Talenty i pasje

3 2
Kłosuj Komentuj Ulubione

Kuchnia wywodząca się z miejscowych tradycji

Kuchnia, której źródłem są autentyczne miejscowe tradycje jest dziś jednym z najważniejszych elementów budowania marki miejscowości. Marki, bez której zwyczajnie ginie się w gąszczu bijących się o uwagę społeczeństw.

Region Medyni, jakże doświadczony przez historyczne wydarzenia, jak całe Podkarpacie cierpiał niedostatek, zachwiania tradycji, rozbicie jedności. Dziś, mimo to stara się zachować swoją autentyczność, właśnie dzięki świadomości tego, co było. A było dużo! Najbardziej charakterystyczne dla Medyni było garncarstwo, które mieszkańcom wytyczało styl życia, miejscowym tradycjom nadawało kierunek, a kuchni niepowtarzalny charakter.

Jak wspominają żony garncarzy, które najczęściej wykorzystywały w kuchni wytworzone przez mężów naczynia, pieczone w nich potrawy miały niepowtarzalny smak. Wspomina się kapustę na zasmażce z dodatkiem powidła śliwkowego pieczoną pod blachą pieca: rozgarniało się żar i w glinianym garnku z pokrywką wstawiało ugotowaną wcześniej kapustę. Ten smak, jak mówią nie ma nic wspólnego z dzisiejszymi daniami z kapusty. W ten sam sposób pieczone były także ziemniaki, na których robiła się, będąca rarytasem łupka. Wspomina się babki pieczone na święta w glinianych formach, czy kaszę ze śliwkami lub grzybami zapiekaną w piecyku, również w glinianych misach. Najczęściej w kuchni używało się właśnie kaszy, głównie jaglanej z racji, że popularne było sianie prosa, być może ze względu na specyficzną glebę. Stąd dziś jest tu wiele przepisów na zdrowe „kaszowe” dania. 

Bezpośrednio związaną z miejscowym garncarstwem potrawą była kaczka, czy kurczak pieczone w glinianym naczyniu pod glinianą pokrywką. Piekło się je przeważnie na wesela w piecu razem z chlebem. Jednak piekło się je też na ogniu - obklejone gliną, jak również oblepione w glinie jajka. To pamiętają już nieliczni, a jednak to charakterystyczne danie świadczy o wyjątkowości medyńskiej kuchni. Do dziś wspomina się też powidło zapiekane w glinianym naczyniu, jak mówią - miało nawet dwuletni termin ważności, dzięki zapiekaniu w glinianej bez przykrycia miseczce - zastygało pod grubą skorupką, choć jak wiadomo cukier nie był ich głównym konserwantem. Jak wspominają starsi: kupowany za jajka tylko, kiedy była ku temu wielka okoliczność.

Popularne były naczynia zwane „barszczownikami” – naczynia do zakwasu, które do dziś cieszą się powodzeniem, także wśród młodych gospodyń – mówią, że przygotowany w tym naczyniu zakwas daje niepowtarzalny smak, barszczu, czy chleba. Często młode kobiety wspominając smak żurku przygotowywanego przez ich babcie kupują to naczynie, by obudzić wspomnienia, mieć namiastkę świata pachnącego dzieciństwem. Wspomina się też chleb „z łopaty” formowany w koszykach słomianych: podkładało się kapuściane lub chrzanu liście. Jak wspominają starsze gospodynie – smak przesiąkniętego chlebem i żarem liścia był prawdziwym rarytasem, który dziś już wiemy, że obrazuje nam tamten prosty świat trudnego, aczkolwiek pełnego smaku życia. Jak mówią: drożdżowe placki z niemielonym serem, ocukrzone z nieubijanymi jajkami, czy bułka drożdżowa z kruszonką, choć są obecne także dziś – nie smakują jak wówczas. Wkładane do pieca były po chlebie, oczywiście żeby nie zmarnować temperatury. Natomiast przed chlebem na posypanym mąką palenisku pieca obowiązkowo piekło się podpłomyki - wyskrobki ciasta chlebowego lub drożdżowej bułki posypane makiem i cukrem lub borówkami. Te, szczególnie wyczekiwane były przez dzieci i do dziś wspominane są chyba z największym sentymentem.

Na pewno można powiedzieć, że w Medyni czerpie się z osiągnięć poprzednich pokoleń, co więcej udoskonala się je i rozwija. Wiara, że mądrości praojców są warte pamiętania uskutecznia pieczołowite ich podtrzymywanie i celebrowanie. To świadomość tożsamości budowanej na tym, co medyńska ziemia od pokoleń daje w darze. To tożsamość budowana, także na lokalnej kuchni, na kuchni „z rodzinnych stron”. Rodzinne strony, to ile razy nie spytać „najlepsze lata naszego życia”, gdzie na podwórku pachniało trawą, a w kuchni długo gotowanym i długo ciepłym jedzeniem. Dlatego też promowanie Medyni, jako miejscowości z pomysłem, wizją i potencjałem - opartymi na tradycjach, także tych kulinarnych jest działalnością uzasadnioną. Czuje się, że natura jest domem człowieka, a ten jej ostatnim, ale najszczęśliwszym ogniwem. Wszystko, czego nam trzeba, w niej znajdujemy. Pieniądze nigdy tu nie wygrywały głównej roli – bo nigdy ich nie było. Jednak zwyczajne zwyczaje jedzenia wspólnie, jedzenia zdrowo pozostały. Pozostał zachwycający obcych zwyczaj wypiekania jedzenia w glinianych oryginalnie własnych naczyniach. Specjalnością są wspomniane dania z glinianej misy lub siwakowego garnka z pokrywą, w których w ognisku przyrządza się potrawy również z tego, co medyńska ziemia i miejscowe lasy mają dla człowieka teraz. Do potraw przyrządzanych „w glinie” nie trzeba koniecznie dużej ilości tłuszczu, ani wielu sztucznych przypraw, gdyż proces pieczenia koreluje z oddającym w tym czasie wodną parę naczyniem. Kiedyś głównymi przyprawami i dodatkami było to, co rosło w letnim ogródku. Teraz zmieniające się trendy nie omijają także Medyni, lecz gliniane naczynia pozwalają ograniczać dodatki i sprawiają, że mięso ma szansę mieć smak soczystego mięsa, a warzywa to wciąż tamte warzywa z letniego ogródka.

Dziś wciąż celebruje się przyrządzanie wielu tych dań, choćby pieczone na ogniu ziemniaki. To jedno z tych dań, które kochają mieszkańcy, a które zachwyca przyjezdnych. Jak i inne dania jest najlepsze, kiedy można się nim cieszyć wspólnie, ale ma tę zaletę, że wokół niego i wokół ogniska, na którym stoi gliniany z nimi garnek gromadzi wszystkich żądnych wrażeń miłośników sentymentalno kulinarnych przeżyć, którzy posiadają świadomość także wartości kulturowej tej potrawy.

Ziemniaki z cebulą i boczkiem pieczone w medyńskim glinianym garnku pod darnią na żywym ogniu. 
Są daniem typowo lokalnym, z racji długiej tradycji wytwarzania tu glinianych naczyń i stosunkowo niedrogich składników. Najczęściej pieczone były w okresie jesiennym, po wykopkach. Są chyba najpyszniejszym daniem z ziemniaków na świecie. Gliniane naczynie szczelnie przykryte wykopanym kawałkiem trawy wraz z ziemią sprawia, że wewnątrz w czasie pieczenia kumuluje się cały aromat przenikających się wzajemnie składników. Czy potrawa jest gotowa sprawdza się w rytualny wręcz sposób przebijania darni cienkim patykiem i wąchania, czy już pachnie wystarczająco przypieczonymi składnikami. Zwykle jest to bardzo emocjonujący moment, gdyż walory estetyczne palącego się ogniska i glinianego w ogniu naczynia bardzo wzmagają apetyt. Ziemniaczki podaje się ze zsiadłym mlekiem, twarożkiem lub śmietanką.

Degustacje dań tradycji lokalnej przygotowanych przy użyciu glinianych naczyń – jak to niegdyś bywało, pogawędki przy piecu chlebowym, w którym owe dania się właśnie pieką, są emocjonującym przeżyciem zarówno dla miejscowej społeczności, jak i dla przyjezdnych gości. Budzą się wspomnienia o dawnych czasach, kiedy sąsiadka odwiedzała sąsiadkę, a gdy na pogaduszki nie było za dużo czasu, zawsze zdążyły przynajmniej przysiąść, chociażby na progu, o czasach, kiedy przeżyć w dużym stopniu pozwalała pomoc sąsiedzka i kiedy zażyłość między ludźmi pozwalała dzieciom do sąsiadek mówić - ciociu.

Doznać tego wszystkiego można podczas corocznie organizowanego Jarmarku Garncarskiego, odwiedzając Zagrodę Garncarską lub po prostu Medynię. Bogate w ekspresję emocjonalną opowieści o daniach zdrowych, pachnących lasem, czy łąką – daniach pochodzących z natury, która była szansą na przetrwanie, daniach jak nigdy już potem przynoszących ludziom radość. Przywoływanie legend, przysłów, piosenek ludowych budzi do refleksji nad zmieniającym się światem i człowiekiem. Kosztowanie dawnych, zapomnianych dań, powstałych z darów matki ziemi - jak niegdyś, daje możliwość przeniesienia się do tamtego czystego, mającego smak świata. Dzieciom zaś, opowiada się z westchnieniem, jakby rodziła się potrzeba budowania rodzinnych fundamentów dla tożsamości potomków.    

Nie można zapominać o przeszłości, bo właśnie dzięki niej wiemy, kim jesteśmy, a to, co robimy teraz, ma silne stabilne fundamenty w czasach naszych ojców. Dziś rzemiosło stanowi raczej wartość kulturową, jedzenie traktuje się podobnie, jak zjawisko społeczno kulturowe, które odgrywa ważną rolę w relacjach między ludźmi. Mówi o tym, kim są, co jest dla nich ważne, jakie mają priorytety. Dotychczasowa interpretacja powiedzenia: przez żołądek do serca wydaje się być zbyt banalna, ale na pewno przez żołądek, który jest drugim sercem człowieka można trafić do jego głowy. Połączenie tych dwóch dziedzin rzemiosła i kuchni stawia Medynię na ponadprzeciętnym miejscu w ofercie turystycznej Polski i Podkarpacia. Mieści się bowiem w pojęciach turystyki kulturowej, ekologicznej, kulinarnej, daje przestrzeń modnym ruchom jedzeniowym jak slow food, kulturze foodies itp., które stają się szansą rozwoju dla małych miejscowości, bo trafnie i prawdziwie odpowiadają na aktualne ludzkie potrzeby.

 W dobie postępującej w każdej dziedzinie życia globalizacji warto zdać sobie sprawę, co nas odróżnia od innych i to traktować, jako wartość najwyższą w ocenianiu tego, skąd jesteśmy. Przeobrażenie medyńskiego garncarstwa - ostatnio raczej pamiątkowego w garncarstwo użytkowe, czyli takie, które będzie szło przez życie wraz z człowiekiem i jemu będzie służyło jest sięganiem do czasów zaprzeszłych. Stąd służba ta, nie powinna być oparta jedynie na zwykłym użytkowaniu martwych rzeczy, lecz na codziennym przypominaniu skąd jesteśmy i dokąd może nas pamięć o tym lub nie zaprowadzić. Miłość do rodzimej ziemi, do możliwości korzystania z jej potencjału i pracy rąk ludzkich to idea, na bazie której powinna być odbierana i interpretowana Medynia.

BonAppetitMedynia.bloog.pl

Blog utworzony przez członkinię KGW Medynia Gł

Kazimiera O. z Koło Gospodyń Wiejskich Medynia Głogowska

Udostępnij na facebook!

Gall Anonim

Bardzo dobry tekst, będę polecać!

2

8 gru 2015, 09:50:34

Kazimiera O. z Koło Gospodyń Wiejskich Medynia Głogowska

To bardzo miłe dla amatora usłyszeć komplement od profesjonalisty. Dziękujemy!

1

7 gru 2015, 15:35:16

Magdalena S.

Pani Kazimiero, wielu profesjonalistów nie potrafi pisać tak wartościowo, jak robi to Pani!

2

8 gru 2015, 09:10:26

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Lany Poniedziałek – tradycja, radość i symbol odnowy

Drugi dzień Świąt Wielkanocnych, powszechnie znany jako Lany Poniedziałek lub Śmigus-Dyngus, to jedno z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych świąt w polskiej tradycji. Choć dziś kojarzy się głównie z polewaniem wodą i dobrą zabawą, jego korzenie sięgają dawnych obrzędów ludowych, w których woda miała znaczenie symboliczne i oczyszczające. Skąd wzięła się tradycja? Zwyczaj Śmigusa-Dyngusa wywodzi się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Wówczas woda była symbolem życia, odrodzenia i siły natury budzącej się po zimie. Obrzędy polewania wodą miały zapewnić zdrowie, płodność oraz urodzaj. Z czasem tradycje te zostały włączone do kultury chrześcijańskiej i zaczęły towarzyszyć świętowaniu Zmartwychwstania. Pierwotnie „śmigus” oznaczał smaganie gałązkami wierzby, natomiast „dyngus” wiązał się z wykupywaniem się od tego zwyczaju drobnymi podarunkami, najczęściej pisankami. Z biegiem lat oba obrzędy połączyły się w jedną formę – radosnego polewania wodą. Woda, która łączy Lany Poniedziałek to przede wszystkim święto radości, wspólnoty i luzu po czasie powagi Wielkiego Tygodnia. W wielu domach i miejscowościach to dzień spotkań rodzinnych, odwiedzin i wspólnego spędzania czasu. Na wsiach zwyczaj ten miał szczególny charakter. Młodzi chłopcy odwiedzali domy, polewając wodą dziewczęta – co było nie tylko żartem, ale i formą zalotów. Im bardziej ktoś był oblany, tym większym cieszył się zainteresowaniem. Choć dziś ten zwyczaj przybrał bardziej symboliczny i uniwersalny charakter, nadal niesie ze sobą nutę beztroski i śmiechu. Między tradycją a współczesnością Współcześnie Lany Poniedziałek bywa obchodzony w różny sposób. W miastach często ogranicza się do symbolicznego pokropienia wodą, natomiast w mniejszych miejscowościach i na wsiach nadal można spotkać bardziej żywiołowe formy świętowania. Warto jednak pamiętać o umiarze i szacunku dla innych – tradycja powinna łączyć, a nie sprawiać dyskomfort. Coraz częściej podkreśla się, że polewanie wodą powinno być formą zabawy, na którą wszyscy się zgadzają. Głębsze znaczenie Choć Lany Poniedziałek ma lekki i radosny charakter, jego symbolika jest głęboka. Woda, jako znak oczyszczenia, może być dla nas przypomnieniem o nowym początku, który przynosi Wielkanoc. To zaproszenie, by zostawić za sobą to, co trudne, i wejść w codzienność z nową energią i nadzieją. W świecie pełnym pośpiechu takie momenty wspólnej radości są szczególnie cenne. Pozwalają zatrzymać się na chwilę, uśmiechnąć i być razem – z rodziną, sąsiadami, bliskimi. Tradycja, która trwa Lany Poniedziałek to piękny przykład tego, jak dawne obyczaje mogą przetrwać i odnaleźć się w nowoczesnym świecie. Łączy pokolenia, przypomina o korzeniach i wnosi do świątecznego czasu element lekkości i spontaniczności. Bo choć zmieniają się czasy, jedno pozostaje niezmienne — potrzeba radości, bliskości i świętowania życia. A czasem wystarczy do tego… odrobina wody. Czytaj dalej

Największa wolność - Powrót do Domu Ojca

Wielkanoc kojarzy nam się z tradycją: święconką, rodzinnym stołem, wspólnie spędzonym czasem w gronie rodzinnym wiosennymi porządkami. To jednak też czas, w którym my chrześcijanie zatrzymujemy się, by na nowo odkryć sens odkupienia, przebaczenia i powrotu do życia. To święta, które nie tylko przypominają o zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią, ale zapraszają nas do osobistej refleksji nad tym, jak wygląda nasza relacja z Bogiem. W tym roku warto spojrzeć na nią przez pryzmat jednej z najbardziej poruszających przypowieści Ewangelii według św. Łukasza – historii o synu marnotrawnym. Historii o człowieku, który szuka swojego miejsca na ziemi, o człowieku, który pragnie wolności, a jednocześnie tęskni za domem. O każdym z nas. Przypowieść o synu marnotrawnym to historia, która nie traci aktualności, bo dotyka najważniejszego pytania: co robimy z wolnością, którą daje nam Bóg?  Syn z przypowieści odchodzi, bo chce żyć po swojemu. Chce sprawdzić, kim jest bez ojca, bez zasad, bez ograniczeń. To pragnienie jest nam bliskie — każdy człowiek chce decydować o sobie, wybierać własną drogę, samodzielnie kształtować swoje życie. Ojciec nie zatrzymuje go siłą, nie moralizuje, nie grozi. Pozwala mu odejść, choć wie, że młody człowiek nie jest jeszcze gotowy, by mądrze zarządzać wolnością, a tak po prostu by mądrze zarządzać swoim życiem. Obraz ojca to obraz Boga, który szanuje ludzką wolność nawet wtedy, gdy prowadzi ona w stronę błędów, zagubienia i cierpienia. Bóg nas nie zatrzymuje. Nie zamyka drzwi abyśmy żyli w izolacji od świata. Nie stawia warunków. Szanuje wolność, nawet jeśli wie, że człowiek może ją źle wykorzystać. To jedna z najbardziej poruszających prawd naszej wiary: Bóg nie chce posłuszeństwa z lęku, ale relacji z wyboru. Przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, że prawdziwa relacja z Bogiem może istnieć tylko wtedy, gdy człowiek wybiera ją w wolności.  Dlatego też ta przypowieść i cały ten świąteczny czas Wielkanocy jak i czas Wielkiego Postu przypominają nam, że ta wolność nie jest ciężarem, lecz przestrzenią, w której możemy wzrastać, szukać, błądzić i wracać. Wielkanoc przypomina nam, że Bóg nie chce niewolników ani ludzi zastraszonych. Chce relacji opartej na wyborze, a nie przymusie. Wolność jest więc fundamentem – darem, który może nas zaprowadzić daleko od domu, ale też jedyną drogą, która pozwala do niego wrócić naprawdę. Przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, że prawdziwa relacja z Bogiem może istnieć tylko wtedy, gdy człowiek wybiera ją w wolności, że ta wolność nie jest ciężarem, lecz przestrzenią, w której możemy wzrastać, szukać, błądzić i wracać. Syn marnotrawny doświadcza konsekwencji swoich decyzji. Traci majątek, poczucie bezpieczeństwa, godność. Dopiero w chwili największego kryzysu zaczyna rozumieć, że wolność bez odpowiedzialności staje się ciężarem. To moment, który wielu z nas zna z własnego życia – chwila, gdy człowiek uświadamia sobie, że sam nie poradzi sobie dalej. Syn marnotrawny szybko odkrywa, że wolność bez odpowiedzialności prowadzi do pustki. Że życie bez korzeni, bez relacji, bez sensu staje się samotnością. To doświadczenie wielu współczesnych ludzi: mamy możliwości, wybory życia, ale często brakuje nam wewnętrznego kompasu. To właśnie w doświadczeniu słabości, grzechu czy zagubienia człowiek odkrywa, jak bardzo potrzebuje Boga. Nie jako surowego sędziego, ale jako Ojca, który czeka. Najpiękniejszy moment przypowieści, który ukazuje nam kochające Boga to ten, w którym ojciec dostrzega syna z daleka. Nie czeka, aż ten dojdzie do domu. Nie pyta o skruchę i rachunek sumienia po prostu wybiega naprzeciw.   To obraz Boga, który nie czeka na idealnych ludzi, ale na ludzi, którzy chcą wrócić, na każdego z nas, którzy chcemy owocnie przeżyć czas wielkiego postu i radości Zmartwychwstania Chrystusa.  Cały czas Wielkiego Postu i Wielkanocy jest dla nas zaproszeniem do powrotu, do odnowienia relacji, która może była zaniedbana, może trudna, może pełna pytań. Bóg nie oczekuje od człowieka perfekcji, lecz szczerości. Nie wymaga bezbłędności, lecz otwartego serca. Chrystus wychodzi z grobu nie po to, by nas rozliczać, ale by nas podnieść. Zmartwychwstanie jest zaproszeniem do nowego początku — niezależnie od tego, jak daleko odeszliśmy. Wielkanoc uczy nas, że Bóg nie chce nas zatrzymać siłą dał nam wolność wyboru, jednak chce nas przyjąć z miłością. A my — jak syn marnotrawny — możemy odkryć, że największą wolnością jest powrót do domu, w którym ktoś na nas czeka, do Domu Naszego Ojca. Niech Zmartwychwstały przyniesie Wam radość, zdrowie i pomyślność. Świętujcie Wielkanoc w gronie najbliższych, pełni nadziei na lepsze jutro. Niech wspiera Was swymi łaskami i da Wam moc pokonywania codziennych trudności Niech otwiera Was na miłość oczekającego na Was Ojca! ks. Jarosław Leśniak  Duszpasterz Rolników Archidiecezji Łódzkiej Czytaj dalej

Tradycje, które łączą pokolenia

Kolorowe pisanki, zapach świeżo pieczonej baby i radosny śmiech przy świątecznym stole. Wielkanoc od lat pozostaje jednym z najbardziej rodzinnych i pogodnych świąt. To czas, gdy dawne zwyczaje spotykają się z nowoczesnością, a tradycje wciąż potrafią wywołać dziecięcy zachwyt. Wielkanoc w Polsce ma wyjątkowy smak i atmosferę. Już na kilka dni przed świętami domy wypełniają się krzątaniną: malowaniem jajek, pieczeniem mazurków i przygotowywaniem koszyczka ze święconką. Pisanki, od tych skromnie barwionych cebulą po misternie zdobione małe dzieła sztuki, są symbolem odradzającego się życia i jednym z najbardziej lubianych elementów świąt. Nieodłącznym zwyczajem jest także święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Koszyczki przystrojone bukszpanem, białą serwetką i kolorowymi wstążkami niosą do kościoła zarówno dzieci, jak i dorośli. W środku obowiązkowo znajdują się jajka, chleb, sól, kiełbasa i chrzan, każdy z tych produktów ma swoje symboliczne znaczenie, ale dla najmłodszych najważniejsze jest zwykle to, by w koszyczku znalazł się także czekoladowy zając. Niedzielne śniadanie wielkanocne to prawdziwe święto smaków i rodzinnego ciepła. Dzielenie się jajkiem, składanie życzeń i wspólne biesiadowanie przy stole pełnym żurku, białej kiełbasy oraz słodkości tworzą atmosferę bliskości. To moment, w którym tradycja najmocniej pokazuje swoją siłę, łączy pokolenia i przypomina, jak ważne są wspólne chwile. A potem przychodzi najbardziej wesoły akcent świąt, czyli lany poniedziałek. Śmigus-dyngus od lat wywołuje salwy śmiechu, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, choć dorośli także często dają się porwać tej zabawie. Symboliczna odrobina wody ma przynieść szczęście i pomyślność, a przy okazji skutecznie budzi nawet największych śpiochów. Wielkanocne tradycje, choć zakorzenione w historii, wciąż mają w sobie świeżość i lekkość. To święta pełne kolorów, rodzinnego ciepła i małych rytuałów, które sprawiają, że co roku wracamy do nich z prawdziwą przyjemnością. Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij