Rozrywka

Na wesoło

0 0

Na wesoło

0 2

Na wesoło

HISTORIA PIECÓW

Historia pieców kaflowych   Wystawa w Borze Kunowskim   Pani Irena Gwizdalska z gminy Brody, zorganizowała małą wystawę, na której prezentowane były różnego rodzaju piece, którymi ludzie od dawna próbowali ogrzać swoje mieszkania. W dniu 2 lutego, obchodzony jest tak zwany Dzień Piecyka, zatem warto jest wspomnieć jak to z nim było na przestrzeni wieków.   Wokół pieca   Najczęściej w dawnych polskich domach w pokoju, gdzie był największy piec, ustawiano stół, przy którym cała rodzina w cieple spożywała pokarmy. Zaś gdy do małych dzieci przychodziła piastunka lub niania, w cieple domowego pieca opowiadała ona im bajki, legendy i niesamowite historie. Piec w wielu kulturach, był symbolem wszelkiego dobra i szczęścia, które spotykało rodzinę. Zawsze jak miały miejsce domowe porządki, trzeba było od pieca zaczynać czyszczenie poszczególnych elementów mieszkania.   Podziwiając piękne kafle   Piece od wieków były obiektem zachwytu, szczególnie gdy wykonane one były z ozdobnych kafli. Już Mark Twain, podróżując po Starym Kontynencie, zachwycał się szwajcarskimi piecami w Genewie. W południowych krajach Europy, używano w przeważającej części kominków, którymi ogrzewano pomieszczenia mieszkalne. . Dość dużo czynników miało wpływ na wielkość, kształt i ozdobność pieca. Przede wszystkim były to uwarunkowania finansowe osoby, która stawiała sobie taki piec w domu – opowiada pani Irena.   Zdun fachowiec....   Nie bez znaczenia pozostawały też umiejętności samego twórcy kafli, jak tez i zdolności murarskich zduna. Na ozdobności piece zyskały sobie zwłaszcza po wprowadzeniu nowego typu kafli oraz nakładania nowej technologicznie glazury. Piece o kształtach opływowych, budowano dość rzadko, głównie w początkowym okresie XIX wieku. Częściej piece przybierały formę bryły prostopadłościanu. Taki kształt nie był przypadkowy, dawał większą powierzchnię grzewczą, a przede wszystkim był łatwiejszy do umieszczenia go w rogu pokoju.   Z kafli licowych   Pierwsze piece z kafli licowych, miały dolną skrzynię prostopadłościenną, a podstawę w kształcie wieloboku. Z końcem XVI wieku pojawiły się piece, w których zarówno dolna jak i górna część dzięki zastosowaniu kafli narożnych, była prostopadłościenna lecz o ściętych narożach. Wykonanie pieca jest to proces żmudny, należy zestawić i dopasować sporą ilość kafli i ułożyć je tak, by połączyć ze sobą poszczególne komory międzykaflowe.   Brak kominów.....   Początkowo w wielu budynkach mieszkalnych nie było wystarczającej ilości kominów. W tej sytuacji dobudowywano kominy zewnętrzne, znajdujące się przy frontowych ścianach. Piec z kominem łączono przy pomocy drewnianych koryt wylepionych gliną. Aby zatem nie było takich utrudnień związanych z postawieniem pieca, w wielu domach XVIII I XIX stulecia, stosowane były tak zwane cyganki lub kozy. Pani Gwizdalska, pokazywała Naszej Redakcji jak należy rozpalić ogień w takim cyganku i jak utrzymać wszelkie normy bezpieczeństwa.     Ewa Michałowska - Walkiewicz Czytaj dalej

0 0

Na wesoło

WYSKUBKI

Darcie pierza Oskubała łeb Władkowi Darcie pierza, czyli inaczej mówiąc „wyskubki”, to zimowy zwyczaj wiejski kultywowany jeszcze do czasów powojennych XX wieku. Polegał on na rozdzieraniu gęsich piór na mniejsze kawałki, z których robiono poduszki i ciepłe pierzyny. Kultywowano zwyczaj ten w zimowych miesiącach, kiedy to nie trzeba było pracować w polu. W Suchedniowie W niewielkim miasteczku świętokrzyskim o wdzięcznej nazwie Suchedniów, mieszkała przed wojną pewna para państwa Wymoczków. Ona miała na imię Hania, a on Władek. Ona wraz z sąsiadką Anielcią zbierała się w domu Joli Ambroziakównej i tam kobiety darły pierze. Ale żeby tradycji stało się zadość, gospodyni domu czyli pani Jola, musiała wpierw pierwsze rozdarte na mniejsze kawałki piórka, zakopać pod próg swojego domu, aby szczęście zagościło pod jej dachem już z nadejściem wiosny. Gdy tak się stało, nieopatrznie Jolanta nie domknęła drzwi wejściowych, tak że do jej domu zakradł się Władek, mąż Hani. Schował się on pod stół, przy którym kobiety darły pióra i chciał się w ten sposób podelektować wdziękami gospodyni. Gdy to zauważyła jego żona Hania, zamiast piór, zaczęła wyrywać mu z głowy włosy. Mężczyzna tak krzyczał wniebogłosy, że wpadł do domu Ambroziaków sąsiad Krzysiek, który chcąc bić Władka wyciągnął sobie pasek ze spodni, które mu zaraz spadły. O tym fakcie szybko rozeszła się wieść tak, że zaczęto go we wsi uważać za zboczonego, że przed kobietami bez portek chodził. Władek zaś od tej pory musiał trzy miesiące spać w kurniku, tak że pogryziony był on przez wszoły i pluskwy, ponieważ Hania taką mu nałożyła karę za podglądanie sąsiadki. Pewna Marta Buczek okoliczna poetka przedwojenna, ułożyła o tym fakcie taki oto wiersz.... Pewien Władek nie na żarty macał wdzięki Joli odtąd łeb ma on obdarty i d...go boli.....   W Krynkach   W tej niewielkiej świętokrzyskiej wiosce, tuż przed wojną znany był zwyczaj „pierzowej podlewki”. Polegał on na tym, że tuż przed przystąpieniem do darcia pierza, kobiety musiały sobie wychylić kilka głębszych kieliszków mocnego trunku. W owym czasie mieszkała tam pewna Gocha Łakomcówna, która to zamiast kilka kieliszków wypiła kilka butelek czystego napitoka. Zamiast potem drzeć pierze, rozebrała się ona do bielizny i zaczęła głośno śpiewać.... oj Mirusiu mój kochany ty żeś dziś nie rozebrany przed złodziejem dla ochłody wskoczyłeś do zimnej wody ja mam też golutki biust o rozmiarze size plus.....   W Skarżysku- Kamiennej   Gdy nastał czas zaborów, znana była w tym mieście rodzina Wrzałkowiczów. Oni to wykupywali z okolicznych wiosek już wydarte pióra, z których opłacali wykonanie poduszek i ciepłych pierzyn, w które zaopatrywali ochronki i domy dla wdów. Często też się zdarzało, że sprzedawali nadmiar poduszek handlarzom z Szydłowca, za co zaopatrywali powstańców w potrzebne umundurowanie i broń. Gdy wspomniany proceder wyszedł na jaw, Rosjanie skazali całą rodzinę Wrzałkowiczów na katorgę, która się odbywać miała na syberyjskiej ziemi. Jednak tylko najmłodszy z rodziny Bolek noszący pseudonim „Rurka” dojechał na miejsce kaźni, zaś wszyscy inni zginęli podczas drogi na zesłanie. Z biegiem czasu, wspomniany Bolek napisał wiersz, w którym wspomina polskie darcie pierza. ....tam w Polsce gdzie matki chata kiedyś stała gdzie łany żyta tańcem lśniły w słońcu gdzie pióra gęsie darła siostra mała wspominam to....gdzieś na świata końcu.....       Ewa Michałowska - Walkiewicz Czytaj dalej

0 0

Na wesoło

KULIGI W KARNAWALE

Karnawałowe kuligi Ruszano zawsze z fantazją......   Najpiękniejszymi zabawami karnawałowymi, były oczywiście kuligi. Przygotowywano się zawsze do nich bardzo starannie, a mięso do pieczenia na kuligowym ognisko, szykowano już od listopada.   Czekano na dobrą pogodę   Planowanie kuligu rozpoczynano wtedy, gdy w miarę ustabilizowała się pogoda. Nie mogło być za dużego mrozu, ani też śniegowej zamieci. Ustalano oczywiście wcześniej przebieg trasy, tak aby po drodze można było zabrać kolejnych uczestników kuligowej zabawy. Nie chodziło tu oczywiście o byle jaką przejażdżkę po lesie. Kuligi w siedemnastym i osiemnastym stuleciu, przypominały prawdziwe eskapady, trwające nieraz kilka dni. Wymagały one niemałych przygotowań i starań. Należało wówczas wybrać miejsce skąd wyruszał kulig, a także opracować trzeba było punkty postojowe i wybrać dwór, w którym kończyła się cała impreza.   Trzeba było wiedzieć....   Należało także wtedy dokładnie wiedzieć, jakie panowały w danej okolicy stosunki międzysąsiedzkie, by nie narazić nikogo na nieprzyjemności podczas postojów kuligu. Młodzi, nieżonaci mężczyźni w trakcie kuligu zamierzali odwiedzić sąsiadów mających córki na wydaniu. Dla dorastających dziewczyn była to nie lada okazja, aby spotkać miłość swego życia, albo po prostu znaleźć przyzwoitego kandydata na męża. Podczas krótkich postojów, częstowano uczestników kuligu gorącym bigosem, zaś przy zakończeniu całej imprezy delektowano się pieczonym mięsem na ognisku. Podawano też zawsze rozgrzewający bulion lub barszcz, kapuśniak z kiszonej kapusty z kawałkami słoniny i mięsa. Podawano też i sosy zakrapiane suto alkoholem, w postaci wina czy mało słodkiego miodu. Często zatem młode panny chcąc zapoznać fajnego chłopaka, roznosiły poczęstunek po gościach, aby choć przez chwilę popatrzeć na ewentualnego kandydata do jej ręki.   A zimy były srogie   Zimy w owym czasie bywały bardzo srogie, więc ubiór do sań musiał być ciepły. Zakładano wówczas futrzane czapki, narzucano na kontusze obszerne podbite futrem baranów lub lisów szuby czy nawet kożuszkowe bekiesze. Dłonie chowano w futrzanych mufach. Po zajęciu miejsca w saniach, można było dodatkowo okryć się grubą baranicą. Wygląd zaprzęgu zależał nie tylko od zamożności właściciela. Musiał być on dopasowany do trasy. Jeśli przeważały wąskie drogi leśne, używano sań mniejszych ciągniętych przez jednego konia. Drewniane sanie posiadały nieraz piękne zdobienia, którymi były kolorowe ptaki, niedźwiedzie, a nawet syreny. Ruszano zawsze z fantazją, zabierając ze sobą muzykantów.   Przy blasku pochodni   Późnym wieczorem i nocą, pochodnie oświetlały drogę kuligowi. Wszyscy chcieli zobaczyć kolorowy i piękny kulig, zatem na głos dzwonków zaprzęgowych, nawet bose dzieci wybiegały z domów, aby podziwiać to niebywałe zjawisko. Kuligi były świetną okazją do nawiązywania bliższych znajomości. Czasem właśnie wtedy rodziły się prawdziwie gorące uczucia, a i niejednokrotnie dochodziło tam do zaręczyn.   Ewa Michałowska- Walkiewicz Czytaj dalej

0 0

Na wesoło

0 1

Na wesoło

0 0

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij