chociażby chory z nietrzymaniem moczu, jeśli nowotwór nie wpływa znacząco na codzienne funkcjonowanie. Jak wskazują naukowe analizy, dwa kolejne ważne elementy, z których większość osób może korzystać, aby podnieść swój poziom odczuwanego szczęścia, to aktywność fizyczna oraz regularny, zdrowy sen.  - Jesteśmy istotami biologicznymi, a to oznacza, że musimy zaspokajać nasze podstawowe potrzeby fizykalne, czyli dobrze się wysypiać, jeść dobrze zbilansowane posiłki, ćwiczyć, przebywać na świeżym powietrzu. To podstawowe rzeczy potrzebne do tego, aby nasz organizm prawidłowo funkcjonował - przekonuje ekspertka z łódzkiej uczelni. Po drugie, miej bliską istotę Oczywiście pod lupą naukowców znalazła się także ludzka psychika. Zespół z Uniwersytetu w Göteborgu przeprowadził na przykład pomysłowe badanie, która sprawdzało, z czym kojarzy się ludziom szczęście. Naukowcy przez cały rok analizowali słowa w publikowanych online codziennych gazetach. Ze szczęściem kojarzyły się najczęściej takie słowa jak np. „babcia”, „ty”, „ja”, „nas”, „ich”, a praktycznie nigdy nie pojawiały się słowa „miliony” w odniesieniu do pieniędzy, „iPhone” czy „Google”.  Naukowcy doszli więc do wniosku, że ze szczęściem zwykle mocno łączymy międzyludzkie relacje, lecz słabo kojarzymy z nim dobra materialne. - Najważniejsza i najbardziej banalna lekcja wynikająca z badań nad szczęściem jest taka, że potrzebujemy drugiej istoty, z którą chcemy być, którą chcemy kochać. Potrzebujemy więc przede wszystkim drugiego człowieka. Dużo można też zyskać opiekując się zwierzęciem. Wiele osób mówi, że zwierzęta oddają im miłość, nie krzywdząc jednocześnie. Inna, ważna potrzeba psychologiczna, to poczucie celowości naszego istnienia. Pomaga ono nadać sens życiu i złagodzić tzw. ‘cierpienia egzystencjalne’ a także te codzienne - podkreśla dr de Lazari-Radek. Po trzecie, nie goń za poklaskiem Jeśli jednak chodzi o dobra materialne, to nie do końca jest tak, że nie mają w kwestii szczęścia znaczenia. Zespół z południowokoreańskiego Ulsan National Institute of Science and Technology, po analizie dwudziestu różnych badań zauważył, że osoby o wyższym statusie społecznym czerpią więcej zadowolenia z kupowania ciekawych doświadczeń, czyli np. z pójścia na koncert czy do kina niż z nabywania dóbr materialnych, takich jak np. nowa para butów. Tymczasem ludzie z tzw. niższych klas czerpią więcej radości właśnie z zakupów o materialnym charakterze. Badacze tłumaczą to w ten sposób, że większe zasoby pozwalają skupić się już na innych celach niż materialne, związanych np. z osobistym rozwojem.  Jednak na tych, którzy inwestują w doświadczenia, czeka pewna pułapka. Otóż, jak twierdzą naukowcy z San Francisco State University, taka inwestycja traci na uszczęśliwiającej wartości, kiedy decydujemy się na nią w celu zaimponowania innym. Kiedy więc ktoś jedzie w egzotyczną podróż po to, aby inni mu zazdrościli, nawet jeśli to osiągnie, wycieczka może nie dać mu satysfakcji, jakiej się spodziewał.  - Dobrze jest obserwować siebie samych. Często może nam się tylko wydawać, że zdobycie czegoś: nowej torebki, telefonu czy nawet samochodu, nas uszczęśliwi. Gdy już te rzeczy posiadamy, przyzwyczajamy się do nich szybko, tracą one swoją ‘uszczęśliwiającą moc’ – ich czar pryska i chcemy znowu czegoś nowego. Ciągła pogoń za rzeczami może nas tylko unieszczęśliwić. Samoobserwacja pomoże nam rozpoznać nasze prawdziwe potrzeby - radzi filozofka. Po czwarte, miej pieniądze, ale nie za dużo Jeśli natomiast spojrzeć ogólnie na samą zasobność portfela, to jej wpływ też okazuje się dosyć złożony. Dokładnie przyjrzeli się temu specjaliści z Purdue University, którzy przeanalizowali wyniki dotyczącego różnych sfer życia badania Gallup World Poll przeprowadzonego w ponad 160 krajach. Pokazało ono, że powyżej pewnego progu zarobków nie rośnie już ocena jakości życia (m. in. za takie badania Angus Deaton otrzymał nagrodę Nobla w 2015r). Po przekroczeniu dochodów, które pozwalają zaspokoić różnego rodzaju potrzeby, nastrój może się nawet pogarszać, co może być spowodowane np. pogonią za dobrami czy konkurowaniem z innymi. Dla osób żyjących samotnie, w Europie Wschodniej, w tym w Polsce, kwota ta wynosi 45 tys. dolarów rocznie. - Pieniądze potrzebne są nam przede wszystkim po to, by zaspokajać podstawowe potrzeby, lepiej dbać o zdrowie, ale również osiągać obrane cele czy zbierać ciekawe i przyjemne doświadczenia. Jeśli mogłabym komukolwiek poradzić, na co powinien wydawać pieniądze, to nie na zbieranie pięknych przedmiotów, ale raczej na kolekcjonowanie ekscytujących wspomnień. Wspomnienia są bowiem źródłem wielu codziennych radości - twierdzi dr de Lazari-Radek. Trudniej mają też osoby, które żyją według reguły „czas to pieniądz” - ostrzegają z kolei badacze z University of Toronto. Osoby, które hołdują takiemu przekonaniu, częściej są zniecierpliwione, jeśli akurat nie pracują na rzecz zarabiania. To z kolei ogranicza ich zdolność do odczuwania zadowolenia podczas innych aktywności. Warto jednak dokonywać odwrotnego przeliczenia i kupować sobie czas. Naukowcy z University of British Columbia odkryli bowiem, że zwiększanie ilości wolnego czasu z pomocą pieniędzy, np. przez delegowanie pewnych obowiązków czyni ludzi szczęśliwszymi. Co więcej, dotyczy to nie tylko osób bogatych. Jeśli więc kogoś stać na to, aby zapłacić za posprzątanie domu czy skoszenie trawy w ogrodzie, warto aby to robił. Naukowcy zauważyli jednak, że na takie zakupy decydują się nieliczni, nawet spośród milionerów. Według ekspertów z University College London mitem jest też przekonanie, że czujemy się lepiej mając więcej od innych. W eksperymentach symulujących gry hazardowe badacze zauważyli, że kiedy ktoś jest bogatszy od innych, może niestety borykać z poczuciem winy, a kiedy ma mniej – z zawiścią.  Po piąte, dostrzegaj piękno świata i umiej być za nie wdzięczny  Tymczasem eksperci z University of British Columbia proponują wyjątkowo prosty sposób na zwiększenie poziomu szczęścia. Po części w przenośni, a po części dosłownie radzą: „zatrzymaj się i powąchaj róże”. Chodzi im o docenianie różnych przejawów natury. W czasie dwutygodniowego eksperymentu poprosili bowiem uczestników o codzienne wykonywanie prostego zadania. Ochotnicy z pierwszej grupy fotografowali elementy przyrody, które zwróciły ich uwagę – mógł to być np. domowy kwiat, dmuchawiec na trawniku, przelatujący ptak czy wpadające przez okno promienie słońca. Jednocześnie notowali towarzyszące temu doświadczeniu odczucia. Druga grupa robiła to samo, ale w odniesieniu do wytworów cywilizacji. Pozostali zachowywali się tak jak zwykle. Autorzy tego doświadczenia stwierdzili, że zadziwiła ich siła zaobserwowanych różnic w samopoczuciu ochotników z różnych grup. Koncentracja na prostych przejawach natury nie tylko znacznie poprawiała samopoczucie, ale skłaniała do dzielenia się z innymi i doceniania otaczającej daną osobę społeczności. „Tutaj działają dwa czynniki - po pierwsze kontakt z naturą, który wzbudza w nas radość, a po drugie piękno rzeczy prostych. Gdy skupimy się na dostrzeganiu piękna otaczającego nas świata, może się okazać, że wiele jest spraw, za które możemy być wdzięczni: zdrowie, rodzina, dach nad głową. Wdzięczność to wspaniałe źródło szczęścia. Niestety, często potrafimy docenić owe proste przyjemności, dopiero wówczas, gdy nam ich zabraknie – gdy na przykład zachorujemy. Dlatego lepiej być mądrym ‘przed szkodą” i uczyć się czerpać radość ze zwykłego dnia codziennego.” Po szóste, trenuj mózg w uważności Prowadzone w laboratoriach badawczych eksperymenty wskazują jednak, że choć mamy wpływ na nasze szczęście, to zależy także ono od wrodzonych predyspozycji. Naukowcy z Uniwersytetu w Kioto znaleźli na przykład w mózgu obszar uczestniczący w przeżywaniu szczęścia i odkryli, że jest on nieco inny u różnych osób. Badania mózgów grupy ochotników metodą rezonansu magnetycznego, w połączeniu z testami psychologicznymi pokazały, że im poziom szczęścia jest wyższy, tym więcej istoty szarej znajduje się strukturze mózgu zwanej przedklinkiem, leżącej w płacie ciemieniowym. Autorzy odkrycia zwracają jednocześnie uwagę na badania pokazujące, że pod wpływem medytacji zwiększa się masa szarej istoty właśnie w przedklinku. Z kolei zespół z Wolnego Uniwersytetu w Amsterdamie, przed dwoma laty odkrył związane z poczuciem szczęścia geny.  Eksperci porównują zdolność przeżywania szczęścia do zdrowia, bo choć człowiek rodzi się z konkretnymi uwarunkowaniami biologicznymi, to jednak od każdego z nas zależy, co dalej z nimi zrobimy, jak je wykorzystamy, w jaki sposób będziemy troszczyć się o nasza kondycję fizyczną i psychiczną. Wygląda więc na to, że nad szczęściem czasami trzeba trochę popracować. Dobra wiadomość jest taka, że można to zrobić. Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl fot. Pexels /  Andrea Piacquadio

Jak to tak, bez mięska?!

Wegetarianizm wiele ma twarzy, nie tylko dlatego, że istnieje wiele jego odmian, w zależności od stopnia eliminacji produktów pochodzenia zwierzęcego. Także dlatego, że tak jak każda dieta, może zrobić dla naszego organizmu nie tylko wiele dobrego, ale również złego.   Od jakiegoś czasu w dużych miastach, a zwłaszcza w Warszawie, jak grzyby po deszczu powstają wegetariańskie lokale. Owszem, nie uraczymy się w nich kawałkiem mięsa (co jest moim zdaniem dobre dla naszej planety), ale też najczęściej ze świeczką szukać w nich można dań, które nie są kalorycznym hummusem, białym wrapem, smażonym falafelem czy hamburgerem, sałatką w założeniu zdrową, ale z mnóstwem olejowego dressingu, frytkami z batatów i olbrzymią ilością soli dla „podkręcenia” mdłego smaku.   Jak widać, wege nie oznacza zawsze zdrowo: w końcu olej i cukier też są roślinne. Producenci zaś prześcigają się z wymyślaniem gotowych produktów wegetariańskich i wegańskich, lecz ich skład często pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, ale zdrowy wegetarianizm czy weganizm to taki, który bazuje na nieprzetworzonych produktach roślinnych, a żeby dieta wegetariańska przynosiła korzyści zdrowotne, musi być prawidłowo bilansowana. Nieodpowiedni dobór poszczególnych produktów spożywczych najczęściej skutkuje niedokrwistością z niedoboru żelaza i witaminy B12 oraz zaburzeniami gęstości mineralnej kości na skutek niskiej podaży wapnia na diecie wegańskiej.    Dieta roślinna? Tak, ale z rozsądkiem Na szczęście diety roślinne to nie chwilowa moda i wzrasta wiedza wśród osób decydujących się na rezygnację z mięsa i innych produktów zwierzęcych. Dlatego też obecnie te niedobory pokarmowe u wegetarian wcale nie wstępują częściej niż u osób na diecie tradycyjnej*, która często obfituje w produkty zawierające cukier, tłuszcze nasycone, kwasy tłuszczowe trans i cholesterol. Dieta wegetariańska to coraz częściej stosowany model żywienia. Według analizy Instytutu Badań Opinii Publicznej Homo Homini z września 2013 roku liczba osób niejedzących mięso w Polsce wynosiła wówczas 3,2 proc. Ponieważ w ostatnich latach obserwuje się jednak znaczne zainteresowanie dietami roślinnymi, motywowanych względami etycznych i zdrowotnych, można domniemywać, że liczba wegetarian obecnie jest na pewno zdecydowanie wyższa niż jeszcze sześć lat temu.    Według raportu Academy of Nutrition and Dietetics (kiedyś- Amerykańskiego Towarzystwa Dietetycznego, American Dietetic Association, ADA) (2009), ‘’Odpowiednio zaplanowane diety wegetariańskie, w tym diety ściśle wegetariańskie, czyli wegańskie, są zdrowe, spełniają zapotrzebowanie żywieniowe i mogą zapewniać korzyści zdrowotne przy zapobieganiu i leczeniu niektórych chorób. Dobrze zaplanowane diety wegetariańskie są odpowiednie dla osób na wszystkich etapach życia, włącznie z okresem ciąży i laktacji, niemowlęctwa, dzieciństwa, dojrzewania, oraz dla sportowców”.  Z kolei niemieckie towarzystwo odradza stosowanie takiej diety w ciąży, podczas laktacji i dzieciństwa. Polskie rekomendacje dotyczą bezpieczeństwa stosowania zbilansowanej diety wegetariańskiej również na każdym etapie życia i podobnie jak niemieckie, nie dotyczą one jednak diety wegańskiej u dzieci i kobiet w ciąży, prawdopodobnie ze względu na nadal zbyt mała wiedzę zarówno osób stosujących taką dietę oraz specjalistów - lekarzy i dietetyków oraz duże ryzyko niedoborów w tych okresach życia.    Czego jesteśmy pewni? W ostatnich latach znacznie wzrosło zainteresowanie dietami roślinnymi. Szczególne zainteresowanie lekarzy i dietetyków budzi wpływ różnych form wegetarianizmu na zdrowie człowieka i jego wydolność psychofizyczną oraz wpływ diet w profilaktyce i leczeniu chorób zależnych od sposobu żywienia.   Obecnie główne badania, na podstawie których ocenia się zdrowotne aspekty diet wegetariańskich to: Adventist Mortality, Health Food Shoppers, Adventist Health, Oxford Vegetarian Study, Epic-Oxford oraz Adventist Health 2. Dwa ostatnie badania obejmowały łącznie 5 tysięcy osób na diecie wegetariańskiej. Analiza piśmiennictwa wykazała, iż prawidłowo zbilansowane diety wegetariańskie niosą ze sobą liczne korzyści zdrowotne, w tym mniejsze ryzyko rozwoju chorób przewlekłych, ze szczególnym uwzględnieniem chorób układu krążenia, cukrzycy, otyłości, zmian zwyrodnieniowych, chorób autoimmunologicznych oraz nowotworów. Według ekspertów dieta wegetariańska wiąże się z mniejszym spożyciem cholesterolu, tłuszczów nasyconych, większym spożyciem owoców, warzyw, roślin strączkowych, orzechów, a w tym błonnika pokarmowego, fitozwiązków i przeciwutleniaczy. Dlatego też dieta bezmięsna znajduje również zastosowanie jako niefarmakologiczne wsparcie leczenia wielu schorzeń.  Biorąc pod uwagę zarówno korzyści jak i potencjalne zagrożenia wynikające ze złego zbilansowania diet wegetariańskich konieczne są dalsze badania na temat tego sposobu żywienia oraz regularna kontrola lekarska i poradnictwo żywieniowe osób na dietach roślinnych przez wykwalifikowanych dietetyków.    Jak zaplanować zdrową dietę bezmięsną? Podczas komponowania codziennej diety bezmięsnej przede wszystkim należy zwrócić uwagę na: Unikanie żywności przetworzonej i jak najczęstsze samodzielne przygotowywanie potraw z wartościowych produktów roślinnych. Ograniczenie smażenia. Zachowanie prawidłowej wartości energetycznej diety, która stanowi warunek do odpowiedniej podaży białka i utrzymania prawidłowej masy ciała.. Udział pełnoziarnistych produktów zbożowych, będących źródłem żelaza i magnezu, ze szczególną uwagą na wybór pieczywa na zakwasie mającym znacznie mnie kwasu fitynowego ograniczającego wchłaniania niektórych składników mineralnych, niż chleb na drożdżach.  Połowę warzyw w diecie powinny stanowić zielone warzywa liściaste bogate w wapń, białko, żelazo, magnez i chlorofil. Również połowa wszystkich warzyw powinna być spożywana na surowo, gdyż obróbka termiczna powoduje duże straty witamin. Nabiału nie należy traktować jako wymiennika mięsa i spożywać go w zalecanych ilościach (2 porcje dziennie) wybierając produkty z niższą zawartością tłuszczu.  Zamiennikiem dziennej porcji 150 g mięsa lub ryby są 2 jajka lub 1,5 szklanki ugotowanych roślin strączkowych (soczewica, ciecierzyca, groszek, groch, fasola, soja), które w celu lepszego wchłaniania żelaza należy w posiłku łączyć z surowymi warzywami (źródło witaminy C).  Spożycie naturalnych źródeł tłuszczu jak orzechy włoskie, świeżo mielone siemię lniane, nasiona chia, konopne (kwasy omega 3), orzechy laskowe, migdały, sezam, mak (wapń), pestki dyni (żelazo). Dodatek do potraw wodorostów oraz soli morskiej jako źródło jodu. Suplementacja witaminy D oraz B 12 i kwasów omega 3 w przypadku diety wegańskiej i wegetariańskiej u dzieci.  Żrodło: zdrowie.pap.pl, fot. Pexels.com Czytaj dalej

Z nami kupisz taniej!

Program "mojaWieś" to nie tylko kwartalnik, portal i sklep, ale i oferta rabatowa, dzięki której macie możliwość zakupu m.in. samochodów marki Ford w najlepszych cenach! Ekscytujący i komfortowy Focus taniej aż o 10%! Ford Focus wyróżnia się w swojej klasie również pod względem liczby rozwiązań technicznych, dzięki którym podróżowanie jest łatwiejsze i bezpieczniejsze. Zaawansowane systemy wspomagające kierowcę korzystają z dwóch kamer, trzech radarów i 12 czujników ultradźwiękowych, które wspólnie mogą monitorować obszar wokół pojazdu i skanować drogę przed nim. O bezpieczeństwo Twoje i pasażerów dbają np. system Pre-Collision Assist z funkcją wykrywania pieszych, funkcja sygnalizacji niezamierzonej zmiany pasa ruchu, system wspomagania manewru omijania przeszkody, system Cross-Traffic Alert który skanuje lewą i prawą strone pojazdu podczas wyjazdu tyłem z prostopadłego miejsca postojowego czy stystem Driver Alert, który monitoruje zachowanie kierowcy podczas jazdy i może ostrzec go, że powinien zrobić przerwę. Pasażerowie tylnych siedzeń mogą komfortowo podróżować ciesząc się w nim większą przestrzenią niż w jakimkolwiek innym samochodzie tej klasy. A jeśli masz większy bagaż, tylne siedzenia dzielone w proporcji 60/40 możesz złożyć prawie na płasko, tworząc dodatkową przestrzeń ładunkową. Co więcej, bagażnik został wyposażony w podłogę regulowaną w dwóch wysokościach. Dostępny jest również opcjonalny podłokietnik pośrodku tylnego siedzenia z głębokimi uchwytami na napoje i poręczną klapą ułatwiającą przewóz nart. Ford Focus jest dostępny z szeroką gamą nowoczesnych i wydajnych silników benzynowych lub wysokoprężnych, zaprojektowanych tak, aby zapewniały doskonałe parametry zużycia paliwa, wysokie osiągi i niski poziom emisji spalin. Obejmują one między innymi wielokrotnie nagradzany silnik benzynowy 1,0 l Ford EcoBoost oraz nowe silniki wysokoprężne Ford EcoBlue. Pełna gama modeli samochodów Ford dostępnych w ramach Programu "mojaWieś": http://oferta.mojawies.pl/samochody-samochody-o_c_696_1.html Czytaj dalej

Czy wystarczająco dbasz o swoje serce?

Już od 1 marca 2020 r. mieszkańcy województw łódzkiego i mazowieckiego będą mogli ubiegać się o możliwość skorzystania z 24 bezpłatnych porad w zakresie profilaktyki zdrowotnej, diety oraz aktywności fizycznej - w ramach projektu profilaktyki karfiologicznej KORDIAN 2020 Sercu na ratunek. Lista 40 placówek podstawowej opieki zdrowotnej, w których będzie można się zgłaszać akces do programu, została opublikowana na portalu - www.sercunaratunek.pl. Akcja, z której może skorzystać łącznie do 4 tys. osób, realizowana jest w ramach innowacyjnego programu profilaktyki chorób serca i hipercholesterolemii rodzinnej „KORDIAN 2020 – Sercu na Ratunek”. Projektem kieruje Narodowy Instytut Kardiologii w Warszawie we współpracy z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym oraz Fundacją MY Pacjenci. Kto może skorzystać z Programu? Największe szanse na zakwalifikowanie się do programu mają osoby z nadciśnieniem tętniczym, podwyższonym poziomem cholesterolu oraz palacze. Do udziału mogą się zgłaszać pacjenci spełniający poniższe kryteria: osoby w wieku aktywności zawodowej, to jest kobiety i mężczyźni, którzy ukończyli 18. rok życia oraz osoby, które nabyły już uprawnienia emerytalne, ale są ciągle aktywne zawodowo; osoby z podejrzeniem podwyższonego ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, zwłaszcza z nadciśnieniem tętniczym, podwyższonym poziomem cholesterolu, palące papierosy; osoby, które nie leczyły się w ciągu ostatnich 5 lat z powodu chorób serca i nie korzystały z programu profilaktyki chorób układu krążenia Narodowego Funduszu Zdrowia. Osoby zakwalifikowane do programu KORDIAN 2020 zostaną objęte aktywną profilaktyką, wspierającą i motywującą do zmiany trybu życia na prozdrowotny. „Pacjentom zostanie zaoferowany indywidualny bon edukacyjny: 360 minut profesjonalnego poradnictwa w zakresie profilaktyki cholesterolowej, diety, edukacji zdrowotnej oraz aktywności fizycznej - podzielone na 15-minutowe +cegiełki+” - wyjaśnia prof. Wojciech Drygas z Narodowego Instytutu Kardiologii, koordynator merytoryczny projektu. Oznacza to w sumie 24 porady do wykorzystania w ciągu 6 miesięcy. Rekrutacja pacjentów zaczyna się 1 marca 2020 r., natomiast już teraz trwają szkolenia dla zespołów 40 jednostek POZ/medycyny pracy, które zostały zakwalifikowane do projektu na zasadach konkursu. W szkoleniach udział biorą lekarze, pielęgniarki, dietetycy, fizjoterapeuci oraz personel wspomagający. Pełna lista placówek znajduje się na stronie https://sercunaratunek.pl/dla-pacjentow/lista-poz/. Innowacyjny i skupiony na pacjencie Pacjenci z wysokim poziomem cholesterolu LDL (powyżej 190mg/dl) zostaną skierowani do poradni w Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie. Zostanie u nich przeprowadzony dalszy screening w celu rozpoznania hipercholesterolemii rodzinnej. Pacjentom zapewni się pogłębione badania genetyczne, biochemiczne i obrazowe oraz ewentualne leczenie farmakologiczne nowoczesnymi preparatami. Innowacyjność programu KORDIAN 2020 polega na tym, że również krewni pacjentów, u których stwierdzono hipercholesterolemię rodzinną, zostaną poddani diagnostyce genetycznej - tzw. sekwencjonowaniu techniką Sangera, dzięki któremu można wyszukać mutacje i zrozumieć mechanizmy ewolucji genów u spokrewnionych ze sobą osób. Dr hab. Piotr Dobrowolski, kierownik Poradni Lipidowej Narodowego Instytutu Kardiologii wyjaśnia, że hipercholesterolemia rodzinna łączy się z 50-proc. prawdopodobieństwem przekazania choroby potomstwu. Charakterystyczną cechą tego schorzenia jest znacznie podwyższone stężenie „złego” cholesterolu (LDL) od urodzenia, co wiąże się z przyspieszonym rozwojem miażdżycy i przedwczesnym rozwinięciem pełnoobjawowej choroby wieńcowej. „U nieleczonych pacjentów występuje 100 razy wyższe ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych w wieku 20-39 lat” - przestrzega dr hab. Piotr Dobrowolski. Dzięki takim projektom jak KORDIAN 2020 uczymy lekarzy, jak skutecznie diagnozować pacjentów - mówi prof. Tomasz Hryniewiecki, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii, który od stycznia ma status Państwowego Instytutu Badawczego. Szkolenia dla medycznych profesjonalistów obejmują również skuteczną komunikację z chorym z elementami zwiększenia motywacji do podjęcia profilaktyki. Dotyczą też zasad zdrowego stylu życia na podstawie aktualnych zaleceń klinicznych oraz wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC - European Society of Cardiology) i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). Program profilaktyki chorób serca i naczyń oraz hipercholesterolemii rodzinnej „KORDIAN 2020 - Sercu na ratunek” jest realizowany we współpracy z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym (WUM) oraz Fundacja My Pacjenci. „Możemy dostarczyć naszą wiedzę i ekspertyzy dotyczące badań genetycznych. Dysponujemy największą wiedzą ekspercką w kraju” - zapewnia prof. Zbigniew Gaciong z WUM. „Dzięki zastosowaniu biorobotów służących do obsługi próbek oraz izolacji DNA minimalizujemy błędy i poprawiamy efektywność pracy” - dodaje reprezentujący WUM dr Grzegorz Placha. KORDIAN 2020, przewidziany na lata 2019-2021, jest realizowany w ramach programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020. Jego budżet wynosi 7,6 mln zł. Aktualnie zespoły POZ/medycyny pracy - lekarze, pielęgniarki, dietetycy, fizjoterapeuci i psycholodzy są szkoleni w zakresie czynników ryzyka, diagnostyki i wczesnego wykrywania chorób układu sercowo-naczyniowego, w tym hipercholesterolemii rodzinnej. Szczegółowe informacje na temat programu można znaleźć na stronie www.sercunaratunek.pl. Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP Czytaj dalej

Chorzy z biedy, czyli jak niezamożność wpływa na zdrowie

„Jestem biedna, mam słabe zdrowie, nie mam znajomych, kariery, miłości” – napisała na popularnym forum internetowym jedna z użytkowniczek. Badania naukowe dowodzą, że niektóre z wymienionych problemów faktycznie mogą się ze sobą wiązać. Dowiedz się które.  Naukowcy nie pozostawiają złudzeń: niezamożność i niższy status to dużo większe ryzyko zdrowotnych kłopotów! Biedne osoby narażone są m.in. na zwiększone ryzyko wystąpienia otyłości, schorzeń układu krążenia, problemów ze zdrowiem psychicznym, a  w przypadku dzieci także zaburzeń rozwoju. W efekcie, wzrasta też zagrożenie samobójstwami i znacząco spada długość życia. Pieniądze i status kształtują zatem zdrowie na różne sposoby. Poniżej przedstawiamy przegląd najciekawszych badań naukowych na ten temat.   Dobre jedzenie kosztuje Po pierwsze, przy braku pieniędzy, trudno jest się dobrze żywić. Doskonale pokazali to naukowcy z włoskiego Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca. Włochy to przecież kraj słynący ze znakomitej kuchni, w tym z tzw. śródziemnomorskiej diety. Choć doskonale znana jest z korzyści, jakie przynosi zdrowiu i samopoczuciu, nie wszystkich, niestety na nią stać, nawet we Włoszech!  „Odkryliśmy, że osoby o najniższych dochodach odżywiały się najmniej zgodnie z dietą śródziemnomorską, w porównaniu do tych w najlepszej sytuacji materialnej” - mówi prof. Licia Iacoviello, autorka badania.  Biedniejsze osoby jadły więcej przetworzonych produktów, zwykle tańszych od tradycyjnego, naturalnego jedzenia. Aż 36 proc. biedniejszych uczestników projektu było przy tym otyłych, a w przypadku bogatszych „tylko” 20 proc.  Ubodzy odżywiają się mniej zdrowo także z innej przyczyny. Otóż, jak pokazał projekt badawczy z udziałem 150 osób w wieku od 18 do 65 lat, przeprowadzony na University of Liverpool, bieda skłania do częstszego „zajadania” stresu. Im niższy ktoś miał status społeczno-ekonomiczny, tym silniejszego stresu doświadczał i co gorsza, częściej przykre emocje zagłuszał jedzeniem. Ludzie, którzy robili to najrzadziej mieli prawidłowy wskaźnik masy ciała (BMI), wynoszący średnio nieco ponad 23 kg/m2, ale najczęściej stosujący „uspokajające jedzenie” - prawie 40 kg/m2 (co oznacza dużą otyłość). Wbrew wcześniejszym przewidywaniom naukowców, okazało się, że na impulsywne sięganie po kalorie nie wpływała tzw. rezyliencja, czyli osobista zdolność do radzenia sobie ze stresem.  Dietetyczny program z dzieciństwa Niestety, z powodu ubóstwa niektóre osoby mogą mieć w życiu również inne poważne trudności dotyczące diety. Chodzi o problemy, które wynikają z biedy doświadczonej na wczesnym etapie życia. Otóż, jak w serii eksperymentów pokazali specjaliści Texas Christian University, osoby wychowujące się przy niedostatku jedzenia, w dorosłości częściej jedzą, kiedy nie są głodne, w porównaniu do ludzi wychowanych w dobrobycie. Co gorsza, zwiększonego apetytu nie redukuje nawet wysoki status ekonomiczny w dorosłym życiu.  „Byliśmy zaskoczeni utrzymującym się wpływem środowiska, w którym ktoś się wychowywał na jedzenie w dorosłym wieku. Zaskoczyło nas także to, że poziom bogactwa w dorosłości nie miał prawie żadnego znaczenia na zachowania związane z jedzeniem” - opowiada autorka odkrycia, dr Sarah Hill. „Nasze badanie sugeruje, że ludzie, którzy wychowali się w relatywnie ubogim środowisku, mogą mieć większe trudności z kontrolowaniem jedzenia i utrzymaniem masy ciała niż osoby, które dorastały w bogatszym otoczeniu” - dodaje badaczka. Ubóstwo i strach przed samotnością Z tym odkryciem doskonale współgrają wyniki uzyskane przez specjalistów z Rice University. Otóż w badaniu z udziałem 200 osób o różnym pochodzeniu, zauważyli oni, że osoby wychowujące się w domach o niskim statusie, w dorosłości opisują swoje zdrowie jako znacznie gorsze, niż ludzie, którzy wychowali się w dostatku. Dlaczego?  „Niski status społeczno-ekonomiczny nakłada na rodziców ciężar, z powodu którego są oni mniej dostępni dla dzieci. Może to prowadzić do powstania pewnych nastawień związanych z relacjami, obejmujących strach przed porzuceniem i trudności w budowaniu bliskich relacji. Mogą one szkodzić zdrowiu w dorosłym wieku” - wyjaśnia prof. Chris Fagundes. Tym razem jednak skala wpływu biedy zależała od osobistych umiejętności radzenia sobie ze stresem. „Jeśli ktoś lepiej radzi sobie z negatywnymi emocjami i stresem, jest bardziej prawdopodobne, że będzie zdrowszy w dorosłości. Jednak, jeśli ktoś nie jest zbyt dobry w zarządzaniu emocjami, prawdopodobnie będzie miał większe kłopoty ze zdrowiem” – zaznaczyła dr Kyle Murdock.  Bieda lubi papierosy Ubodzy nie tylko mniej zdrowo się odżywiają, ale jak pokazują amerykańskie badania, dużo częściej palą. Im niższy status społeczno-ekonomiczny, tym większy odsetek palaczy - donoszą naukowcy z University of Colorado. Nie dzieje się tak dlatego, że ubożsi nie starają się rzucić chorobotwórczego nałogu. Problem jest inny - ludziom z tej grupy, z jakiegoś powodu rzadziej się to udaje.  „W ciągu ostatniego półwiecza, wysiłki związane z poprawą zdrowia publicznego pomogły ograniczyć palenie o ponad połowę, ale prawdopodobnie potrzebujemy zmiany w naszych strategiach pomagania palaczom. Metody, które działały w części społeczeństwa o wyższym statusie, wydają się nie odnosić skutku dla pozostałej części” - alarmuje  prof. Arnold Levinson, autor badania. Rak groźniejszy dla ubogich Niestety, gdy doskwierają kłopoty z pieniędzmi, rośnie także umieralność na raka. Wskazali na to badacze z Yale University, którzy sprawdzili spowodowaną nowotworami śmiertelność w różnych hrabstwach USA. Przyjrzeli się także przyczynom odkrytych różnic. Okazało się, że w najbiedniejszych hrabstwach na raka umiera o prawie 24 proc. więcej osób, niż w najbogatszych. Jakie są tego powody?  „Najważniejsze z nich to: dostęp do pożywienia, palenie, aktywność fizyczna i jakość opieki zdrowotnej oferowanej w danym hrabstwie” - informuje główny autor projektu dr Jeremy O'Connor. „Badanie sugeruje, że wszystkie z tych czynników wspólnie prowadzą do rozbieżności. Nie chodzi więc tylko o zachowania związane ze zdrowiem czy jakość opieki medycznej, ale o wszystkie te elementy razem” - dodaje. Ślady pozostawione w genach Ubóstwo odciska naprawdę głębokie piętno w organizmie człowieka - pokazał z kolei zespół z Northwestern University. Okazało się, że życie w biedzie wiąże się z epigenetycznymi zmianami (metylacją DNA) dotyczącymi prawie 10 proc. genów. Zmiany tego typu decydują tymczasem o aktywności poszczególnych genów.  „Od długiego czasu wiedzieliśmy, że SES (socioeconomic status - ang. status społeczno-ekonomiczny) to ważny czynnik decydujący o zdrowiu, ale mechanizmy powodujące, że ciało ‘pamięta’ doświadczenia biedy były nieznane. Nasze odkrycie sugeruje, że metylacja DNA może odgrywać w tym ważną rolę” - mówi kierujący pracami prof.  Thomas McDade. „Silnie wskazuje to na potencjalne mechanizmy, za pośrednictwem których bieda może wywierać utrzymujący się wpływ na wiele fizjologicznych systemów i procesów” - wyjaśnia naukowiec.  Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl  Żródło: www.zdrowie.pap.pl Fot.PAP/P.Werewka   Czytaj dalej

Aktualności wszystkie artykuły z kategorii >

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij