Aktualności

0 0
Kłosuj Komentuj Ulubione

Z przyrodą za pan brat!

Zbliża się wiosna, a Pani Monika nadal dzieli się swoimi zapasami i gruntownie przygotowuje się do kolejnego sezonu! Czekamy z niecierpliwością na pyszne tegoroczne owoce i warzywa z Mrowiska!
I nadal polecamy ekologiczne warzywa i pyszną sałatkę autorstwa Pani Moniki! Proszę zajrzeć na FB "MojaWieś.pl i na Gospodarstwo Ekologiczne "Mrowisko"
A jak to z Mrowiskiem było? Pamiętacie Państwo artykuł "Z przyrodą za pan brat!" z kwartalnika "mojaWieś"?
Miłego czytania!

**************************************************

Z przyrodą za pan brat!

Na progu wita mnie pogodny, młody człowiek: Mama już jedzie - informuje, to syn właścicielki Gospodarstwa Ekologicznego „Mrowisko” - Moniki Mrowińskiej. I rzeczywiście, po chwili wjeżdża samochód i wyskakuje z niego energiczna, uśmiechnięta kobieta. Jak się później okaże… uśmiechu, pogody ducha i pozytywnej energii w tym gospodarstwie nie brakuje.

Mrowisko rodzinne

Gospodarstwo Ekologiczne „Mrowisko” to interes rodzinny. Interes to chyba złe słowo, raczej wspólna pasja i sposób na życie, specyficzne patrzenie na świat. Może właśnie dlatego pani Monika Mrowińska w 2015 roku została laureatką 3 miejsca w plebiscycie Kobieta Przedsiębiorcza Województwa Łódzkiego 2015. To sukces jej gospodarstwa, a także zaangażowania społecznego. Do niedawna sołtyska wsi Łopianki, teraz radna Gminy Łask, a w ostatnich wyborach do izb rolniczych ponownie wybrana delegatką Izby Rolniczej Województwa Łódzkiego Powiatu Łaskiego. Jest także prezesem Stowarzyszenia Wieś Dzieciom, które prowadzi Niepubliczną Szkołę Podstawową w Łopatkach.

Macie państwo owce? - jestem zaskoczona, bo w ogrodzie nad wyraz swobodnie czują się dwie czarne owieczki.

- A to zabawna historia - odpowiada pani Monika - mamy zaprzyjaźnionego klienta. Od ponad 10 lat zaopatruje się u nas w warzywa. Kiedyś przyszedł do mnie i pyta: - Pani Moniko ja wiem, ze pani nie zje tych owiec, proszę się nimi zaopiekować, bo ja już nie mam siły. - No i są u nas. Tak jak trzy koty, które też spełniają się ekologicznie - śmieje się.

Jak widać pani Monika Mrowińska przygarnia rodzinnie wszystkich. Do gospodarstwa garną się też dzieci z okolicznych miejscowości, a nawet z pobliskiej Łodzi. Ale zacznijmy od początku…

Przygoda życia

Gospodarstwo posiada certyfikat produkcji ekologicznej Ekogwarancja od 2004 roku. Oferuje głównie warzywa: sałaty, rzodkiewki, papryki, pomidory, kapusty, brokuły, kalafiory, marchewki, cukiernie, ale także zioła i sezonowe owoce.

- Z poziomkami to też ciekawa historia - wspomina pani Monika - przyszedł do nas kontroler jednostki certyfikującej i już całkiem tak prywatnie, jako pasjonat, zaraził nas - mnie poziomkami. Przywiózł nasiona i opowiedział o uprawie. Spróbowałam.

A jak zaczęła się przygoda z ekologią?

- Prawie 9 lat mieszkaliśmy w blokach i jakoś nie wiązaliśmy swojej przyszłości w produkcji ogrodniczej, rolniczej. To mój tata, a wcześniej dziadek miał ogrodnictwo. Śmieję się, że było tutaj 3 braci, został mój tato. I ci bracia mieli 3 synów i jedna byłam ja. I ja w tym kierunku poszłam. Na szczęście gospodarstwo jest niewielkie, bo ma tylko 6 ha, ale to pozwoliło mi ukierunkować swoją produkcję. Zobaczyłam kiedyś w telewizji małe gospodarstwo ekologiczne. Pojechałam do Lublina do Ekogwarancji i przekonałam się jak to jest. Postanowiłam zaryzykować, tym bardziej, że wiedzę w dużej mierze czerpałam z książek i z Internetu - nie miałam w pobliżu żadnej jednostki certyfikującej.

Wspaniała lekcja przyrody

Pani Monika Mrowińska była prekursorką ekologii na tym terenie. I wydaje się, że chyba nadal jest.

- Mimo moich zachęt jest jednak w ludziach taka mentalność, że jak się nie podsypie to nie urośnie. A to nie jest prawda. Trzeba współgrać z przyrodą. Mamy przecież sprzymierzeńców w przyrodzie. Jaszczurki, żaby, krety - one też wykonują swoją pracę w moim gospodarstwie.

A to ciekawe, takie współdziałanie to przecież świetna lekcja przyrody!

- Dokładnie. Mając gdzieś tam w myślach naszą szkołę i widząc duże zainteresowanie ze strony dzieci i nauczycieli, postanowiłam organizować zajęcia ekologiczne dla grup przedszkolnych i szkolnych. Warto pokazać dzieciom, że sałata i rzodkiewka nie rosną w hipermarketach, tylko w ziemi, że to wspólne działanie przyrody i człowieka. W planach mamy stworzenie terenu rekreacyjno-edukacyjnego dla dzieci, a więcej upraw to więcej urozmaiconej i wszechstronnej informacji.

Jak sam smak dociera do klienta…

- To często klient dociera do nas – śmieje się pani Monika - Zawożę swoje warzywa i owoce do sklepów ekologicznych, ale raczej bazujemy na bezpośrednich odbiorcach i na coraz bardziej popularnej kooperatywie spożywczej. Mamy stronę na Facebooku (https://www.facebook.com/GospodarstwoEkologicznemrowisko/), którą zajmuje się mój syn Tomek. Opisujemy tam nasze działania, zbieramy zamówienia. To nasi klienci są największą naszą reklamą, bardzo im za to dziękuję.

Podchodzi do nas syn pani Moniki z mieszkanką Pabianic. To klientka, robi zakupy dla 4 rodzin i na początek prosi o zapakowanie 6 sałat, 6 rzodkiewek i 3 szczypiorków…

Często pani przyjeżdża?

- Pracuję w Łasku, wstępuję do Mrowiska raz w tygodniu, robię zakupy i puszczam je w świat. Każdy z nas ma takie punkty. Ja dostarczam warzywa od pani Moniki, znajomi przywożą wędliny i tak to się kręci. Każdy chce, żeby jego dzieci, jego rodzina miały zapewnione pełnowartościowe, zdrowe produkty.

- To właśnie kooperatywa spożywcza. W Łodzi działa Lokalny Rolnik, także tam trafiają nasze produkty – wspomina właścicielka „Mrowiska” – poprzez taką organizację wiele osób może zaopatrzyć się w świeże warzywa, owoce, wędliny, sery i to znacznie taniej niż w sklepach ekologicznych, bez pośredników, prosto od producentów. Umawiam się także z indywidualnymi osobami w Łodzi i dowożę im to, co akurat u nas rośnie.  Nasze gospodarstwo wzbudziło też zainteresowanie mediów. Powstały u nas programy kulinarne z Mikołajem Reyem ,,Cukinia - warzywo doskonałe”, z Tomaszem Jakubiakiem ,,Nowalijki-Jakubiak Lokalnie”, program z Tadeuszem Mullerem ,,Z gruntu zdrowo - królowa Kapusta” i wiele innych.          

Filozofia życia – moc pozytywnego myślenia

Pracy w takim gospodarstwie jest mnóstwo. Szklarnie, tunele wymagają ciągłego zaangażowania i uwagi. A do tego potrzeba ludzi…

- Jest problem z zatrudnieniem osób. Tuta, na tym terenie, czeka się na pracownika, Mam dwie solidne panie, które mi pomagają. Niezwykłe kobiety. Pracuję też ja, mój mąż i syn. Tata bardzo się angażuje. W sezonie owocowym zatrudniam jeszcze kilka osób. Syn swoją przyszłość także wiąże z tym gospodarstwem. Docenia zdrowe odżywianie i choć nie zrezygnuje ze swojej pasji, kiedyś kontynuować będzie też naszą. I zawsze mu powtarzam, że trzeba przejść przez życie tak, żeby kiedyś, odwracając się, niczego nie żałować i nikomu krzywdy nie zrobić. Tak prowadzę swoje gospodarstwo ekologicznie, uczciwie i z pełną odpowiedzialnością.

Miała pani jakiś momenty zwątpienia? Coś się nie udało i uznała pani, że już dosyć, nie mam siły?

- Powiem tak… pewnie jakieś doświadczenia po drodze, ale ja jestem taka, że twardo stąpam po ziemi. Mam pasję, ale to wszystko, co tu jest, to nasza ciężka praca i upór. Może nie jest takie piękne jak w jakichś wymuskanych gospodarstwach pokazowych, ale to wszystko było i jest powoli tworzone. Nie korzystałam z żadnych unijnych finansowań, tylko zwykłe dopłaty. Po drodze musieliśmy uregulować sprawy prawne związane z gospodarstwem. Oczywiście, nie zawsze wszystko nam wyrastało tak jakbyśmy tego oczekiwali. Ale nigdy się nie poddałam. Jeśli coś mi się nie udaje, to ja drążę dalej. Zastanawiam się… dlaczego, jaki błąd popełniłam i naprawiam, i próbuję dalej. Kiedyś wpadłam mi w ręce książka „Moc pozytywnego myślenia” Normana V. Peale’a, mam ją do dzisiaj i kilka razy do niej wracałam. Mam to w sobie. Niech sobie wszyscy dookoła myślą, że to się nie uda, że to nie ma sensu, a to ma sens i to się uda! Możecie wszyscy dookoła krzyczeć, a ja wiem swoje.

 

Sylwia Skulimowska

 

Gospodarstwo Ekologiczne „Mrowisko”

Monika Mrowińska kom. 601675510

Łopatki 8, 98-100 Łask

woj. łódzkie

 

 

 

 

 

 

 

Redakcja mojaWieś ..

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Tradycje, które łączą pokolenia

Kolorowe pisanki, zapach świeżo pieczonej baby i radosny śmiech przy świątecznym stole. Wielkanoc od lat pozostaje jednym z najbardziej rodzinnych i pogodnych świąt. To czas, gdy dawne zwyczaje spotykają się z nowoczesnością, a tradycje wciąż potrafią wywołać dziecięcy zachwyt. Wielkanoc w Polsce ma wyjątkowy smak i atmosferę. Już na kilka dni przed świętami domy wypełniają się krzątaniną: malowaniem jajek, pieczeniem mazurków i przygotowywaniem koszyczka ze święconką. Pisanki, od tych skromnie barwionych cebulą po misternie zdobione małe dzieła sztuki, są symbolem odradzającego się życia i jednym z najbardziej lubianych elementów świąt. Nieodłącznym zwyczajem jest także święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Koszyczki przystrojone bukszpanem, białą serwetką i kolorowymi wstążkami niosą do kościoła zarówno dzieci, jak i dorośli. W środku obowiązkowo znajdują się jajka, chleb, sól, kiełbasa i chrzan, każdy z tych produktów ma swoje symboliczne znaczenie, ale dla najmłodszych najważniejsze jest zwykle to, by w koszyczku znalazł się także czekoladowy zając. Niedzielne śniadanie wielkanocne to prawdziwe święto smaków i rodzinnego ciepła. Dzielenie się jajkiem, składanie życzeń i wspólne biesiadowanie przy stole pełnym żurku, białej kiełbasy oraz słodkości tworzą atmosferę bliskości. To moment, w którym tradycja najmocniej pokazuje swoją siłę, łączy pokolenia i przypomina, jak ważne są wspólne chwile. A potem przychodzi najbardziej wesoły akcent świąt, czyli lany poniedziałek. Śmigus-dyngus od lat wywołuje salwy śmiechu, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, choć dorośli także często dają się porwać tej zabawie. Symboliczna odrobina wody ma przynieść szczęście i pomyślność, a przy okazji skutecznie budzi nawet największych śpiochów. Wielkanocne tradycje, choć zakorzenione w historii, wciąż mają w sobie świeżość i lekkość. To święta pełne kolorów, rodzinnego ciepła i małych rytuałów, które sprawiają, że co roku wracamy do nich z prawdziwą przyjemnością. Czytaj dalej

Wiosenne porządki: więcej niż mop i ścierka

Wiosenne porządki przed Wielkanocą często kojarzą się dziś głównie z praktycznym przygotowaniem domu na święta. Jednak zwyczaj ten ma znacznie starsze, przedchrześcijańskie korzenie, sięgające wierzeń dawnych Słowian. W ich świecie rytm życia wyznaczała natura, a przełom zimy i wiosny był jednym z najważniejszych momentów w roku, czasem odrodzenia, oczyszczenia i symbolicznego początku nowego cyklu życia. Dla Słowian zima była okresem „martwym”, związanym z ciemnością, chłodem i stagnacją. Wraz z nadejściem wiosny należało nie tylko przyjąć nowe życie, ale też aktywnie „usunąć” to, co stare i niepotrzebne. Porządki miały więc wymiar rytualny, nie chodziło wyłącznie o czystość, lecz o oczyszczenie przestrzeni z nagromadzonej przez zimę złej energii, chorób czy pecha. Wierzono, że brud, kurz i chaos mogą przyciągać negatywne siły, dlatego dokładne sprzątanie domu i obejścia było formą ochrony. Z tym okresem wiązały się także konkretne obrzędy. Jednym z najbardziej znanych było symboliczne „pożegnanie zimy”, czyli topienie lub palenie Marzanny, kukły uosabiającej śmierć, chłód i zastój. Ten rytuał miał oczyścić społeczność i zrobić miejsce dla nowej energii wiosny. W podobnym duchu sprzątano domy: wymiatanie śmieci czy kurzu mogło mieć znaczenie symboliczne – jakby „wymiatało się” stare troski i niepowodzenia. Często towarzyszyło temu także wietrzenie domostw, palenie ognia czy okadzanie ziołami, co miało dodatkowo wzmacniać efekt oczyszczenia. Ogień i dym były traktowane jako żywioły o właściwościach ochronnych i oczyszczających, zdolne odpędzać złe moce i przywracać równowagę. Kiedy na ziemie słowiańskie przyszło chrześcijaństwo, wiele z tych praktyk nie zniknęło, lecz zostało włączonych do nowego porządku religijnego. Wiosenne porządki zaczęto łączyć z przygotowaniami do Wielkanocy, ale ich pierwotny sens, odnowy i oczyszczenia, pozostał. Zmieniła się interpretacja, nie sama potrzeba. Dlatego patrząc na wiosenne sprzątanie tylko jako na obowiązek, łatwo przeoczyć jego głębszy wymiar. To echo dawnych rytuałów, w których człowiek próbował odzyskać harmonię z naturą i rozpocząć nowy etap życia „na czysto” – nie tylko w domu, ale i w sobie. Czytaj dalej

Sekret Twojej osobowości zapisany w kwiatach

Od wieków ludzie poszukują odpowiedzi na pytania o swój los, osobowość i relacje z innymi. Jedną z dróg jest astrologia – ale nie tylko w klasycznej, gwiezdnej odsłonie. Obok tradycyjnego zodiaku istnieje horoskop kwiatowy, który przypisuje każdej dacie urodzenia konkretną roślinę,  Skąd wziął się horoskop kwiatowy? To jeden z najbardziej subtelnych i „kobiecych” odcieni astrologii ezoterycznej. Zakłada, że rodzimy się pod „opieką” pewnej rośliny, której cechy odzwierciedlają naszą osobowość. Nie jest to system naukowy, lecz raczej symboliczna interpretacja natury. Współczesne wersje horoskopu kwiatowego są inspirowane mitologią celtycką – choć trzeba pamiętać, że druidzi nie pozostawili pisanych dokumentów, więc jest to rekonstrukcja, a nie udokumentowana tradycja. Mimo to horoskop kwiatowy cieszy się coraz większą popularnością. W najpowszechniej stosowanej wersji rok dzieli się na 36 kwiatów, z których każdy ma własną energię, temperament oraz sposób myślenia i działania. Poniżej znajdziesz opis wszystkich – sprawdź, który odpowiada Twojej dacie urodzenia ! Zimowy początek roku: Goryczka (1–10 stycznia): wytrwałość i odporność – osoby konsekwentne i cierpliwe. Oset (11–20 stycznia): siła i samodzielność. Nieśmiertelnik (21–31 stycznia): wrażliwość i potrzeba harmonii. Jemioła (1–10 lutego): dyplomacja. Kosmea (11–19 lutego): marzycielskość. Mimoza (20–28/29 lutego): empatia i delikatność. Wiosna: Mak (1–10 marca): pasja i magnetyzm. Lilia (11–20 marca): elegancja i duchowość. Tojad (21–31 marca): tajemniczość i analityczny umysł. Bodziszek (1–10 kwietnia): towarzyskość. Hortensja (11–20 kwietnia): skrytość i delikatność. Dalia (21–30 kwietnia): ambicja i wrodzona klasa. Konwalia (1–10 maja): czystość intencji. Kaczeniec (11–21 maja): radość. Margerytka (22–31 maja): naturalność. Lato: Dzwonek (1–11 czerwca): idealizm. Stokrotka (12–21 czerwca): skromność i siła. Tulipan (22 czerwca–1 lipca): serdeczność i spontaniczność. Lilia wodna (2–12 lipca): równowaga. Fiołek (13–23 lipca): lojalność i głębia uczuć. Dzika róża (24 lipca–2 sierpnia): odwaga i zmysłowość. Słonecznik (3–12 sierpnia): optymizm. Róża (13–23 sierpnia): pasja i pewność siebie. Hibiskus (24 sierpnia–2 września): artystyczna spontaniczność. Jesień: Goździk (3–12 września): praktyczność. Aster (13–22 września): intelekt i perfekcjonizm. Wrzos (23 września–3 października): introwertyczna wrażliwość. Kamelia (4–13 października): elegancja. Bez (14–23 października): emocjonalność i romantyzm. Frezja (24 października–2 listopada): uczuciowość. Orchidea (3–12 listopada): wyjątkowość. Piwonia (13–22 listopada): namiętność. Mieczyk (23 listopada–2 grudnia): odwaga. Zima: Mniszek (3–12 grudnia): spontaniczność. Lotos (13–22 grudnia): refleksja. Szarotka (23–31 grudnia): niezależność i siła charakteru. Aleksandra Koronna   Czytaj dalej

Gdzie Ci mężczyźni?

Gdzie Ci mężczyźni? Jak śpiewała Danut Rinn, gdzie Ci mężczyźni prawdziwi tacy, na miarę czasów? No właśnie porównując panów z jej czasów, a obecnych facetów to można śmiało powiedzieć że wtedy byli prawdziwi mężczyźni. Dziś prawdziwi faceci to panowie 50+ choć i młodsi się zdarzają. Patrząc na obecne młode pokolenie, które dorasta na naszych oczach, aż chce się zaśpiewać „dziś prawdziwych mężczyzn już nie ma”. Kiedyś się mówiło, żeby komuś dogryźć: jesteś facet czy szelki? Ze smutkiem można stwierdzić, że nawet na szelki większość nie zasługuje. Rośnie nam pokolenie nieudolnych dorosłych dzieci kompletnie nieprzystosowanych do życia. Czego się spodziewać, czym skorupka za młodu na siąknie, tym w dorosłym życiu trąci. Dzieci wychowywane do lat 90 nauczone były odpowiedzialności i samodzielności, życia uczyły się z podwórka, bo rodzice wiecznie w pracy. Teraz dmucha się i chucha na dzieci, wyręcza we wszystkim, skacze się nad nimi jak nad tym jajkiem, które teraz trąci niewydarzeniem życiowym. Rośnie w Polsce plaga dzieci, które mieszkają z rodzicami i nie zamierzają się nigdzie ruszać. Nie mamy tu na myśli osób których zwyczajnie nie stać, bo zarobki niskie, a życie drogie, tylko tych facetów, którzy świadomie siedzą przy rodzicach bo im tak wygodnie. Za nic nie płacą, nie obchodzą ich za co kupić jedzenie czy zapłacić rachunki. Nikt tak nie ugotuje jak mama czy nie wypierze brudnych majtek. I tu o dziwo przeważnie matczyna miłość i nadopiekuńczość tak zdusiło to dziecko, że jest nieporadne życiowo. Jeśli już taki maminsynek się wyprowadzi to tylko do innej kobiety, czytaj żony, która przejmie opiekę nad dorosłym dzieckiem.  Starsze pokolenie jest nauczone szanować pieniądze i doświadczać skąd się biorą. Obecni dwudziestoparolatkowie nie imają się żadnego zajęcia, które nie spełni ich wysokich wymagań finansowych. A najlepiej nic nie robić, a żeby pieniążki same wpływały na konto. Kiedyś każdy facet musiał pracować bo był głową rodziny i na jego barkach było utrzymanie żony i dzieci. Teraz faceci to „cztery litery”, żeby brzydko nie napisać, którzy uciekają od odpowiedzialności. Co najgorsze nie wykazują jakichkolwiek skłonności żeby nauczyć się czegokolwiek. Mamy pokolenie „chłopców” bo na miano faceta nie zasługują, którzy nie umieją gotować, zmywać. Obsługa pralki czy odkurzacza to już dla nich wyższa filozofia, nie mówiąc już o zmianie koła czy czasami nawet zatankować auto. Starsze pokolenie jest zdania, że to wina zniesienia obowiązkowej służby wojskowej i powinno się do tego wrócić. Coś w tym jest bo kiedyś każdy facet musiał uwolnić się od mamusi i odsłużyć swoje co najmniej 9 miesięcy. Pomysł z powrotem może i słuszny chociażby żeby zobaczyć przerażenie w oczach tych dorosłych chłopców, ale niestety i do koszar zawitały łagodne obyczaje, gdzie służba przygotowawcza bardziej przypomina kolonie niż prawdziwe życie. To teraz coś z życia wzięte. Mężczyzna 35 lat, po rozwodzie, sam wynajmuje mieszkanie i pracuje, ale uzależniony od mamusi, a właściwie od niemałych pieniędzy, którymi mamusia go co miesiąc wspiera. Gdzie doskonale wie, że syn prowadzi hulaszczy tryb życia, a brak pieniędzy nie jest spowodowany alimentami tylko wiecznymi imprezami i panienkami. Oczywiście coś za coś. Mamusia ma ciągłą kontrole nad nim i on nawet nie chce się przeciwstawiać. Dorosły facet, który nawet nie umie do lekarza się zarejestrować, mało tego – nie dość, że mama to za niego zrobi to jeszcze razem z synem wchodzi do gabinetu. Może komuś coś pomoże historia z Włoch, gdzie matka poszła do sądu oskarżając dwóch synów 40+, że z nią mieszkają i nie mają zamiaru się wyprowadzić, ani pracować czy nawet założyć rodzinę. Synowie przegrali sprawę, musieli się wyprowadzić i zacząć żyć na własny rachunek. To przykład powszechnego we Włoszech zjawiska pozostawania dorosłych dzieci w domach rodziców i niechęci do usamodzielniania się. Rezultatem takiego zachowania jest braku perspektyw na stabilizację finansową i zawodową wielu młodych ludzi. Kiedyś dotyczyło to tylko Włoch teraz ta moda zawitała również do Polski Na całym świcie pojawiło się określenie jak metroseksualni faceci, czyli styl życia mężczyzn skupiający się na własnej cielesności i atrakcyjności oraz podążaniu za modą. Dobrze, że faceci dbają o siebie, tylko gdzieś zatarły się te granice między byciem schludnym a byciem narcystycznym. Chodzą na siłownie, niby dźwigają ciężary, a jak przychodzi co do czego to te góry mięśni nie idą w parze z siłą, a zwykły chuderlak przeskoczy fizycznie mięśniaka bez szyi. Starsze pokolenie było nauczone pracy i szacunku do zdobytych z trudem rzeczy, w czasach kiedy półki w sklepach były na pół puste. Rodzice 40+ opowiadają swojemu 16 letniemu synowi, że oni mieli biedne dzieciństwo nie mogli sobie pozwolić na wakacje czy zajęcia pozaszkolne na co ten nastolatek nie może narzekać bo ma wszystko. On im odpowiedział, żeby mieli pretensje do swoich rodziców, że byli tak mało zaradni życiowo i nie potrafili zagwarantować tego czego sobie wymarzyli ich dzieci.  Właśnie takie pokolenie „facetów” nam wyrosło i dalej rośnie, a będzie tylko gorzej mając takie wzorce. Pokolenie które, jest roszczeniowe i myśli, że rodzice będą żyć wiecznie. Mama wszystko załatwi, wypierze, ugotuje. Tata samochód zatankuje czy zaprowadzi do mechanika. Wychowani byliśmy w czasach gdzie nic nie było, a mimo to mieliśmy tak dużo. Dziś mamy wszystkiego pod dostatkiem, a z tego przybytku wychowaliśmy rozleniwione, bez ambicji pokolenie zniewieściałych chłopców bojących się życia.  To nie wróży nic dobrego dla tego świata, a prawdziwi mężczyźni z krwi i kości, tak jak dinozaury są skazani na wyginięcie. Dlatego szanujmy tych facetów, bo to gatunek na wymarciu. A jeśli chcecie przedłużyć ten zacny gatunek to nie jest za późno na wychowanie własnych synów. Będzie to wymagało samozaparcia, bycia konsekwentnym i nieugiętym, ale będzie warto. Przygotujcie swoje dzieci do dorosłego i samodzielnego funkcjonowania, zanim życie samo zweryfikuje ich gotowość. Wy może i tego nie zobaczycie, ale gdy wasz nieudolny syn niezdolny do samodzielnego bytowania zderzy się ze ścianą prawdziwego życia, to może mieć to dla niego tragiczne konsekwencje. Daniel Mucha Czytaj dalej

Babski kongres pełen muzyki, sztuki i dobrej energii

W Pisarzowicach odbył się Babski Kongres „Rozkwitaj”. Było muzycznie, twórczo i bardzo radośnie. Koncert, inspirujące rozmowy o sztuce oraz warsztaty malarskie sprawiły, że uczestniczki wróciły do domów z uśmiechem, nową energią i pięknymi wspomnieniami. W marcu w GCDT w Pisarzowicach spotkały się kobiety, by wspólnie spędzić inspirujące popołudnie podczas Babskiego Kongresu „Rozkwitaj”. Wydarzenie rozpoczął piękny koncert naszej utalentowanej muzycznie i wokalnie Pisarzowianko-Kozianki – Weroniki Cieślik. Artystka wprowadziła publiczność w klimat kobiecej wrażliwości, wykonując utwory m.in. Danuty Rinn, Anny German, Whitney Houston i Zbigniewa Wodeckiego, a także własne kompozycje. Jej występ spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i szybko porwał do wspólnego śpiewania całą salę. Następnie uczestniczki wysłuchały prelekcji poświęconej warsztatowi malarskiemu prac pani Małgorzaty Kulczyk, których wystawę można było podziwiać podczas spotkania. Najwięcej emocji przyniosły jednak warsztaty „Akwarelowe kwiaty”, które poprowadziła kierowniczka GCDT, pani Magdalena Chrobak. Panie z uśmiechem wracały wspomnieniami do szkolnych lekcji plastyki i malowania farbami akwarelowymi w podstawówce, wspominając z rozrzewnieniem swoją nauczycielkę – panią Halinę Gacek. Tym razem jednak uczestniczki poznawały tajniki trudnej sztuki operowania wodą, farbą i pędzlem pod czujnym okiem prowadzącej. Nie brakowało śmiechu, żartów i twórczej swobody – niektóre prace przybrały wręcz abstrakcyjne formy. Na jednej z nich pojawiło się nawet jajeczko, z którego wyłonił się diabełek z uszami i kręconym ogonkiem. Panie z humorem prezentowały swoje „kwiatowe inspiracje”, a atmosfera była naprawdę wyjątkowa. Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy i trzeba było wracać do domów – może przygotować kolację dla męża czy włączyć pralkę. Jak jednak powiedziała jedna z uczestniczek: „Mogę spokojnie wracać do domu, bo tyle się dziś uśmiałam, ubawiłam i nabrałam energii – to moje!”. A na pamiątkę każda z pań wracała z pięknym goździkiem… choć już bez rajstop. Panie z pewnością pamiętają, o co chodzi – w końcu marzec to czas, gdy szczególnie świętujemy kobiety. Serdecznie dziękujemy kierowniczce pani Magdalenie oraz paniom z GCDT za wspaniale zorganizowane popołudnie, pełne radości, twórczej atmosfery i pysznych łakoci. Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij