Wiadomości z koła

Pozostałe

Pyszne chlebki lawendowej Alicji

O kogo chodzi? W Szonowicach każdy wie. Wiemy, że ma talent i „dobrą rękę” do uprawy lawendy, wiemy, że tworzy lawendowe cuda i piękne naturalne dekoracje z czosnkiem w roli głównej. Tym razem ujawnił się Jej talent kulinarny, czyli lawendowa Alicja piecze chleb. Jak spróbowałam to nie mogłam się oprzeć by coś o tym nie napisać. Przyznam, że pieczywo jest wyśmienite czy świeże, czy nieco czerstwe. Dostałam przepis, mały słoiczek zakwasu i nie zawaham się ich użyć przy najbliższej okazji. Jak mi nie wyjdzie to się nie przyznam, jak wyjdzie to się pochwalę bo to będzie znak, że każdy może to upiec. Teraz go może zapodam recepturę?!  Myślę, że Alicja się nie obrazi?  Gdyby coś, to nie zdradzajcie tajemnicy, że to ja. 1 DZIEŃ Wymieszać ten słoiczek zakwasu z 1 szklanką mąki żytniej i 1 szklanką wody 2 DZIEŃ 1kg i 1 szklanka mąki lub jak ktoś lubi otręby to 1 kg mąki i 1 szklanka otrąb 4 łyżeczki soli dowolnego sortu ziarenka: len, słonecznik, dynia, mielony czosnek 1/3 kostki drożdży z 1 łyżeczką miodu 2 i 1/2 szklanka wody WYRABIAMY CIASTO Do mąki dodać sól i pestki, wymieszać. Z tego zaczynu co macie, 1 dużą łyżkę przelać do małego słoiczka i do lodówki na następne pieczenie. Pozostały zaczyn z poprzedniego dnia wlać do mąki, do tego drożdże i wodę. Wyrabiamy ciasto i rozlewamy do trzech foremek PIECZEMY  Formy z ciastem do nagrzanego do 100 stopni piekarnika, aż chlebki podrosną do wysokości foremek Piekarnik podgrzewamy do 230 stopni na 30 minut potem na 210 stopni na 15 minut potem na 180 stopni na 15 minut GOTOWE Mimo wszystko nie jedzcie gorącego bo Was brzuchy będą bolały….. Czytaj dalej

0 2

Aktualności regionalne

Tanecznie i z przytupem w Nowy Rok.

Na to spotkanie wszystkie czekamy z niecierpliwością. W styczniu, tradycyjnie Członkinie Koła Gospodyń Wiejskich w Szonowicach spotkają się w świetlicy wiejskiej by podsumować działalność stowarzyszenia i zaplanować działania na najbliższe miesiące. Taj jest co roku, ale z roku na rok plany są coraz ciekawsze, a oferta kulturalna coraz bogatsza. Przewodnicząca Barbara Kawik opowiedziała o finansach bez których ani rusz, a które mają się całkiem dobrze. Przypomniała wszystkim jak wiele pożytecznych projektów zostało zrealizowanych w mijającym roku. Pamięć bywa zawodna, zaskoczeniem okazało się, że było ich aż tak wiele. Na długiej liście znalazły się min.: obchody dziesięciolecia koła, organizacja parafialnego „Dnia Seniora”, „Babski Comber” z Remigiuszem Rączką, warsztaty lawendowe, muzyczna uczta z okazji „Dnia Matki”, wycieczka do Wiednia oraz organizowana na szeroką skalę prozdrowotna akcja profilaktyczna mająca na celu zapobieganie chorobom nowotworowym u kobiet. W dniu 20 grudnia 2018r, po zebraniu wyborczym, Koło Gospodyń Wiejskich „Wioskowe Trio”, jako jedyne w Gminie Rudnik, dopełniło wszystkich niezbędnych formalności i zostało oficjalnie zarejestrowane w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Ku radości i zadowoleniu wszystkich pań zaangażowanych w lokalną działalność społeczną, wniosek o dotację „Na Start” został zaakceptowany, a na koncie stowarzyszenia pojawiła się kwota 3000zł. Środki na pewno się przydadzą. Lista koniecznych zakupów już się tworzy. Pieniądze z pewnością zostaną przeznaczone na działalność statutową. Jak przystało na noworoczne spotkanie, nie zabrakło także planów na wszelkie działania kobiet dla kobiet, a także na ożywienie życia społecznego i kulturalnego wsi. Gospodynie z pewnością już w najbliższych dniach rozpoczną przygotowania do organizacji „Dnia Seniora”. Jest to tradycyjna impreza skierowana do najstarszych mieszkańców całej parafii. Z pewnością koło będzie prezentowało swoją działalność na wystawach potraw regionalnych, kiermaszach i imprezach lokalnych. W planach starszych gospodyń znalazł się kurs podnoszenia kompetencji cyfrowych. Nie mogło oczywiście zabraknąć wycieczki. Wyjazd zaplanowany został na pierwsze dni marca, co zbiega się z obchodami Dnia Kobiet. Tym razem Panie spędzą go w Milówce, na góralskiej biesiadzie, z tańcami do białego rana.  Tak więc będzie się działo i to niemało, jak na liczące 26 członkiń koło. Czytaj dalej

0 1

O nas

Ciekawa historia, która KOŁEM się toczy....

Kobiety w sołectwie Szonowice były, są i pewnie będą aktywne, bo to pokazuje historia tego sołectwa. Mała liczebnie wioska zawsze mogła liczyć na społeczne zaangażowanie co najmniej kilkunastu gospodyń, które mimo rozlicznych obowiązków zawsze jakoś tam wygospodarowywały czas by wspólnie się spotkać, zwyczajnie poplotkować czy też załatwić jakieś istotne dla wsi sprawy, którym mężczyźni nie podołali albo, które, ze swojego punktu widzenia, uznawli za mało istotne. Obecny kryzys społecznego zaangażowania kobiet, w sprawy sołectwa to sprawa bardziej złożona, ale o tym może trochę później. Myślę, że warto zacząć od początku jak to u nas było. Analizując dokumenty historyczne sołectwa Szonowice, początki kobiecej działalności społecznej datowałabym na czas kiedy znajdowała się tutaj posiadłość ziemska Karla von Wrochem Gellhorn i Jego małżonki Olgi. W roku 1870 wybudowano we wsi nowy pałacyk, a wokół niego zabudowania dworskie. Dziedziczka Olga była osobą niezwykle wrażliwą na zwyczajne potrzeby rozwijającego się sołectwa. Umiała dostrzec problemy społeczne, miała lotny umysł i mnóstwo pomysłów na poprawę jakości życia mieszkańców tej jakże urokliwej wsi. Przyświecała Jej pewna idea niezależności społecznej. Starała się usilnie, by mieszkańcy, problemy swojego środowiska rozwiązywali u siebie i sami. Problemy takie, z którymi borykamy się i dziś: zabezpieczenie potrzeb dzieci, osób niepełnosprawnych, młodzieży, chorych oraz w podeszłym wieku. Dziedziczka Olga wraz z mężem w okolicach roku 1890 wybudowali budynek użyteczności publicznej, który miał służyć całej lokalnej społeczności. W centrum wsi powstało swoiste centrum usług społecznych, gdzie mieściła się katolicka stacja sióstr Św. Zofii. Na piętrze budynku mieszkały trzy zakonnice, które zaopatrywały chorych "po domach", były tam też dwie izbetki szpitalne z czterema łóżkami, dla najciężej, obłożnie chorych, którzy wymagali intensywnej opieki i pielęgnacji. Na parterze zaś była tzw. szkółka - dzisiejsze przedszkole, do którego, za odpłatnością można było posłać dzieci pod opiekę. Tymi zajmowała się młoda nauczycielka sporowadzona na prośbę dziedziczki, aż z Bawarii. Obok izby przedszkolnej miała tam też swoje malutkie mieszkanie. Oprócz szkółki, na parterze, była tu także duża izba z zapleczem kuchennym, służąca jako wiejska świetlica oraz miejsce publicznych spotkań. To tutaj przed II Wojną Św. funkcjonowała tzw. Kochschulle czyli trwające kilkumiesięczne kursy dla młodych dziewcząt przygotowujące je do roli matek i gospodyń. Młode dziewczęta uczyły się tutaj min.: gotowania, pieczenia ciast, prowadzenia domu, gospodarowania budżetem, szycia, haftowania, cerowania oraz prowadzenia przydomowego ogrodu. Tutaj przyszłe gospodynie dowiadywały się o nowinkach ogrodniczych, siewie i pielęgnacji kwiatów, a także howie przydomowego ptactwa. Słowem uczono wszystkiego, co może młodej kobiecie ułatwić życie w małżeństwie i rodzinie. Ta "stacja" funkcjonowała we wsi do czasu nadejścia II Wojny Św. Potem wiadomo: przetaczający się przez wieś front, wysiedlenie, zniszczenie wsi, zawierucha, a po wojnie choroby i epidemie. Koło Gospodyń w nowoczesnym wówczas wydaniu aktywowało swoją działalność w latach sześćdziesiątych. Powołanie struktur społecznych wynikało z naturalnych potrzeb ludności. Koło Gospodyń Wiejskich w Szonowicach jest najdłużej działającym kołem na terenie całej Gminy Rudnik. Powstało z inicjatywy Marii Operskalskiej, która została jego pierwszą przewodniczącą. Skupiało wówczas kilkanaście mieszkanek Szonowic. Każda z nich prowadziła gospodarstwo dmowe, pracowała na roli i bez większych wygód i udogodnień wychowywała co najmniej trójkę dzieci. Gospodynie zrzeszone w Kole pozyskiwały nowe odmiany nasion warzyw i kwiatów do swoich ogrodów. Uczyły się szczepić drzewka i krzewy owocowe, szkoliły się w miejscowym Klubie Rolnika jak przygotowywać nowatorskie potrawy i przetwory, a w jesienne i zimowe wieczory szydełkowały, robiły na drutach różnego rodzaju poduchy, kapcie, skarpety czy rękawiczki. Regularnie spotykały się też na skubaniu pierza chodząc od domu do domu. Ta tradycja to było podtrzymywanie społecznych więzi, wzajemna pomoc, przekazywanie starych opowieści, podań i bajek. Nikt nie czuł się samotny, niepotrzebny czy opuszczony. Na skubaniu pierza spotykały się babcie, córki, synowe i wnuczki. I tak się toczyło codzienne życie Koła do lat osiemdziesiątych. Po stanie wojennym działalność stowarzyszenia została zawieszona, a częś zadań przejął Klub Rolnika, później Wiejski Dom Kultury gdzie toczyło się życie społeczne Szonowic. Reaktywacja działalności koła nastąpiła w roku 2008 kiedy to ponownie gospodynie postanowiły wznowić swoje działania. Tym razem jednak nie były to tylko mieszkanki sołectwa Szonowice. Nie było aż tylu chętnych kobiet z sołectwa Szonowice by organizacja mogła podjąć skuteczną działalność. Przybyły więc "posiłki" z ościennych sołectw: Modzurowa, Ponięcic czy Strzybnika. Tak powstało "Wioskowe Trio" bo trzy sołectwa. Przewodniczącą została wybrana - Teresa Siwoń z Modzurowa. Wówczas koło zrzeszało ponad trzydzieści aktywnych członkiń. Potem przybywały kolejne i w pewnym okresie stowarzyszenie miało już 50 aktywnych członkiń. Obecnie po ponad 10 latach działalności przewodnictwo objęła Barbara Kawik. Koło skupia 25 aktywnych gospodyń z: Szonowic, Ponięcic, Modzurowa, Grzędzina, Łubowic oraz Borucina. Data 20 grudnia 2018 będzie pamiętnym dniem dla "Wioskowego Trio" bo taka jest oficjalna nazwa stowarzyszenia, z siedzibą w sołectwie Szonowice. 20 grudnia 2018r oficjalnie koło zostało zarejestrowane. Stowarzyszeniu nadano numer rejestrowy koła gospodyń wiejskich wg nowych przepisów. Wszelkie formalności zostały dopełnione w AriMR. Było owszem "trochę" załatwiania i biegania z papierkami ale cel został osiągnięty. Złożony został także wniosek o dotację na start. W przypadku KGW Szonowice liczącego 25 członkiń, będzie to kwota 3000zł. Środki dotacji gospodynie przeznaczą na cele statutowe. W Gminie Rudnik zarejestrowane jest tylko szonowickie stowrzyszenie gospodyń. Teraz może wrócę do kryzysu aktywności społecznej w małych miejscowościach bo tego obecnie doświadcza także Koło Gospodyń w Szonowicach. Mam nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa i stowarzyszenie obroni się przed skrajnym konsumpcjonizmem i roszczeniową postawą. Wszystkim nam się wydawało, że z nadejściem dobrobytu będzie się lepiej działo, a jest zupełnie odwrotnie. My już nie jesteśmy dla siebie zwyczajnie dobrzy, uprzejmi, współczujący ale stajemy się wyrachowani i interesowni. Mieszkańcy małej wiejskiej społeczności stali się zamożni, syci, żądni sukcesu i niestety bardzo roszczeniowi. Rozpad więzi sąsiedzkich i rodzinnych, pośpiech, nadmierny stres, samotność, doznawanie bezsensu istnienia to ma miejsce w wioskach, nawet w tych niezbyt licznych? Na codzień widzimy proces rozpadu więzi międzyludzkich w tradycyjnych wielopokoleniowych rodzinach, a także skrajny relatywizm. Z tej dawnej, agrarnej kultury niewiele już pozostało. Wiara w Boga słabnie. W kościelnych ławkach nawet w wielkie święta – pustki. O tym co dzieje się u najbliższych sąsiadów dowiadujmy się z mediów społecznościowych, a nie z rozmów przy płocie czy w sklepie. Bo na której to jeszcze wsi pozostał sklep? Do których to jeszcze drzwi puka listonosz? W Szonowicach już dawno nikt już nie wygania krów na łąki i pastwiska. Nie rodzą się cielaki, źrebięta, nie wykluwają się żółciutkie pisklaki. Żniwa owszem przychodzą o swojej porze w sierpniu. Kosi się oziminy potem jarki, kolejno nastaje czas podorywek i wiejskich dożynek ale ziarna nie gromadzi się już w spichlerzach. Firmy transportowe odbierają je prosto z pól i odwożą do suszarni. Potem całe połacie ściernisk pryska się glifosatem. Spalona i sponiewierana ziemia przyprawia o dreszcz niepokoju i stanowi naprawdę przykry, przygnębiający widok. Życie towarzyskie kwitnie w tunezyjskich, greckich i tureckich kurortach pod palmami, a nie pod jabłonką w ogrodzie. Kończące okres żniw i lata dożynki to utrapienie dla uwijającego się przy organizacji sołtysa i rady sołeckiej. W remizach stoją piękne nowiutkie wozy bojowe, które choć kosztowały krocie, do akcji wyjeżdżają ze dwa razy do roku. W miejscowym kole gospodyń z 50 aktywistek zostało raptem 25 osób. Wieś rozbudowuje się, pięknieje, sprowadzają się nowi i coraz bardziej zaczyna się doświadczać anonimowości, która do tej pory doskwierała mieszkańcom dużych miast. Powiedzenie "Wiedzą sąsiedzi kto na czym siedzi" dziś już straciło na aktualności. Wioska staje się sypialnią, każdy odgrodzony wysokim kutym parkanem w swoim pięknym wypacykowanym domu, do którego wiodą marmurowe schody. To już nie ta wioska gdzie bez zapowiedzi zaglądnęło się do starszej sąsiadki by sprawdzić czy wszystko u niej w porządku i czy nie potrzebuje czegoś z miasta. Coraz mniej się też opłaca. Znikają już nawet przydomowe warzywniaki i ukwiecone grządki. Przepiękny trawniczek niczym pole golfowe lub równiótko sypany żwirek, to standard przed nowymi domkami. Bezduszny agrobiznes wypiera bez pardonu to co było w naszej wsi najcenniejsze i najpiękniejsze. Na wieś wprowadzamy wielkie inwestycje, ciężkie ciągniki, chemię, ekspansywne środki ochrony roślin i wielką agresywną politykę, nawet w małych gminach. I tylko kilka wiejskich aktywistek jakby na siłę próbuje powstrzymać te tryby koła zmieniającego się świata. Jeszcze stoją na straży tradycji, gdzieś w szafach sentymentalnie upchane maezonki wyciągają przy okazji wielkich uroczystości, jeszcze przeglądają stare receptury i albumy ze zdjęciami gdzie uśmiechnięte mamy i babcie idą ulicą i niosą blachy kołacza do piekarni, by zdążyć przed nadchodzącym odpustem. Obawiam się jednak, że pewnych procesów nie da się już powstrzymać. Karina Lassak Czytaj dalej

1 2

Zdrowie i uroda

10 powodów, dla których warto pić herbatkę z czystka

Zawsze byłam zwolenniczką naturalnych herbatek, które nauczyła mnie sporządzać i zaparzać moja nieoceniona babcia, posiadająca ogromny zasób wiedzy i mądrości ludowej. Nauczyła mnie kiedy i jakie zbierać latem zioła, jak je suszyć, gdzie przechowywać i jakie mają walory zdrowotne. Znam ich całe mnóstwo ale o czystku moja babcia nie mówiła nic, a może po prostu nie pamiętam. Niemniej tegoroczna zima, nie wiem zupełnie z jakiego powodu, upływa pod dyktando tego niewinnego ziółka. Pije go cała moja rodzina, ot tak po prostu nam zasmakował. Gdy już go zaparzę w glinianym imbryczku, pozwolę mu nieco wystygnąć wtedy wsypuję sporą łyżeczkę czystego kwasu askorbinowego i doprawiam miodem z pasieki mojego ojca. Herbatka jest pyszna, lubiana przez dzieci, a mogą ją pić dzieci już od 3 miesiąca życia. Prócz walorów smakowych ma podobno nieocenione właściwości zdrowotne. Picie naparu z czystka pozwala zapobiegać wielu chorobom. Nie ma żadnych skutków ubocznych, można pić tę herbatkę w nieograniczonych ilościach i bez obaw. Tym się nie przedawkuje. Dlaczego czystek jest taki zdrowy? Ano zawiera substancje chemiczne o dziwnej nazwie POLIFENOLE - to takie naturalne przeciwutleniacze wpływające dobroczynnie na nasz organizm. Znalazłam gdzieś najważniejsze 10 powodów dla których powinniśmy sięgnąć po herbatkę z tej właśnie rośliy: Działa antybakteryjne i antywirusowo (polecany na wzmocnienie odporności, grypę i przeziębienia). Wspomaga higienę jamy ustnej i wybiela zęby.  Działa odmładzająco i zapobiega powstawaniu zmarszczek. Redukuje i łagodzi trądzik. Ogranicza przetłuszczanie się cery i włosów. Pomaga w schorzeniach górnych dróg oddechowych, zwalcza katar, łagodzi ból zatok. Działa antyalergicznie, przynosząc ulgę uczulonym na pyłki i kurz. Ma właściwości przeciwgrzybiczne, zmiejsza objawy grzybicy skóry i paznokci. Redukuje przykry zapach potu. Odstrasza kleszcze - reguarne picie tej herbatki chroni przed atakiem tych potworów. Skuteczność czystka w zwalczaniu bakterii można porównać do skuteczności antybiotyków. Zwalcza bakterie wywołujące próchnicę i paciorkowce. Posiada przy tym działanie odtruwające, a także hamuje wzrost komórek nowotworów piersi. Niszczy krętki wywołujące boreliozę. Po spacerze po lesie, profilaktycznie warto wypić trochę naparu z czystka.  Rozpuszcza zatory i zakrzepy. To chyba te najważniejsze dla których warto pochylić się nad tym niepozornym ziókiem? Czytaj dalej

1 8

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij