Rozrywka

Na wesoło

0 2

Na wesoło

0 4

Na wesoło

0 1

Na wesoło

Wyjazd w przepiękne Bieszczady

Wakacje dobiegły końca. Rozpoczął się rok szkolny, ale dla seniorów rozpoczęły się wspaniałe „robocze” wyjazdy w malownicze zakątki Polski. W dniach 14 i 15 września członkowie Z.R.”Pisarzowianki” wraz z członkiniami KGW i mieszkańcami Pisarzowic wybrali się w urocze o tej porze roku Bieszczady. Śpiew i wspaniały humor towarzyszyły grupie cały czas. Pilot naszej grupy p.Piotr, zrobił pierwszy przystanek wojaży pisarzowickiej grupy w Winnicy Doliny Sanu u pana Józefa Bodziaka w Sanoku. Gospodarz oprowadził wszystkich po plantacji winnicy opowiadając o pielęgnacji i zbiorach uprawianych gatunków winogron, a następnie zaprosił na degustację win. Degustowaliśmy cztery gatunki delektując się dodatkowo pysznymi jeszcze ciepłymi bagietkami oraz dwoma gatunkami sera. Wyroby pana Józefa były znakomite w smaku, a dodatkowo w „ piwnicznych czeluściach” można było także degustować krystaliczny płyn 40%,który produkuje się z wytłoków winogron. Zebrani przy stołach biesiadnych śpiewem i tańcem podziękowali gospodarzowi za wspaniałe przyjęcie. Po wizycie w winnicy grupa udała się w dalszą drogę, podziwiając mijane malownicze wioski bieszczadzkie. Kolejny przystanek to jezioro Solińskie. Rejs statkiem w promieniach słońca przy opowieściach kapitana i szantach oraz spacer po zaporze upłynął bardzo szybko. Wsiadamy więc w autokar i udajemy się do Ogrodu Biblijnego w Ośrodku Wypoczynkowo-Rehabilitacyjnym –Caritas w Myczkowcu. Ogród ten był dla wszystkich uczestników nie tylko miejscem relaksu i zadumy, ale był też czasem ,który umożliwił zobaczenie „ ówczesnego życia” za pomocą kompozycji zieleni i symboliki. Podstawowym celem dla każdego, kto zakłada takie ogrody jest popularyzacja Biblii oraz zachęta do czytania Pisma Świętego poprzez pokazanie oglądającym świata przyrody Ziemi Świętej. Czytając mijane cytaty, które towarzyszyły rosnącym tam rośliną przenosiliśmy się na karty pożółkłych księg. Po tak ciekawym spacerze grupa udała się w kierunku noclegu do Zwierzynia. W Zwierzyniu znajduje się cudowne źródełko. Studnia z niezwykłą wodą, otoczona kultem. Piękna legenda głosi, że ze studni tej pewna kobieta wyciągnęła krzyż. Krucyfiks ten można zobaczyć w Muzeum Diecezjalnym w Przemyślu. Tam też przebadano krzyż i okazało się, że jest to cenny zabytek wykonany w XIII wieku we francuskim mieście Limoges. Zagadką pozostanie, jak trafił do położonej 1500km. od miasta francuskiego niewielkiej bieszczadzkiej wsi Zwierzyń (gmina Olszanica).W tej urokliwej miejscowości po zakwaterowaniu w Ośrodku Wypoczynkowo-Kolonijnym „Uroczysko”, uczestnicy udali się na biesiadę przy muzyce DJ. Przy blasku księżyca bawiono się także na „Święcie Ziemniaka „,gdzie panie z KGW Gminy Olszanica sprzedawały swoje produkty. Odbył się też konkurs kulinarny, w którym to przedstawicielki KGW Zwierzyń otrzymały I miejsce za tort ziemniaczany. Był także pokaz mody wędkarskiej ,gdyż przez dwa dni trwały zawody wędkarskie tak popularne w tym rejonie. Niedziela wszystkich uczestników przywitała kolejnym pięknym, słonecznym dniem. Po śniadaniu cała grupa udała się do miejscowego kościoła. Mszę świętą, uświetnił swym śpiewem Zespół Regionalny „Pisarzowianki” na przemian ze Zwierzyniecką Grupą Śpiewaczą. Po sympatycznym spotkaniu z księdzem Krzysztofem oraz członkami Grupy Śpiewaczej i paniami z Koła Gospodyń Wiejskich ze Zwierzynia na czele z przewodniczącą Bożeną Dobrowolską ,uczestnicy pisarzowickiej wycieczki udali się do Parku Miniatur -Centrum Kultury Ekumenicznej Myczkowce. Niedaleko zapory na Sanie w Parku Miniatur Sakralnych w Ośrodku Caritasu (CKE) podziwiano prawie 140 pięknych makiet obiektów sakralnych, najstarszych drewnianych kościołów, cerkwi prawosławnych i greckokatolickich z terenów południowo-wschodniej Polski oraz Słowacji i Ukrainy. Wykonane z pietyzmem w skali 1:25 makiety obiektów sakralnych otoczone są miniaturową roślinnością, podobną do tej, która znajduje się przy poszczególnej świątyni. Nawet płynęły miniaturowe potoczki. Wyglądało to naprawdę rewelacyjnie i naturalistycznie. Kolejnym punktem naszego spaceru było Mini Zoo i pokaz filmu o zwierzętach żyjących w Bieszczadach: zwłaszcza wilki, niedźwiedzie i żubry, połączony ciekawą prelekcję. Po zrobieniu wspólnej fotografii w Centrum Parku przed pomnikiem świętego Jana Pawła II grupa udała się już do ostatniego punktu jakim była miejscowość Zagórz. Po modlitwie w Sanktuarium Matki Bożej Zagórskiej- Matki Nowego Życia wyruszono na szlak przepięknej drogi krzyżowej prowadzący do ruin monumentalnego klasztoru Karmelitów Bosych na wzgórzu nad Osławą. Oryginalna Droga Krzyżowa ,gdzie poszczególne stacje wykonali znani regionalni artyści, zrobiła na wszystkich wielkie wrażenie. Zakończyła się ona pod ruinami klasztoru. Zagórz i okolice podziwialiśmy przy wspaniałej widoczności z odrestaurowanej wieży klasztornej; „pomnik nieznanego konfederata”. Bieszczady pożegnaliśmy sutym posiłkiem w Chacie Starych Znajomych. W autokarze ze śpiewem i grą na akordeonie przez pana Stanisława powróciliśmy szczęśliwie do Pisarzowic. Z pewnością wyjazd ten pozostanie nie tylko na fotografiach, ale na długo w naszej pamięci. Podziękowania kierujemy pod adresem: pana Tomasza Płonki, wspaniałemu kierowcy, który to bezpiecznie przewoził nas szlakami Bieszczadzkimi i szczęśliwie przywiózł do domów, pana Piotra Kutiak znakomitego przewodnika Bieszczadzkiego ,który towarzyszył nam przez te dwa dni oraz współorganizatora wyjazdu pana Stanisława Olearczyk, który też przygrywając na akordeonie umilał szybko mijany czas w autobusie podczas jazdy w obie strony. Czytaj dalej

2 11

Na wesoło

Łemkowie i Łemkowszczyzna

Domy Łemków Wracając do historii Towarzystwo Patriotyczno- Historyczne Renesans ze Skarżyska- Kamiennej, udało się w podróż na Łemkowszczyznę, aby podziwiać tam pozostałości po tej jakże barwnej kulturowości. Łemkowie, to wschodniosłowiańska grupa etniczna, stanowiąca integralną część narodu rusińskiego. Do okresu wysiedleń, mających miejsce w latach 1945–1947, ludzie ci zamieszkiwali w zwartej grupie obszar Beskidu Niskiego i Bieszczad. Lud łemkowski, żyjąc przez wieki między Odrą a Bugiem, wytworzył swoją fascynującą kulturę i obyczajowość. Łemkowie zachowali własną zwyczajowość, sztukę oraz swój specyficzny folklor. Zagrody łemkowskie Łemkowskie zagrody były praktycznie jednobudynkowe. Chatę taką nazywano chyżą. Mieściła ona dom mieszkalny, a także pomieszczenia gospodarcze. Nad całością znajdował się obszerny strych pełniący rolę stodoły. Największą zaletą tego typu budownictwa, oczywiście w górskim klimacie była ochrona przed stratami ciepła. Domy budowano zatem tak, aby część mieszkalna znajdowała się od strony południowej. Chyże stawiano ze świerkowych lub jodłowych półbali, układanych zrębowo. Drewniana konstrukcja łemkowskiego domu, opierała się na podmurówce wykonywanej z kamieni spojonych ze sobą gliną. Pomieszczenia Układ pomieszczeń był szeregowy umieszczano w tej chacie, część mieszkalną, stajnię i boisko, gdzie trzymano wóz. Część mieszkalna podzielona była na izbę, alkierz i sień wraz z komorami. Pokrycie chyży stanowił krokwiowy dach dość dużych rozmiarów, gdyż musiał pomieścić spore ilości siana zgromadzonego tu na zimę. A podłoga....... Wewnątrz izby, chodziło się po glinianym klepisku. Tylko najbogatsi chłopi mieli podłogę z desek. Światło dochodziło do wnętrza domu, przez małe liczne okienka. Niskie futryny miały na celu utrudnienie dopływu świeżego powietrza do izby. Łemkowskie chyże nie były bogate w zdobienia. Dekoracje stolarskie były nieliczne, za to często malowano ściany od zewnątrz. Szpary między szwałami (przerwami między balami upchanymi mchem lub trocinami) dokładnie bielono, wcześniej wypełniając gliną.   Panu Tadeuszowi Jaworowi dziękujemy za wycieczkę na Łemkowszczyznę, aby wiedzę naszych czytelników ubogacić pięknymi fotografiami.   Ewa Michałowska -Walkiewicz Czytaj dalej

0 2

Na wesoło

SZKATUŁKA

  Historia szkatułek   Porcelanowa lub kryształowa   Każda kobieta, pragnie swoje precjoza przechowywać w pięknej obudowie. Od zawsze służyły temu szkatułki z czystej porcelany jak również wykonane z przezroczystego kryształu. Prześledźmy zatem historię pewnej szkatułki, znalezionej w świętokrzyskich Krynkach.   Pudło na klejnoty   W puławskiej Świątyni Sybilli znaleziono sporą skrzynką o długości około 50 centymetrów. Przedmioty tych rozmiarów służyły pierwotnie do przechowywania kosztowności. Cenne były one nie tylko dlatego, że wykonane były ze słota lub srebra, ale dlatego iż zawierały w sobie inkunabuły i księgi, dokumenty i unikatowe manuskrypty. Drewniane skrzynie, uzbrojone w przechodzący przez skoble gruby pręt zamykany na kłódkę, chroniły drogocenną zawartość przed złodziejami. Z oczywistych powodów wykorzystywano je tam, gdzie były pieniądze i biżuteria. Stanowiły wyposażenie kościołów i ratuszy, składów celnych, a także domów cechowych. Z czasem ich zabezpieczenia stawały się coraz to bardziej skomplikowane. Obok skobla z kłódką pojawiły się zamki, zaś wnętrza skrzyń wykładano gładką blachą, lub grubym skunem.   Na przełomie wieków   Na przełomie XV i XVI wieku, przyszła z Norymbergi moda na biżuteryjne skrzynie w całości wykonane z metalu. Wykonywał je kowal do spółki ze ślusarzem, a malarz nakładał specyficzne zdobienia. Dostępu do wnętrza chronił często wieloryglowy zamek, a wejście do niego było starannie zamaskowane. W tym samym czasie, cenniejszą biżuterię, panie domu przechowywały w mniejszych skrzyneczkach. Puzderka na biżuterię i szkatułki, wywodzą się od dużych pancernych skrzyń. Wykonywane bywały one jedynie na zamówienie przez rzemieślników i jubilerów, a upiększały domy zamożnych kupców i arystokracji. To ich było stać na wspaniałe ozdoby biżuteryjne, w których chodziły zamożne damy i matrony. Do takich skarbczyków wkładano nie tylko biżuterię w rodzaju pierścieni czy kolii. Gdy Maria Józefa Saska, córka króla Augusta III, wychodziła za delfina Ludwika Ferdynanda Burbona, w posagu wniosła także szkatułkę na biżuterię. Były w niej oprócz wisiorów, pięknych guzów oraz perłowych broszy, sprzączki do butów, kołnierzyki, a nawet bawet, czyli trójkątny kawałek tkaniny stanowiący element sukni.   Odlewane pojemniczki   Odlewane i tłoczone z metalu pojemniczki biżuteryjne, szczególnie popularne były w początkach XX wieku, gdy triumfy święciła estetyka art nouveau. W angielskich domach za czasów królowej Wiktorii, znaleźć można było tak zwane trinket boxes. Były to oczywiście niewielkie puzderka, które mogły kryć nie tylko biżuterię, lecz także wszelkiego rodzaju skarby i znaleziska. Często miały one charakterystyczną przykrywkę zdobioną figurką zwierzęcia. Szczególnie fantazyjnym wymysłem były pudełka zaopatrzone w mechanizm grający. Pojawiły się one z końcem XVIII wieku.   W Krynkach   W jednym ze starych domów przeznaczonych do rozbiórki w miejscowości Krynki, odnaleziono porcelanową szkatułkę z wygrawerowanymi inicjałami EMiIG, w imię wiecznej miłości. Jak ustalono z dostępnych naszej redakcji źródeł historycznych, w wiosce tej przed laty mieszkał legionista marszałka Piłsudskiego, który bardzo był zakochany w córce rymarza Jędrzeja. Młodzi nie mieli pieniędzy na zakup złotego pierścienia zaręczynowego, jedynie panna rymarzówna dostała od swojego lubego porcelanową szkatułkę, która stanowiła prezent wyprawny jego matki.   Jak zatem widać, piękne szkatułki mogły też stanowić drogocenny dar zaręczynowy, który dziś możemy zademonstrować naszym czytelnikom na zdjęciach, za które dziękujemy panu Witoldowi Brzeskiemu- historykowi z Iłży.   Czytaj dalej

0 1

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij