Talenty i pasje

0 1
Kłosuj Komentuj Ulubione

Rowerem przez Polskę!

… i wszystko zaczęło się w maju, 27 lat temu, kiedy w liceum, z dwoma kolegami, wymyśliliśmy wyjazd rowerami z domu… na Słowację, nad Jezioro Orawskie. To było ogromne wyzwanie! Rowery górskie, pełen plecak jedzenia i 150 kilometrów. Wspaniała przygoda, którą powtarzaliśmy wiele razy.

Zawsze pasjonowała pana Waldemara Pieczarę bliskość z naturą, z otoczeniem. Długo, nawet po odebraniu prawa jazdy, nie posiadał samochodu, ale… miał rower. To on pomagał mu w przemieszczaniu się. I to rower pokazywał mu Polskę.

Panie Waldemarze, ale przecież oglądanie Polski z samochodu jest zdecydowanie bardziej wygodniejsze! I szybciej i więcej!

- Ale zza szyby samochodu, odczucia nie są aż tak atrakcyjne, jak ten świat widziany z roweru! - oburza się z uśmiechem Waldemar Pieczara – organizator rowerowych wycieczek po Polsce. - Dwa koła dają poczucie bliskości z tym, co nas otacza. Dają szansę na poznanie pozoru przypadkowych ludzi-tubylców, którzy przekażą nam historię okolicy, w której akurat jesteśmy. Mogą pokierować nas na trasy, o których wcześniej nie wiedzieliśmy!

Sama mam rower i uwielbiam włóczenie się rowerem po mieście i analizowanie szczegółów kamienic, których nigdy bym nie zobaczyła jadąc samochodem!

- To właśnie jest fajne na rowerze. Kiedy zobaczymy ciekawe miejsce, to możemy zboczyć z drogi i podjechać, oglądnąć, porozmawiać i dowiedzieć się czegoś. Samochód nie daje takiej satysfakcji i szczegółowości. Pejzaże z okna pojazdu uciekają bardzo szybko, a na rowerze następuje degustacja tego, co natura i otoczenie w danej chwili nam pokazują.

Pana przygoda z rowerem trwa 27 lat…

- Cały ten szmat czasu z moim dwukołowcem, te tysiące kilometrów i dziesiątki szosowych wyścigów amatorskich, dały mi potężną satysfakcję. Trochę dyplomów i medali jest, nawet puchar za zwycięstwo! -  śmieje się Waldemar Pieczara. Dzisiaj mogę też powiedzieć śmiało, że jest już mało miejsc w Polsce, w których nie byłem. Aczkolwiek są jeszcze zakątki, do których nie dotarłem, ale… coś trzeba zostawić na późniejsze lata – dodaje.  

No i trzeba mieć odpowiedni rower…

- Myślę, że rower trzeba dostosować do takiej rekreacji, jaką chce się mieć. Oczywiście jedna osoba będzie chciała jeździć spokojnie, druga trochę po górach, ktoś inny będzie miał większe aspiracje. Dzisiaj mamy dostępną większą gamę sprzętu, wyposażenia i ubrań. Kiedy jeździliśmy 27 lat temu, ciężko było o bidon, nie wspominając o rękawiczkach rowerowych. Jak sobie pomyśle, co musiało być jeszcze wcześniej i ilu rowerzystów miało problemów sprzętowych, to głowa mała! – zaznacza z uśmiechem pan Waldemar.

Pana ulubionym rowerem jest rower szosowy, dlaczego?

- Bo tak naprawdę daje mi możliwość odkrywania cały czas czegoś nowego. Ruszam z domu, (mieszkam niedaleko Babiej Góry) i za dwie godziny jestem już koło Zakopanego. Mogę pojeździć sobie z pięknymi widokami w tle, a trasa liczy sobie 150 kilometrów!  A wszyscy o tym wiedzą, że czas dojazdu pod Tatry samochodem, zajmuje więcej czasu niż rowerem. Na rowerze nie obowiązują korki, to właśnie ten plus...- śmieje się.

Istotny plus!

Jest pan organizatorem bardzo popularnych wypadów rowerowych…

- Przede wszystkim chciałem nam Polakom pokazać Polskę. Miejsc, które dla wielu z nas są nieznane. Może kiedyś słyszeliśmy o nich, może kiedyś minęliśmy samochodem, ale nie mamy pojęcia, jakie są wspaniałe. Po prostu przyszła myśl, by choć raz w miesiącu, (oczywiście mówimy o okresie roku, kiedy już jest ciepło), można pojeździć i pozwiedzać.

Co jest niezmiernie ważne dla zwiedzających Polskę rowerowo?

- Aplikacje, na których widzimy, gdzie kto był, gdzie jest i gdzie możemy się spotkać. Przez aplikacje możemy umawiać się na wypady i czasami też na nich rywalizujemy. Długi weekend majowy dał ku temu szansę. Poprzez rowerową aplikację, skrzyliśmy się w parę osób. Mając wiedzę o terenie, udało mi się zorganizować noclegi w Beskidzie Niskim, koło Dukli. Dwa dni jazdy rowerami po wschodnio-centralnej części tego Beskidu, przyniosło nam ponad 300 kilometrów przejechanej trasy i prawie 3500 metrów przewyższeń. Nie taki niski ten Beskid!

Mnóstwo kilometrów i wzniesień!

- Bardzo gorąco polecam Beskid Niski, który jest bardzo dziki, bardzo naturalny i bardzo dostępny dla rowerzystów. Na drogach, ruch jest bardzo mały, a dla pasjonatów MTB idealne są leśne dukty. Rowerowe podjazdy są w super scenerii, jakby malowane pędzlem artysty pejzaże. Fantastyczne malutkie miejscowości, takie jakby trochę z epoki mojego dzieciństwa. Czas tutaj trochę zwolnił. Pozostałości po obecności Łemków bardzo fascynują. Polecam zaglądnąć do Zawadki Rymanowskiej, gdzie jest wiele chyż łemkowskich zachowanych w dobrym stanie. Świetnym miejscem jest również Krempna z okolicznymi miejscowościami, gdzie mamy sporo przepięknych cerkwi. Nie można pominąć naszych wspaniałych uzdrowisk: Iwonicz Zdrój, Rymanów, Wapienne. Rowerowo trzeba też zaliczyć wspaniały odcinek z Krempnej do Ożennej przez Żydowskie, jak również odcinek trasy Rymanów-Komańcza i Komańcza-Dukla. Prawdziwy koneser turystyki rowerowej będzie zafascynowany!

Nowe, wspaniałe miejsca. A co pana zadziwia w tej okolicy?

- O dziwo brak tłoku, brak gwary, brak uciążliwego ruchu samochodowego. Fascynują mnie również ludzie z tamtego rejonu. Skromni, ale bardzo życzliwi, chętni do rozmów. Tam, gdzie mieliśmy okazję nocować, pani Wanda na głowie stawała, żebyśmy wszystko mieli.

W tym miejscu chciałbym podziękować strażakom z PSP Sanok, którzy przypadkowo, mijając nas, zauważyli, że jeden z naszych kolegów miał małą wywrotkę i bezinteresownie zatrzymali się oraz opatrzyli Damiana, by mógł jechać dalej. Właśnie tacy są tutaj ludzie...

Muszę jeszcze koniecznie coś dodać… pierogów i placków po węgiersku nie jadłem lepszych niż w tych okolicach. Pyszne jedzenie i ceny bardzo atrakcyjne.  Kiedy z miłym uśmiechem podano nam potrawy, to nawet po ciężkim dniu jazdy rowerem są nie do przejedzenia. Ogromne porcje!

To tym bardziej zapytam…, jakie plany degustacyjne i rowerowe są na wakacje?  

- Przed nami kolejny wypad rowerowy. Lista chętnych zapełniona, kierunek na Bieszczady, ale jeszcze nie te wysokie. Część początkowa z okolicą Jeziora Solińskiego. Relacje oczywiście prześlę, również te smakowe!

Czekamy na kolejne piękne zdjęcia i wrażenia uczestników. Tym bardziej, że rowery w Polsce stają się coraz bardziej popularne. Mam nadzieję, że niedługo dogonimy Holandię!

- Morze rowerów. Cieszę się, że tak dużo osób jeździ na rowerach. Ta forma rekreacji czy pasji zaczyna docierać mocno do naszego społeczeństwa. I pamiętajmy o bezpieczeństwie. Kask na głowie powinien być obowiązkowy, podobnie jak oświetlenie. Jeszcze wiele osób to zaniedbuje...

Bezpieczeństwo i  radość z rowerowego zwiedzania Polski.

- Szczególnie, kiedy wspólnie się roweruje! Przesyłam podziękowania i pozdrowienia dla super ekipy z weekendu majowego: Darka, Pawła, Kasi, Damiana, Mirka, Przemka (zdjęcia są naszym wspólnym autorstwem). Taką mamy również zasadę w naszej ekipie, że chwalimy się wspólnie dobrymi chwilami!

Bardzo dziękuję za wspaniałą rozmowę! I życzę kolejnych niesamowitych odkryć zakątków Polski!

- Bardzo dziękuję! Do rowerowania!

Waldemar Pieczara kilka słów o sobie…

Poza kolarstwem oczywiście pracuję zawodowo i naprawdę trzeba dobrze się nagimnastykować, by wszystko połączyć: rodzinę, pracę i pasję. W tym miejscu musze podziękować rodzinie za wyrozumiałość!

W odkrywaniu miejsc i ludzi bardzo pomaga mi bycie społecznym Przewodniczącym Rady Rejonowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych w Bielsku Białej. To właśnie bliski kontakt z członkami KGW, daje mi możliwość odkrywania nowych zakątków i budowania nowych wspaniałych przyjaźni. Z przyjemnością zamieniam się w słuch i po wspaniałych opowieściach trafiam rowerem w takie miejsca, które są bardzo nieznane.

Zabawny przypadek miałem na ostatnim wypadzie rowerowym, kiedy jechał z nami kolega Przemek z Krosna, duży pasjonat turystyki rowerowej. Mimo, że jeździliśmy po jego okolicach, to w pewnym momencie usłyszałem od niego:

- Nic nie wiedziałem o tym miejscu!

Wszyscy się roześmiali… a ktoś z grupy dodał:

- Waldek zna wszystkie zakamarki, nawet tak dalekie od domu!

Sylwia Skulimowska 

Redakcja mojaWieś ..

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Miłość z datą w kalendarzu

Skąd się wzięły Walentynki i dlaczego wciąż dajemy się im porwać? 14 lutego jedni rezerwują stoliki z miesięcznym wyprzedzeniem, inni przewracają oczami na widok czerwonych serc w witrynach. A jednak co roku wszyscy, nawet najwięksi sceptycy – choć na chwilę wchodzą w walentynkowy klimat. Skąd właściwie wzięło się to święto i jak to się stało, że przetrwało tyle wieków? Zanim pojawiły się pluszowe misie, bukiety róż w cenie weekendu w spa i desperackie poszukiwania „czegoś drobnego, ale znaczącego”, był Rzym i pewien uparty duchowny. Nazywał się Święty Walenty i żył w III wieku naszej ery. W czasach, gdy cesarz Klaudiusz II Gocki uznał, że samotni mężczyźni są lepszymi żołnierzami, zakazano im zawierania małżeństw. Logika starożytnej polityki była prosta: mniej ślubów, więcej waleczności. Walenty najwyraźniej miał inne zdanie. Potajemnie udzielał ślubów zakochanym, ryzykując karierą, wolnością, a ostatecznie – życiem. Został uwięziony i stracony 14 lutego. Według legendy przed śmiercią wysłał list podpisany „Od Twojego Walentego”. I tak oto dramatyczna historia sprzed wieków stała się początkiem tradycji, która dziś kojarzy się raczej z pralinkami niż z buntem wobec cesarza. Przez długi czas 14 lutego był po prostu dniem wspomnienia świętego. Dopiero w średniowieczu zaczęto łączyć tę datę z romantyczną miłością – poeci chętnie dopisywali do niej westchnienia, tęsknoty i sercowe uniesienia. A kiedy wynaleziono druk, miłość zyskała masową dystrybucję. Kartki walentynkowe ruszyły w świat, a wraz z nimi pomysł, że uczucia można – i warto – wyrażać w eleganckiej formie. Dziś Walentynki są świętem trochę poważnym, a trochę z przymrużeniem oka. Dla jednych to obowiązkowa kolacja przy świecach i starannie zaplanowana niespodzianka. Dla innych, sympatyczny pretekst, by powiedzieć „lubię cię” bez zbędnej ironii. Nawet ci, którzy deklarują, że „nie obchodzą”, często kończą dzień z czekoladą w ręku albo wiadomością wysłaną późnym wieczorem. W erze aplikacji randkowych i komunikatorów romantyzm zmienił formę, ale nie sens. Zamiast pachnących listów częściej wysyłamy emoji z sercem, zamiast poetyckich wyznań, krótkie „myślę o tobie”. A jednak idea pozostaje ta sama: zatrzymać się na chwilę i dać komuś sygnał, że jest ważny. Można żartować z komercyjnej otoczki, z cen kwiatów i czerwonych wystaw sklepowych. Można też uznać, że skoro świat pędzi jak szalony, jeden dzień poświęcony czułości wcale nie jest najgorszym pomysłem. W końcu gdyby nie upór pewnego duchownego sprzed wieków, być może 14 lutego byłby po prostu kolejnym zimowym dniem. A tak jest datą, która co roku przypomina, że miłość, nawet jeśli czasem bywa niepraktyczna i trochę przesłodzona, wciąż potrafi rozgrzać bardziej niż najcieplejszy szalik. Czytaj dalej

Kultura, pasja i tradycja

Twórcy, animatorzy kultury i strażnicy lokalnych tradycji spotkali się, by wspólnie rozpocząć nowy rok i uhonorować tych, którzy od lat budują kulturalną tożsamość regionu. Noworoczne Spotkanie Twórców i Animatorów Kultury Powiatu Bielskiego 2026 było pełne wzruszeń, muzyki i zasłużonych wyróżnień. Noworoczne Spotkanie z Twórcami i Animatorami Kultury Powiatu Bielskiego odbyło się w sali widowiskowej w Czechowicach-Dziedzicach, przy Zespole Szkół Specjalnych nr 4. W wydarzeniu uczestniczyli nie tylko zaproszeni goście, ale przede wszystkim najważniejsi bohaterowie tego wieczoru – twórcy i animatorzy kultury ze wszystkich gmin Powiatu Bielskiego oraz zasłużeni bibliotekarze. To osoby pełne pasji, od lat działające na rzecz upowszechniania kultury i pielęgnowania regionalnych tradycji. Jak co roku, uroczystość była okazją do wręczenia prestiżowych wyróżnień. W 2026 roku przyznano: Odznakę Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” Zespołowi Regionalnemu „Klimczok” ze Szczyrku, Odznakę Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” Regionalnemu Zespołowi Pieśni i Tańca „Ondraszek” ze Szczyrku, Dyplom Honorowy Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Regionalnemu Zespołowi „Bierowianie” za zasługi w upowszechnianiu kultury ludowej, Dyplom Honorowy Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla Pani Moniki Berneckiej-Caputy, Dyplom Honorowy Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla Pana Marka Małeckiego, Dyplom Honorowy Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla Barbary i Mirosława Batorów za szczególne zaangażowanie w rozwój i promocję kultury w regionie beskidzkim. Wręczono również odznaczenia Marszałka Województwa Śląskiego. Złotą Odznakę Honorową za zasługi dla Województwa Śląskiego otrzymała Pani Aleksandra Stępień oraz Zespół Wokalno-Taneczny „Włóczykije”. Podczas spotkania uhonorowano łącznie 25 wyjątkowych działaczy kultury, którzy w znaczący sposób przyczyniają się do podtrzymywania i kultywowania rodzimych, regionalnych tradycji. Z Gminy Wilamowice wyróżnienia otrzymali Pani Dominika Wójtowicz oraz Pan Stanisław Nycz. Wieczór uświetniły występy Grupy Śpiewu Tradycyjnego „Sójki” z Brennej, Dziadów Noworocznych ZPiT „Ondraszek” ze Szczyrku oraz koncert Macieja Gucika wraz z zespołem, które nadały wydarzeniu wyjątkowy, noworoczny charakter. Serdeczne gratulacje dla wszystkich wyróżnionych oraz podziękowania za pasję, zaangażowanie i nieoceniony wkład w rozwój kultury Powiatu Bielskiego. C. Puzoń Czytaj dalej

Gdy Księżyc świeci najjaśniej. Co od wieków oznacza pełnia?

Już 1 lutego 2026 roku na nocnym niebie pojawi się pełnia Księżyca. Choć dziś traktujemy ją głównie jako zjawisko astronomiczne, przez stulecia była źródłem wierzeń, rytuałów i ludowych obserwacji. Pełnia wyznaczała rytm życia, pracy i emocji  i do dziś pozostaje symbolem tajemnicy oraz naturalnego porządku świata. Najbliższa pełnia Księżyca, przypadająca na początek lutego, wpisuje się w długą tradycję postrzegania tego zjawiska jako momentu szczególnego. W dawnych kulturach uważano ją za czas kulminacji, chwili, gdy to, co rozpoczęło się wcześniej, osiąga swój szczyt. Pełnia była momentem obserwacji, refleksji i podejmowania decyzji, a także okazją do praktyk o charakterze symbolicznym i obrzędowym. Ludowe obserwacje i codzienne zwyczaje Na terenach Polski i Europy Środkowej pełnia była silnie związana z życiem codziennym. Wierzono, że wpływa na ludzi, zwierzęta i przyrodę. Gospodarze obserwowali jej światło, planując prace polowe, a zielarki zbierały zioła, przekonane, że właśnie wtedy mają największą moc. Jednocześnie unikano rozpoczynania trudnych przedsięwzięć, obawiając się nadmiernych emocji i niepokoju. Pełnia a ludzka psychika Od wieków zauważano, że noc pełni sprzyja bezsenności i wzmożonemu pobudzeniu. To właśnie stąd wzięły się przekonania o zwiększonej nerwowości, intensywnych snach czy lunatykowaniu. Choć współczesna nauka ostrożnie podchodzi do takich zależności, wielu ludzi do dziś twierdzi, że pełnia wyraźnie wpływa na ich samopoczucie. Czas magii i symboliki W tradycjach magicznych i ezoterycznych pełnia była momentem szczególnej mocy. Przypisywano jej zdolność wzmacniania intencji, sprzyjania oczyszczaniu oraz zamykaniu pewnych etapów życia. Rytuały odprawiane przy świetle Księżyca miały pomagać w porządkowaniu spraw i pozbywaniu się tego, co zbędne. Lutowa pełnia – znak przełomu Pełnia przypadająca na przełom stycznia i lutego miała dodatkowe znaczenie. Symbolizowała powolne przechodzenie od zimowego uśpienia ku nowemu cyklowi. Był to czas oczekiwania, planowania i przygotowania się na zmiany, które miały nadejść wraz z wiosną. Między tradycją a współczesnością Dziś pełnia Księżyca pozostaje zjawiskiem, które przyciąga uwagę – niezależnie od tego, czy patrzymy na nią przez pryzmat nauki, kultury czy osobistych przekonań. Choć dawne wierzenia odchodzą w zapomnienie, potrzeba obserwowania nieba i nadawania znaczenia naturalnym cyklom wciąż jest obecna. Pełnia nadal przypomina o rytmie natury, który, mimo zmieniającego się świata – pozostaje niezmienny. Czytaj dalej

Śladami dawnych zwyczajów

Choć świąteczny czas już za nami, warto na chwilę zatrzymać się przy tradycjach, które przez wieki kształtowały lokalną tożsamość i wspólnotę mieszkańców. Kolędowanie, dziś coraz rzadziej spotykane w swojej dawnej formie, pozostaje ważnym elementem historii Pisarzowic, świadectwem dawnych obrzędów, sąsiedzkich relacji i bogactwa kultury ludowej, o które do dziś dbają członkowie KGW „Strażniczki Tradycji”. Słowo „kolęda” pochodzi od łacińskiego calendae, które w kalendarzu rzymskim oznaczało pierwszy dzień miesiąca. Szczególnie uroczyście obchodzono calendae Januariae, czyli początek stycznia. Słowianie zaadaptowali ten termin do własnych zimowych obrzędów związanych z przesileniem zimowym – Godami. Pierwotnie kolęda nie była pieśnią o narodzinach Chrystusa. Oznaczała noworoczny dar, wizytę u sąsiadów z życzeniami pomyślności lub samo obchodzenie domów. Dopiero chrześcijaństwo nadało tym praktykom nowy sens, wypełniając dawne formy treścią biblijną. W okresie kolędowym składano sobie życzenia, obdarowywano się drobnymi prezentami i śpiewano pieśni, to właśnie one dały początek kolędom, jakie znamy dziś. Poniżej fragment z książki „Moje Pisarzowice w dokumentach, fotografiach, wspomnieniach”: (…) Trzeci dzień świąteczny, Dzień św. Szczepana był czasem ożywionych spotkań rodzinnych i sąsiedzkich. Łamano się opłatkiem, składano życzenia, obsypywano się owsem na szczęście. Był to także początek karnawału, wesel i chodzenia kolędników. Gospodarze nosili w woreczkach zboże do kościoła, które po poświęceniu mieszano z ziarnem przeznaczonym do siewu. Po świętach Bożego Narodzenia rozpoczynano wizyty duszpasterskie, czyli kolędę – tradycję pielęgnowaną do dziś. Jedynie w latach 2020–2021, z powodu pandemii COVID-19 i związanych z nią obostrzeń, odwiedziny te zostały wstrzymane. Jeszcze w latach 60. XX wieku księdzu towarzyszyli kościelny i organista (pamiętam kościelnego Morcina oraz organistę Tremble). W Nowy Rok, od wczesnych godzin porannych, w Pisarzowicach rozbrzmiewały śpiewy, muzyka i śmiech. Do każdego gospodarstwa przybywali kolędnicy – najczęściej młodzi chłopcy, którzy własnoręcznie wykonywali szopki z figurkami Świętej Rodziny, pastuszków i zwierząt. Chodzili także z gwiazdą lub z kozą. Kolędnicy byli przebrani za rozmaite postacie: śmierć, żołnierza, starą babę, cygankę, młodą matkę z dzieckiem, gospodarza, diabła, anioła czy pasterza. Jeden z nich grał na „rogu” – bydlęcym rogu. Każdej odwiedzonej rodzinie składali życzenia, na przykład: „Na szczynście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok, żeby wom się rodziła kapusta i groch. Wysokie żytko jak korytko, w kożdym kontku po dzieciątku, a za piecem pięć.” W zamian należało obdarować kolędników – najczęściej kiełbasą i gorzałką. Dziś tradycja ta przybiera inną formę: w szkołach, przedszkolach, parafiach i organizacjach odbywają się spotkania opłatkowe, jasełka i koncerty kolęd. Śpiewa się zarówno tradycyjne kolędy, jak i pastorałki oraz przyśpiewki kolędnicze, m.in.: „Sięgnijcie do pieca – wyjmijcie kołoca, sięgnijcie do skrzyni – wyjmijcie pół świni…” czy humorystyczne: „Wśród nocnej ciszy grasują myszy, niech gosposia weźmie kija i te myszy powybija – na ten Nowy Rok.” W ostatnich latach coraz rzadziej spotyka się kolędników odwiedzających domy w Pisarzowicach. Jednocześnie przybywa spotkań opłatkowych, noworocznych wydarzeń oraz jasełek i występów najmłodszych mieszkańców. Członkowie zespołu „Pisarzowianki” od ponad dwóch dekad wciela-ją się w rolę kolędników, biorąc udział w przeglądach kolęd i pastorałek zespołów KGW i grup kolędniczych w całym regionie, od powiatów bielskiego i cieszyńskiego po żywiecki, oświęcimski, suski i wadowicki. Śpiewają zarówno w kościołach katolickich, jak i ewangelickich. „Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia wam życzymy, byście gospodarze zdrowi byli i błogosławieni na ten Nowy Rok 2026.” Cecylia Puzoń Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij