0 0
Kłosuj Komentuj Ulubione

Z uśmiechem przez życie!

Koło Gospodyń Wiejskich w Wielkiej Wsi obchodziło w tym roku 85-lecie istnienia. Panie były i są z kulturą za pan brat. Wiele uśmiechu dają i tyle uśmiechu odbierają, razem ze wspaniałą panią Teresą Wójcik. Po prostu, z kabaretem przez życie!

- Moją pierwszą sztuką była „Uczciwa rodzinka”. O rodzince „nie daj Boże”, o ojcu, matce i synu. Graliśmy tę sztukę pięćdziesiąt lat temu, a wszystkie trzy role pamiętam do dziś. Podarować komuś uśmiech to wielka sprawa. Wiele uśmiechu można podarować i wiele uśmiechu otrzymać. To daje mi naprawdę dużą satysfakcję. Skarżenie się na życie i choroby? Nie w moim stylu! Dzięki Bogu, mam dużo młodych znajomych – mówi z uśmiechem 87-letnia pani Teresa.

A wszystko to zaczęło się wtedy…

Koło powstało w 1936 roku. Ze zdjęć uśmiechają się wspaniałe bojowniczki o rolę kobiet na wsi - a było ich aż 40 - pod przewodnictwem pełnej humoru i zdolności pani Kamili Kościelskiej. Panie organizowały wspaniałe kursy pieczenia, m.in.: bab, makowców, a nawet pączków, a także kurs haftowania u pani Marii Fertlińskiej i kurs robienia przetworów - „Przetwory owocowo - warzywne”. Uczestniczyły w konkursach i wystawach. Słynna wystawa pani Marii Fertlińskiej pod nazwą „Artystyczne rękodzieła na wsi”, na której były wystawione przepiękne i własnoręczne hafty członkiń koła, została nagrodzona oryginalnymi krosnami. Nagrodę ufundował starosta, w dowód podziękowań za pracę i zaangażowanie. Panie zresztą ogromnie ceniły pracę kobiet na wsi, wiedziały, że jest ciężka i niedoceniana. Niestety przyszła wojna… Kobiety jednak nie zapomniały o tym, by trzymać się razem, uczyć się i pomagać sobie wzajemnie. W 1964 roku dwanaście pań postanowiło reaktywować Koło Gospodyń Wiejskich w Wielkiej Wsi i krzewić tradycję i kulturę. Wszystko to bardzo pięknie zostało opisane w kronice koła.

Teatr jest magią…

Kiedyś nie było telewizji i Internetu, ale ludzie mieli coś innego, chyba nawet bardziej fascynującego… teatr! Panie postanowiły dać ludziom trochę uśmiechu i przy okazji wspaniale się bawiły oraz zarabiały pieniądze na działalność koła. Przewodniczącą koła została pani Barbara Stępnik, nauczycielka szkoły podstawowej. Już zimną 1968 roku, panie przedstawiły swój pierwszy spektakl „Wilk syty i owca cała”, który stał się sławny też w okolicznych wsiach

– Jeździły od wsi do wsi, były cudownymi aktorkami – wspomina Janina Michalska, członkini koła. – W latach sześćdziesiątych na wsiach nie było telewizorów i seriali, więc mieszkańcy bardzo chętnie przychodzili na przedstawienia.

W latach późniejszych były wystawane również inne sztuki, m.in.: „Moralność pani Dulskiej” i „Qui pro quo”. Oczywiście reżyserką była pani Barbara Stępnik.

– Nauczyła mnie występować na scenie. Oczywiście umiała powiedzieć tekst odpowiednim głosem i zamaszystymi ruchami: „Był sobie słoooń. Wieeeeelki jak słooooń” – prezentuje pani Barbara Włodarczyk, członkini koła.

Nie byłoby tej wyjątkowej historii koła, gdyby nie pani Teresa Wójcik – primadonna twórczości artystycznej Koła Gospodyń Wiejskich w Wielkiej Wsi.

– Żadna z nas nie wyobraża sobie koła bez pani Teresy. Pani Teresa ma najwięcej energii, mimo swoich 87 lat!. Tryska humorem do tego stopnia, że czasem koleżanki nie mogą przestać się śmiać! – śmieje się Iwona Mamzer, członkini koła. - Jej wspaniałe poczucie humoru przejawia się też w sytuacjach nie bardzo do śmiechu. Kiedy leżała w szpitalu, potrafiła rozbawić do łez całą salę chorych. Pani Teresa jest odpowiedzialna za uśmiech, ale i za całokształt twórczości artystycznej koła. Pisze scenariusze do przedstawień i je reżyseruje. Jest autorką tekstów do piosenek i skeczy, które tworzy z ogromną łatwością. Teksty dosłownie płyną spod jej pióra. Nic dziwnego, że zbiera burzę oklasków i wspaniałe nagrody, między innymi jest laureatką przeglądu piosenek ludowych w Lututowie. Powołaniem pani Teresy jest po prostu kabaret i uśmiech! - zaznacza pani Iwona.

Pani Teresa Wójcik ma genialną pamięć i wspomniane cudowne poczucie humoru. Dzięki niej członkinie koła mogą sobie przypomnieć, jak to jest być ciągle młodą osobą!

Choć czasem smutno, czasem wesoło, lecz razem łatwiej żyje się nam...

„...A teraz wszystko tak się zmieniło, traktory warczą, telewizor gra. Można powiedzieć, że żyć jest miło, lecz wciąż każdemu czegoś jest brak. Już tyle lat trwa nasze koło, idziemy razem już wiele lat. Choć czasem smutno, czasem wesoło, lecz razem łatwiej żyje się nam...” Teresa Wójcik

Panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Wielkiej Wsi dokładnie pamiętają wspaniałą pracę członkiń przed II wojną światową i po 1964 roku. Kronika podaje, że oprócz teatru, panie organizowały bardzo popularne „odczyty z lekarzem, prawnikiem i odczyty hodowlane”. Kilka lat później, w czasie zabaw, stworzyły loterię fantową, a zarobione pieniądze i datki przekazywały na budowę Centrum Zdrowia Dziecka. Pomagały również wiejskim dzieciom w wyjedzie do sanatorium w Rabce. W 1982 roku uzbierały całkiem niemałą kwotę – 3750 zł.

Dzisiaj członkiń jest już pięćdziesiąt, więc działanie, pod przewodnictwem przewodniczącej Koła Gospodyń Wiejskich w Wielkiej Wsi pani Jadwigi Pokorskiej, idzie z ogromną mocą! Są chyba największym kołem w okolicy zrzeszającym kobiety. Uwielbiają gotować dla innych, ale też trochę dla siebie, ponieważ uczestniczą w wielu konkursach kulinarnych i zdobywają nagrody, np. „Polska od kuchni” w Uniejowie, czy „Wielkanocna Baba z Łódzkiego” i „Chleb Ziemi Łódzkiej”. Ich popisową potrawą jest wątróbka w boczku, która, zdaniem smakoszy, ma wyjątkowy smak. Czytelnikom kwartalnika „mojaWieś”, panie proponują przepis na kolejny rarytas – ciasto „Wawelskie”.

Ale nie tylko jedzeniem człowiek żyje. Wyjątkowy smak mają spotkania z bliskimi. Panie organizują ogniska i pikniki rodzinne, imprezy integracyjne i zabawy, a także wspólnie podróżują, np. do Karpacza, Szklarskiej Poręby. Wystawiają teatrzyki kukiełkowe dla dzieci i dbają o ich rozwój ruchowy angażując się w budowę placu zabaw. Postanowiły też zadbać o zdrowie, promując akcję #szczepimysię z mobilnym punktem szczepień. Panie z Wielkiej Wsi nie byłby sobą, gdyby nie nagrały filmu w konkursie „Koło ARiMR w sercu wsi”, zorganizowanym przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Przedstawiły tę niezwykłą radość robienia coś wspólnie dla dobra innych… i zajęły III miejsce.

Co jest teraz najważniejsze?

- Chciałabym zaangażować w pracę dla wsi właśnie młode pokolenie – mówi pani Jadwiga Pokorska, przewodnicząca koła. - To właśnie młodzi powinni przekazywać dalej zwyczaje i piękne przyśpiewki. A my już razem, z odwieczną prawdą o wspólnocie gospodyń, będziemy robić swoje.

Wawelskie

Ciasto: 2 szklanki mąki, ½ szklanki cukru pudru, 300 g margaryny lub masła, 4 jajka, 4 łyżki mleka, 5 łyżek cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, dżem z czarnej porzeczki (słoiczek), bakalie

Krem: ½ litra mleka, cukier waniliowy, 2 łyżki cukru, 2,5 łyżki mąki pszennej, 2,5 łyżki mąki ziemniaczanej, ¾ kostki masła

Masło, cukier puder i żółtka utrzeć, dodać mąkę z proszkiem do pieczenia i mleko. Ciasto podzielić na 2 części. Obie części wyłożyć do blaszek na papier do pieczenia i posmarować dżemem. Piec przez 15 minut w 180 OC. Następnie przygotować dwie miski i do każdej wbić po 2 białka i 2,5 łyżki cukru. Dobrze ubić masę i posmarować każdy z blatów, a następnie posypać bakaliami. Piec następne 10 min.

Przygotowanie kremu: Z 1 litra mleka odlać ½ szklanki i dodać do niej mąkę, cukier i cukier waniliowy. Pozostałe mleko zagotować, wlać mieszankę i ugotować budyń. Masło utrzeć i dodawać wystudzony budyń. Następnie przełożyć blaty kremem.
Sylwia Skulimowska

Redakcja mojaWieś ..

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Seniorzy z miasta na wsi u rolników – dwa tygodnie wspólnej pracy zamiast samotności

W ramach pilotażu projektu „Rezydencje dobrostanu” samotni seniorzy z miasta spędzają dwa tygodnie w rodzinnych gospodarstwach rolnych. To nie wakacje ani opieka wytchnieniowa – seniorzy stają się częścią życia rodziny, pomagając przy ogrodzie, zwierzętach, uprawach szklarniowych czy porządkach w sadzie.​ Autorzy i program Innowację stworzyli – Celina Maciejewska, łódzka psycholożka, jednocześnie rolniczka i miejska rzeczniczka ds. seniorów wraz z osobą dojrzałą – Jagodą Kropidłowską. Projekt realizowany jest w ramach „Generatora innowacji. Sieci wsparcia 3” – programu testującego nowe rozwiązania na rzecz poprawy jakości życia osób starszych.​ Jak to działa? Dziesięciu seniorów trafi do dziesięciu gospodarstw (głównie prowadzonych przez aktywne społecznie rolniczki). Przed pobytem obie strony poznały się na całodniowym szkoleniu integracyjnym, gdzie dopasowano pary. Praca jest realna i dostosowana do możliwości – od zakładania ogródka po karmienie zwierząt.​ Badania (poziom kortyzolu, dopaminy, testy psychologiczne) sprawdzą, czy pobyt poprawia dobrostan seniorów. Pobyty ruszą po Wielkanocy, raport końcowy – do końca maja. Sukcesem tego projektu będzie jego upowszechnienie szerokiemu gronu odbiorców, ale najważniejsze są relacje jakie się nawiążą.   Seniorzy na wsi, rolniczki i rolnicy w roli gospodyń i gospodarzy Kiedy pani Jagoda opowiada o swoim marzeniu, brzmi to bardzo zwyczajnie: „Chciałabym pojechać na wieś, popracować chwilę w ogrodzie, wśród zwierząt. Tylko… nie mam z kim i dokąd”. To zdanie wypowiedziane przez osobę aktywną, śpiewającą w chórze, uczęszczającą na zajęcia dla osób starszych – stało się jednym z impulsów do stworzenia projektu „Rezydencje dobrostanu”.​ O projekcie opowiada Celina Maciejewska, jego współautorka, łódzka psycholożka, rolniczka i jednocześnie miejska rzeczniczka ds. seniorów, która od lat żyje jedną nogą w świecie miejskich seniorów, a drugą w realiach rodzinnego gospodarstwa.​ Dwa tygodnie na wsi zamiast opieki wytchnieniowej Idea „Rezydencji dobrostanu” jest prosta: senior z dużego miasta na dwa tygodnie wprowadza się do czynnego gospodarstwa rolnego. Nie przyjeżdża tam na wakacje ani do domu opieki wytchnieniowej, gdzie spędza kilka godzin dziennie na obserwowaniu zajęć gospodarzy. Przyjeżdża po to, by zostać częścią rodziny rolników – razem z nimi żyć, jeść, rozmawiać i pracować.​ – Od początku bardzo jasno mówiliśmy: to nie jest agroturystyka, to nie jest terapia, gdzie senior siedzi i patrzy, jak inni coś robią – podkreśla prowadząca projekt. – To jest normalna, choć oczywiście dostosowana do możliwości, praca w gospodarstwie. W zamian osoba dojrzała zyskuje coś, czego w mieście często jej brakuje: poczucie sprawczości, bycia potrzebnym, bliski kontakt z naturą i dobre, zdrowe jedzenie.​ Pilotaż projektu obejmuje dziesięć gospodarstw rolnych i dziesięciu rezydentów – seniorów, którzy spędzą dwa tygodnie w gospodarstwie u rolników. Zanim jednak do tego dojdzie, obie strony muszą się poznać i przełamać pierwsze lody. Temu służyło długie, całodniowe szkolenie integracyjne, podczas którego powstawały pierwsze pary – konkretne gospodarstwo i konkretna osoba starsza.​ – Zdarzało się, że pięć osób chciało jechać do tej samej rolniczki, bo tak świetnie się zaprezentowała – mówi nasza rozmówczyni. – Ale nie chodzi o to, by całkowicie przeorganizować życie gospodarstwa. To ma być włączenie seniora w istniejący rytm, a nie rewolucja.​ Co senior robi na wsi? Praca seniora w gospodarstwie nie jest przypadkowa. Każdy rolnik wspólnie z rezydentem przygotowuje plan zadań – uwzględniając jego możliwości, zdrowie, doświadczenie i zainteresowania.​ – W jednym gospodarstwie senior założy ogródek warzywny, na co już namawia rolniczkę – opowiada Celina Maciejewska. – W innym będzie pomagał przy zwierzętach: podawał wodę i karmę, spędzał z nimi czas, oswajał je z obecnością obcych, bo część z nich ma docelowo pełnić funkcję zwierząt terapeutycznych.​ Gdzie indziej zadaniem może być pomoc przy uprawach szklarniowych, zbieraniu roślin, porządkowaniu sadu, przenoszeniu i układaniu gałęzi po cięciu drzew. Zdarzają się też zadania bardziej domowe – jedna z rolniczek marzy, by ktoś ugotował ciepły obiad wtedy, kiedy ona sama nie ma na to czasu.​ – To nie są rzeczy na niby. To realna, potrzebna w gospodarstwie praca, którą trzeba wykonać. Senior nie jest obciążeniem, tylko partnerem. On wkłada swój wysiłek, doświadczenie, umiejętności, a w zamian dostaje pobyt w żywym gospodarstwie, relacje i zdrową żywność prosto z pola.​ Do projektu zgłosili się bardzo różni ludzie. Część seniorów wychowała się na wsi, ale od lat mieszka w mieście i nie ma już na co dzień kontaktu z rolnictwem. Inni to mieszczuchy, którzy wieś znają wyłącznie z wyobrażeń i ogródków działkowych. – Na etapie rekrutacji bardzo jasno pokazywaliśmy, że to jest ciężka praca, a nie dwa tygodnie wakacji – zaznacza prowadząca.​ Zaskakująca okazała się też struktura uczestników: po stronie rolników zgłosiły się prawie wyłącznie kobiety – aktywne społecznie rolniczki, angażujące się w życie lokalnych społeczności. Po stronie seniorów proporcje kobiet i mężczyzn okazały się niemal równe.​ – Wszyscy powtarzają, że mężczyźni znikają po przejściu na emeryturę, że ich nie widać w działaniach społecznych. A tu okazało się, że bardzo wielu panów chce po prostu konkretnej pracy. To dla mnie ważny sygnał: w dojrzałym wieku często nie brakuje sił, tylko okazji, by je sensownie wykorzystać – zauważa Celina Maciejewska. Pilotaż pod okiem naukowców „Rezydencje dobrostanu” to nie tylko społeczny eksperyment, ale i projekt z zapleczem badawczym. Pilotaż, który będzie trwał sześć miesięcy, ma dać odpowiedź na kluczowe pytanie: czy pobyt i praca w gospodarstwie rolnym realnie poprawiają dobrostan seniorów.​ – Nie chcemy opierać się wyłącznie na wrażeniach czy obserwacjach, choć te są bardzo pozytywne już na etapie rekrutacji. Dlatego badamy poziom różnych hormonów, m.in. dopaminy i kortyzolu, które pozwalają ocenić poziom stresu i poczucie szczęścia – podkreśla organizatorka. Seniorzy przechodzą badania dwa razy: tuż przed wyjazdem na wieś oraz bezpośrednio po zakończeniu pobytu. Do tego dochodzą testy psychologiczne, oceniające subiektywne poczucie dobrostanu. W trakcie całego projektu prowadzone jest też tzw. mikrotestowanie – zespół regularnie zbiera uwagi od seniorów i rolników, na bieżąco modyfikując rozwiązania organizacyjne.​ – Cały czas powtarzamy: to jest pilotaż. Jeśli relacja się nie klei, jeśli ktoś źle się czuje, jeśli wyjdzie na jaw np. alergia, o której nikt nie wiedział – zawsze można przerwać pobyt i rozwiązać umowę. Nikogo nie zmuszamy do dotrwania do końca za wszelką cenę– mówi nasza rozmówczyni. Zgodnie z harmonogramem, dwutygodniowe pobyty seniorów w gospodarstwach ruszą po Wielkanocy, a do końca maja powstanie raport końcowy wraz z opisem całej innowacji: krok po kroku, z narzędziami, które się sprawdziły, i tymi, które trzeba było porzucić lub zmienić. Materiały trafią m.in. na stronę projektu „Generator innowacji. Sieci wsparcia 3”, gdzie publikowane są rozwiązania poprawiające jakość życia osób starszych.​ – Marzymy o tym, że jeśli wyniki będą dobre, Ministerstwo przyjrzy się temu bliżej i być może powstaną programy, które pozwolą takie rezydencje upowszechnić. Ale nawet jeśli to się nie wydarzy od razu, relacje zawiązane w pilotażu mogą żyć własnym życiem. Już dziś słyszę od seniorów, że chętnie wróciliby do „swojego” rolnika po zakończeniu projektu. – mówi. Samotność, sprawczość i pomoc w gospodarstwie Projekt może być odpowiedzią na dwa równoległe kryzysy: samotności seniorów i braku rąk do pracy w gospodarstwach.​ – Samotność jest w gruncie rzeczy chorobą cywilizacyjną późnego wieku – mówi nasza rozmówczyni. – W Łodzi, gdzie pracuję jako rzeczniczka ds. seniorów, ogromna część starszych kobiet żyje samotnie, często w gorszej sytuacji ekonomicznej niż małżeństwa z dwiema emeryturami. Jednocześnie rolnicy niemal zawsze potrzebują pomocy – czy to przy obiedzie, czy przy odkręceniu kranów nawadniania, czy przy drobnych pracach w sadzie.​ Projekt wyraźnie przełamuje stereotyp seniora jako wyłącznie odbiorcy opieki. – Wielu ludzi myśli: „Senior na wsi? Przecież trzeba będzie się nim opiekować, pilnować go, żeby nic mu się nie stało.” A my mówimy: nie, tu przyjeżdża osoba sprawna, która chce pracować. To nie jest ciężar, to jest zasób.​ To myślenie idzie zresztą w parze z szerszą zmianą obrazu starości. Coraz częściej widzimy osoby po sześćdziesiątce i siedemdziesiątce, które zaczynają studia, robią doktoraty, angażują się w działalność społeczną. Kiedyś po sześćdziesiątce czekało się na kres życia, dziś coraz więcej osób świadomie planuje kolejne dwadzieścia lat życia, szukając wyzwań i sensu – zauważa rozmówczyni.​ W tym sensie „Rezydencje dobrostanu” są nie tylko pilotażem usługi, ale też projektem, który ma pokazać rolnikom, że osoba starsza może być partnerem, a nie wyłącznie obiektem troski. Seniorom zaś, że ich doświadczenie i kompetencje są realnie potrzebne.​ – Bardzo zależy nam na równowadze – mówi prowadząca. – W tym projekcie seniorzy są ważni, ale równie ważni są rolnicy. Rzeczniczka seniorów: od skarg po warsztaty Rozmowa o „Rezydencjach dobrostanu” naturalnie prowadzi do drugiej roli naszej rozmówczyni – rzeczniczki ds. seniorów w Łodzi. To stanowisko, w którym łączą się funkcje reprezentowania interesów osób starszych na zewnątrz oraz bardzo konkretna, codzienna praca z pojedynczymi ludźmi.​ – Senior może przyjść do mnie z ulicy – tłumaczy – opowiedzieć o swoim problemie, jeśli dotyczy on funkcjonowania w mieście. Czasem jest to kwestia medyczna, wtedy odsyłam do rzecznika praw pacjenta. Czasem problem prawny – wtedy kieruję do nieodpłatnej pomocy prawnej. Pomagam też pisać pisma, wskazuję właściwego urzędnika lub dzwonię w imieniu danej osoby.​ Ale spora grupa seniorów trafia do rzeczniczki z zupełnie inną potrzebą: chcą coś robić, realizować własne pomysły, ale brakuje im zasobów – sali, kontaktów, czy parasolowej instytucji. – Przychodzą do mnie np. panie, które prowadzą warsztaty profilaktyki nietrzymania moczu, szukając miejsca, gdzie mogłyby je organizować – opowiada. – Albo grupy chcące złożyć projekt w konkursie grantowym potrzebujące wsparcia merytorycznego czy medialnego.​ Jako psycholożka i rzeczniczka sama prowadzi liczne działania profilaktyczne dotyczące chorób otępiennych, aktywności społecznej, troski o mózg i sprawność poznawczą w wieku 40+ i później. – Wciąż panuje przekonanie, że problemy z pamięcią są czymś oczywistym w starości, czymś, co trzeba po prostu przyjąć – mówi. – A ja powtarzam: wiek jest tylko czynnikiem ryzyka. Możemy bardzo wiele zrobić, by ten spadek był powolny i nie musiał prowadzić do otępienia.​ W pracy rzeczniczki ważny jest też obszar zdrowia psychicznego. Nasza rozmówczyni z dużym uznaniem mówi o projektach, takich jak szkoły zdrowienia czy Fundacja Otwartych Seminariów Filozoficzno Psychiatrycznych, gdzie osoby starsze z doświadczeniem kryzysu psychicznego pełnią rolę samorzeczników.​ – Na szkoleniu słuchałam siedemdziesięcioletniej pani z chorobą dwubiegunową, która opowiadała o wieloletnim zmaganiu się z brakiem diagnozy i wsparcia – wspomina. – To było poruszające. Dla osób w podobnej sytuacji rozmowa z kimś, kto zna problem z autopsji, bywa ważniejsza niż pięć minut u lekarza, który tylko wypisuje receptę.​ Wszystkie te wątki – zdrowie fizyczne, psychiczne, samotność, aktywność społeczna – splatają się w jednym pytaniu: jak sprawić, by rosnąca grupa seniorów nie była postrzegana jako obciążenie, lecz jako świadoma, sprawcza część społeczeństwa.​ – Myślę, że „Rezydencje dobrostanu” są jedną z odpowiedzi – mówi na koniec Celina Maciejewska. – Jeśli choć kilka par senior–rolnik z tego pilotażu zostanie ze sobą na dłużej, jeśli ktoś znajdzie „swoją” wieś, do której będzie wracał, to już jest sukces. A jeśli do tego powstanie ogólny program, który pozwoli takie pobyty powielać w całej Polsce – to znaczy, że zrobiliśmy coś naprawdę ważnego. Źródło: https://witrynawiejska.org.pl/2026/03/16/seniorzy-z-miasta-na-wsi-u-rolnikow-dwa-tygodnie-wspolnej-pracy-zamiast-samotnosci/ Czytaj dalej

Lany Poniedziałek – tradycja, radość i symbol odnowy

Drugi dzień Świąt Wielkanocnych, powszechnie znany jako Lany Poniedziałek lub Śmigus-Dyngus, to jedno z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych świąt w polskiej tradycji. Choć dziś kojarzy się głównie z polewaniem wodą i dobrą zabawą, jego korzenie sięgają dawnych obrzędów ludowych, w których woda miała znaczenie symboliczne i oczyszczające. Skąd wzięła się tradycja? Zwyczaj Śmigusa-Dyngusa wywodzi się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Wówczas woda była symbolem życia, odrodzenia i siły natury budzącej się po zimie. Obrzędy polewania wodą miały zapewnić zdrowie, płodność oraz urodzaj. Z czasem tradycje te zostały włączone do kultury chrześcijańskiej i zaczęły towarzyszyć świętowaniu Zmartwychwstania. Pierwotnie „śmigus” oznaczał smaganie gałązkami wierzby, natomiast „dyngus” wiązał się z wykupywaniem się od tego zwyczaju drobnymi podarunkami, najczęściej pisankami. Z biegiem lat oba obrzędy połączyły się w jedną formę – radosnego polewania wodą. Woda, która łączy Lany Poniedziałek to przede wszystkim święto radości, wspólnoty i luzu po czasie powagi Wielkiego Tygodnia. W wielu domach i miejscowościach to dzień spotkań rodzinnych, odwiedzin i wspólnego spędzania czasu. Na wsiach zwyczaj ten miał szczególny charakter. Młodzi chłopcy odwiedzali domy, polewając wodą dziewczęta – co było nie tylko żartem, ale i formą zalotów. Im bardziej ktoś był oblany, tym większym cieszył się zainteresowaniem. Choć dziś ten zwyczaj przybrał bardziej symboliczny i uniwersalny charakter, nadal niesie ze sobą nutę beztroski i śmiechu. Między tradycją a współczesnością Współcześnie Lany Poniedziałek bywa obchodzony w różny sposób. W miastach często ogranicza się do symbolicznego pokropienia wodą, natomiast w mniejszych miejscowościach i na wsiach nadal można spotkać bardziej żywiołowe formy świętowania. Warto jednak pamiętać o umiarze i szacunku dla innych – tradycja powinna łączyć, a nie sprawiać dyskomfort. Coraz częściej podkreśla się, że polewanie wodą powinno być formą zabawy, na którą wszyscy się zgadzają. Głębsze znaczenie Choć Lany Poniedziałek ma lekki i radosny charakter, jego symbolika jest głęboka. Woda, jako znak oczyszczenia, może być dla nas przypomnieniem o nowym początku, który przynosi Wielkanoc. To zaproszenie, by zostawić za sobą to, co trudne, i wejść w codzienność z nową energią i nadzieją. W świecie pełnym pośpiechu takie momenty wspólnej radości są szczególnie cenne. Pozwalają zatrzymać się na chwilę, uśmiechnąć i być razem – z rodziną, sąsiadami, bliskimi. Tradycja, która trwa Lany Poniedziałek to piękny przykład tego, jak dawne obyczaje mogą przetrwać i odnaleźć się w nowoczesnym świecie. Łączy pokolenia, przypomina o korzeniach i wnosi do świątecznego czasu element lekkości i spontaniczności. Bo choć zmieniają się czasy, jedno pozostaje niezmienne — potrzeba radości, bliskości i świętowania życia. A czasem wystarczy do tego… odrobina wody. Czytaj dalej

Największa wolność - Powrót do Domu Ojca

Wielkanoc kojarzy nam się z tradycją: święconką, rodzinnym stołem, wspólnie spędzonym czasem w gronie rodzinnym wiosennymi porządkami. To jednak też czas, w którym my chrześcijanie zatrzymujemy się, by na nowo odkryć sens odkupienia, przebaczenia i powrotu do życia. To święta, które nie tylko przypominają o zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią, ale zapraszają nas do osobistej refleksji nad tym, jak wygląda nasza relacja z Bogiem. W tym roku warto spojrzeć na nią przez pryzmat jednej z najbardziej poruszających przypowieści Ewangelii według św. Łukasza – historii o synu marnotrawnym. Historii o człowieku, który szuka swojego miejsca na ziemi, o człowieku, który pragnie wolności, a jednocześnie tęskni za domem. O każdym z nas. Przypowieść o synu marnotrawnym to historia, która nie traci aktualności, bo dotyka najważniejszego pytania: co robimy z wolnością, którą daje nam Bóg?  Syn z przypowieści odchodzi, bo chce żyć po swojemu. Chce sprawdzić, kim jest bez ojca, bez zasad, bez ograniczeń. To pragnienie jest nam bliskie — każdy człowiek chce decydować o sobie, wybierać własną drogę, samodzielnie kształtować swoje życie. Ojciec nie zatrzymuje go siłą, nie moralizuje, nie grozi. Pozwala mu odejść, choć wie, że młody człowiek nie jest jeszcze gotowy, by mądrze zarządzać wolnością, a tak po prostu by mądrze zarządzać swoim życiem. Obraz ojca to obraz Boga, który szanuje ludzką wolność nawet wtedy, gdy prowadzi ona w stronę błędów, zagubienia i cierpienia. Bóg nas nie zatrzymuje. Nie zamyka drzwi abyśmy żyli w izolacji od świata. Nie stawia warunków. Szanuje wolność, nawet jeśli wie, że człowiek może ją źle wykorzystać. To jedna z najbardziej poruszających prawd naszej wiary: Bóg nie chce posłuszeństwa z lęku, ale relacji z wyboru. Przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, że prawdziwa relacja z Bogiem może istnieć tylko wtedy, gdy człowiek wybiera ją w wolności.  Dlatego też ta przypowieść i cały ten świąteczny czas Wielkanocy jak i czas Wielkiego Postu przypominają nam, że ta wolność nie jest ciężarem, lecz przestrzenią, w której możemy wzrastać, szukać, błądzić i wracać. Wielkanoc przypomina nam, że Bóg nie chce niewolników ani ludzi zastraszonych. Chce relacji opartej na wyborze, a nie przymusie. Wolność jest więc fundamentem – darem, który może nas zaprowadzić daleko od domu, ale też jedyną drogą, która pozwala do niego wrócić naprawdę. Przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, że prawdziwa relacja z Bogiem może istnieć tylko wtedy, gdy człowiek wybiera ją w wolności, że ta wolność nie jest ciężarem, lecz przestrzenią, w której możemy wzrastać, szukać, błądzić i wracać. Syn marnotrawny doświadcza konsekwencji swoich decyzji. Traci majątek, poczucie bezpieczeństwa, godność. Dopiero w chwili największego kryzysu zaczyna rozumieć, że wolność bez odpowiedzialności staje się ciężarem. To moment, który wielu z nas zna z własnego życia – chwila, gdy człowiek uświadamia sobie, że sam nie poradzi sobie dalej. Syn marnotrawny szybko odkrywa, że wolność bez odpowiedzialności prowadzi do pustki. Że życie bez korzeni, bez relacji, bez sensu staje się samotnością. To doświadczenie wielu współczesnych ludzi: mamy możliwości, wybory życia, ale często brakuje nam wewnętrznego kompasu. To właśnie w doświadczeniu słabości, grzechu czy zagubienia człowiek odkrywa, jak bardzo potrzebuje Boga. Nie jako surowego sędziego, ale jako Ojca, który czeka. Najpiękniejszy moment przypowieści, który ukazuje nam kochające Boga to ten, w którym ojciec dostrzega syna z daleka. Nie czeka, aż ten dojdzie do domu. Nie pyta o skruchę i rachunek sumienia po prostu wybiega naprzeciw.   To obraz Boga, który nie czeka na idealnych ludzi, ale na ludzi, którzy chcą wrócić, na każdego z nas, którzy chcemy owocnie przeżyć czas wielkiego postu i radości Zmartwychwstania Chrystusa.  Cały czas Wielkiego Postu i Wielkanocy jest dla nas zaproszeniem do powrotu, do odnowienia relacji, która może była zaniedbana, może trudna, może pełna pytań. Bóg nie oczekuje od człowieka perfekcji, lecz szczerości. Nie wymaga bezbłędności, lecz otwartego serca. Chrystus wychodzi z grobu nie po to, by nas rozliczać, ale by nas podnieść. Zmartwychwstanie jest zaproszeniem do nowego początku — niezależnie od tego, jak daleko odeszliśmy. Wielkanoc uczy nas, że Bóg nie chce nas zatrzymać siłą dał nam wolność wyboru, jednak chce nas przyjąć z miłością. A my — jak syn marnotrawny — możemy odkryć, że największą wolnością jest powrót do domu, w którym ktoś na nas czeka, do Domu Naszego Ojca. Niech Zmartwychwstały przyniesie Wam radość, zdrowie i pomyślność. Świętujcie Wielkanoc w gronie najbliższych, pełni nadziei na lepsze jutro. Niech wspiera Was swymi łaskami i da Wam moc pokonywania codziennych trudności Niech otwiera Was na miłość oczekającego na Was Ojca! ks. Jarosław Leśniak  Duszpasterz Rolników Archidiecezji Łódzkiej Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij