Talenty i pasje

3 2
Kłosuj Komentuj Ulubione

Kuchnia wywodząca się z miejscowych tradycji

Kuchnia, której źródłem są autentyczne miejscowe tradycje jest dziś jednym z najważniejszych elementów budowania marki miejscowości. Marki, bez której zwyczajnie ginie się w gąszczu bijących się o uwagę społeczeństw.

Region Medyni, jakże doświadczony przez historyczne wydarzenia, jak całe Podkarpacie cierpiał niedostatek, zachwiania tradycji, rozbicie jedności. Dziś, mimo to stara się zachować swoją autentyczność, właśnie dzięki świadomości tego, co było. A było dużo! Najbardziej charakterystyczne dla Medyni było garncarstwo, które mieszkańcom wytyczało styl życia, miejscowym tradycjom nadawało kierunek, a kuchni niepowtarzalny charakter.

Jak wspominają żony garncarzy, które najczęściej wykorzystywały w kuchni wytworzone przez mężów naczynia, pieczone w nich potrawy miały niepowtarzalny smak. Wspomina się kapustę na zasmażce z dodatkiem powidła śliwkowego pieczoną pod blachą pieca: rozgarniało się żar i w glinianym garnku z pokrywką wstawiało ugotowaną wcześniej kapustę. Ten smak, jak mówią nie ma nic wspólnego z dzisiejszymi daniami z kapusty. W ten sam sposób pieczone były także ziemniaki, na których robiła się, będąca rarytasem łupka. Wspomina się babki pieczone na święta w glinianych formach, czy kaszę ze śliwkami lub grzybami zapiekaną w piecyku, również w glinianych misach. Najczęściej w kuchni używało się właśnie kaszy, głównie jaglanej z racji, że popularne było sianie prosa, być może ze względu na specyficzną glebę. Stąd dziś jest tu wiele przepisów na zdrowe „kaszowe” dania. 

Bezpośrednio związaną z miejscowym garncarstwem potrawą była kaczka, czy kurczak pieczone w glinianym naczyniu pod glinianą pokrywką. Piekło się je przeważnie na wesela w piecu razem z chlebem. Jednak piekło się je też na ogniu - obklejone gliną, jak również oblepione w glinie jajka. To pamiętają już nieliczni, a jednak to charakterystyczne danie świadczy o wyjątkowości medyńskiej kuchni. Do dziś wspomina się też powidło zapiekane w glinianym naczyniu, jak mówią - miało nawet dwuletni termin ważności, dzięki zapiekaniu w glinianej bez przykrycia miseczce - zastygało pod grubą skorupką, choć jak wiadomo cukier nie był ich głównym konserwantem. Jak wspominają starsi: kupowany za jajka tylko, kiedy była ku temu wielka okoliczność.

Popularne były naczynia zwane „barszczownikami” – naczynia do zakwasu, które do dziś cieszą się powodzeniem, także wśród młodych gospodyń – mówią, że przygotowany w tym naczyniu zakwas daje niepowtarzalny smak, barszczu, czy chleba. Często młode kobiety wspominając smak żurku przygotowywanego przez ich babcie kupują to naczynie, by obudzić wspomnienia, mieć namiastkę świata pachnącego dzieciństwem. Wspomina się też chleb „z łopaty” formowany w koszykach słomianych: podkładało się kapuściane lub chrzanu liście. Jak wspominają starsze gospodynie – smak przesiąkniętego chlebem i żarem liścia był prawdziwym rarytasem, który dziś już wiemy, że obrazuje nam tamten prosty świat trudnego, aczkolwiek pełnego smaku życia. Jak mówią: drożdżowe placki z niemielonym serem, ocukrzone z nieubijanymi jajkami, czy bułka drożdżowa z kruszonką, choć są obecne także dziś – nie smakują jak wówczas. Wkładane do pieca były po chlebie, oczywiście żeby nie zmarnować temperatury. Natomiast przed chlebem na posypanym mąką palenisku pieca obowiązkowo piekło się podpłomyki - wyskrobki ciasta chlebowego lub drożdżowej bułki posypane makiem i cukrem lub borówkami. Te, szczególnie wyczekiwane były przez dzieci i do dziś wspominane są chyba z największym sentymentem.

Na pewno można powiedzieć, że w Medyni czerpie się z osiągnięć poprzednich pokoleń, co więcej udoskonala się je i rozwija. Wiara, że mądrości praojców są warte pamiętania uskutecznia pieczołowite ich podtrzymywanie i celebrowanie. To świadomość tożsamości budowanej na tym, co medyńska ziemia od pokoleń daje w darze. To tożsamość budowana, także na lokalnej kuchni, na kuchni „z rodzinnych stron”. Rodzinne strony, to ile razy nie spytać „najlepsze lata naszego życia”, gdzie na podwórku pachniało trawą, a w kuchni długo gotowanym i długo ciepłym jedzeniem. Dlatego też promowanie Medyni, jako miejscowości z pomysłem, wizją i potencjałem - opartymi na tradycjach, także tych kulinarnych jest działalnością uzasadnioną. Czuje się, że natura jest domem człowieka, a ten jej ostatnim, ale najszczęśliwszym ogniwem. Wszystko, czego nam trzeba, w niej znajdujemy. Pieniądze nigdy tu nie wygrywały głównej roli – bo nigdy ich nie było. Jednak zwyczajne zwyczaje jedzenia wspólnie, jedzenia zdrowo pozostały. Pozostał zachwycający obcych zwyczaj wypiekania jedzenia w glinianych oryginalnie własnych naczyniach. Specjalnością są wspomniane dania z glinianej misy lub siwakowego garnka z pokrywą, w których w ognisku przyrządza się potrawy również z tego, co medyńska ziemia i miejscowe lasy mają dla człowieka teraz. Do potraw przyrządzanych „w glinie” nie trzeba koniecznie dużej ilości tłuszczu, ani wielu sztucznych przypraw, gdyż proces pieczenia koreluje z oddającym w tym czasie wodną parę naczyniem. Kiedyś głównymi przyprawami i dodatkami było to, co rosło w letnim ogródku. Teraz zmieniające się trendy nie omijają także Medyni, lecz gliniane naczynia pozwalają ograniczać dodatki i sprawiają, że mięso ma szansę mieć smak soczystego mięsa, a warzywa to wciąż tamte warzywa z letniego ogródka.

Dziś wciąż celebruje się przyrządzanie wielu tych dań, choćby pieczone na ogniu ziemniaki. To jedno z tych dań, które kochają mieszkańcy, a które zachwyca przyjezdnych. Jak i inne dania jest najlepsze, kiedy można się nim cieszyć wspólnie, ale ma tę zaletę, że wokół niego i wokół ogniska, na którym stoi gliniany z nimi garnek gromadzi wszystkich żądnych wrażeń miłośników sentymentalno kulinarnych przeżyć, którzy posiadają świadomość także wartości kulturowej tej potrawy.

Ziemniaki z cebulą i boczkiem pieczone w medyńskim glinianym garnku pod darnią na żywym ogniu. 
Są daniem typowo lokalnym, z racji długiej tradycji wytwarzania tu glinianych naczyń i stosunkowo niedrogich składników. Najczęściej pieczone były w okresie jesiennym, po wykopkach. Są chyba najpyszniejszym daniem z ziemniaków na świecie. Gliniane naczynie szczelnie przykryte wykopanym kawałkiem trawy wraz z ziemią sprawia, że wewnątrz w czasie pieczenia kumuluje się cały aromat przenikających się wzajemnie składników. Czy potrawa jest gotowa sprawdza się w rytualny wręcz sposób przebijania darni cienkim patykiem i wąchania, czy już pachnie wystarczająco przypieczonymi składnikami. Zwykle jest to bardzo emocjonujący moment, gdyż walory estetyczne palącego się ogniska i glinianego w ogniu naczynia bardzo wzmagają apetyt. Ziemniaczki podaje się ze zsiadłym mlekiem, twarożkiem lub śmietanką.

Degustacje dań tradycji lokalnej przygotowanych przy użyciu glinianych naczyń – jak to niegdyś bywało, pogawędki przy piecu chlebowym, w którym owe dania się właśnie pieką, są emocjonującym przeżyciem zarówno dla miejscowej społeczności, jak i dla przyjezdnych gości. Budzą się wspomnienia o dawnych czasach, kiedy sąsiadka odwiedzała sąsiadkę, a gdy na pogaduszki nie było za dużo czasu, zawsze zdążyły przynajmniej przysiąść, chociażby na progu, o czasach, kiedy przeżyć w dużym stopniu pozwalała pomoc sąsiedzka i kiedy zażyłość między ludźmi pozwalała dzieciom do sąsiadek mówić - ciociu.

Doznać tego wszystkiego można podczas corocznie organizowanego Jarmarku Garncarskiego, odwiedzając Zagrodę Garncarską lub po prostu Medynię. Bogate w ekspresję emocjonalną opowieści o daniach zdrowych, pachnących lasem, czy łąką – daniach pochodzących z natury, która była szansą na przetrwanie, daniach jak nigdy już potem przynoszących ludziom radość. Przywoływanie legend, przysłów, piosenek ludowych budzi do refleksji nad zmieniającym się światem i człowiekiem. Kosztowanie dawnych, zapomnianych dań, powstałych z darów matki ziemi - jak niegdyś, daje możliwość przeniesienia się do tamtego czystego, mającego smak świata. Dzieciom zaś, opowiada się z westchnieniem, jakby rodziła się potrzeba budowania rodzinnych fundamentów dla tożsamości potomków.    

Nie można zapominać o przeszłości, bo właśnie dzięki niej wiemy, kim jesteśmy, a to, co robimy teraz, ma silne stabilne fundamenty w czasach naszych ojców. Dziś rzemiosło stanowi raczej wartość kulturową, jedzenie traktuje się podobnie, jak zjawisko społeczno kulturowe, które odgrywa ważną rolę w relacjach między ludźmi. Mówi o tym, kim są, co jest dla nich ważne, jakie mają priorytety. Dotychczasowa interpretacja powiedzenia: przez żołądek do serca wydaje się być zbyt banalna, ale na pewno przez żołądek, który jest drugim sercem człowieka można trafić do jego głowy. Połączenie tych dwóch dziedzin rzemiosła i kuchni stawia Medynię na ponadprzeciętnym miejscu w ofercie turystycznej Polski i Podkarpacia. Mieści się bowiem w pojęciach turystyki kulturowej, ekologicznej, kulinarnej, daje przestrzeń modnym ruchom jedzeniowym jak slow food, kulturze foodies itp., które stają się szansą rozwoju dla małych miejscowości, bo trafnie i prawdziwie odpowiadają na aktualne ludzkie potrzeby.

 W dobie postępującej w każdej dziedzinie życia globalizacji warto zdać sobie sprawę, co nas odróżnia od innych i to traktować, jako wartość najwyższą w ocenianiu tego, skąd jesteśmy. Przeobrażenie medyńskiego garncarstwa - ostatnio raczej pamiątkowego w garncarstwo użytkowe, czyli takie, które będzie szło przez życie wraz z człowiekiem i jemu będzie służyło jest sięganiem do czasów zaprzeszłych. Stąd służba ta, nie powinna być oparta jedynie na zwykłym użytkowaniu martwych rzeczy, lecz na codziennym przypominaniu skąd jesteśmy i dokąd może nas pamięć o tym lub nie zaprowadzić. Miłość do rodzimej ziemi, do możliwości korzystania z jej potencjału i pracy rąk ludzkich to idea, na bazie której powinna być odbierana i interpretowana Medynia.

BonAppetitMedynia.bloog.pl

Blog utworzony przez członkinię KGW Medynia Gł

Kazimiera O. z Koło Gospodyń Wiejskich Medynia Głogowska

Udostępnij na facebook!

Gall Anonim

Bardzo dobry tekst, będę polecać!

2

8 gru 2015, 09:50:34

Kazimiera O. z Koło Gospodyń Wiejskich Medynia Głogowska

To bardzo miłe dla amatora usłyszeć komplement od profesjonalisty. Dziękujemy!

1

7 gru 2015, 15:35:16

Magdalena S.

Pani Kazimiero, wielu profesjonalistów nie potrafi pisać tak wartościowo, jak robi to Pani!

2

8 gru 2015, 09:10:26

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Kilka słów o gwarze

Swoją pasją i zamiłowaniem do gwary, tradycji i powrotu do korzeni dzieli się z nami Marian Kwiecień. „Zachęcam do naśladownictwa moich zainteresowań, na lokalne potrzeby Państwa okolicy, regionu. Zachowanie dawnych nazw, wyrażeń i treści, są tak samo ważne, jak dawne receptury kulinarne” - zapewnia pasjonat. . „Dziewczyno kochana pokaż mi kolana, pokaż mi oboje, czy takie jak moje…” To fragment ludowej przyśpiewki znany, jak mi wiadomo w wielu regionach kraju. Choć jestem radomianinem z urodzenia, a kielczaninem z zasiedzenia, to zamiłowaniem do ludowej kultury, w każdym formacie interesuję się „jak Polska długa i szeroka”. Powiadają, że „chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa nie” Nie wstydzę się tego, bowiem od urodzenia poprzez naukę (mechanizacja rolnictwa) pracę zawodową i senioralną aktywność związany jestem ze wsią. Mam okazję podzielić się z Państwem moją pasją, a Wy czytelnicy poznać i porównać niektóre wyrażenia, nazwy i zwroty – czy są takie, jak nasze kielecko-radomskie? Poniżej kilka przykładów wyrażeń i ich znaczenie. Leć duchem ‘leć szybko’. Pies loto po drucie ‘pies uwiązany na łańcuchu mógł poruszać się wzdłuż drutu rozłożonego. na ziemi z umocowaniem na końcach najczęściej między domem i oborą lub domem i stodołą’. Statki na kuminie ‘naczynia kuchenne stojące w wiejskiej chacie na kuchni”. Sprzedać statki ‘sprzedać maszyny i narzędzia rolnicze’. Upolować krowę ‘uwiązać krowę na łące do łańcucha o długości 4-5 m, którego drugi koniec przytwierdzony jest drewnianym lub metalowym palem do podłoża. Pognać gadzinę ‘zapędzić bydło na pastwisko’. Napaść gadzinę ‘nakarmić zwierzęta’. Na krzywy ryj ‘ powiedzenie wśród znajomych nt. kogoś, kto chce uczestniczyć w składkowej imprezie bez ponoszenia kosztów’. Lepić ściany ‘uzupełniać szczeliny gliną między drewnianymi elementami starych chałup’ Nie powiem ci ‘w tym temacie nic mi nie wiadomo’. Idź ze, idź ze ‘z tym co mówisz, nie zgadzam się ’. Przykłady haseł wieloznacznych: bania, bolok, buzować, byk z gwarowym ich użyciem. Bania – 1) ‘dynia’: Ale wyrosły ci banie w warzywniku: 2) ‘guz na czole powstały w wyniku uderzenia się np. o kant stołu’: Przyłóz se na banie młotek, to bania stęchnie. Bolok – 1) ‘uszkodzony ziemniak’: uwozojta jak kopieta, bo robita motykamy dużo bolków: 2) ‘wrzód’: Musiołeś się cemś uderzyć i zrobiuł ci się bolok - nic ci nie bedzie, Buzować – 1) ‘silnie fermentuje wino w gąsiorze’: Tak wino będzie buzować ze sześć tygodni: 2) ‘silny płomień podczas pożaru’: Pierun strzeluł w styrte siana i zaceno się buzować. Byk – 1) ‘samiec krowy’’: Byk mo prawie rok i wazy 50 metrów: 2) ‘przezwisko’ Nie cypioj się dziecka, ty byku; 3) ‘błąd ortograficzny’: W kajecie cerwieniu się byki coś narobiuł. Marian Kwiecień Czytaj dalej

Misterium Męki Pańskiej w Zadzimiu

W dniu 17 marca 2024 r. w Zadzimiu odbyło się Misterium Męki Pańskiej, którego organizatorami byli Stowarzyszenie Przyjaciół Zadzimia oraz Członkowie Wspólnoty Parafialnej Parafii pod wezwaniem św. Małgorzaty w Zadzimiu. Wydarzenie to zostało objęte patronatem honorowym księdza biskupa Krzysztofa Wętkowskiego – Ordynariusza Włocławskiego. Misterium zainaugurowała o godz. 12:00 msza święta polowa, odprawiona na terenie amfiteatru w parku „Dereniowy Skarb” w Zadzimiu, bezpośrednio po której rozpoczęło się przedstawienie pasyjne z elementami Drogi Krzyżowej wzdłuż parkowych alei. Całość została zwieńczona sceną Ukrzyżowania u stóp kościoła pod wezwaniem św. Małgorzaty w Zadzimiu. Misterium odbyło się w Zadzimiu już po raz szósty. Pierwsze tego typu wydarzenie zostało zorganizowane w 2016 r. z okazji jubileuszu 600-lecia Parafii Zadzim. W przygotowanie tegorocznego wydarzenia zaangażowanych było ponad 50 osób w różnym wieku – dorosłych, dzieci, młodzieży oraz osób starszych. Część aktorów bierze udział w zadzimskim przedstawieniu pasyjnym od samego początku, jednak z każdym rokiem przybywa też nowych twarzy – w tym także z sąsiednich miejscowości i parafii. Podczas tegorocznego Misterium w rolę Jezusa już po raz trzeci wcielił się Paweł Groberek – mieszkaniec Zadzimia, Maryją ponownie została Jadwiga Lewandowska – Prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Zadzimia, a w roli św. Piotra zadebiutował Mariusz Piotrowski. Jako Piłat ponownie wystąpił Sławomir Groberek – sołtys Zadzimia, zaś na czele kohorty rzymskich legionistów stanął Karol Janaszkiewicz. Wydarzenie swym śpiewem wzbogacił Łukasz Stępień – pochodzący z Chodaków student Uniwersytetu Łódzkiego i uczeń Państwowej Szkoły Muzycznej I Stopnia im. Aleksandra Tansmana w Łodzi. Oprawę muzyczną Misterium zapewnili panowie Robert Miłek i Sławomir Miłek Grupa Muzyczna „Brothers”, zaś o obsługę fotograficzną postarała się Oliwia Dominowska. Tegoroczne Misterium Męki Pańskiej w Zadzimiu po raz kolejny wzbogaciło parafialne rekolekcje i stanowiło dla wszystkich jego uczestników ważny etap w duchowym przygotowaniu się do świąt Wielkiej Nocy, czyli najważniejszych świąt w kalendarzu liturgicznym. Karolina Lewandowska Czytaj dalej

Życie bywa przewrotne…

Dziadek był ogrodnikiem, Tata również, a ja …  nim zostać nie chciałam! Przeznaczenie jednak napisało swój scenariusz i od lat z pasją, sukcesami i miłością do ziemi, prowadzę wielokrotnie nagradzane gospodarstwo ekologiczne. To jednak nie koniec…  Co by tu zadziałać? I  kolejny przykład przewrotności losu – zawsze chciałam żyć z dala od ,,gwaru” i z dala od ludzi, najlepiej w Bieszczadach - takie pomysły miałam w szkole średniej. Ale… prowadzę aktywne życie społeczne. Moja działalność miała swój początek w chwili, kiedy mój pierwszy syn poszedł do szkoły podstawowej. Niespodziewane rozpoczęła się moja praca społeczna na rzecz… szkoły. Niestety szkoła miała zostać zlikwidowana i dlatego wraz z rodzicami zaczęliśmy walkę, by szkoła istniała dalej. Życie bywa przewrotne, bo od 2008 roku jestem Prezesem Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Łopatka. Ale to nadal nie koniec… W 2015 roku zostałam sołtyską  i pomyślałam, że w tym samym roku założę KGW i tak się stało. Nie twierdzę, że było lekko, ale mówią, że wszystko robię z uśmiechem na twarzy.  Staram się żyć uważnie i pewnie dlatego nie mogę przejść obojętnie obok zdarzeń i problemów.     Wolna i szczęśliwa              Moje życie w stylu eko – cieszę się, że ma miejsce. Plan na życie na początku był inny niż ogrodnictwo… To życie społeczne przeplata się z praca zawodową, jedno i drugie nie jest łatwe, ale daje dużo satysfakcji. Ogrodnictwo mam we krwi… jednak czas musiał pokazać, bym to zrozumiała. Młoda dziewczyna zamiast w Bieszczady uciekła do miasta, by żyć wygodnie i bez problemów.  Próba życia w mieście została wykonana, a z nią przyszło rozczarowanie.  Brak przestrzeni -  ciasno, duszno. Rozum pokazał, że moje miejsce jest na wsi - wśród przyrody. Tu jestem wolna i szczęśliwa, choć nie jest łatwo i pięknie. Staram się przechodzić przez życie z uśmiechem, mam to po Tacie, dlatego jestem niepoprawną optymistką!  Mała ogrodniczka  Praca w otoczeniu natury była mi pisana, jak mogłam tego nie zauważyć?  Mam zdjęcia... a tam 4-letnia dziewczynka, która wygląda jak mała ogrodniczka – z ogrodem w tle i z zadowoleniem na twarzy! Cudownym ogrodnikiem był mój Dziadek Feliks, również mój Tata - Józef kontynuował zawód ogrodnika. Pomimo swego leciwego wieku, jeszcze żyje pasją i pracą w ogrodnictwie.  Sami widzicie - zbyt silne geny „ciążyły” nad moją osobą, więc chwilowy bunt został pokonany.  Pracę traktuję z dużą odpowiedzialnością, zdając sobie sprawę, że przyrodę – naszą ziemię, trzeba traktować z szacunkiem i miłością, by służyła kolejnym pokoleniom. By nasze dzieci i wnuki mogły żyć w pięknym i zdrowym środowisku. Pamiętajmy: „Nie odziedziczyliśmy ziemi od naszych rodziców, ale pożyczyliśmy ją od naszych dzieci”! Kocham ludzi  Muszę wrócić do silnych genów mojego Taty i Dziadka, bo nie tylko ogrodnictwo w nich było, ale również praca na rzecz lokalnej społeczności. I ja też to mam. Rozpiera mnie energia i uwielbiam kontakt z ludźmi. Działanie! Jeśli mogę zrobić coś pożytecznego, to dlaczego nie? Byłam sołtyską, działam na rzecz rolników i naszej wiejskiej, małej społeczności, jestem radną. Zaangażowałam się w działania na rzecz kobiet ,,Kobiety w Centrum”. Jestem ambasadorką Onkocafe. Obecnie kończę studia na kierunku Politologia, które dotykają obszarów społecznych i gospodarczych, czyli tego,  co nas otacza. To kolejna moja pasja, w której mogę się realizować, uczestniczyć i tworzyć projekty, np. związane z ochroną praw człowieka, praw kobiet. Ważny jest dla mnie, jak już pisałam, szacunek dla przyrody, ale też do drugiego człowieka! W obecnych czasach dużego postępu cywilizacji niestety ginie człowiek, jako bardzo wartościowa i wymagająca szacunku istota wszechświata! Są chwile, dla których warto żyć!  Na tym, co robię nie poprzestanę, mam bardzo dużo planów. Doba czasem jest za krótka. Cały czas chcę się rozwijać. Staram się nigdy nie poddawać. Jeśli coś się nie udaje, staram się zrozumieć, gdzie był błąd i idę dalej! Patrzę na świat nieco przez różowe okulary. Nawet,  jeśli ktoś czasami twierdzi, że się nie uda, a ja jestem przekonana, że to ma sens, to działam! Tak trzeba. Na tym polega życie. Są chwile, dla których warto żyć!  Monika Mrowińska  Czytaj dalej

Naszego serca nigdy nie zabraknie!

Koło Gospodyń Wiejskich w Podgórze powstało 17 grudnia 2018 roku. Liczy 42 członków, w tym panie i panowie. Wszyscy pięknie współpracujemy, by rozwijać lokalną społeczność, promować tradycję i kulturę wiejską oraz wspierać rozwój naszej miejscowości. Wspólne chwile radość dają! Od kiedy mamy wyszykowane zaplecze kuchenne organizujemy szkolenia, bo uwielbiamy gotować! W tym roku przystąpiliśmy do programu Fundacji Biedronki pn. „Danie wspólnych chwil”, który dedykowany jest Seniorom. Przygotowując posiłki i dania dla naszych gości, wymieniałyśmy się  przepisami na potrawy. Każda nauczyła się czegoś od innej. Były to spotkania pełne wrażeń, emocji i niezapomnianych chwil, kiedy widzieliśmy radość w oczach naszych Seniorów! Byłyśmy również pomysłodawczyniami warsztatów pn'' Zakręcone w słoiku''. Zorganizowałyśmy robienie dżemów i tradycyjnego kiszenia kapusty. Najstarsze członkinie, uczyły młodsze pokolenie jak prawidłowo ukisić kapustę czy przygotować pyszne dżemy. Po warsztatach przygotowane słoiki powędrowały do najstarszych mieszkańców sołectwa Podgór (teren naszego działania), jako prezenty. Rower i Polska Ale nie tylko razem gotujemy. Wspólne chwile są dla nas bardzo ważne i dlatego wybieramy się na duże i małe wycieczki. Warszawa, Kraków, Karpacz, Kalisz i oczywiście małe wycieczki rowerowe. Chcemy w ten sposób pokazać, jakie piękne miejsca są w naszym kraju. Te bliższe i dalsze. Tym bardziej, że niektórzy z nas pierwszy raz mają taką możliwość. Okazuje się, że wspólne wycieczki dają mnóstwo radości i smaków pysznych lokalnych potraw! Mikołaj dla każdego gospodarstwa domowemu w sołectwie Czynnie uczestniczymy w  życiu Gminy Kramsk, uczestnicząc w imprezach: Dni Kramska czy jarmarki. Corocznie wyplatamy wieniec dożynkowy i często z dużym rezultatem, bo otrzymujemy pierwsze miejsca w gminie, w powiecie, a nawet trzecie miejsce na dożynkach wojewódzkich w miejscowości Siedlec. Braliśmy również udział w imprezie „Kramskie wybijanie żuru”, gdzie dostaliśmy pierwsze miejsce za pasztet z królika. Na różnych wydarzeniach kulturalnych wystawiamy swoje potrawy i ciasta, które zawsze cieszą się dużym zainteresowaniem! Corocznie wykonujemy też ozdoby bożonarodzeniowe, które sprzedajemy na Jarmarku w Kramsku. W 2021 roku przygotowałyśmy kalendarz, gdzie umieściliśmy na zdjęciach nasze działania. To był prezent dla każdego gospodarstwa domowemu w sołectwie. Jesteśmy organizatorami również małych imprez. Zatańczyć można u nas na Andrzejkach i w Dzień Dziecka. No i oczywiście bardzo popularne jest u nas Święto Pieczonego Ziemniaka! Tak jak za dawnych lat, ziemianki pieczone w ognisku to wspaniały smak naszych babć i dziadków! A co w 2024 roku? Jak zawsze nadal chcemy współpracować z Ochotniczą Strażą Pożarną w Wysokiem, Centrum Usług Społecznych w Gminie Kramsk, Gminnym Ośrodku Kultury w Kramsku i Sołectwem Podgór. I mamy mnóstwo marzeń i planów! Pomysłów u nas zawsze, co niemiara! Chcielibyśmy odwiedzić nasze Morze Bałtyckie i inne zakątki naszego pięknego kraju. Dalej promować lokalną kulturę, tradycję i dziedzictwo naszych ojców. Mamy w planach organizację kolejnych spotkań edukacyjnych, warsztatów i szkoleń dotyczących różnych dziedzin, takich jak zdrowie, rolnictwo, kulinaria czy rzemiosło. Chcemy nadal był wsparciem dla Seniorów i wszystkich potrzebujących w naszej społeczności. Przekazywać im uśmiech i dobre słowo. Swoimi działaniami chcemy integrować i angażować lokalną społeczność, by ją umacniać i by zachowywać lokalne tradycje. Czy nam się uda? Zobaczymy. Jedno jest pewne, naszego serca nigdy nie zabraknie! Aneta Plecka Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij