Aktualności

0 0
Kłosuj Komentuj Ulubione

Wyjątkowa Chata na Końcu Świata!

Malowniczo położone gospodarstwo państwa Eli i Piotra Nowaków to miejsce, gdzie można chociaż na chwilkę zatrzymać czas, odpocząć i zakochać się w wysokich górach. Zapierające dech w piersiach widoki z domu położonego niemal 900 merów nad poziomem morza to dopiero wstęp do atrakcji oferowanych przez gospodarzy. 

Państwo Nowakowie zanim otworzyli swoje progi dla gości musieli zmierzyć się z ogromną stratą. Rodziny dom pana Piotra w miejscowości Wilkowice w Magurce Łodygowickiej doszczętnie spłonął. Niemal 100-letni drewniany, zbudowany z bali budynek pochłonęły płomienie po sylwestrowej zabawie.
    - Teść prowadził tam agroturystykę, miał gości, którzy tak mocno rozpalili w kominku, że wychył pożar – opowiada pani Ela. - Nic nie udało się uratować, jedynie mały drewniany krzyżyk, zupełnie nietknięty płomieniami spadł ze spalonej ściany prosto do ręki strażaka. Tylko to nam zostało. 

    Teść państwa Nowaków w tym czasie planował przekazać dzieciom gospodarstwo. Niestety zamiast domu małżonkowie dostali zgliszcza. Odbudowanie domu, który był nie tylko miejscem zamieszkania, ale też symbolem historii i tradycji rodzinnej kosztowało wszystkich ogromny wysiłek. 

- Zapadła decyzja o odbudowie, lekko nie było – wspomina gospodyni. - Tak wysoko w górach już nie można budować nowych domów, jedyna opcja to remont lub odbudowa. My dostaliśmy pozwolenie na wybudowanie dwóch domków na zgłoszenie, żeby mieć gdzie mieszkać po pożarze.

 Dom z widokiem jak z bajki
 To wyjątkowe miejsce, malowniczo położone. Z gospodarstwa jest piękny widok na Babią Górę, z Babiej Góry na Pilsko a pośrodku pomiędzy są Tatry. U stóp gór widać Jezioro Żywieckie. Te krajobrazy zapierają dech w piersiach.  Czy można było zatem zdecydować inaczej?

    - Zmobilizowała się cała rodzina, ale już na początku odbiliśmy się od biurokratycznej maszyny – wspomina pani Ela. - Nie dostaliśmy od razu pozwolenia na odbudowę. Zgodnie z przepisami droga, którą latami dojeżdżali do domu nasi przodkowie i my, nie miała statusu prawnego. To nas zablokowało na cztery lata. Walka w sądzie o służebność drogi zakończyła się na szczęście sukcesem. W końcu dostaliśmy pozwolenie.

Dom spalił się w styczniu 2010 roku, odbudowa ruszył w 2015 rok. Rok później państwo Nowakowie się do niego przeprowadzili i jeszcze go wykańczali. 

- Nasi przodkowie są tutaj od 1830 roku opowiada gospodyni  -  Na tych ziemiach było księstwo łodygowickie. Przodkowie męża wypasali po górach owce, kozy, krowy – nazywano ich dzidami. Łodygowski pan nadał im ziemię, żeby mogli się osiedlić. Dla nas to historia i tradycja, dlatego chcemy, żeby to miejsce trwało i było w rękach rodziny. Mamy trzech synów, którzy pomagali przy odbudowie domu.  Teraz są w takim wieku, że zakładają  swoje rodziny, ale przyjeżdżają, pomagają… to tez ich przyszłość.

Drzwi szeroko dla gości otwarte 

 W gospodarstwie jest miejsce dla 22-24 przyjezdnych. 

- W zasadzie moglibyśmy przyjmować ich cały rok, ale zimą trochę się ograniczamy z przyjmowaniem gości ze względu na dojazd – zdradza pani Ela. - To są wysokie góry, nie jest to Szczyrk czy Wisła. Podjazd do naszego domu o tej porze roku to nie lada wyzwanie. Trzeba mieć łańcuchy na koła, odpowiedni samochód, najlepiej z napędem na dwie osie. Jak ktoś już zdecyduje, że chce być u nas zimą, musi być o tym poinformowany i się przygotować. Największe obłożenie mamy latem i jesienią.

 Czym chata bogata. 

Gospodarstwo  „Chata na Końcu Świata” słynie jednak nie tylko z pięknych widoków i położenia, ale również z swojskiego chleba i serów, które z pasją robi gospodyni. 

  - Zaczęło się od wypiekania chleba, który słynie już w okolicy – opowiada pani Ela. - Robię też sery od 10 do 12 gatunków. Najpierw były owcze, teraz są kozie. Częstujemy nimi gości. Można je też u nas kupić. 

Pani Ela żadnego sera się nie boi. Wszystkie rodzaje, które można kupić w sklepie robi w domu - bunce,  mozzarellę, oscypki, camembert, fetę, sery bałkańskie, greckie. 

- Byłam nawet na specjalnym szkoleniu w tym temacie – wspomina. - Próba za próba i się nauczyłam. Żeby robić sery z owczego mleka trzeba mieć tych owiec bardzo dużo, a my nie mamy takiej możliwości, ani obory. Dlatego hodujemy kozy, które dają więcej mleka, jedna nawet do 10 litrów dziennie.

Ile z tego będzie sera? Zaskakująco niedużo. 

 - Z 10 litów raptem kilogram takiego prostego sera sałatkowego – dodaje gospodyni. - A jak robię sery twarde, dojrzewające to wyjdzie ich z takiej ilości mleka jeszcze mniej – tylko 60-70  deko. Ser to duży pochłaniacz mleka. 

Chleb i sery to nie wszystko. 

- Mamy również własne  przetwory – opowiada gospodyni. - Prowadzę ekologiczny bio ogród, z którego mamy owoce. Jest też warzywniak ze szklarniami. Dla siebie i na poczęstunek robimy również własne piwo, ponoć bardzo dobre, jak twierdzą goście. Robimy własne wyroby wędliniarskie, paszteciki, kiełbaski, szyneczki, boczki.

 Pracy jest „po pachy” 

Cały ośrodek to aż trzy hektary ziemi. 

    - Sami z mężem przy tym pracujemy\y – opowiada pani Ela. - Próbowaliśmy kogoś zatrudnić do pomocy, ale trzeba byłoby dowozić taką osobę z dołu, a to już powoli przestaje się opłacać. No i to nie jest taka praca na 8 godzin. To często cały dzień rożnych zajęć. Mało komu coś takiego odpowiada.

W górach na takich wysokościach nie jest łatwo. 

    - My tutaj musimy walczyć o wodę – dodaje właścicielka gospodarstwa. - Nie ma wodociągów tylko studnia. Mieszkamy pod szczytem, więc jak jest dłużej sucho to studnie wysychają. Musimy mieć zbiorniki, które  magazynują wodę. A żeby ona nadawała się do picia musimy mieć również stacje jej uzdatniania.  Nie ma kanalizacji, mamy swoje ekologiczne oczyszczalnie, ale ktoś musi od czasu do czasu przyjechać i to opróżnić. Do ogarnięcia jest również półtora kilometra prywatnej drogi. Trzeba ją utrzymać i zadbać, żeby była przejezdna.

Dzikie zwierzęta też potrafią dokuczyć miejscowym. 

 - Bywa, że narobią bałaganu. Dwa lata temu odwiedziła na jeleń, przeskoczył ogrodzenie i zjadł 50 główek kapusty, rzodkiewki, kalarepy. Zapasy, które miałam mieć na zimę zniknęły w dwie noce. Jastrzębie polują na nasze kury – wylicza pani Ela. 

Plusy i minusy są jak wszędzie. Ale w górach łatwiej się wyciszyć, jest spokój. 

- Nawet w tej pracy można odpocząć, nie ma psychicznego zmęczenia – zapewnia gospodyni. - Zasadniczo dedykujemy wypoczynek w ciszy i spokoju, z dala od zgiełku i pośpiechu, ale zdarzają się imprezy rodzinne czy firmowe.  Jednak staramy się, by wzajemnie nie kolidowały.

Ostatnio uruchomiliśmy balię i saunę. Widok z bali na rozległą okolicę Żywca i jeziora w tle, z widokiem na Tatry, czy tysiącem świateł w nocy, jest też wspaniałym przeżyciem. Myślimy o podnoszeniu jakości naszych usług.

Satysfakcja gości jest ich priorytetem i najlepszą gwarancją na przyszłość.

 - Często jesteśmy pytani, co jest dla nas  najtrudniejsze? Odpowiedź jest jedna - to biurokracja. Mamy zakaz odnawialnych źródeł energii, a konserwator zabytków chciał nam zablokować wjazd na działkę, wstawiając okopy, których tam nigdy nie było.

Co jest najważniejsze w agroturystyce? 

- Satysfakcja gości. Dla nas to również przyjemność spotykać wielu ciekawych i miłych gości, i tylko takich sobie życzymy – dodaje z uśmiechem gospodyni.

Na koniec tajemnica ich siły do działania.    

- To wiara, że drewniany krzyż, który był w domu i przetrwał pożar, jest znakiem, iż mimo trudności każdy z nas ma wyznaczone zadanie i powinien je realizować najlepiej jak potrafi – mówi pani Ela. - Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszych skromnych progów!

 

Redakcja mojaWieś ..

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Ruszamy na grzyby!

Las pachnie wilgocią, ściółką i żywicą. Po letnich opadach coraz częściej można spotkać osoby z wiklinowymi koszami, które wyruszają na poszukiwanie leśnych skarbów. Rozpoczyna się sezon grzybowy – czas, na który wielu Polaków czeka przez cały rok. Grzybobranie to nie tylko sposób na zdobycie pysznych darów natury, ale także doskonała okazja do aktywnego wypoczynku i kontaktu z przyrodą. Polska – kraj miłośników grzybów Polacy należą do największych miłośników grzybobrania w Europie. Trudno znaleźć rodzinę, która nie miałaby swojego sprawdzonego miejsca na prawdziwki, podgrzybki czy kurki. Dla wielu osób wyprawa do lasu jest rodzinną tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Najwięcej grzybów pojawia się po ciepłych deszczach, gdy temperatura utrzymuje się na poziomie około 18–25°C. Najbardziej obfite zbiory przypadają zwykle na sierpień, wrzesień i październik, choć pierwsze gatunki można znaleźć już latem. Najpopularniejsze grzyby jadalne W polskich lasach można spotkać wiele gatunków grzybów. Do najchętniej zbieranych należą: borowik szlachetny (prawdziwek) – ceniony za wyjątkowy smak i aromat, podgrzybek brunatny – doskonały do suszenia i marynowania, kurka (pieprznik jadalny) – niezwykle aromatyczna i odporna na robaki, koźlarz – często spotykany pod brzozami i osikami, maślak – idealny do sosów i zup, kania – znakomita po usmażeniu w panierce. Każdy z tych gatunków ma swoje charakterystyczne cechy, dlatego przed zbiorem warto dobrze poznać ich wygląd. Najważniejsza zasada – zbieraj tylko to, co znasz Doświadczeni grzybiarze powtarzają jedną zasadę: jeżeli masz choć cień wątpliwości, nie wkładaj grzyba do koszyka. W polskich lasach występują gatunki śmiertelnie trujące, które mogą przypominać grzyby jadalne. Szczególnie niebezpieczny jest muchomor sromotnikowy. Nawet niewielka ilość może doprowadzić do ciężkiego zatrucia, uszkodzenia wątroby, a nawet śmierci. Objawy często pojawiają się dopiero po kilku lub kilkunastu godzinach, kiedy toksyny zdążą już uszkodzić organizm. Nigdy nie należy kierować się domowymi sposobami rozpoznawania trujących grzybów. Srebrna łyżeczka, cebula czy smak potrawy nie są żadnym wyznacznikiem bezpieczeństwa. Jak prawidłowo zbierać grzyby? Grzyby najlepiej zbierać do przewiewnego wiklinowego kosza. Plastikowe torby czy wiadra powodują ich zaparzanie i szybsze psucie. Warto również pamiętać o kilku zasadach: nie niszczmy grzybów, których nie zbieramy, nie rozkopujmy ściółki leśnej, pozostawiajmy bardzo młode okazy do dalszego wzrostu, nie zaśmiecajmy lasu, szanujmy rośliny i zwierzęta. Grzybobranie powinno pozostawiać po sobie jedynie ślady stóp. Co zrobić po powrocie z lasu? Zebrane grzyby najlepiej oczyścić i przebrać jeszcze tego samego dnia. Nie powinny długo leżeć w ciepłym miejscu. Można je: ususzyć, zamarynować, zamrozić, przygotować z nich aromatyczne sosy, zupy lub farsze. Świeże grzyby warto spożyć możliwie szybko, ponieważ są produktem nietrwałym. Grzyby są smaczne, ale ciężkostrawne Choć grzyby zawierają cenne składniki mineralne oraz witaminy z grupy B, nie powinny stanowić podstawy diety. Są ciężkostrawne, dlatego nie zaleca się podawania ich małym dzieciom oraz osobom z chorobami układu pokarmowego. Warto również pamiętać, aby nie spożywać ich w bardzo dużych ilościach jednorazowo. Bezpieczeństwo przede wszystkim Wybierając się do lasu, warto zabrać naładowany telefon, wodę oraz odpowiedni strój chroniący przed kleszczami. Dobrze jest poinformować bliskich, dokąd się wybieramy, szczególnie jeśli planujemy samotną wyprawę. Jeżeli po spożyciu grzybów pojawią się nudności, wymioty, silny ból brzucha lub biegunka, należy jak najszybciej zgłosić się do szpitala. Nie wolno czekać, aż objawy same ustąpią. Grzybobranie – więcej niż zbieranie Dla wielu osób wyprawa do lasu jest sposobem na wyciszenie, odpoczynek od codziennego pośpiechu i spędzenie czasu z rodziną. Cisza, śpiew ptaków i zapach lasu sprawiają, że grzybobranie staje się prawdziwym rytuałem końca lata i początku jesieni. Dlatego, gdy tylko pogoda dopisze, warto zabrać koszyk i wybrać się do lasu. Pamiętajmy jednak, że najcenniejszym „łupem” z każdej wyprawy powinien być nie pełny kosz grzybów, lecz bezpieczny powrót do domu. Czytaj dalej

Najpiękniejsze smaki lata! Ciasta z owocami prosto z ogrodu

Latem natura obdarza nas wyjątkowym bogactwem smaków. Soczyste truskawki, pachnące maliny, słodkie wiśnie, borówki, porzeczki czy złociste morele aż proszą się, aby wykorzystać je w kuchni. To właśnie o tej porze roku najchętniej sięgamy po lekkie, owocowe wypieki, które przywołują wspomnienia beztroskich wakacji, rodzinnych spotkań i popołudniowej kawy na tarasie. Ciasta z owocami mają w sobie coś wyjątkowego – są proste, domowe i pełne naturalnego smaku. Nie wymagają wielu dodatków, bo główną rolę grają świeże owoce. Kruche spody, puszyste biszkopty, delikatne ucierane ciasta czy drożdżowe wypieki z owocami od lat goszczą na polskich stołach. Latem warto korzystać z tego, co daje nam ogród i sad. Owoce z własnej działki czy kupione bezpośrednio od rolnika mają niepowtarzalny aromat i smak. Wystarczy kilka składników, odrobina czasu i możemy przygotować deser, który zachwyci całą rodzinę. Szczególnym letnim przysmakiem są morele – złociste, lekko kwaskowe owoce, które doskonale komponują się z delikatnym ciastem. Po upieczeniu stają się jeszcze bardziej aromatyczne, a ich naturalna słodycz nadaje wypiekowi wyjątkowego charakteru. Ciasto ucierane z morelami – prosty letni klasyk  Składniki: 4 jajka 180 g cukru 200 g masła lub dobrej margaryny 250 g mąki pszennej 2 łyżeczki proszku do pieczenia 1 łyżeczka cukru waniliowego około 500 g świeżych moreli cukier puder do posypania Przygotowanie: Masło utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym na jasną, puszystą masę. Dodawać po jednym jajku, cały czas miksując. Wsypać przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i delikatnie połączyć składniki. Ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Morele umyć, przekroić na pół, usunąć pestki i ułożyć na cieście skórką do dołu. Piec około 40–45 minut w temperaturze 180°C (do suchego patyczka). Po ostudzeniu posypać cukrem pudrem. Najlepiej smakuje jeszcze lekko ciepłe, podane z filiżanką kawy lub herbaty.  Bo lato ma swój wyjątkowy smak – smak świeżych owoców, domowego ciasta i chwil spędzonych razem.  Czytaj dalej

Zakochaj się w swoim życiu. Szczęście zaczyna się od małych codziennych wyborów

Nie trzeba wygrywać na loterii, przeprowadzać się na drugi koniec świata ani diametralnie zmieniać swojego życia, by poczuć się szczęśliwszym. Często wystarczy zatrzymać się na chwilę i świadomie zadbać o drobne codzienne rytuały. To właśnie one sprawiają, że zwykłe dni stają się piękne, a życie nabiera kolorów. Coraz więcej psychologów podkreśla, że poczucie szczęścia nie jest efektem wielkich wydarzeń, lecz sumą małych chwil, które potrafimy dostrzec i docenić. Dzień dobry, życie! Poranek ma ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądał cały dzień. Wstanie kilkanaście minut wcześniej nie musi oznaczać większego wysiłku. To czas tylko dla siebie – bez pośpiechu, telefonu i niepotrzebnego stresu. Kubek ulubionej kawy lub herbaty wypity w ciszy, kilka głębokich oddechów czy spojrzenie przez okno na budzący się świat potrafią zmienić nastawienie na resztę dnia. Ruch to najlepszy prezent dla organizmu Nie trzeba od razu przebiegać maratonów. Spacer po lesie, przejażdżka rowerem, kilka ćwiczeń rozciągających czy taniec przy ulubionej muzyce – każda forma aktywności poprawia samopoczucie. Podczas ruchu organizm wydziela endorfiny, czyli hormony szczęścia. Dzięki nim łatwiej radzimy sobie ze stresem, mamy więcej energii i lepiej śpimy. Chwila ciszy dla duszy Jedni wybierają modlitwę, inni medytację lub po prostu kilka minut świadomego oddechu. Każda z tych form pozwala wyciszyć natłok myśli i spojrzeć na codzienne problemy z większym spokojem. W świecie pełnym informacji i nieustannego pośpiechu chwila ciszy staje się prawdziwym luksusem. Ubieraj się dla siebie Strój ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi o drogie marki ani podążanie za modą. Najważniejsze jest to, aby nosić ubrania, w których czujemy się dobrze i pewnie. Piękna sukienka, ulubiony sweter, wygodne buty czy delikatna biżuteria potrafią poprawić humor i przypomnieć, że warto o siebie dbać. Muzyka, która leczy emocje Każdy z nas ma piosenki, które przywołują dobre wspomnienia lub dodają energii. Muzyka wpływa na nasze emocje, pomaga się wyciszyć, zmotywować lub po prostu cieszyć chwilą. Warto stworzyć własną playlistę dobrego nastroju i sięgać po nią zawsze wtedy, gdy dzień nie układa się po naszej myśli. Uśmiech wraca Psychologowie od lat mówią o niezwykłej sile uśmiechu. Nawet jeśli na początku wydaje się wymuszony, potrafi poprawić nastrój. Co więcej, uśmiech działa również na innych – często wraca do nas ze zdwojoną siłą. Życzliwe spojrzenie, miłe słowo czy uprzejmość wobec nieznajomego mogą sprawić, że czyjś dzień stanie się lepszy. A przy okazji również nasz. Małe chwile tworzą wielkie życie Nie trzeba czekać na wakacje, awans czy wyjątkową okazję, by poczuć szczęście. Ono ukrywa się w prostych momentach: zapachu świeżo skoszonej trawy, rozmowie z bliską osobą, spacerze z psem, bukiecie polnych kwiatów, smaku dojrzałych malin prosto z krzaka czy wieczorze spędzonym z dobrą książką. To właśnie z takich chwil buduje się dobre życie. Pokochaj swoją codzienność Miłość do własnego życia nie pojawia się nagle. Jest efektem codziennych decyzji i świadomego wybierania tego, co daje spokój, radość i poczucie sensu. Zamiast czekać na idealny moment, warto zacząć już dziś. Wstać odrobinę wcześniej. Pójść na spacer. Zadbać o swoje ciało i umysł. Posłuchać ulubionej muzyki. Uśmiechnąć się do siebie w lustrze. Bo szczęście bardzo często nie znajduje się gdzieś daleko. Ono czeka tuż obok – w naszej codzienności.  Czytaj dalej

Prosto od rolnika. Samoobsługowe sklepiki, które podbijają serca klientów!

Jeszcze do niedawna zakupy u rolnika kojarzyły się przede wszystkim z targowiskiem lub wizytą w gospodarstwie po wcześniejszym umówieniu. Dziś coraz większą popularność zdobywają samoobsługowe sklepiki od rolnika – niewielkie stoiska ustawiane przy drogach, na skraju pól lub przed gospodarstwami. To miejsca, w których można kupić świeże warzywa i owoce, pozostawiając należność w przygotowanej kasetce lub płacąc telefonem. To prosty pomysł, który opiera się na czymś niezwykle cennym – wzajemnym zaufaniu. Smak, którego nie znajdziemy w markecie Soczyste pomidory pachnące latem, chrupiące ogórki, młoda marchewka, sałata, cukinia, buraki, cebula czy ziemniaki wykopane zaledwie kilka godzin wcześniej – właśnie takie produkty trafiają do samoobsługowych sklepików. Nie muszą pokonywać setek kilometrów ani spędzać wielu dni w magazynach. Prosto z pola i grządek trafiają na stoisko, a stamtąd na nasze talerze. Klienci coraz częściej doceniają nie tylko ich wyjątkowy smak, ale także świadomość, skąd pochodzą. Wiedzą, kto je wyprodukował i jak wygląda gospodarstwo, z którego pochodzą. Zakupy o każdej porze Samoobsługowe sklepiki są odpowiedzią na współczesne potrzeby. Można zatrzymać się w drodze z pracy, podczas wycieczki rowerowej czy spaceru i zrobić szybkie zakupy bez kolejek. Wystarczy wybrać produkty, zapłacić zgodnie z cennikiem i ruszyć dalej. Coraz częściej rolnicy umożliwiają również płatności bezgotówkowe – za pomocą kodów QR, systemu BLIK czy terminala płatniczego. Dzięki temu zakupy stają się jeszcze wygodniejsze. Korzyści dla wszystkich Na takim rozwiązaniu zyskują zarówno konsumenci, jak i producenci. Rolnicy mogą sprzedawać swoje plony bez pośredników, uzyskując uczciwszą cenę za swoją pracę. Kupujący natomiast otrzymują świeże, sezonowe produkty najwyższej jakości, często w cenach korzystniejszych niż w sklepach. To również sposób na ograniczenie marnowania żywności. Warzywa i owoce trafiają do klientów niemal od razu po zbiorach, dzięki czemu dłużej zachowują świeżość i wartości odżywcze. Powrót do prostych wartości Samoobsługowe sklepiki przypominają, że handel może opierać się na uczciwości i wzajemnym szacunku. Wielu rolników przyznaje, że przypadki nieuczciwości zdarzają się niezwykle rzadko. Zdecydowana większość klientów płaci zgodnie z cennikiem, a często zostawia nawet drobny napiwek jako wyraz uznania dla ciężkiej pracy gospodarzy. To pokazuje, że zaufanie wciąż ma ogromną wartość. W rytmie natury Asortyment takich sklepików zmienia się wraz z porami roku. Wiosną królują nowalijki i sałaty, latem pomidory, ogórki, fasolka szparagowa i cukinie, jesienią dynie, buraki, ziemniaki oraz kapusta. W wielu gospodarstwach można kupić także świeże zioła, jaja, miody, przetwory, soki czy kwiaty. Każda pora roku przynosi nowe smaki i zachęca do odkrywania lokalnych produktów. Wspierajmy lokalnych producentów Kupując bezpośrednio od rolnika, wspieramy rodzinne gospodarstwa, lokalną gospodarkę i rozwój polskiej wsi. Wybieramy żywność świeżą, sezonową i pełną naturalnego smaku, a jednocześnie ograniczamy ślad węglowy związany z transportem produktów na duże odległości. Samoobsługowe sklepiki pokazują, że czasami najlepsze rozwiązania są najprostsze. Wystarczy niewielkie stoisko, skrzynki pełne pachnących warzyw i owoców oraz odrobina wzajemnego zaufania, aby stworzyć miejsce, do którego klienci chętnie wracają. Bo nic nie smakuje lepiej niż pomidor dojrzewający w letnim słońcu, ogórek zerwany prosto z grządki czy marchewka wyjęta z ziemi jeszcze tego samego dnia. To smak prawdziwej polskiej wsi – świeży, naturalny i pełen pasji ludzi, którzy każdego dnia pracują, by na naszych stołach nie zabrakło zdrowej żywności. Czytaj dalej

Lubczykowe ogórki – obowiązkowy przepis dla fanów maggi i lubczyku!

Jeśli uwielbiasz charakterystyczny aromat przyprawy maggi i świeżego lubczyku, ten przepis z pewnością przypadnie Ci do gustu. Lubczykowe ogórki zachwycają intensywnym zapachem i wyjątkowym smakiem – już po otwarciu słoika ich aromat roznosi się po całej kuchni. To doskonała propozycja dla osób, które lubią tradycyjne kiszonki z delikatnym, ziołowym akcentem. Lubczyk nadaje ogórkom niepowtarzalny charakter, a w połączeniu z czosnkiem, koprem i chrzanem tworzy kompozycję, której trudno się oprzeć. Składniki: 500 g ogórków 1 laska chrzanu 1 pęczek kopru 1 główka czosnku kilka gałązek lubczyku 1 litr wody 2 łyżki soli Sposób przygotowania: Dokładnie umyj ogórki, chrzan, koper, lubczyk oraz czosnek. Na dnie wyparzonych słoików ułóż chrzan, koper, kilka ząbków czosnku i gałązki lubczyku. Ciasno ułóż ogórki. W litrze wody dokładnie rozpuść 2 łyżki soli i przygotowaną solanką zalej ogórki, tak aby były całkowicie przykryte. Zamknij słoiki i odstaw je w temperaturze pokojowej do rozpoczęcia kiszenia. Następnie przenieś w chłodniejsze miejsce i pozostaw do uzyskania ulubionego stopnia ukiszenia. Lubczyk sprawia, że ogórki nabierają wyjątkowego, intensywnego aromatu, który wielu osobom kojarzy się z przyprawą maggi. To prosty sposób, aby klasyczne kiszone ogórki zyskały zupełnie nowy smak. Smacznego! Małe co nieco u Rudej w kuchni :) żródło: https://www.facebook.com/share/p/1C6ohzgrDm/?mibextid=wwXIfr Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij