Od Redakcji wszystkie artykuły z kategorii >

Prawdziwy Chełmoński na żywo!

Plenerowe widowisko sulisławickich żniw za nami. W sobotę 1 sierpnia br. w miejscowości Sulisławice w gminie Wolbrom odbyło się niezwykłe widowisko plenerowe pod hasłem „Staropolskie żniwa małopolskie – jak to drzewiey bywało”. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Gospodyń Wiejskich objęło honorowy patronat nad tym przepięknym wydarzeniem, dzięki któremu nasze dziedzictwo kulturowe, nasze tradycje i zwyczaje mają szansę na przetrwanie. Ukłony dla wszystkich Pań, Panów i Dzieci, którzy braliście w tym udział za wasze szczególne zaangażowanie w kultywowanie tradycji dla przyszłych pokoleń. Szczególne zaś wyrazy uznania kierujemy w stronę niezwykłej osoby, która była sprawczynią całego tego zamieszania, w stronę pani Lidii Musiał Przewodniczącej Koła Gospodyń i Gospodarzy w Sulisławicach oraz Prezes Stowarzyszenia Kół Gospodyń Wiejskich gminy Wolbrom „Kłos”, która była sprawczynią tego całego zamieszania. Tradycyjne żniwa zakończyły się przepięknym korowodem dożynkowym z udziałem przedstawicielek KGW z gminy Wolbrom i przekazaniem wieńca dożynkowego Staroście dożynek. Na zdjęciach znajdziecie Państwo namiastka niezapomnianych przeżyć, które stały się naszym udziałem. Wszystkich Państwa zapraszamy do obejrzenia tego niezwykłego widowiska na antenie TVP Kraków w dniu 19.08.2020 w godzinach wieczornych. Małgorzata Handzlik, Wiceprezes Zarządu OSGW, fot. Wieści Wolbromskie

Wstrząs w rolnictwie

Rolnictwo jest w Europie trzecim co do wielkości źródłem gazów cieplarnianych, odpowiadając za ponad 10 proc. emisji. Dlatego UE chce ściśle powiązać rozwój i finansowanie tego sektora z polityką klimatyczną i ochroną środowiska. Nowe strategie bioróżnorodności i „Od pola do stołu”, które są częścią Zielonego Ładu, wprowadzają w tym zakresie ambitne cele, ale – jak wskazuje minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski – mogą spowodować spadek produkcji rolnej w Unii o co najmniej 20 proc. Wciąż nie ma też szczegółów dotyczących ich wdrażania i nie wiadomo, jak Komisja Europejska zamierza zrekompensować rolnikom straty powstałe np. w wyniku ograniczania powierzchni upraw. – Dopóki nie będziemy znali odpowiedzi na szereg tych pytań, trudno nam precyzyjnie zaplanować drogę dla polskiego rolnictwa – podkreśla minister. – Wspólną politykę rolną czeka duży wstrząs. Komisja Europejska zaproponowała Zielony Ład i towarzyszące mu strategie bioróżnorodności oraz „Od pola do stołu” jako elementy składowe. Teraz toczy się dyskusja ideowa, czy jest to dobry kierunek. Jestem przekonany, że rolnictwo zrównoważone i bardziej proekologiczne jest kierunkiem, co do którego nikt nie powinien protestować. Natomiast jest wiele pytań, na które do tej pory nie ma odpowiedzi – mówi agencji Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski. Strategie na rzecz bioróżnorodności i „Od pola do stołu” są kluczowe dla europejskiego Zielonego Ładu. Komisja Europejska przyjęła je w maju tego roku. Pierwsza skupia się na różnorodności biologicznej, ochronie gatunków i ekosystemów oraz większej równowadze między przyrodą a rolnictwem. Druga ma zmienić europejski sektor żywności tak, aby zmniejszyć jego ślad środowiskowy i klimatyczny. KE wyznaczyła w tym zakresie bardzo ambitne cele, m.in.: redukcję stosowania pestycydów o 50 proc. i nawozów o 20 proc. do 2030 roku oraz zwiększenie udziału upraw ekologicznych do 25 proc. przed końcem obecnej dekady. O połowę ma też spaść sprzedaż środków drobnoustrojowych (antybiotyków) dla zwierząt hodowlanych. Jak wskazała Komisja Europejska, rolnictwo odpowiada za 10,3 proc. emisji gazów cieplarnianych w UE, a prawie 70 proc. z nich pochodzi z sektora chowu zwierząt. Rolnictwo to trzecie największe źródło emisji gazów cieplarnianych w Europie, głównie metanu i podtlenku azotu z nawozów. Nowa strategia ściśle uzależnia finansowanie i rozwój tego sektora od polityki klimatycznej i ochrony środowiska. Minister ocenia, że kierunek wyznaczony przez KE jest słuszny, ale nieprecyzyjny, przez co wciąż nie wiadomo, jak wdrażanie strategii będzie wyglądać w praktyce i w jaki sposób będzie finansowane. – Redukcja środków ochrony roślin i nawozów to sensowne hasło, ale kto ma je redukować? Wszyscy czy tylko ci, którzy znacznie przekroczyli normy w stosunku do krajów stosujących minimalne ilości pestycydów czy nawozów sztucznych? Czy jeżeli chcemy wprowadzić 25 proc. rolnictwa ekologicznego, to w każdym gospodarstwie, w skali kraju, czy w całej Unii Europejskiej? Jeżeli mamy odłogować 10 proc. powierzchni na cele proekologiczne, to czy każde gospodarstwo ma wydzielić 10 proc. swojego pola, czy kraj ma dokonać takiej redukcji? To są realne pytania stawiane przez rolników, na które nie ma odpowiedzi – mówi Jan Krzysztof Ardanowski. Jak wskazuje, cele przyjęte w unijnej strategii dla rolnictwa mogą spowodować spadek produkcji rolnej. To z kolei uszczupli dochody rolników. – Można szacować, że produkcja rolnicza w Europie po wdrożeniu tego mechanizmu zmniejszy się o 20 proc., może nawet więcej – mówi. – Jeżeli plony spadną, a spadną, to kto zrekompensuje rolnikom utratę dochodów? Czy konsumenci będą na tyle świadomi i hojni, że zapłacą więcej? Minister podkreśla, że jeżeli produkcja rolna spadnie, Europa może nie być w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa żywnościowego. Wówczas będzie zmuszona importować z innych kontynentów żywność niespełniającą wysokich unijnych norm. – Pytanie, czy nie będzie hipokryzją sprowadzanie produktów z innych kontynentów, które nie spełniają tych wysokich norm europejskich i czy oszukując tylko sumienie, nie przerzucimy emisji do Ameryki Południowej – mówi Jan Krzysztof Ardanowski. Resort rolnictwa ma przygotowane założenia do Krajowego Planu Strategicznego w ramach nowej perspektywy wspólnej polityki rolnej na lata 2021–2027, który zostanie przedłożony KE. Jednak minister Ardanowski podkreśla, że nie znając szczegółów dotyczących wdrażania i finansowania nowej strategii, trudno jest precyzyjnie wytyczyć kierunki rozwoju polskiego rolnictwa. – Wiemy, jakie działy rolnictwa chcielibyśmy subsydiować i pomóc im w dostosowaniu się do rynków europejskich – podkreśla minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Dopóki nie będziemy mieli odpowiedzi na szereg tych pytań związanych z kosztami, ze spadkiem produkcji żywności w Europie, z koniecznością zweryfikowania polityki handlowej UE wobec dostawców żywności z innych kontynentów, które nie przestrzegają norm, to trudno nam się do tego dopasować.  Organizacje rolników zwróciły się już do rządu i Komisji Europejskiej z apelem o przeanalizowanie, jakie będą jej gospodarcze i ekonomiczne skutki. Krajowa Rada Izb Rolniczych wskazuje, że może ona obniżyć konkurencyjność polskiego rolnictwa, które boryka się ze skutkami pandemii SARS-CoV-2, ale też stoi w obliczu wyzwań związanych m.in. ze zmianami klimatu i konkurencji ze strony państw takich jak Ukraina czy kraje Ameryki Północnej i Południowej. Te zaś nie muszą stosować się do unijnych norm produkcji żywności. „Atlas rolny”, opublikowany w ubiegłym roku przez Fundację im. Heinricha Bölla i Instytut na rzecz Ekorozwoju, wskazuje, że w skali całej Unii funkcjonuje ponad 10 mln gospodarstw rolnych, z czego ok. 1/3 w Rumunii, a kolejne 13 proc. – w Polsce (na dalszych pozycjach są Włochy i Hiszpania). Od momentu wstąpienia do Unii liczba środków kierowanych do obszarów wiejskich wzrosła 15-krotnie, ale rolnictwo nadal boryka się z istotnymi problemami o charakterze środowiskowym i społecznym. – Rolnictwo jest w Polsce szczególnym sektorem, ma znaczenie strategiczne dla państwa, więc jest dla nas bardzo ważne. Dlatego chcemy je wspierać również ze środków krajowych, za pomocą działań finansowych, ale i prawnych. To jest ważne dla Polski jako dużego kraju rolniczego, który czuje się współodpowiedzialny za żywienie świata – mówi minister. Newseria Czytaj dalej

Plantacje konopii u rolników!

Konopie przemysłowe są coraz częściej uprawiane przez polskich rolników. W ubiegłym roku obszar zasiewów zwiększył się o prawie 80 proc., do ponad 3 tys. hektarów. Rozwój tej branży może mieć pozytywne przełożenie na całą gospodarkę, a Polska ma potencjał, żeby zostać jednym z głównych producentów wyrobów z konopi w Europie. Według ekspertów rozwój krajowej branży wymaga wprowadzenia norm zapewniających większą konkurencyjność produkcji. Surowce pozyskiwane z konopi przemysłowych (kwiatostany, nasiona i łodygi) mogą być wykorzystywane m.in. w przemyśle spożywczym, kosmetycznym, włókienniczym, motoryzacyjnym, papierniczym czy budowlanym. – Konopie przemysłowe mają szereg zastosowań, ostatnio także w branży weterynaryjnej. W związku z tym mamy olbrzymi przyrost liczby plantacji i zainteresowania tą rośliną. Jest bardzo duże grono konsumentów i przedsiębiorców – zarówno w Polsce, jak i na świecie – którzy doceniają konopie przemysłowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Witold Czeszak, kierownik Programu Konopnego w Instytucie Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu. Zarówno w Polsce, jak i Europie rynek detaliczny produktów konopnych jest zdominowany przez olejki z CBD i kosmetyki konopne, które razem stanowią ponad połowę asortymentu sklepów internetowych oferujących produkty z tej rośliny. Na trzecim miejscu ex aequo plasuje się żywność konopna i susz z kwiatostanów konopi. Polska ma potencjał, żeby zostać jednym z głównych producentów wyrobów z konopi w Europie. Tu mieści się jeden z najważniejszych na kontynencie ośrodków badawczych zajmujących się konopiami przemysłowymi, a polskie produkty konopne cieszą się uznaniem na rynkach zagranicznych. – Są w Polsce firmy, które produkują olejki CBD lub inne wyroby z konopi przemysłowych. Kierują się zasadą, że jakość jest najważniejsza i nieźle sobie radzą. Spotykamy się na wielu targach zagranicznych i wiem, jakie są opinie lokalnych przedsiębiorców i konsumentów co do polskich produktów – mówi Witold Czeszak. Konopie przemysłowe są rośliną coraz częściej uprawianą także w Polsce. Z raportu „Rozwój rynku uprawy i przetwarzania konopi przemysłowych w Polsce” think tanku Polityka Insight wynika, że gospodarstwa rolne w 2019 roku zgłosiły do dopłat bezpośrednich przeszło 3 tys. hektarów obszaru zasiewów. W ujęciu rocznym daje to wzrost o 78 proc. Największe pola upraw odnotowano w województwach mazowieckim i dolnośląskim, zaś w lubelskim rekordowa liczba rolników obsiewa pola konopiami. Pomimo tego konopie przemysłowe w Polsce stanowią jednak 0,3 proc. całego areału upraw roślin przemysłowych. Dla porównania, w całej UE już ok. 7 proc. wszystkich pól jest obsianych konopiami. Analitycy Polityka Insight szacują, że w ubiegłym roku rolnicy wykazali 36 mln zł przychodów z upraw konopi przemysłowych. Z tego 82 proc. stanowiły wpływy ze sprzedaży kwiatostanów, zaś 13 proc. ze sprzedaży ziaren. Dzięki stosunkowo niskim kosztom upraw większość tych przychodów stanowiła zysk. Rozwój rolnictwa powinien pociągnąć za sobą także rozwój branż zajmujących się przetwarzaniem łodyg konopi – od włókiennictwa, przez sektor spożywczy, kosmetyczny, po budowlany. – Ta roślina może przynieść dużo dobrego gospodarce, szczególnie rolnictwu. Wraz ze wzrostem upraw jak grzyby po deszczu pojawiają się także firmy czy inicjatywy związane np. ze zbiorem, suszeniem, czyszczeniem materiału nasiennego czy suszu, więc to jest też wartość dodana dla całej gospodarki – mówi kierownik Programu Konopnego w Instytucie Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu. – W innych krajach konopie stanowią istotną siłę napędową gospodarki. W Stanach Zjednoczonych branża konopna jest czwartą najszybciej rozwijającą się branżą. W tym kierunku należałoby pójść, czyli zebrać nasz potencjał, zintegrować się i rozwijać ten sektor bardzo dynamicznie. Mimo stałego wzrostu obszaru zasiewanego konopiami Polska wciąż pozostaje importerem praktycznie wszystkich surowców pozyskiwanych z konopi przemysłowych. Większość sprowadzana jest z krajów UE, głównie z Niemiec, Litwy i Holandii, ale część importu pochodzi też z Kanady, Ukrainy i Kazachstanu. W 2019 roku do kraju sprowadzono blisko 900 ton nasion, 220 ton konopi suszonych i roszowanych (czyli podzielonych wstępnie na włókno i paździerz) oraz 158 ton konopi niskoprzetworzonych. W tym samym czasie eksport tych surowców z Polski wyniósł 281 ton nasion, 34 tony konopi suszonych i roszowanych oraz 2 tony konopi niskoprzetworzonych. – Mamy potencjał, aby stać się istotnym eksporterem dóbr związanych z konopiami przemysłowymi. Jako instytut większość swojej produkcji eksportujemy głównie do Ameryki Północnej, ale jesteśmy też aktywni w Ameryce Południowej, Europie, Japonii, a za chwilę będziemy też w Australii. Zachęcam przedstawicieli grupy tego sektora w Polsce, żeby się integrować i wspólnie eksportować krajowe produkty. Proponuję nie obawiać się kwestii cenowych, ale postawić na jakość. Nasz materiał nasienny jest wysokiej jakości i przez to jest tak bardzo poszukiwany na całym świecie – mówi Witold Czeszak. Przeszkodą w rozwoju branży konopnej w Polce są jednak niejasności regulacyjne i możliwość różnych interpretacji przepisów. Problemem jest między innymi rozproszenie regulacji, które znajdują się w różnych aktach prawnych lub podlegają różnym ministrom. Przykładowo, w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii i ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia nakładają się na siebie kompetencje resortów zdrowia, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości oraz rolnictwa i rozwoju wsi. To prowadzi do niespójności, trudności z interpretacją przepisów i w efekcie nie sprzyja branży. – Akty prawne, które obowiązują w naszym kraju i UE, trochę nie nadążają za zmianami, które dyktuje nam gospodarka. Ograniczeniem w rozwoju branży jest już sam proces uzyskania zgody przez rolnika. Jest to dość skomplikowane i wymaga decyzji z półrocznym wyprzedzeniem. Dlatego złagodzenie czy uproszczenie procedury uzyskania zgody na uprawę to pierwsza sprawa – mówi ekspert z Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu. – Druga sprawa to stworzenie jasnych zasad interpretacji dotyczących poziomu CBD czy THC w produktach. Tutaj mamy do czynienia z bardzo różnymi i często odmiennymi interpretacjami, nawet radców czy prawników. To wywołuje niepewność. W aktualnym stanie prawnym przedsiębiorcy zajmujący się uprawą konopi przemysłowych są narażeni na duże ryzyko. Jeżeli limit substancji psychoaktywnej THC zostanie przekroczony w cząstkach konopi pozostałych po ich przetworzeniu lub w gotowych produktach, wówczas mogą być pociągnięci do odpowiedzialności karnej. To zaś odstrasza potencjalnych inwestorów, dlatego w raporcie Polityka Insight „Rozwój rynku uprawy i przetwarzania konopi przemysłowych w Polsce” eksperci postulują, żeby ustawodawca jasno określił, w jakich okolicznościach i produktach należy uwzględniać zapisany w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii limit 0,2 proc. obecności THC. W ocenie ekspertów ustawodawca powinien też podnieść dopuszczalny limit THC – jego zwiększenie do 0,5 lub 0,6 proc. (jak np. we Włoszech) wciąż byłoby bezpieczne i uniemożliwiało wykorzystywanie konopi przemysłowych do produkcji narkotyków. Z drugiej strony mogłoby znacząco zwiększyć konkurencyjność polskich producentów. – Kolejna sprawa to infrastruktura przetwórcza, której budowa wymaga czasu i pieniędzy. Jesteśmy na początku drogi, pomimo że mamy olbrzymie doświadczenie w tej branży. Polska jest fenomenalnym krajem, jeżeli chodzi o uprawę konopi przemysłowych, również z uwagi na historię i potencjał – mówi Witold Czeszak. Czytaj dalej

Teleporady lekarskie zostaną już na zawsze?!

Przychodnie przyjmują na osobiste wizyty tylko chorych potrzebujących bezpośredniego badania. Powszechne stały się teleporady, które mają być praktykowane już zawsze? Czy to znaczy, że do lekarzy będzie jeszcze ciężej się dostać? „W tej chwili mamy selekcję pacjentów. Przyjmujemy na oddzielne godziny dzieci zdrowie i na szczepienia, a pozostałych pacjentów dzielimy na infekcyjnych i nieinfekcyjnych. Staramy się pracować tak, aby te grupy nie miały ze sobą styczności i już widzimy jak spadła zachorowalność. Potrzeba nam było epidemii, aby wprowadzić zasady epidemiologiczne” - zaznacza Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. Zapytana o to, jak długo lekarze będą korzystać z możliwości teleporad odpowiada, że już zawsze, bo tam, gdzie pacjentowi będzie dało się zdalnie wypisać receptę, odbędzie się to w ramach teleporady. „A do przychodni powinny zgłaszać się tylko osoby potrzebujące osobistego badania” - mówi Janicka. Wielu lekarzy chwali telemedycynę, ale pojawiają się krytyczne głosy, że jest nadużywana – czytamy na łamach Prawo.pl. Cytowany przez portal Rafał Halik, epidemiolog, wskazuje, że przechodzenie tylko na teleporady jest ryzykowne. Medycy ze szpitali już alarmują, że widzą na izbach przyjęć „ofiary” telemedycyny.Także do Rzecznika Praw Pacjenta (RPP) dzwonią osoby skarżące się na zamknięte drzwi przychodni – wynika z ustaleń portalu. W okresie od 30 maja do 3 lipca pracownicy biura RPP odebrali 9222 zgłoszeń, w tym 14 proc. dotyczyło zastrzeżeń w dostępie do świadczeń w przychodniach. Na początku lipca NFZ powołał zespół, który opracuje plan powrotu do pełnej dostępności świadczeń medycznych po epidemii. Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP, fot. Pexels Czytaj dalej

Komisarz ds. zarządzania kryzysowego: jesteśmy lepiej przygotowani na drugą falę koronowirusa

Jeśli dojdzie do drugiej fali epidemii koronawirusa, to jesteśmy na nią lepiej przygotowani na wszystkich szczeblach: europejskim, krajowym i regionalnym – ocenił we wtorek unijny komisarz ds. zarządzania kryzysowego Janez Lenarcic. Debata z komisarzem rozpoczęła pierwszą od wybuchu epidemii SARS-CoV-2 sesję plenarną Komitetu Regionów, która odbywa się trybie mieszanym – większość z ponad 300 samorządowców będących członkami tej instytucji pracuje zdalnie, a tylko niektórzy przyjechali do Brukseli. Zdalnie w posiedzeniu uczestniczył również komisarz ds. zarządzania kryzysowego. "Jeśli dojdzie do drugiej fali, to możemy powiedzieć, że jesteśmy lepiej przygotowani na wszystkich szczeblach: europejskim, krajowym, ale również na szczeblu regionalnym. I będziemy nad tym pracować, ponieważ wirus wciąż jest niebezpieczny, wciąż krąży i wciąż może jeszcze dochodzić do wybuchu lokalnych ognisk, a zatem musimy znaleźć skuteczne remedium" – zaznaczył Lenarcic. Komisarz odpowiadał na wątpliwości członków Komitetu Regionów dotyczące m.in. zamknięcia granic wewnątrz Strefy Schengen. Zauważył, że Komisja Europejska zdecydowanie zaleca państwom członkowskim zniesienie restrykcji i kontroli granicznych. Nie wszystkie kraje UE zdecydowały się to zrobić. "Zalecaliśmy to już wcześniej w tym miesiącu, były to zalecenia, wytyczne Komisji, ale (…) kontrole graniczne należą do kompetencji państw członkowskich. Mam nadzieję, że zareagują one na wezwanie Komisji Europejskiej i zniosą kontrole graniczne w ramach Strefy" – podkreślił komisarz. Dodał, że jeśli dojdzie do drugiej fali, czy do ognisk epidemii na określonych obszarach, to Komisja Europejska wolałaby, aby państwa członkowskie postawiły na bardziej ukierunkowane środki i interwencje, niż ogólne zamykanie kraju. W innym miejscu wystąpienia komisarz zauważył, że KE przedstawiła propozycję wzmocnienia instrumentu rescEU, czyli wspólnej europejskiej rezerwy zasobów, takich jak wyszkoleni pracownicy medyczni czy szpitale polowe. Rezerwa ta wykorzystywana jest w ostateczności, po wyczerpaniu się zasobów krajowych. "Chcemy umożliwić Unii Europejskiej, a zwłaszcza KE reagowanie tam, gdzie państwa członkowskie nie są w stanie zareagować same, czy pomóc sobie wzajemnie" - zaznaczył.Lenarcic przyznał też, że Unia Europejska w dużej mierze jest zależna od importu i to z jednego kraju – z Chin, i "trzeba się tą kwestią zająć". "Jak wiemy, znacząca część naszego PKB pochodzi właśnie z handlu, a zatem protekcjonizm nie jest odpowiedzią, ale powinniśmy skrócić i wzmocnić nasze łańcuchy dostaw. I – to leży już w mojej odpowiedzialności – powinniśmy również przewidzieć pewne rezerwy strategiczne na szczeblu europejskim dla niektórych dóbr strategicznych, takich jak produkty medyczne" – podkreślił. Była to odpowiedź na wystąpienie uczestniczącego w dyskusji marszałka województwa zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza, który jest szefem grupy EPL w Komitecie Regionów. Geblewicz ocenił, że kryzys wywołany przez COVID-19 ujawnił wrażliwość europejskich łańcuchów dostaw, dlatego musimy zmniejszyć naszą zależność od krajów trzecich i wzmocnić europejską bazę przemysłową."Przede wszystkim musimy zmodernizować nasze systemy opieki zdrowotnej i zainwestować w sektor farmaceutyczny, aby lepiej przygotować się na sytuacje zagrożenia zdrowia" – wskazał marszałek, który w posiedzeniu Komitetu Regionów uczestniczy osobiście.Zdaniem Geblewicza konieczne jest również zmobilizowanie wszystkich istniejących funduszy, w tym funduszy UE, oraz zapewnienie ich bezpośredniego i łatwego dostępu dla samorządów w celu zaradzenia kryzysowi. W Brukseli toczą się rozmowy nad przedstawionym przez Komisję Europejską pakietem, na który składa się wynoszący ponad bilion euro budżet UE na lata 2021-2027 oraz dodatkowo 750 mld euro w pożyczkach i grantach na odbudowę po koronakryzysie.Komitet Regionów chce jak szybszego porozumienia w tej sprawie, aby pieniądze trafiły do gospodarki. Decyzje muszą jednak zapaść po stronie państw członkowskich. Mateusz Kicka (PAP) / fot. © European Union / Fred Guerdin Czytaj dalej

Aktualności wszystkie artykuły z kategorii >

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij