0 0
Kłosuj Komentuj Ulubione

Zdobywa wszystko, czego zapragnie

Monika Mrowińska, nowy burmistrz Łasku (woj. łódzkie)  z impetem weszła do świata polityki. To kobieta z charakterem. Stawia sobie cele i po nie sięga. Potrafi marzyć i optymizmem zarażać innych. Jaka jest jej recepta na sukces?

"Co umysł ludzki potrafi wymyślić i w co uwierzyć, tego potrafi także dokonać" to życiowe motto pani Moniki autorstwa, która zaledwie od trzech miesięcy jest nowym burmistrzem Łasku. Wygrała wybory samorządowe w drugiej turze. Uzyskała 53,82 proc. głosów. Na jej kontrkandydata z Prawa i Sprawiedliwości, dotychczasowego starostę łaskiego Piotra Wołosza zagłosowało 46,18 proc. wyborców. Pani Monika wystartowała w wyborach z Bezpartyjnego Porozumienia Samorządowego. 

- Dużo osób we mnie nie wierzyło, bo miałam mocnego przeciwnika – dodaje nowa burmistrz. - Zwykła radna przeciwko staroście. Ale się udało i myślę, że stało się tak dzięki głosom kobiet, które chciały zmiany, miały dosyć męskich rządów.  Ludzie postawili na zwykła radną i społeczniczkę.
Pani Monika jest pierwszą w historii Łasku kobietą na tym stanowisku. 

Skąd pomysł na politykę? 

- Jestem społecznikiem – mówi. - Od 2008 roku byłam prezesem niepublicznej szkoły. Wtedy razem z innymi rodzicami postanowiliśmy, że bierzemy sprawy w swoje ręce i będziemy prowadzić szkołę. Taka była potrzeba w naszej wsi. Założyliśmy stowarzyszenie. Było ciężko, ale szkoła rozwija się prężnie działa do dzisiaj.

Mieszkańcy dostrzegli w pani Monice potencjał i namówili ją do startu w wyborach na sołtysa wsi Łopatki. 

- Przygodę na tym stanowisku rozpoczęłam w 2015 roku – dodaje. - W tym czasie założyłam też koło gospodyń wiejskich, a nie było wtedy jeszcze mowy o żadnych dofinansowaniach. Chciałam, żeby kobiety działały, ale nie tylko przy garnkach i gotowaniu na różnych uroczystościach. Tym kobietom należy się coś więcej. To była taka moja misja.

Po zakończeniu kadencji sołtysa pani Monika została wybrana do rady gminy.  Wtedy też pojawiły się pierwsze głosy zachęcające do wystartowania w wyborach na burmistrza. 

- Sporo w tym czasie udało się zrobić, szkoła zaczynała działać z coraz większym rozmachem, wyremontowaliśmy dom ludowy, powstała droga, na którą mieszkańcy długo czekali – wylicza pani Monika. - Spotykałam się z kołem, które zresztą prężnie działa do dzisiaj.

Pojawiły się kolejne cele. Zbliżały się wybory na stanowisko burmistrza. 

- Mąż raczej nie namawiał mnie do wzięcia w nich udziału – dodaje z uśmiechem działaczka – Ale dzieci już tak. Mam dorosłych dwóch synów i córkę. Zgodziłam się z myślą, że we władzach potrzebnych jest więcej kobiet, żeby były dostrzegane i zauważane.

Wysokie stanowiska są z reguły obsadzane przez mężczyzn. 

- Ze szkodą dla wielu projektów. Kobiety są bardzo konkretne, sprawcze  i pracowite – dodaje pani burmistrz. - Ja jestem bardzo szczera, nie umiem grać i kombinować. Jak pracuje i idę do przodu.

W pani Monice jest potężna siła i chęć do działania. To wulkan energii z pozytywnym nastawieniem do ludzi. Jest pełna wiary, że świat można zmienić na lepsze. 

- Od zawsze mam w sobie taką potrzebę spełnienia jakiejś misji,  inaczej nie będę w życiu do końca szczęśliwa – dodaje. 

A łatwo nie jest, bo polityka to „ciężki kawałek chleba”.  Na urzędowych stanowiskach często trzeba mierzyć się z ograniczeniami, politycznymi gierkami i układami. 

- Zdaję sobie z tego sprawę i nie raz otarłam się o takie sytuacje w minionej kadencji – zapewnia pani Monika. - Widziałam jak  burmistrz nie otrzymywał dotacji, bo należał do innej niż rządząca opcji politycznej. Mam  nadzieję, że to jednak się zmieni, wierzę, że niemożliwe rzeczy są możliwe.

Decyzja o starcie w wyborach nie była łatwą i naraziła nasza bohaterkę na hejt, kłamstwa a nawet obelgi.  

- Gdzie one nie miały żadnych podstaw – wspomina pani burmistrz. - Ale przeżyłam to, umocniłam się i myślę, że  jestem dużo silniejszym człowiekiem niż byłam.  Przechodząc przez kampanie stałam  się silniejsza i umocniona w tych swoich postanowieniach, że ja muszę tą swoją misję spełnić. Negatywne  głowy nie podcięły mi skrzydeł, wręcz dodały siły.  Gdy ktoś rzuca mi kłody pod nogi jeszcze bardziej mobilizuje mnie do pracy. 

Pani Monika w wyborach nie startowała z żadnej partii, miało wsparcie Trzeciej Drogi.

- Ale moi radni pochodzą z różnych ugrupować – dodaje. - Ja chcę żeby moje burmistrzowanie było ponad podziałami.  W wyborach lokalnych polityka i przynależność do partii nie powinno mieć znaczenia.  Potem jedna gmina dostaje pieniądze i dotacje a druga nie, bo jest ze złej  opcji. Tak nie powinno być, bo wszyscy płacimy takie same podatki.

W kobietach jest siła. 

- Panie zarządzają swoimi rodzinami domami, jesteśmy bardzo zorganizowane. Co mogę potwierdzić na swoim przykładzie. Prowadziłam gospodarstwo ekologiczne, procowałam na pół etatu w izbie rolniczej, udzielałam się społecznie i wychowywałam trójkę dzieci – wylicza pani burmistrz. - Mąż jest  nauczyciel wychowania fizycznego i  trenerem piłki nożnej. Poświęcił się pracy i pasji. On bez tego żyć nie może. Teraz, gdy dzieci dorosły przyszedł czas na mnie. W tym  roku kończę 54 lata i mam dużo energii. Nie planuję też starości w domu przed telewizorem. Chcę być jak najdłużej aktywna.

Są marzenia, kolejne plany i cele. 

- W lipcu będę broniła pracę magisterską z politologii – zdradza pani Monika. - I  na tym raczej nie skończę, planuje kolejne studia i kto wie, może pracę wykładowcy na wyższej uczelni.

Nigdy nie jest za późno. 

- Teraz, gdy studiuję i się uczę jestem bardziej świadoma niż wtedy, gdy miałam 19 lat. Ta nauka przynosi mi satysfakcję i radość. Oczywiście bywam bardzo zmęczona, ale gdy siadam wieczorami do książek lub pisania pracy jestem szczęśliwa. Ludzie powinni się uczyć i rozwijać a nie spędzać czas na hejtowaniu, obrażaniu się i plotkowaniu. Powinni pożytkować czas mądrze.

Pani Monika jest niepoprawna idealistką. Marzy, stawia sobie cele i je osiąga. Od kilku lat niczym drogowskazy prowadzą ją idee, które wyczytała w książkach Napoleona Hilla. 

- On przekonuje, że warto iść pod prąd, że cele zostają osiągane, gdy nie idziemy z tłumem i nie powtarzamy tego wszyscy mówią – opowiada. - Ważne, żeby rozwijać to, co się kocha.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni. 

Świętej pamięci tata pani Moniki był dla niej wsparciem i wzorem do naśladowania. Był bardzo pozytywnym człowiekiem  pełnym szacunku do innych. W wieku 60 lat kończył swoje kolejne dwuletnie studia. Potem pilnie studiował na Uniwersytecie trzeciego wieku, zaczął pisać wiersze w wieku 80. lat. Śpiewał w chórze. 

- Mam po nim geny – dodaje z uśmiechem pani Monika. - On był pozytywny i szanował ludzi, czego mi w dzisiejszym świecie brak. I nie umiem  tego pojąć, dlaczego  ludzie niszczą ludzi. Próbuję swoją postawą pokazywać, że  można inaczej. Szkoda też mi pokolenia naszych dzieci, którym często pokazujemy taki paskudny świat.
A czas płynie, dzieci dorastają… opuszczają dom. Ważne, żeby odnaleźć się w takiej rzeczywistości.
- Rolą kobiety w dojrzałym wieku nie jest czekanie na wnuki, albo oczekiwanie stałej uwagi i opieki od dzieci – zapewnia pani Monika. - Pytania typu, kiedy się ożenisz czy wyjdziesz za mąż, kiedy znajdziesz lepszą pracę po prostu są nie na miejscu. To wszystko nie ma znaczenia. Każdy z nas obiera swoją drogę, nikogo nie uszczęśliwiajmy na siłę związkiem czy wymyśloną karierą. My też musimy dać dzieciom przestrzeń. Niech to wszystko będzie oparte na zdrowych zasadach i chęci spędzania ze sobą.

Najważniejsza jest pasja i cel.

- Często przy okazji wielu zajęć rozmyślam o swoich celach, marzę o nich. I to działa. Rzeczy się dzieję. Pojawiają się tez kolejne plany. 

Nie można osiąść na laurach.

- Ja czuję, że właśnie teraz zaczynam żyć, że mam swoją przestrzeń, kolejne pomysły na siebie. Chciałabym też więcej podróżować… w przyszłości być wykładowcą – wylicza pani Monika. 


 

Redakcja mojaWieś ..

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Wiosenna energia i bieganie bez kontuzji – ruszyła kolejna edycja Slow Jogging w Łodzi

Ponad 40 uczestników wzięło udział w pierwszym wiosennym sobotnim treningu slow joggingu w Parku Julianowskim w Łodzi. Spotkanie poprowadziła pełna energii i optymizmu trenerka Karolina Szatkowska-Zawisza, która od lat zachęca mieszkańców do aktywności fizycznej w przyjaznej i bezpiecznej formie. Jak podkreśla sama trenerka, była to wyjątkowo udana inauguracja cyklu. – To była naprawdę wspaniała sobota. Ogrom pozytywnej energii, radości i ruchu. Takie spotkania pokazują, że bieganie może być przyjemnością, a nie wysiłkiem ponad siły – mówi. Bieganie dla każdego Cykl treningów organizowany w ramach inicjatywy Zielona Łódź skierowany jest przede wszystkim do osób początkujących oraz tych, które chcą wrócić do aktywności fizycznej po przerwie. Slow jogging to japońska technika biegania, która pozwala poruszać się w spokojnym tempie, bez zadyszki i nadmiernego obciążenia organizmu. To forma aktywności dostępna praktycznie dla każdego – także dla osób z nadwagą, insulinoopornością czy problemami zdrowotnymi, które utrudniają intensywny wysiłek. Uczestnicy uczą się nie tylko samego biegania, ale również prawidłowej techniki, zasad rozgrzewki oraz ćwiczeń wspierających sprawność i zapobiegających kontuzjom. Ruch, zdrowie i dobra atmosfera Każde spotkanie to nie tylko trening, ale także okazja do poprawy samopoczucia, redukcji stresu i poznania osób o podobnych celach. Wspólne zajęcia sprzyjają budowaniu motywacji i pokazują, że regularny ruch może być źródłem satysfakcji i dobrej energii. Podczas poprzednich edycji wielu uczestników po raz pierwszy pokonało dystans kilku kilometrów – i to z uśmiechem. Organizatorzy podkreślają, że tej wiosny kolejne osoby mogą odkryć radość z biegania. Treningi trwają Przed uczestnikami jeszcze sześć wiosennych spotkań. Najbliższy trening odbędzie się w sobotę, 18 kwietnia o godzinie 9:30 w Parku Julianowskim w Łodzi. Udział w zajęciach jest bezpłatny i nie wymaga wcześniejszych zapisów – wystarczy pojawić się na miejscu zbiórki. Informacje organizacyjne Terminy treningów: 11.04, 18.04, 25.04, 02.05, 30.05, 06.06, 13.06 Godzina: 9:30 Czas trwania: do 1,5 godziny Miejsce zbiórki: boisko do koszykówki w pobliżu parkingu przy ul. Zgierskiej (Park Julianowski) – oznaczone flagą Zielona Łódź Organizatorzy zachęcają wszystkich zainteresowanych do udziału i spróbowania swoich sił w slow joggingu. To doskonała okazja, by zadbać o zdrowie, poprawić kondycję i przekonać się, że bieganie może być przyjemne i dostępne dla każdego. Czytaj dalej

Targi staroci – podróż w czasie nie tylko w Łodzi

Miłośnicy przedmiotów z duszą dobrze wiedzą, że prawdziwe skarby nie kryją się w galeriach handlowych, lecz tam, gdzie historia miesza się z codziennością. Jednym z takich miejsc jest Bałucki Rynek, a dokładniej pchli targ przy ulicach Dolnej i Ceglanej w Łódź. To przestrzeń, która od lat przyciąga kolekcjonerów, poszukiwaczy okazji i wszystkich tych, którzy wierzą, że przedmioty mogą mieć swoją opowieść. Już od pierwszych chwil czuć tu niepowtarzalną atmosferę. Stare zegary, porcelana, książki, biżuteria czy meble – każdy przedmiot zdaje się szeptać historię minionych lat. To właśnie tutaj można natrafić na rzeczy unikatowe, często zapomniane, które tylko czekają na drugie życie w nowym domu. Najlepszym dniem na wizytę jest sobota, kiedy targ tętni życiem, a alejki wypełniają się sprzedawcami i kupującymi. Nie oznacza to jednak, że w inne dni nie warto zajrzeć – wręcz przeciwnie. Piątki czy wtorki potrafią zaskoczyć spokojniejszą atmosferą i równie ciekawymi znaleziskami. Każda wizyta jest inna, każda może przynieść coś wyjątkowego. A o jakie „perełki” tu chodzi? Czasem to drobiazg o niewielkiej wartości materialnej, ale ogromnym uroku. Innym razem – prawdziwa okazja, jak choćby komplet porcelanowych bulionówek z dawnej Fabryka Porcelany Stołowej Karolina, który można zdobyć za symboliczne kilka złotych. Takie historie nie zdarzają się w zwykłych sklepach – one rodzą się właśnie na targach staroci. Choć Bałucki Rynek jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów na mapie Łodzi, podobne miejsca znajdziemy w wielu miastach Polski i Europy. Każdy targ ma swój rytm, swoją społeczność i swoje tajemnice. Łączy je jedno – magia odkrywania i radość z odnajdywania rzeczy, które przetrwały próbę czasu. Wizyta na pchlim targu to coś więcej niż zakupy. To podróż w przeszłość, spotkanie z historią i dowód na to, że piękno nie przemija – zmienia tylko właściciela. I jest duża szansa, że nie wrócicie stamtąd z pustymi rękami Czytaj dalej

„Muzeum na obcasach” w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce

Spotkania kobiet mają w sobie szczególną siłę – są przestrzenią, w której codzienność splata się z historią, doświadczenie z inspiracją, a tradycja z nowoczesnością. Takie właśnie było tegoroczne świętowanie Dnia Kobiet podczas wydarzenia „Muzeum na obcasach” w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce – pełne ciepła, uważności i piękna w najróżniejszych jego odsłonach. Pałacowe wnętrza na jeden dzień stały się miejscem wyjątkowego spotkania – nie tylko z historią, ale przede wszystkim z drugim człowiekiem. Opowieści o dawnych zwyczajach, modzie i codziennym życiu kobiet pozwoliły spojrzeć na przeszłość z nowej, bardziej osobistej perspektywy. Program wydarzenia był bogaty i różnorodny, a każda jego część wnosiła coś unikalnego. Uczestnicy mogli wziąć udział w warsztatach palm wielkanocnych prowadzonych przez Małgorzatę Danilkiewicz, a także w warsztatach florystycznych, które pozwalały tworzyć piękno z natury. Niezwykłym doświadczeniem był również „Podwieczorek u Anieli” prowadzony przez Magdalenę Pilsak – spotkanie przy herbacie, pełne rozmów i atmosfery dawnych czasów. Dużym zainteresowaniem cieszyły się pokazy mody, które przenosiły widzów w różne epoki. Pokaz mody powojennej, przygotowany przez modelki z Klubów Seniora z Niedźwiady, Tarła i Zabiela pod kierunkiem Oliwii Kaczmarzewskiej, z udziałem gościa specjalnego Kamila Strużka, ukazał elegancję i codzienność tamtych lat. Równie poruszające były pokazy mody XIX-wiecznej – zarówno w wykonaniu Skrobowianek – Koła Gospodyń Wiejskich w Skrobowie pod opieką Karoliny Wilkowicz, jak i grupy „Zakochani w Nałęczowie”. Wydarzenie wzbogacił także występ Kamila Strużka, który nadał spotkaniu artystycznego charakteru i podkreślił jego wyjątkową atmosferę. Uczestnicy mogli również wziąć udział w spotkaniu „Sztuka prowadzenia domu”, prowadzonym przez Katarzynę Kot – refleksji nad codziennością, która w kobiecym wydaniu staje się sztuką samą w sobie. Nie zabrakło także zwiedzania tematycznego „Pałac Zamoyskich oczami kobiet”, które pozwoliło odkryć historię miejsca z bardziej wrażliwej, pełnej emocji perspektywy. Takie wydarzenia pokazują, jak ważne są przestrzenie budowane wokół kobiecej energii – otwartej, twórczej i wspierającej. To właśnie w nich rodzi się wspólnota, w której każda historia ma znaczenie, a każda osoba jest wysłuchana. Spotkania te przypominają również, że kobiecość ma wiele wymiarów – od codziennych obowiązków, przez pasje i talenty, aż po rolę, jaką kobiety odgrywały i odgrywają w historii. „Muzeum na obcasach” to także piękny przykład współpracy i zaangażowania wielu środowisk. Dzięki obecności i wsparciu lokalnych grup, twórców oraz pasjonatów możliwe było stworzenie wydarzenia, które nie tylko zachwycało programem, ale przede wszystkim budowało relacje. W czasach, gdy tak wiele uwagi poświęcamy pośpiechowi i obowiązkom, takie spotkania przypominają o tym, co najważniejsze – o potrzebie bycia razem, dzielenia się doświadczeniem i czerpania radości z prostych chwil. Są ważne, bo wzmacniają. Są piękne, bo prawdziwe. I dlatego zapraszam Państwa do Muzeum Zamoyskich w Kozłówce! Sylwia Skulimowska  *Zdjęcia i informacje o wydarzeniu Muzeum Zamoyskich w Kozłówce: https://www.facebook.com/share/p/1C9MykMyaQ/ Czytaj dalej

Seniorzy z miasta na wsi u rolników – dwa tygodnie wspólnej pracy zamiast samotności

W ramach pilotażu projektu „Rezydencje dobrostanu” samotni seniorzy z miasta spędzają dwa tygodnie w rodzinnych gospodarstwach rolnych. To nie wakacje ani opieka wytchnieniowa – seniorzy stają się częścią życia rodziny, pomagając przy ogrodzie, zwierzętach, uprawach szklarniowych czy porządkach w sadzie.​ Autorzy i program Innowację stworzyli – Celina Maciejewska, łódzka psycholożka, jednocześnie rolniczka i miejska rzeczniczka ds. seniorów wraz z osobą dojrzałą – Jagodą Kropidłowską. Projekt realizowany jest w ramach „Generatora innowacji. Sieci wsparcia 3” – programu testującego nowe rozwiązania na rzecz poprawy jakości życia osób starszych.​ Jak to działa? Dziesięciu seniorów trafi do dziesięciu gospodarstw (głównie prowadzonych przez aktywne społecznie rolniczki). Przed pobytem obie strony poznały się na całodniowym szkoleniu integracyjnym, gdzie dopasowano pary. Praca jest realna i dostosowana do możliwości – od zakładania ogródka po karmienie zwierząt.​ Badania (poziom kortyzolu, dopaminy, testy psychologiczne) sprawdzą, czy pobyt poprawia dobrostan seniorów. Pobyty ruszą po Wielkanocy, raport końcowy – do końca maja. Sukcesem tego projektu będzie jego upowszechnienie szerokiemu gronu odbiorców, ale najważniejsze są relacje jakie się nawiążą.   Seniorzy na wsi, rolniczki i rolnicy w roli gospodyń i gospodarzy Kiedy pani Jagoda opowiada o swoim marzeniu, brzmi to bardzo zwyczajnie: „Chciałabym pojechać na wieś, popracować chwilę w ogrodzie, wśród zwierząt. Tylko… nie mam z kim i dokąd”. To zdanie wypowiedziane przez osobę aktywną, śpiewającą w chórze, uczęszczającą na zajęcia dla osób starszych – stało się jednym z impulsów do stworzenia projektu „Rezydencje dobrostanu”.​ O projekcie opowiada Celina Maciejewska, jego współautorka, łódzka psycholożka, rolniczka i jednocześnie miejska rzeczniczka ds. seniorów, która od lat żyje jedną nogą w świecie miejskich seniorów, a drugą w realiach rodzinnego gospodarstwa.​ Dwa tygodnie na wsi zamiast opieki wytchnieniowej Idea „Rezydencji dobrostanu” jest prosta: senior z dużego miasta na dwa tygodnie wprowadza się do czynnego gospodarstwa rolnego. Nie przyjeżdża tam na wakacje ani do domu opieki wytchnieniowej, gdzie spędza kilka godzin dziennie na obserwowaniu zajęć gospodarzy. Przyjeżdża po to, by zostać częścią rodziny rolników – razem z nimi żyć, jeść, rozmawiać i pracować.​ – Od początku bardzo jasno mówiliśmy: to nie jest agroturystyka, to nie jest terapia, gdzie senior siedzi i patrzy, jak inni coś robią – podkreśla prowadząca projekt. – To jest normalna, choć oczywiście dostosowana do możliwości, praca w gospodarstwie. W zamian osoba dojrzała zyskuje coś, czego w mieście często jej brakuje: poczucie sprawczości, bycia potrzebnym, bliski kontakt z naturą i dobre, zdrowe jedzenie.​ Pilotaż projektu obejmuje dziesięć gospodarstw rolnych i dziesięciu rezydentów – seniorów, którzy spędzą dwa tygodnie w gospodarstwie u rolników. Zanim jednak do tego dojdzie, obie strony muszą się poznać i przełamać pierwsze lody. Temu służyło długie, całodniowe szkolenie integracyjne, podczas którego powstawały pierwsze pary – konkretne gospodarstwo i konkretna osoba starsza.​ – Zdarzało się, że pięć osób chciało jechać do tej samej rolniczki, bo tak świetnie się zaprezentowała – mówi nasza rozmówczyni. – Ale nie chodzi o to, by całkowicie przeorganizować życie gospodarstwa. To ma być włączenie seniora w istniejący rytm, a nie rewolucja.​ Co senior robi na wsi? Praca seniora w gospodarstwie nie jest przypadkowa. Każdy rolnik wspólnie z rezydentem przygotowuje plan zadań – uwzględniając jego możliwości, zdrowie, doświadczenie i zainteresowania.​ – W jednym gospodarstwie senior założy ogródek warzywny, na co już namawia rolniczkę – opowiada Celina Maciejewska. – W innym będzie pomagał przy zwierzętach: podawał wodę i karmę, spędzał z nimi czas, oswajał je z obecnością obcych, bo część z nich ma docelowo pełnić funkcję zwierząt terapeutycznych.​ Gdzie indziej zadaniem może być pomoc przy uprawach szklarniowych, zbieraniu roślin, porządkowaniu sadu, przenoszeniu i układaniu gałęzi po cięciu drzew. Zdarzają się też zadania bardziej domowe – jedna z rolniczek marzy, by ktoś ugotował ciepły obiad wtedy, kiedy ona sama nie ma na to czasu.​ – To nie są rzeczy na niby. To realna, potrzebna w gospodarstwie praca, którą trzeba wykonać. Senior nie jest obciążeniem, tylko partnerem. On wkłada swój wysiłek, doświadczenie, umiejętności, a w zamian dostaje pobyt w żywym gospodarstwie, relacje i zdrową żywność prosto z pola.​ Do projektu zgłosili się bardzo różni ludzie. Część seniorów wychowała się na wsi, ale od lat mieszka w mieście i nie ma już na co dzień kontaktu z rolnictwem. Inni to mieszczuchy, którzy wieś znają wyłącznie z wyobrażeń i ogródków działkowych. – Na etapie rekrutacji bardzo jasno pokazywaliśmy, że to jest ciężka praca, a nie dwa tygodnie wakacji – zaznacza prowadząca.​ Zaskakująca okazała się też struktura uczestników: po stronie rolników zgłosiły się prawie wyłącznie kobiety – aktywne społecznie rolniczki, angażujące się w życie lokalnych społeczności. Po stronie seniorów proporcje kobiet i mężczyzn okazały się niemal równe.​ – Wszyscy powtarzają, że mężczyźni znikają po przejściu na emeryturę, że ich nie widać w działaniach społecznych. A tu okazało się, że bardzo wielu panów chce po prostu konkretnej pracy. To dla mnie ważny sygnał: w dojrzałym wieku często nie brakuje sił, tylko okazji, by je sensownie wykorzystać – zauważa Celina Maciejewska. Pilotaż pod okiem naukowców „Rezydencje dobrostanu” to nie tylko społeczny eksperyment, ale i projekt z zapleczem badawczym. Pilotaż, który będzie trwał sześć miesięcy, ma dać odpowiedź na kluczowe pytanie: czy pobyt i praca w gospodarstwie rolnym realnie poprawiają dobrostan seniorów.​ – Nie chcemy opierać się wyłącznie na wrażeniach czy obserwacjach, choć te są bardzo pozytywne już na etapie rekrutacji. Dlatego badamy poziom różnych hormonów, m.in. dopaminy i kortyzolu, które pozwalają ocenić poziom stresu i poczucie szczęścia – podkreśla organizatorka. Seniorzy przechodzą badania dwa razy: tuż przed wyjazdem na wieś oraz bezpośrednio po zakończeniu pobytu. Do tego dochodzą testy psychologiczne, oceniające subiektywne poczucie dobrostanu. W trakcie całego projektu prowadzone jest też tzw. mikrotestowanie – zespół regularnie zbiera uwagi od seniorów i rolników, na bieżąco modyfikując rozwiązania organizacyjne.​ – Cały czas powtarzamy: to jest pilotaż. Jeśli relacja się nie klei, jeśli ktoś źle się czuje, jeśli wyjdzie na jaw np. alergia, o której nikt nie wiedział – zawsze można przerwać pobyt i rozwiązać umowę. Nikogo nie zmuszamy do dotrwania do końca za wszelką cenę– mówi nasza rozmówczyni. Zgodnie z harmonogramem, dwutygodniowe pobyty seniorów w gospodarstwach ruszą po Wielkanocy, a do końca maja powstanie raport końcowy wraz z opisem całej innowacji: krok po kroku, z narzędziami, które się sprawdziły, i tymi, które trzeba było porzucić lub zmienić. Materiały trafią m.in. na stronę projektu „Generator innowacji. Sieci wsparcia 3”, gdzie publikowane są rozwiązania poprawiające jakość życia osób starszych.​ – Marzymy o tym, że jeśli wyniki będą dobre, Ministerstwo przyjrzy się temu bliżej i być może powstaną programy, które pozwolą takie rezydencje upowszechnić. Ale nawet jeśli to się nie wydarzy od razu, relacje zawiązane w pilotażu mogą żyć własnym życiem. Już dziś słyszę od seniorów, że chętnie wróciliby do „swojego” rolnika po zakończeniu projektu. – mówi. Samotność, sprawczość i pomoc w gospodarstwie Projekt może być odpowiedzią na dwa równoległe kryzysy: samotności seniorów i braku rąk do pracy w gospodarstwach.​ – Samotność jest w gruncie rzeczy chorobą cywilizacyjną późnego wieku – mówi nasza rozmówczyni. – W Łodzi, gdzie pracuję jako rzeczniczka ds. seniorów, ogromna część starszych kobiet żyje samotnie, często w gorszej sytuacji ekonomicznej niż małżeństwa z dwiema emeryturami. Jednocześnie rolnicy niemal zawsze potrzebują pomocy – czy to przy obiedzie, czy przy odkręceniu kranów nawadniania, czy przy drobnych pracach w sadzie.​ Projekt wyraźnie przełamuje stereotyp seniora jako wyłącznie odbiorcy opieki. – Wielu ludzi myśli: „Senior na wsi? Przecież trzeba będzie się nim opiekować, pilnować go, żeby nic mu się nie stało.” A my mówimy: nie, tu przyjeżdża osoba sprawna, która chce pracować. To nie jest ciężar, to jest zasób.​ To myślenie idzie zresztą w parze z szerszą zmianą obrazu starości. Coraz częściej widzimy osoby po sześćdziesiątce i siedemdziesiątce, które zaczynają studia, robią doktoraty, angażują się w działalność społeczną. Kiedyś po sześćdziesiątce czekało się na kres życia, dziś coraz więcej osób świadomie planuje kolejne dwadzieścia lat życia, szukając wyzwań i sensu – zauważa rozmówczyni.​ W tym sensie „Rezydencje dobrostanu” są nie tylko pilotażem usługi, ale też projektem, który ma pokazać rolnikom, że osoba starsza może być partnerem, a nie wyłącznie obiektem troski. Seniorom zaś, że ich doświadczenie i kompetencje są realnie potrzebne.​ – Bardzo zależy nam na równowadze – mówi prowadząca. – W tym projekcie seniorzy są ważni, ale równie ważni są rolnicy. Rzeczniczka seniorów: od skarg po warsztaty Rozmowa o „Rezydencjach dobrostanu” naturalnie prowadzi do drugiej roli naszej rozmówczyni – rzeczniczki ds. seniorów w Łodzi. To stanowisko, w którym łączą się funkcje reprezentowania interesów osób starszych na zewnątrz oraz bardzo konkretna, codzienna praca z pojedynczymi ludźmi.​ – Senior może przyjść do mnie z ulicy – tłumaczy – opowiedzieć o swoim problemie, jeśli dotyczy on funkcjonowania w mieście. Czasem jest to kwestia medyczna, wtedy odsyłam do rzecznika praw pacjenta. Czasem problem prawny – wtedy kieruję do nieodpłatnej pomocy prawnej. Pomagam też pisać pisma, wskazuję właściwego urzędnika lub dzwonię w imieniu danej osoby.​ Ale spora grupa seniorów trafia do rzeczniczki z zupełnie inną potrzebą: chcą coś robić, realizować własne pomysły, ale brakuje im zasobów – sali, kontaktów, czy parasolowej instytucji. – Przychodzą do mnie np. panie, które prowadzą warsztaty profilaktyki nietrzymania moczu, szukając miejsca, gdzie mogłyby je organizować – opowiada. – Albo grupy chcące złożyć projekt w konkursie grantowym potrzebujące wsparcia merytorycznego czy medialnego.​ Jako psycholożka i rzeczniczka sama prowadzi liczne działania profilaktyczne dotyczące chorób otępiennych, aktywności społecznej, troski o mózg i sprawność poznawczą w wieku 40+ i później. – Wciąż panuje przekonanie, że problemy z pamięcią są czymś oczywistym w starości, czymś, co trzeba po prostu przyjąć – mówi. – A ja powtarzam: wiek jest tylko czynnikiem ryzyka. Możemy bardzo wiele zrobić, by ten spadek był powolny i nie musiał prowadzić do otępienia.​ W pracy rzeczniczki ważny jest też obszar zdrowia psychicznego. Nasza rozmówczyni z dużym uznaniem mówi o projektach, takich jak szkoły zdrowienia czy Fundacja Otwartych Seminariów Filozoficzno Psychiatrycznych, gdzie osoby starsze z doświadczeniem kryzysu psychicznego pełnią rolę samorzeczników.​ – Na szkoleniu słuchałam siedemdziesięcioletniej pani z chorobą dwubiegunową, która opowiadała o wieloletnim zmaganiu się z brakiem diagnozy i wsparcia – wspomina. – To było poruszające. Dla osób w podobnej sytuacji rozmowa z kimś, kto zna problem z autopsji, bywa ważniejsza niż pięć minut u lekarza, który tylko wypisuje receptę.​ Wszystkie te wątki – zdrowie fizyczne, psychiczne, samotność, aktywność społeczna – splatają się w jednym pytaniu: jak sprawić, by rosnąca grupa seniorów nie była postrzegana jako obciążenie, lecz jako świadoma, sprawcza część społeczeństwa.​ – Myślę, że „Rezydencje dobrostanu” są jedną z odpowiedzi – mówi na koniec Celina Maciejewska. – Jeśli choć kilka par senior–rolnik z tego pilotażu zostanie ze sobą na dłużej, jeśli ktoś znajdzie „swoją” wieś, do której będzie wracał, to już jest sukces. A jeśli do tego powstanie ogólny program, który pozwoli takie pobyty powielać w całej Polsce – to znaczy, że zrobiliśmy coś naprawdę ważnego. Źródło: https://witrynawiejska.org.pl/2026/03/16/seniorzy-z-miasta-na-wsi-u-rolnikow-dwa-tygodnie-wspolnej-pracy-zamiast-samotnosci/ Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij