Talenty i pasje

Pozostałe

Targi staroci – podróż w czasie nie tylko w Łodzi

Miłośnicy przedmiotów z duszą dobrze wiedzą, że prawdziwe skarby nie kryją się w galeriach handlowych, lecz tam, gdzie historia miesza się z codziennością. Jednym z takich miejsc jest Bałucki Rynek, a dokładniej pchli targ przy ulicach Dolnej i Ceglanej w Łódź. To przestrzeń, która od lat przyciąga kolekcjonerów, poszukiwaczy okazji i wszystkich tych, którzy wierzą, że przedmioty mogą mieć swoją opowieść. Już od pierwszych chwil czuć tu niepowtarzalną atmosferę. Stare zegary, porcelana, książki, biżuteria czy meble – każdy przedmiot zdaje się szeptać historię minionych lat. To właśnie tutaj można natrafić na rzeczy unikatowe, często zapomniane, które tylko czekają na drugie życie w nowym domu. Najlepszym dniem na wizytę jest sobota, kiedy targ tętni życiem, a alejki wypełniają się sprzedawcami i kupującymi. Nie oznacza to jednak, że w inne dni nie warto zajrzeć – wręcz przeciwnie. Piątki czy wtorki potrafią zaskoczyć spokojniejszą atmosferą i równie ciekawymi znaleziskami. Każda wizyta jest inna, każda może przynieść coś wyjątkowego. A o jakie „perełki” tu chodzi? Czasem to drobiazg o niewielkiej wartości materialnej, ale ogromnym uroku. Innym razem – prawdziwa okazja, jak choćby komplet porcelanowych bulionówek z dawnej Fabryka Porcelany Stołowej Karolina, który można zdobyć za symboliczne kilka złotych. Takie historie nie zdarzają się w zwykłych sklepach – one rodzą się właśnie na targach staroci. Choć Bałucki Rynek jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów na mapie Łodzi, podobne miejsca znajdziemy w wielu miastach Polski i Europy. Każdy targ ma swój rytm, swoją społeczność i swoje tajemnice. Łączy je jedno – magia odkrywania i radość z odnajdywania rzeczy, które przetrwały próbę czasu. Wizyta na pchlim targu to coś więcej niż zakupy. To podróż w przeszłość, spotkanie z historią i dowód na to, że piękno nie przemija – zmienia tylko właściciela. I jest duża szansa, że nie wrócicie stamtąd z pustymi rękami Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

„Muzeum na obcasach” w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce

Spotkania kobiet mają w sobie szczególną siłę – są przestrzenią, w której codzienność splata się z historią, doświadczenie z inspiracją, a tradycja z nowoczesnością. Takie właśnie było tegoroczne świętowanie Dnia Kobiet podczas wydarzenia „Muzeum na obcasach” w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce – pełne ciepła, uważności i piękna w najróżniejszych jego odsłonach. Pałacowe wnętrza na jeden dzień stały się miejscem wyjątkowego spotkania – nie tylko z historią, ale przede wszystkim z drugim człowiekiem. Opowieści o dawnych zwyczajach, modzie i codziennym życiu kobiet pozwoliły spojrzeć na przeszłość z nowej, bardziej osobistej perspektywy. Program wydarzenia był bogaty i różnorodny, a każda jego część wnosiła coś unikalnego. Uczestnicy mogli wziąć udział w warsztatach palm wielkanocnych prowadzonych przez Małgorzatę Danilkiewicz, a także w warsztatach florystycznych, które pozwalały tworzyć piękno z natury. Niezwykłym doświadczeniem był również „Podwieczorek u Anieli” prowadzony przez Magdalenę Pilsak – spotkanie przy herbacie, pełne rozmów i atmosfery dawnych czasów. Dużym zainteresowaniem cieszyły się pokazy mody, które przenosiły widzów w różne epoki. Pokaz mody powojennej, przygotowany przez modelki z Klubów Seniora z Niedźwiady, Tarła i Zabiela pod kierunkiem Oliwii Kaczmarzewskiej, z udziałem gościa specjalnego Kamila Strużka, ukazał elegancję i codzienność tamtych lat. Równie poruszające były pokazy mody XIX-wiecznej – zarówno w wykonaniu Skrobowianek – Koła Gospodyń Wiejskich w Skrobowie pod opieką Karoliny Wilkowicz, jak i grupy „Zakochani w Nałęczowie”. Wydarzenie wzbogacił także występ Kamila Strużka, który nadał spotkaniu artystycznego charakteru i podkreślił jego wyjątkową atmosferę. Uczestnicy mogli również wziąć udział w spotkaniu „Sztuka prowadzenia domu”, prowadzonym przez Katarzynę Kot – refleksji nad codziennością, która w kobiecym wydaniu staje się sztuką samą w sobie. Nie zabrakło także zwiedzania tematycznego „Pałac Zamoyskich oczami kobiet”, które pozwoliło odkryć historię miejsca z bardziej wrażliwej, pełnej emocji perspektywy. Takie wydarzenia pokazują, jak ważne są przestrzenie budowane wokół kobiecej energii – otwartej, twórczej i wspierającej. To właśnie w nich rodzi się wspólnota, w której każda historia ma znaczenie, a każda osoba jest wysłuchana. Spotkania te przypominają również, że kobiecość ma wiele wymiarów – od codziennych obowiązków, przez pasje i talenty, aż po rolę, jaką kobiety odgrywały i odgrywają w historii. „Muzeum na obcasach” to także piękny przykład współpracy i zaangażowania wielu środowisk. Dzięki obecności i wsparciu lokalnych grup, twórców oraz pasjonatów możliwe było stworzenie wydarzenia, które nie tylko zachwycało programem, ale przede wszystkim budowało relacje. W czasach, gdy tak wiele uwagi poświęcamy pośpiechowi i obowiązkom, takie spotkania przypominają o tym, co najważniejsze – o potrzebie bycia razem, dzielenia się doświadczeniem i czerpania radości z prostych chwil. Są ważne, bo wzmacniają. Są piękne, bo prawdziwe. I dlatego zapraszam Państwa do Muzeum Zamoyskich w Kozłówce! Sylwia Skulimowska  *Zdjęcia i informacje o wydarzeniu Muzeum Zamoyskich w Kozłówce: https://www.facebook.com/share/p/1C9MykMyaQ/ Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

Babski kongres pełen muzyki, sztuki i dobrej energii

W Pisarzowicach odbył się Babski Kongres „Rozkwitaj”. Było muzycznie, twórczo i bardzo radośnie. Koncert, inspirujące rozmowy o sztuce oraz warsztaty malarskie sprawiły, że uczestniczki wróciły do domów z uśmiechem, nową energią i pięknymi wspomnieniami. W marcu w GCDT w Pisarzowicach spotkały się kobiety, by wspólnie spędzić inspirujące popołudnie podczas Babskiego Kongresu „Rozkwitaj”. Wydarzenie rozpoczął piękny koncert naszej utalentowanej muzycznie i wokalnie Pisarzowianko-Kozianki – Weroniki Cieślik. Artystka wprowadziła publiczność w klimat kobiecej wrażliwości, wykonując utwory m.in. Danuty Rinn, Anny German, Whitney Houston i Zbigniewa Wodeckiego, a także własne kompozycje. Jej występ spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i szybko porwał do wspólnego śpiewania całą salę. Następnie uczestniczki wysłuchały prelekcji poświęconej warsztatowi malarskiemu prac pani Małgorzaty Kulczyk, których wystawę można było podziwiać podczas spotkania. Najwięcej emocji przyniosły jednak warsztaty „Akwarelowe kwiaty”, które poprowadziła kierowniczka GCDT, pani Magdalena Chrobak. Panie z uśmiechem wracały wspomnieniami do szkolnych lekcji plastyki i malowania farbami akwarelowymi w podstawówce, wspominając z rozrzewnieniem swoją nauczycielkę – panią Halinę Gacek. Tym razem jednak uczestniczki poznawały tajniki trudnej sztuki operowania wodą, farbą i pędzlem pod czujnym okiem prowadzącej. Nie brakowało śmiechu, żartów i twórczej swobody – niektóre prace przybrały wręcz abstrakcyjne formy. Na jednej z nich pojawiło się nawet jajeczko, z którego wyłonił się diabełek z uszami i kręconym ogonkiem. Panie z humorem prezentowały swoje „kwiatowe inspiracje”, a atmosfera była naprawdę wyjątkowa. Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy i trzeba było wracać do domów – może przygotować kolację dla męża czy włączyć pralkę. Jak jednak powiedziała jedna z uczestniczek: „Mogę spokojnie wracać do domu, bo tyle się dziś uśmiałam, ubawiłam i nabrałam energii – to moje!”. A na pamiątkę każda z pań wracała z pięknym goździkiem… choć już bez rajstop. Panie z pewnością pamiętają, o co chodzi – w końcu marzec to czas, gdy szczególnie świętujemy kobiety. Serdecznie dziękujemy kierowniczce pani Magdalenie oraz paniom z GCDT za wspaniale zorganizowane popołudnie, pełne radości, twórczej atmosfery i pysznych łakoci. Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

Dzisiejsza noc ma swoją magię

Księżyc w czerwieni i dobre momenty na nowe intencje. 3 marca nad naszymi głowami pojawia się krwawa pełnia, zjawisko, które nie tylko zmienia kolor Księżyca, ale według wielu osób przynosi też wyraźną zmianę energii. To idealny wieczór, by na chwilę zwolnić, popatrzeć w niebo i symbolicznie zamknąć to, co już swoje zrobiło. Dzisiejsza pełnia nie jest zwyczajna. Księżyc na krótką chwilę przybiera ciepły, ceglastoczerwony odcień i wygląda zupełnie inaczej niż podczas typowych, jasnych nocy. Ten efekt – nazywany krwawą pełnią – od wieków rozpalał wyobraźnię i budował wokół siebie aurę tajemnicy. W świecie ezoteryki takie noce uważa się za szczególnie mocne. To moment, w którym łatwiej coś puścić, domknąć sprawę, zmienić nastawienie albo po prostu złapać dystans do własnych emocji. Krwawa pełnia bywa kojarzona z intensywnością – ale nie tą chaotyczną. Raczej z wyraźnym „klik”, kiedy nagle wiemy, co już nam nie pasuje i czego nie chcemy dalej nosić ze sobą. Nieprzypadkowo dzisiejszą pełnię nazywa się też robaczym Księżycem – dawniej był to znak, że ziemia zaczyna się budzić, a pod powierzchnią wszystko powoli wraca do ruchu. W symbolice to piękne tło dla osobistych zmian. Coś w nas też może właśnie dojrzewać do wyjścia na światło. Jeśli masz dziś chwilę, warto po prostu wyjść na balkon albo otworzyć okno i spojrzeć w górę. Bez wielkich rytuałów i skomplikowanych praktyk. Wystarczy w myślach zostawić przy tej pełni to, co ciąży najbardziej – i pozwolić sobie na jedną prostą intencję na nadchodzące tygodnie. Bo nawet jeśli ktoś nie wierzy w magię, to dzisiejszy Księżyc naprawdę potrafi przypomnieć, że nowy etap bardzo często zaczyna się od jednej, cichej decyzji. Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

To, sio i owo – tak na poważnie i trochę na ludowo!

Każde wydanie kwartalnika, dostarcza czytelnikom porcję wielotematycznych informacji. Wiem, że większość artykułów cieszy się poczytnością szczególnie wśród Pań – kobiet w różnym wieku i zawodów. Panowie czytają zawartość kwartalnika wybiórczo, ale bez względu na płeć, niemal każdy kieruje się tytułem artykułu. Tak bywa ze wszystkim, co działa na naszą podświadomość, najczęściej poprzez reklamę dostarczaną nam w przeróżny sposób.       W moim przypadku – czego nie ukrywam, staram się zainteresować czytelniczkę / ka krótkim cytatem, znanym porzekadłem lub przysłowiem, bowiem przysłowia wyrażają mądrość narodu i chwała za to autorom. Znaczący wpływ na negatywne zjawiska np. w polityce mają satyrycy, ale tego mamy ostatnio nadmiar i niestety mniej nam do śmiechu.       Jakże wymowne są porzekadła lub reklamowe hasła – oto kilka:   - Pijmy Żywcem, aż się Okocim (można rozumieć dwuznacznie) podobnie jak: "Posraj się, a nie daj się” zamiast „Zastaw się, a postaw się”.      Powiedzenie „To się w głowie nie mieści” ma nowe brzmienie z tekstem doradczym. Jeśli coś ci się w głowie nie mieści, to miej to w dupie. Moim zdaniem ma to sens – prawda? „Pij mleko prosto od krowy – smak po byku” – czy taka reklama dźwignie handel?    Dlaczego powiedzenie „Szewc bez butów chodzi” nie tworzy powiedzenia „Krawcowa chodzi bez spódnicy”?  Zastanawiam się, On czy Ona wymyślił/a reklamę o treści:” Zaproś Go na kawę, bo inna zaprosi Go na loda” ?     Z wokandy sądowej - sędzia do powódki: Proszę o podanie faktów ze zdarzenia. „Wysoki Sądzie – jak słam na jarmak bez las, to nicem majtki zdjenam, un jojka wywalił”.      Zeznanie było zgodne z rzeczywistością, bo kobieta postawiła na ścieżce koszyk z jajkami, a sama poszła za krzaczek za tzw. potrzebą. W tym czasie jechał „gość” rowerem i najechał na kosz z jajkami.         W potocznej mowie zdarzają się zwroty, które wyrażają ten sam sens, ale zużyciem innych słów, gdzie zamiast np. „jesteś  głupi”, mówi się:  „masz nierówno pod sufitem”, „jesteś mądry inaczej”, „ jesteś mądry, jak siedmiu głupich”.         Przypadkowo spotkałem interpretację prawniczą niektórych zdań, które – mimo wszystko, mogą Państwa zainteresować i zrozumieć język prawniczy.             Czcionką pogrubioną jest podane brzmienie wg naszej potocznej wersji, a czcionką pochyłą jest podane brzmienie prawnicze.   Jesteś głupi. Przejawiasz nadzwyczajną zdolność do niepojmowania podstawowych pojęć, a twoje poglądy pozostają w sprzeczności z zasadami logiki i doświadczeniem życiowym.  To się w głowie nie mieści. Zaprezentowana kwestia wymyka się zasadom logiki i racjonalności. Ktoś bredzi jak potłuczony. Należy kategorycznie stwierdzić, że zaprezentowane stanowisko wymyka się zasadom logiki i nie wytrzymuje konfrontacji z argumentacją strony przeciwnej. Ja tu widzę niezły burdel. Dostrzegane są istotne nieprawidłowości z zakresu organizacji i zarządzania. Zrywam z tobą.  Informuję, że ze względu na trwały i zupełny rozkład naszego pożycia w konkubinacie, tracisz status mojego partnera życiowego. Niniejsza decyzja jest dobrze przemyślana, podjęta dobrowolnie i nie przysługuje ci od niej prawo odwołania.  Co nagle, to po diable. Podejmowanie działań niedostatecznie zakotwiczonych w rzetelnie opracowanej strategii, może wprowadzić u działającego szereg negatywnych konsekwencji zarówno natury taktycznej jak i prawnej.  Nie bądź niedorajdą. Sugeruję zaniechanie postawy charakteryzującej się brakiem inicjatywy i eskalacją Twoich niepowodzeń. Celem przyjęcia bardziej aktywnego i konstruktywnego podejścia do swojego życia.  Baba z wozu koniom lżej. Redukcja ponadnormatywnego obciążenia sprzyja usprawnieniu procesu i realizacji obranego celu  Kto pod kim dołki kopie sam w nie wpada.  Działanie nakierowane na wyrządzenie szkody jakiejś osobie, mogą przynieść nieoczekiwanie negatywne konsekwencje samemu działającemu.  Lepszy gołąb w garści niż wróbel na dachu.  Zawarcie przez strony umowy gwarantującej uzyskanie realnych choć nieoczekiwanych korzyści jest dla tej strony rozwiązaniem ekonomicznie i prawnie bardziej uzasadnionym, niż realizacja współpracy obarczonej wysokim ryzykiem niepowodzenia, choć charakteryzującym się prawdopodobieństwem uzyskania wyższego zysku.  Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale mogę się dowiedzieć.  Na obecnym etapie sprawy, udzielenie wyczerpującej informacji, może okazać się niemożliwe, jednak niezwłocznie po przeanalizowaniu wszystkich przedstawionych mi okoliczności udzielę merytorycznych odpowiedzi.  Czy napiją się Panowie wódeczki? Czy przystaną Panowie na propozycję degustacji wysokoprocentowego napoju alkoholowego? Nie opowiadaj bzdur. Zwracam się z uprzejmą prośba o zaprzestanie wyrażania swoich poglądów w sposób budzących moją dezaprobatę.  Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Niejednokrotnie efektem konfliktu dwóch podmiotów jest uzyskanie niezamierzonych korzyści przez podmiot trzeci w ten konflikt niezaangażowany. Kupowanie kota w worku. Zaniechanie zbadania przedmiotu umowy przed jej zawarciem, może doprowadzić do nabycia towaru nieposiadającego istotnych właściwości lub obciążonego innymi wadami, których rodzaj i zakres nie są nabywcy znane.      Przykłady powyższe z Facebook pozwalają nam zrozumieć dlaczego na stołach sędziowskich jakie pokazują w tv - znajduje się od kilku do kilkunastu, nawet kilkudziesięciu segregatorów akt w sprawie. Czy tak pokrętne jest prawo, że znak paragrafu - § - tak wygląda?       Zastanawiam się, czy niniejszy felietonu wywoła reakcję czytelników, czy znajdą się krytykanci zasygnalizowanych kwestii? Mam nadzieję, że Redakcja otrzyma Państwa opinię, którzy mają inne zdanie niż niżej podpisany. Moim zdaniem, tudzież celem, jest ujęcie tego co dostrzegam, co warte dyskusji, wymiany poglądów – po to, aby zachęcić Państwa do korespondencji ze mną poprzez Redakcję.  Z pozdrowieniem! Marian Kwiecień  Ps. Jeżeli Pan/i jest za, a nawet przeciw temu co Pan/i przeczytał/a– to proszę niezwłocznie napisać do mnie za pośrednictwem Redakcji. Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

0 0

Pozostałe

Wieś z chłopa nie wyjdzie…

Znają Państwo powiedzenie: „Chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa nigdy”. Niektórzy takim określeniem czują się obrażeni, inni poniżeni, aczkolwiek taki odruch ostatnio, jakby zanikał. W moim przypadku, jak w tytule – wieś ze mnie nie wyszła, a to chyba dlatego, że w mieście spędzałem mniej czasu niż na wsi.     Miasto było dla mnie sypialnią, bo w okresie pracy zawodowej większość dnia spędzałem na wsi z młodzieżą, kobietami i „chłopami” na terenie kilku gmin w powiecie. Jak mało kto poznałem ich mentalność, a niektórzy sami obnażyli swe oblicze i dlatego pozwalam sobie co nieco pochwalić i niestety co trzeba skrytykować.  Nie akceptuję chamstwa, obłudy i hipokryzji, a wobec osób nadużywających takie cechy czuje wręcz obrzydzenie, szczególnie wobec tzw. „chorągiewek”.  To tacy, którzy zmieniają swe upodobania, wrodzone poglądy i charakter jak chorągiewki na wietrze. Dla mnie człowiek powinien mieć wartość jak moneta, bez względu czy widzimy jej rewers, czy awers. Niestety, ja zauważam coś innego… Czy Państwo widzą to samo co ja? Czy podzielają Państwo moją opinię?  A może smak nam się zmienił?  Nie tak dawno, niemal w każdym gospodarstwie były krowy, trzoda, drób… była sieć sklepów i punkty skupu produktów rolnych, gwarantujących zbyt mleka, mięsa, zbóż, ziemniaków. Jak szybko zmienił się krajobraz wsi, infrastruktura, estetyka podwórek i tzw. „chłoporobotnika” wizerunek Nie tak dawno słyszało się na wiejskich zebraniach pytania wyrażające krytykę: „Jak to jest, żeby litr mleka kosztował mniej, niż litr gazowanej wody”? Żeby kupić litr „ropy” paliwa do ciągnika, trzeba sprzedać dwa litry mleka… To absurd, wykrzykiwano! Jaka jest dziś relacja cen w porównaniu do cen sprzed kilkudziesięciu lat?  To wiedzą hodowcy, dziś właściciele farm, których jest średnio jeden w gminie, a statystycznie jeden na 11-14 tys. mieszkańców wsi. A co mamy my – mieszkańcy wsi? Mamy wszelkie produkty, jakie chcemy! Także mleko w kartonach, przydatne do spożycia przez 21 dni. Nie jest problemem, że z tego mleka nie uzyskamy kwaśnego, bo w sklepach kefiru pod dostatkiem. Jest maślanka i śmietany o zróżnicowanym procencie oraz wszelkie twarożki. Biorąc pod uwagę częste promocje, no to pozostaje współczuć babciom ich trudu i znoju. Czy na pewno wszyscy współczują, czy może czegoś żałują?  Wiarygodną odpowiedzią może być opinia o dawnym przetwórstwie mięsa w postaci kiełbas, salcesonów, wędzonych boczków i szynek. Dzisiejsze gabloty, wypełnione w pełni wędlinami i niemal pękające w szwach chłodziarki w marketach, to jakby jednolity wyrób. A może smak nam się zmienił?   „Gdy wśród 12-ki, 11 ma spódnice do pół łydki, a jedna mini, to jak to rozumieć?” Niewiele zmieniły się pola i lasy, ale „od oka”. Pola w znacznym stopniu są dzierżawione i tylko kwestia czasu, aby znikły miedze, na których trzymane na postronkach krówki, ponad pół wieku temu pasały osoby starsze.  Dziś kobiety mieszkające na wsi, to nie „kobity ze wsi”, nie „wiejskie baby”, to Panie w swej aparycji nieróżniące się od mieszkanek miast, niekiedy lepiej się prezentujące stylem ubioru i makijażu. Dziś mieszkanki wsi postrzegamy, jako Panie zorganizowane w Stowarzyszeniach, Kołach Gospodyń Wiejskich. Mimo, że w czasach PRL organizacje KGW istniały (ich rodowód to 1866 r.) to te dzisiejsze są finansowo bardzo dowartościowane. Te dawniejsze organizacje, które znam, z którymi w pewnym sensie współpracowałem, były ideologicznie bliskie swej statutowej roli. Bardzo dużo inicjatyw i działań podyktowanych było potrzebami lokalnych mieszkańców, szczególnie nakierowanych na potrzeby gospodyń i wiejskich dzieci. Kobiety uaktywniały swe środowiska poprzez kursy, szkolenia, poprzez konkursy gospodynie (mieszkanki wsi) ze sobą rywalizowały, poprzez prenumeratę czasopism dla kobiet realizowano zagadnienia oświatowe, organizowano wakacyjną opiekę nad dziećmi tzw. dziecińce, prowadzono wypożyczalnie naczyń oraz rozprowadzano wśród rolników kurczęta, nasiona, paszę.  Tych działań nie dofinansowywało Państwo, jak dzieje się to obecnie. Stroje ludowe w duchu patriotyzmu wyrażały region, a dzisiejsze stroje są wyrazem własnych gustów, pomysłów i tzw. „widzimisię” (gdy wśród 12-ki, 11 ma spódnice do pół łydki, a jedna mini, to jak to rozumieć?) Notatki babć, produkty z marketu… Dziś trendem w działalności KGW są kulinaria, bo sprzyja temu polityczny klimat. Nie rozumiem, dlaczego od kilku dekad rządzący, nie dopatrują się potrzeby troski o zachowanie lokalnych pamiątek. Zastanawiam się, czy od wielu lat zmasowane działania z ogromnym dofinansowaniem organizacji kobiecych na rzez rzekomej ludowej tradycji ukierunkowanej wyłącznie na zagadnienia kulinarne, nie są działaniami dywersyjnymi obcych służb. Znamy z historii, jak jedli pili i popuszczali pasa (początek VIII wieku). Wiemy, że w 1772 r. skończyło się to rozbiorem Polski. Czy nie grozi nam to kolejny raz, gdy dzisiejsze polityczne spory poddamy głębszej analizie?        Może trzeba zadbać i zabezpieczyć pozostające w wielu domach i rodzinach pamiątki w postaci dokumentów i zdjęć. Naprawdę nikt nie dostrzega zagrożenia ich utraty?  W czym tkwi problem, aby poprzez działające organizacje i powstające świetlice tworzyć kroniki i biografie miejscowości z zachowaniem pamięci o osobach szczególnych uzdolnień, kwalifikacji lub twórczego dorobku i ująć to w wybranej formie?  Może wystarczyłoby wygospodarować szufladę, półkę w szafie, by przechować pamiątki minionych czasów? Tak dużo słyszymy o tym, że mamy szacunek do naszych babć, ale czy tylko w obszarze kulinarnym?  Szanowne Panie – czy nie ośmieszacie się swymi wypowiedziami o rzekomych produktach tworzonych na bazie notatek babć? Kiedykolwiek jestem na festynie, gdzie rywalizują w konkursach kulinarnych „gosposie” i podkreślają, iż produkt jest tradycją, to pytam: która z członkiń może sprzedać jajka od własnych kurek? Pytaniem takim wzbudzam zaskoczenie i słyszę odpowiedź, że one jajka kupują. Kupują także mleko, śmietanę, makaron, smalec, wszelkie wyroby wędliniarskie i oczywiście chleb, aby serwować pajdy chleba ze smalcem i plasterkiem ogórka – nie kiszonego we własnym gospodarstwie i nie ze sklepu – kupują, jak mówią w marketach, pomijam nazwę…     Pamiętam, jak pół wieku temu podczas dożynek, gdy cenzurowano to i owo, zespoły śpiewacze nie szczędziły krytyki wobec lokalnych włodarzy. Krytyki nie szczędziły kabarety, a dziś, gdy mamy demokrację i ogrom politycznych sporów, ludowe zespoły nie podejmują krytyki żadnej partii od kilkunastu lat. Mimo, że politycznych dyskusji z jaskrawymi i zróżnicowanymi opiniami w rodzinach jest „pod sufit”, to ludzie zachowują się, jak wspomniane wcześniej chorągiewki.         Czy członkinie organizacji kobiet wdzięczne za finansowe wsparcie robią to, co robią, bo taka koniunktura, taka moda i zapotrzebowanie, a przy tym jest wesoło, bo „pijmy żywcem, aż się okocim”, ma to swój sens? Zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego jest tak głęboki upadek kulturowych wartości, szacunku do autentycznej ludowej tradycji? Szacunek do wartości patriotycznych jest zauważalny, ale wskazane kwestie w obszarze ludowej kultury, są moim zdaniem zaniedbaniem resortu rolnictwa.   Moja wieś i moje miasto, niczym jak tytuł kwartalnika są nierozdzielne. Choć mieszkam w mieście, to pochodzenia ze wsi nie da się pominąć, bynajmniej mnie. Dostrzegam plusy i minusy, i co gorsze wiele znaków zapytania, wiele niewiadomych, które pozornie łatwe do rozwiązania, rozwiązywane nie są. I dylemat, dlaczego?  Może Czytelnicy mają własne przemyślenia, sugestie. Jeśli tak - podzielcie się Państwo! Niech piszą Ci, co ze wsi nie wyjdą oraz Ci, którzy ze wsi wyszli, ale wieś jest w nich nadal dosłownie i przenośni.      Marian Kwiecień    :)   Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

„Bakusianek świętowanie wierszem…”

Bakusiankom Świętami zapachniało i wszystko sprawnie poleciało… Barszczyk czerwony w garze się gotuje, a Jola z uszkami na tacy podskakuje. Wrzuca do wrzątku, miesza w lewo, w prawo – już wypłynęły- wszyscy biją brawo. Karp w galarecie już przygotowany, bardzo smacznym wywarem zalany- to zasługa Pauli-         ona jest spoko, a karp patrzy na nią i puszcza oko. Kluski z makiem, to mistrzostwo świata, bo w naszym Kole, je robi Beata. Śledzie pod pierzynką w sosie musztardowym, znikają szybko, jak kasa na koncie bankowym. A w wielkim garze kompocik z suszu, kto go pije w Wigilię, nie musi leczyć uszu… Gosia jest skupiona, gniecie struclę makową, ma już przygotowaną formę sylikonową. W Naszym Kole Marzenka porządku pilnuje, a Magdalenka prędkością steruje. Paweł, Darek, Tomek i Tadzik w Kole głównie „sprzątają”, no i mówię Wam, wielką  z tego uciechę mają. Ich pełne brzuszki już wystawione, buzie uśmiechnięte, choć trochę czerwone… To oni kobietom często pomagają i zawsze swym Paniom czekoladki dają. To taka tradycja w naszych Bakusiankach, że lubią gotować i coś mieszać w garnkach. O pierwszej gwiazdce także pamiętają, prezenciki wzajemnie zawsze sobie wręczają. Jeśli masz ochotę Koleżanko, Kolego, to zajrzyj czasami do Koła Naszego. Nie wyjdziesz stąd głodny, a wręcz odwrotnie, będziesz stałym bywalcem, a nie przelotnie. Naszą pracę na kartkę przelała Ewunia, aż z tego myślenia była bielunia. Jesteśmy na Facebooku Przyjacielu drogi, znajdziesz tam najlepszy przepis na pierogi. Zajrzyj tu czasami, postaw łapkę w górę i charytatywnie śpiewaj z nami chórem. Bo warto pomagać i mieć  wielkie serce, a później potańczyć w kolorowej ścierce. Każda Bakusianka z tego właśnie słynie, że dobrze jest znana w Wierzbicy- Naszej Gminie. Napisała :Ewa Pawluk Czytaj dalej

0 0

Pozostałe

Adopcja Książki

Ideą cyklicznej już akcji było włączenie dzieci i dorosłych w kreatynę działanie. Wspólnie mogli coś stworzyć wyjątkowego. Wycofane książki z biblioteki skazane na zagładę przez zniszczenie, tak zwane ubytkowanie, dostały szansę na nowe życie! Znów mogły się poczuć wyjątkowe. Ktoś przewracał kartki, składał litery, odkrywał ich tajemnicy. Każdy, kto przyszedł w oznaczonym dniu mógł zabrać książkę. Zapakowane w szary papier z czerwoną kokardką przypominały prezenty. I taka była idea tej akcji. Otoczyć ją opieką i stworzyć nową okładkę. Można było sugerować się już okładką lub przeczytać i nadać jej nowy wzór. Przez wyobraźnię, uczucia i emocje. Wyrazić to przez swoje myśli. To jakby dłonie zanurzyć w glinie. Nadać kształty, by stworzyć coś wyjątkowego. Powstało 14 wyjątkowych prac. Stworzyły się naprawdę wyjątkowe rysunki. Od szkicu po rysunki, kredką i pastelami. Najmłodszy uczestnik miał 9 lat najstarszy 53. Te okładki to 14 wyjątkowych osób, które podzieliło się z nami sposobem na dostrzegania świata wokół nas. Przez ludzi po zwierzęta. W konkursie brały udział osoby, które nie zajmują się artystycznie na co dzień, mają inne wykształcenie. Widać, że lubią spędzać z naturą czas wolny. Patrząc na niektóre obrazy dostrzegamy też to, co autorzy uchwycili. Miłość do zwierząt, do świata i ludzi, ale też ogrom łez. Cieszy nas bardzo udział 2 ukraińskich rodzin, które mieszkają na naszym terenie. Wspólnie uczestniczyliśmy w konkursach. To pozytywne rzeczy, które przez ten konkurs się tworzą. Przyjaźnie na całe życie. Każdy dostał wyróżnienie, jako 1 miejsce a nagrodzeni zostali ciekawymi grami planszowymi i inne kreatywnymi, które pozwolą tą przyjaźń z wyobraźnią kontynuować. A kto? Wabią pomysłami na prezenty półki kolorowe sięgające do nieba stoją otworem, po miesiącu w kąt odpychane leżą same. A kto ? Lubimy je dawać być obdarowanym pojawi się radość buzia roześmiana, są częścią naszego dzieciństwa choć nie każdy poznał je szczęśliwie A kto? Los jest niesprawiedliwy dla dziewczynki z zapałkami czerwonego kapturka drewnianego pajacyka A kto? Pomyślcie drogie dzieci czasami o prezentach ślicznych wam danych, które na zakurzonych półkach śnią o zabawkowym raju.. Książki... W tym roku też postanowiłyśmy zrobić  Akcję Adopcja Książki 2023. Na stałe wpisze się do naszego koła. Chciałabym podziękować, w imieniu swoim i koleżanek z KGW Mniszki, portalowi mojaWieś za publikację. Renata Kubacka Czytaj dalej

0 0

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij