Aktualności

0 0
Kłosuj Komentuj Ulubione

Żeby nie zwariować…

Przedstawiamy Państwu fragment wywiadu z Panem Cezary Żakiem, który został opublikowany w kwartalniku "mojaWieś". Rozmawiała Sylwia Skulimowska - redaktor naczelny kwartalnika "mojaWieś".

"Wójt, proboszcz i miodowy mąż… Harry Sauer, czarny charakter z „Tajemnicy twierdzy szyfrów” i cudowny ojciec, Tadeusz Żakowski z „Receptury”. Reżyser, m.in spektakli: „Trzeba zabić starszą Panią” czy „Dziewczyna z pociągu”. Ma szczęście do dobrych przedstawień i dlatego, aż 200 teatralnych wieczorów w ciągu roku jest granych tylko dla wspaniałej publiczności. Twierdzi, że jest zbyt stary, by marzyć, ale chyba nikt się z tym nie zgadza. Za 9 lat przechodzi na emeryturę, ale czy Cezaremu Żakowi na to pozwolimy?                                             

- Bardzo cieszę się, że mam okazję porozmawiać właśnie z Panem. I zacznę dość nietypowo – czy doszła do Och-Teatru nasza mała niespodzianka dla Pana?

- A doszła, dziękuję, kwartalnik „mojaWieś” znam, kilka razy wpadł mi w rękę. A teraz mam jeszcze najnowsze wydanie. Bardzo dziękuję!

- Ma Pan na wsi mnóstwo wielbicielek, które prosiły o przekazanie serdecznych pozdrowień. Uwielbiają pana! Ale o dziwo, nie tylko kobiety! Mój brat, kiedy dowiedział się, że będę miała okazję z panem porozmawiać, krzyknął z entuzjazmem: Co za gość!

- Bardzo dziękuję i również wszystkich Państwa pozdrawiam.

- Ostatnio, kiedy miałam okazję porozmawiać z Panią Ewą Wachowicz, czułam taką nieśmiałość, wszak rozmawiam z jedną z najpiękniejszych kobiet w Polsce. Natomiast teraz, mam ogromny respekt, bo rozmawiam z najsłynniejszym wójtem i proboszczem! Jak nam pójdzie ta rozmowa? (śmiech)

- No ja też i po takim wstępie to już się boję… (śmiech)

- No to muszę o to zapytać… Czy miał Pan propozycje, żeby kandydować na wójta? Bo o proboszczu to raczej nie wspomnę…

- Na szczęście nie, ale miałem propozycję, żeby kandydować do europarlamentu.

- No proszę! Myśli Pan, że warto mieszać się w politykę?

- Nie warto. Polityka jest brudna i szkoda życia. Nie czuję się kompetentny, żeby być politykiem. Wie Pani, ja mam dość wyidealizowane pojęcie o polityku, co niestety zderza się z  naszą, polską rzeczywistością. Dlatego uważam, że każdy powinien robić to, co umie.

- Oprócz kulisów polityki, w serialu „Ranczo”, w dosyć ciekawy sposób został przedstawiony obraz polskiego społeczeństwa. Minęło sporo czasu od zakończenia produkcji, myśli Pan, że polska mentalność trochę się zmieniła?

- Nie, w ogóle się nie zmieniła. Ona, od bardzo długiego czasu jest bardzo podobna.  Andrzej Grębowicz i Jurek Niemczuk, którzy to pisali, dokładnie wiedzieli, co chcą napisać i bardzo dobrze, że zrobili research i taką analizę socjologiczną polskiego społeczeństwa. Dlatego też, ten serial bardzo trafiał do publiczności i trafia w dalszym ciągu.

- Czy Polacy mają poczucie humoru?

- Tak, ale to nasze poczucie humoru jest coraz niższych lotów. Winna jest temu głównie telewizja i ogólnie rzecz biorąc mass media, które zniszczyły nasze poczuciu humoru. Właśnie takie finezyjne poczucie humoru Polaków, które było jeszcze w czasach Kabaretu Starszych Panów. Natomiast od lat 90, mniej więcej od połowy lat 90, poczucie humoru spłyciło się. Nie chcę powiedzieć, że jest prymitywne, bo ono jeszcze nie jest prymitywne. Natomiast bardzo się spłaszczyło.

(...)

- Panie Cezary? Jak to było ten pierwszy raz?

- Mówi Pani o seksie?

- No właśnie zastanawiałam się, jaką tematykę Pan teraz poruszy. Ja jestem bardzo tolerancyjna, absolutnie mogę wysłuchać wszystkiego! Ale, w tym przypadku, bardziej miałam na myśli, np. komisję egzaminacyjną do szkoły teatralnej, czy pierwszy Pana spektakl. Jak to było? Nerwy były ogromne? Czy uznał Pan, że co ma być to będzie i jakoś da sobie radę?

- Nie, takiego dobrego myślenia o sobie nigdy nie miałem. Bez przesady.  Po prostu zdecydowałem o egzaminie do szkoły teatralnej w roku 1981, dlatego, że się nie dostałem na romanistykę w roku poprzednim. Właściwie, to do spróbowania namówił mnie kolega, ponieważ mieliśmy wcześniej niewielkie epizody kabaretowe w liceum. Jak to w liceum bywa, młodzież lubi się bawić. No i spróbowałem!

- No i udało się!

- To jeszcze były czasy sprzed internetu i sprzed telefonów komórkowych. Napisałem listy do szkoły teatralnej. Dowiedziałem się, co trzeba przygotować na egzamin. Zrobiłem to. No i o dziwo przyjęli mnie. Sam byłem trochę zaskoczony, że tak łatwo poszło, ale też nie mogę powiedzieć, że kompletnie się nie denerwowałem, bo to jest chyba naturalne u zdrowego młodego człowieka, że się denerwuje, jak ktoś go egzaminuje.

- Ależ tak! Sama pamiętam swoje egzaminy. Mało tego, denerwowałam się też przed naszą rozmową, i mam nadzieję, że to nie kolejny egzamin! (śmiech) A jaki był Pana popisowy występ w czasie egzaminu przed komisją?

- Oj nie mogę tego Pani powiedzieć, bo nie pamiętam. Ale! Zaśpiewałem piosenkę z „Pszczółki Mai”.

- Bardzo oryginalnie!

- Zaśpiewałem pszczółkę Maję, bo wtedy leciała w telewizorze, jako dobranocka dla dzieci. Pomyślałam, że to będzie śmieszne.

- To był strzał w dziesiątkę! Dostał się Pan. A Pana pierwszy spektakl?

Pierwszy spektakl to było zastępstwo w bajce. Zagrałem Gucia,  a propos pszczółki Mai. Takiego właśnie Gucia, nie pamiętam szczegółów, ani co to była za bajka. Natomiast mój debiut, taki profesjonalny, to była sztuka Witkacego „Panna Tutli Putli", ale ona nie odniosła sukcesu. Potem nastąpiło lekkie rozczarowanie teatrem, jako miejscem uprawiania prawdziwej sztuki. Bo skończyłem szkołę teatralną z etykietą charakterystycznego młodego aktora, który będzie dużo grał i tak dalej. I myślałem, że rzeczywiście tak będzie. Natomiast zderzyłem się z szarą rzeczywistością teatralną we Wrocławiu. No i trochę zszedłem na ziemię.

- I wtedy coś się zmieniło w Pana życiu…

- No tak, tak. Na 4 lata odszedłem z teatru, takiego etatowego i próbowałem swoich sił na estradzie. Po 4 latach jednak stwierdziłem, że to nie to. Tak naprawdę zawód aktora uprawia się w teatrze. Więc jeżeli się chce istnieć i rozwijać się w tym zawodzie, co jest najistotniejsze na początku drogi, to trzeba pracować w teatrze.

(...)

- Zdrowy rozsądek czy intuicja? Czym się Pan kieruje w życiu? Czy stawia Pan na stabilizację, czy idzie Pan przebojem do przodu?

- Wie Pani, w tym zawodzie trzeba iść trochę przebojem i trzeba się trochę rozpychać łokciami, bo inaczej środowisko nie zauważy. Natomiast ważny jest zdrowy rozsądek, który ja kocham. Nigdy nie rzucałem się na głęboką wodę, jeżeli nie widziałem dna. Takim przykładem była nasza przeprowadzka z Wrocławia do Warszawy w1995 roku, bo przecież nikt nas tutaj wtedy nie znał i naprawdę rzuciliśmy się na głęboką wodę. Ale wiedziałem, że Kasia, moja żona, nagrała wspaniałą płytę i wiedziałem, że Andrzej Strzelecki, ówczesny dyrektor teatru Rampa, chce ją zaangażować na etat. Więc to było zielone światło, a ja przy okazji grywałem od czasu do czasu jakieś małe rólki, epizody w filmie. Więc pomyślałem, że warto zaryzykować i do Warszawy się przeprowadzić. No i wyszło nam na dobre.

- Obchodziliście Państwo w tym roku 37 lat małżeństwa. Gratuluję! Czy kupił Pan żonie coś koralowego?

- Nie, ale 37 to nie koralowa rocznica.

- A jednak, od 35 do 39 to są koralowe lata, później jak jest 40 lat, to są rubiny, ostrzegam Pana!

- Nie musi Pani ostrzegać, ja to wiem. Ja to się sam ostrzegłem, że wcześniej są koralowe.

- Z mężem mamy 20 lat, więc u nas jest porcelana. W sumie chciałabym dostać jakąś filiżankę Rosenthala, ale jeszcze czekam. Może mąż przeczyta ten wywiad…

- Trzymam kciuki!

(...)

A jak się Panu gra z żoną? Jest trudno czy łatwo?

-Trochę trudno… Od kiedy zacząłem reżyserować to za dużo rządzę. Tak, tak, trzeba się bardzo pilnować ze wszystkim…

- …żeby przy okazji się nie pokłócić…

- Na przykład.

- A propos właśnie kobiet, za co Pan ceni kobiety?

- Za kobiecość, za to, że różnią się od mężczyzn. Cały ich urok. Jeżeli one są jeszcze przy okazji mądre, no to świetnie.

- Ja jestem blondynką, więc…

- Jakie to ma znaczenie? Moja żona też.

- No właśnie, ale i tak zawsze wszyscy mówią, że blondynki to nie bardzo. Absolutnie zaprzeczam. W imieniu Pana żony również!

- No, i bardzo słusznie!

- A co Pana denerwuje u kobiet?

- Pani trudne pytania zadaje.

- Sama jestem ciekawa…"

 

Po ciąg dalszy zapraszamy do Empiku lub tutaj https://www.empik.com/moja-wies-moja-polska,p1306329129,prasa-p! 

Kwartalnik można zamówić również u nas: redakcja@mojawies.pl lub zadzwnić 800 007 444.

Zapraszamy! 

Redakcja mojaWieś ..

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Lato – pora roku, która uczy cieszyć się chwilą

Lato od zawsze kojarzy się z ciepłem, światłem i beztroską. To czas, kiedy dni są najdłuższe, a natura zachwyca pełnią barw i zapachów. Kwitnące łąki, dojrzewające zboża, soczyste owoce i śpiew ptaków tworzą krajobraz, który sprzyja odpoczynkowi oraz odnajdywaniu równowagi. Dla wielu osób lato oznacza upragniony urlop i możliwość oderwania się od codziennych obowiązków. Jedni wybierają górskie szlaki, inni nadmorskie plaże lub spokojny wypoczynek na wsi. Coraz więcej osób odkrywa jednak, że prawdziwy relaks nie zawsze wymaga dalekich podróży. Czas spędzony w ogrodzie, rodzinny piknik, wieczorny spacer czy poranna kawa na tarasie potrafią przynieść równie wiele radości. Lato to także wyjątkowy okres dla polskiego rolnictwa. Rozpoczynają się żniwa – czas intensywnej pracy, od której zależą plony całego roku. Wysokie temperatury i sprzyjająca pogoda pozwalają zebrać z pól zboża, rzepak czy warzywa, choć coraz częściej rolnicy muszą mierzyć się z wyzwaniami wynikającymi ze zmian klimatu. Susze, gwałtowne burze i nawalne deszcze przypominają, jak bardzo człowiek pozostaje zależny od natury. Na letnich stołach królują sezonowe produkty. Truskawki, maliny, czereśnie, borówki, pomidory, ogórki czy młode ziemniaki zachwycają smakiem i wartościami odżywczymi. To najlepszy moment, aby sięgać po lokalne owoce i warzywa, wspierając przy tym rodzimych producentów. Świeże, nieprzetworzone produkty są nie tylko zdrowsze, ale także pozwalają odkryć bogactwo smaków charakterystycznych dla polskiego lata. Lato sprzyja również aktywności fizycznej. Jazda na rowerze, pływanie, spacery po lesie czy nordic walking to doskonałe sposoby na poprawę kondycji i samopoczucia. Wysoka dawka naturalnego światła wpływa korzystnie na nastrój, a kontakt z przyrodą pomaga zredukować stres i odzyskać energię. Choć lato wydaje się trwać długo, mija zaskakująco szybko. Warto więc świadomie korzystać z jego uroków – zatrzymać się na chwilę, podziwiać zachód słońca, wsłuchać się w szum drzew czy śpiew świerszczy. To właśnie z takich prostych momentów powstają wspomnienia, do których wracamy przez cały rok. Lato przypomina nam, że szczęście często kryje się w codzienności. W zapachu skoszonej trawy, smaku dojrzałych malin, rozmowach z bliskimi przy wspólnym stole czy wieczorach spędzonych pod rozgwieżdżonym niebem. Warto przeżyć ten czas uważnie, bo właśnie w jego prostocie tkwi największe piękno. *Zdjęcie: https://www.facebook.com/share/p/1BQhgeyocD/?mibextid=wwXIfr Czytaj dalej

Dzień Czekolady – słodkie święto, które łączy pokolenia

Czy istnieje smak, który wywołuje więcej uśmiechów niż czekolada? Trudno znaleźć produkt spożywczy, który od wieków cieszyłby się tak ogromną popularnością na całym świecie. Nic więc dziwnego, że ma swoje święto. Dzień Czekolady to doskonała okazja, by przypomnieć sobie niezwykłą historię tego przysmaku, poznać jego właściwości i – bez wyrzutów sumienia – pozwolić sobie na kostkę ulubionej tabliczki. Od napoju bogów do przysmaku milionów Historia czekolady sięga ponad trzech tysięcy lat. Jej początki związane są z cywilizacjami Ameryki Środkowej i Południowej. Majowie oraz Aztekowie przygotowywali z ziaren kakaowca gorzki, aromatyczny napój, który uznawali za dar bogów. Ziarna kakao były tak cenne, że pełniły również funkcję środka płatniczego. Do Europy kakao trafiło w XVI wieku za sprawą hiszpańskich odkrywców. Początkowo czekoladę pito wyłącznie na królewskich dworach. Z czasem zaczęto dodawać do niej cukier, wanilię i mleko, a w XIX wieku powstały pierwsze tabliczki czekolady przypominające te, które znamy dziś. Nie tylko przyjemność Choć czekolada kojarzy się głównie z deserem, dobrej jakości gorzka czekolada może być również wartościowym elementem diety. Zawiera magnez, żelazo, potas oraz przeciwutleniacze, które pomagają chronić organizm przed działaniem wolnych rodników. Badania wskazują również, że spożywana z umiarem może poprawiać nastrój. Dzieje się tak za sprawą substancji wpływających na wydzielanie endorfin i serotoniny – hormonów odpowiedzialnych za dobre samopoczucie. Oczywiście kluczem pozostaje umiar, ponieważ większość wyrobów czekoladowych zawiera również znaczną ilość cukru. Czekolada ma wiele twarzy Na sklepowych półkach znajdziemy dziś ogromny wybór czekolad. Największą popularnością cieszą się: czekolada gorzka – zawierająca najwięcej miazgi kakaowej i najmniej cukru, czekolada mleczna – delikatniejsza i najbardziej lubiana przez dzieci, czekolada biała – choć nie zawiera miazgi kakaowej, powstaje z masła kakaowego, mleka i cukru, czekolady z dodatkami – wzbogacone orzechami, owocami, przyprawami, karmelem czy solą morską. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się także wyroby rzemieślnicze, przygotowywane z ziaren pochodzących z konkretnych plantacji. Dzięki temu smak czekolady może różnić się równie wyraźnie jak smak kawy czy wina. Słodka inspiracja w kuchni Czekolada jest niezwykle uniwersalnym składnikiem. Wykorzystuje się ją do przygotowania ciast, deserów, lodów, gorącej czekolady czy fondue. Coraz częściej pojawia się również w daniach wytrawnych – jako składnik sosów do mięs lub dodatek do potraw inspirowanych kuchnią meksykańską. W domowej kuchni wystarczy kilka kostek dobrej czekolady, by przygotować szybki deser z owocami, polewę do ciasta czy aromatyczne kakao na chłodniejsze dni. Święto dla małych i dużych Dzień Czekolady to doskonały pretekst do wspólnego pieczenia, odwiedzenia manufaktury czekolady, przygotowania domowych pralinek lub po prostu spędzenia czasu z bliskimi przy filiżance gorącej czekolady. To święto przypomina, że nawet drobne przyjemności mają znaczenie i potrafią poprawić humor. Niezależnie od tego, czy wybieramy intensywną czekoladę gorzką, delikatną mleczną czy białą z dodatkiem wanilii, jedno jest pewne – ten wyjątkowy przysmak od wieków łączy ludzi, inspiruje cukierników i pozostaje symbolem słodkich chwil, do których chętnie wracamy. Czytaj dalej

Dzień Psa. Święto tych, którzy uczą nas miłości bez warunków

Jest ktoś, kto zawsze czeka. Nie sprawdza godziny, nie ma pretensji o spóźnienie, nie pamięta naszych potknięć. Wita nas z taką samą radością po dziesięciu minutach, jak i po całym dniu. Nie ocenia. Po prostu jest. Pies. 1 lipca obchodzimy Dzień Psa – święto wyjątkowych towarzyszy naszego życia. Choć dla wielu opiekunów każdy dzień jest dniem psa, ta data przypomina o czymś znacznie ważniejszym niż wspólne spacery czy ulubione przysmaki. To okazja, by zastanowić się, jak wiele zawdzięczamy zwierzętom i jak wielka odpowiedzialność wiąże się z ich obecnością w naszym życiu. Psy od tysięcy lat towarzyszą człowiekowi. Były stróżami domów, pasterzami stad, ratownikami, przewodnikami osób niewidomych, tropicielami, terapeutami i wiernymi przyjaciółmi. Dziś coraz częściej są pełnoprawnymi członkami rodzin. Uczą dzieci empatii, dorosłym pomagają zwolnić tempo, a osobom starszym dają poczucie bliskości i codzienny powód, by wyjść z domu. Nie bez powodu mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Potrafi wyczuć nastrój, położyć głowę na kolanach wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy wsparcia, i cieszyć się z rzeczy, które nam wydają się zupełnie zwyczajne. Nie potrzebuje drogich prezentów ani wielkich słów. Wystarczą obecność, czułość i wspólnie spędzony czas. Jednak Dzień Psa to również moment refleksji nad losem tych zwierząt, które wciąż czekają na swój dom. Schroniska są pełne psów porzuconych, skrzywdzonych, często niezrozumianych. Każdy z nich ma swoją historię. Każdy czeka na człowieka, który pokaże mu, że można jeszcze zaufać. Dlatego świętując Dzień Psa, warto zrobić coś więcej niż kupić nową zabawkę czy ulubiony smakołyk. Może odwiedzić schronisko, wesprzeć lokalną fundację, wyprowadzić na spacer psa, który nie ma własnego opiekuna, albo po prostu przypomnieć innym, że adopcja jest piękną drogą do stworzenia prawdziwego domu. Bo pies nie potrzebuje idealnego życia. Potrzebuje człowieka. A człowiek? Często dopiero dzięki psu odkrywa, czym naprawdę są lojalność, cierpliwość i miłość, która nie oczekuje niczego w zamian. Dziś warto pogłaskać swojego czworonożnego przyjaciela nieco dłużej niż zwykle. A jeśli jeszcze go nie mamy – może właśnie dziś jest dobry moment, by pomyśleć o tym, że gdzieś czeka ktoś, kto już dawno wybrał nas swoim sercem. *Na zdjęciu: Elusia, z łódzkiego schroniska, mająca już swój dom - kochające ludzkie stado :)  Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij