O nas

0 1
Kłosuj Komentuj Ulubione

HISTORIA JAGNY

Historia

Działalność tłuchowskiego Koła Gospodyń Wiejskich została zainicjowana w 1968 roku i skupiała się przede wszystkim na ułatwianiu codziennego życia na prowincji oraz usprawnianiu funkcjonowania gospodarstw.
Z ramienia Spółdzielni Kółek Rolniczych (SKR), którym formalnie podlegało Koło, wyznaczone członkinie zajmowały się zbieraniem zamówień, a następnie dystrybucją wśród rolników piskląt drobiu, pasz, sadzonek drzew owocowych. Wszystkie te „dobra" były w tamtych czasach niedostępne w sprzedaży detalicznej, a ich zakup stawał się możliwy jedynie za pośrednictwem KGW.
- W ten sposób nasza koleżanka zajmująca się rozprowadzaniem materiału szkółkarskiego, mimo woli dorobiła się bardzo dużego sadu - śmieje się Przewodnicząca Koła, Maria Niżdzińska. - Wszelkie zamówione, a potem z różnych powodów nieodebrane drzewka i krzewy, które szkoda było jej wyrzucić, sadziła po prostu u siebie.
20 kwietnia 1975 roku, jak donosi zapis z kroniki we wsi „uruchomiony został magiel elektryczny zakupiony staraniem KGW za sumę 13 tysięcy zł". Możliwość skorzystania na miejscu z takiego urządzenia była dużym udogodnieniem, a samo posiadanie go wprowadzało do wsi powiew nowoczesności.

Instruktorzy z SKR organizowali dla Koła liczne kursy i szkolenia z zakresu prowadzenia gospodarstwa domowego począwszy od gotowania i pieczenia po szycie i haftowanie. W czasach, gdy dostęp do telewizji oraz czasopism o tematyce kulinarnej był ograniczony, kobiety chętnie wymieniały się między sobą przepisami, pozyskując w ten sposób sprawdzone receptury. Z tych samych powodów lubiły wspólnie pichcić i eksperymentować.
- Najpierw spotykałyśmy się w domach prywatnych, co rusz, gdzie indziej. W mieszkaniach członkiń odbywały się szkolenia i wykłady, ale też liczne potańcówki, a nawet bale sylwestrowe. Potem, gdy zrobiło się nas naprawdę dużo przydzielono nam salę w Gminnym Ośrodku Kultury i w końcu miałyśmy miejsca do woli - opowiada Przewodnicząca.

Członkinie stanowiły faktycznie całkiem pokaźną grupę. „Aktywna działalność KGW w Tłuchowie zjednuje sobie sympatię wśród gospodyń naszej wioski. Coraz więcej pań wyraża chęć wstąpienia do Koła. Zwiększyła się liczba członkiń KGW do 76 osób" (zapis z kroniki, 9 stycznia 1970 rok). Dziesięć lat później liczba ta wzrosła do 109 członkiń i ze względów praktycznych Koło zostało podzielone na dwie grupy.

KGW aranżowało we wsi rozmaite wydarzenia kulturalne i towarzyskie. Okazją do wspólnych spotkań, zabawy, występów artystycznych był Dzień Kobiet, Majówka, Dzień Matki, Święto Plonów, Karnawał. Przy Kole działał ludowy zespół pieśni i tańca, który uświetniał swoimi występami okoliczne imprezy.
Członkinie chętnie brały udział w popularnych wówczas konkursach, prześcigając się, a to w pielęgnacji ogródków przydomowych, uzyskaniu jak największej liczby plonów lub „mleka wysokiej jakości", a te szczególnie dbające o porządek miały szansę zostać docenione w konkurencji „Higiena obór", czy „Zadbane obejście".
Dla młodych mam odbywały się pogadanki na temat pielęgnacji niemowląt i metod wychowawczych. Szczególnie cenne były spotkania z lekarzami lub z prawnikiem, gdy każda z nich mogła uzyskać odpowiedź na nurtujące ją pytania.

Koło angażowało się w powszechne wtedy akcje charytatywne, które dziś mogą zaskakiwać i wydawać się nieco dyskusyjne. Tak na przykład „w ramach pomocy walczącemu Wietnamowi KGW zakupiło materiał i uszyło ubranka dla dzieci wietnamskich za sumę 730 zł" (18 czerwca 1970 rok).
„W odpowiedzi na apel obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie KGW w Tłuchowie wpłaciło kwotę 340 zł na rzecz odbudowy zamku" (10 marca 1972 rok).
„KGW wzięło udział w konkursie pod hasłem „Czytelnicy Przyjaciółki - dzieciom". Członkinie zakupiły i wykonały własnoręcznie odzież dla dzieci za sumę 6234 zł. Dary przekazane zostały dla dzieci przebywających w sierocińcach. W „Przyjaciółce" ukazała się notka z podziękowaniem dla KGW za ten piękny dar" (23 stycznia 1978 rok).

- Koło było bardzo prężne i spełniało istotną rolę oświatową i kulturową w miejscu, gdzie nie było kina, teatru, ani kawiarni. Dzięki niemu do wsi wprowadzane były różne nowinki techniczne, udogodnienia, nie pozostawaliśmy w tyle za miastem - podkreśla Joanna Sosińska.
Kres działaniom położyły zmiany polityczne i gospodarcze, jakie zaszły po 1989 roku. W efekcie prywatyzacji Spółdzielnie Kółek Rolniczych zaczęły szybko podupadać, a Koło Gospodyń, które w „nowych czasach" jawiło się jako przeżytek poprzedniej epoki popadło w niełaskę na najbliższe 10 lat.

Działania

„Drugie życie" Koła zaczęło się od przypadkowego spotkania Joanny Sosińskiej, pracowniczki Urzędu Gminy w Tłuchowie i aktywnej działaczki lokalnej w jednej osobie z panią Laurą Wysocką z Kujawsko - Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego na włocławskim deptaku.
- To był rok 2003. Szukałam wtedy jakiegoś dobrego pomysłu na promocję naszej gminy. Pani Laura zaproponowała nam udział w konkursie „Zagroda wiejska przyjazna dla środowiska". Podchwyciłam ten pomysł, namówiłam nasze kobiety do uczestnictwa. Wytypowałyśmy 15 gospodarstw. Konkurs był impulsem, który uzmysłowił nam, że mamy dużo energii, pomysłów i po prostu chęć do działania. Reaktywowałyśmy Koło, a Maria Niździńska, która zajęła czołowe miejsce na etapie wojewódzkim konkursu w nagrodę została przewodniczącą Koła - opowiada ze śmiechem pani Joanna.

Koło zrzesza 25 mieszkanek z siedmiu sołectw gminy Tłuchowo. To już nie te czasy, kiedy każda wieś miała swoje KGW liczące dziesiątki, a czasem nawet setkę członkiń.
Pierwszym pomysłem było przywrócenie rangi czynności tak powszedniej i wydawałoby się mało medialnej jak gotowanie. Postawiły na promowanie tradycyjnych potraw ziemi dobrzyńskiej, tych trochę już zapomnianych z długoletnią historią i duszą, robionych w ich domach od pokoleń.
Jedna z członkiń znalazła wtedy na swoim strychu pożółkłą i mocno nadgryzioną przez ząb czasu przedwojenną książkę kucharską. Doprowadziły ją szybko do porządku, bo to prawdziwa, obok ich matek i babek, encyklopedia wiedzy kulinarnej regionu. Stare przepisy z niej zaczerpnięte pozwalają na nowo odkrywać często już zapomniane smaki, wyparte przez nowoczesne menu.
- Niegdyś wieś dobrzyńska była biedna i wiele produktów ciężko było zdobyć. Królowały potrawy na bazie mąki i ziemniaków, posiłki były raczej skromne, niewyszukane. Obecnie wraca się do tych przepisów, bo to przecież nasze dziedzictwo, zapisana w nich jest historia naszych ziem - opowiada Grażyna Jędrzejewska, której kunszt kulinarny został już doceniony na niejednym konkursie.

Specjalnością Koła stały się niezapomniane w smaku pączki dyniowo - ziemniaczane, ciastka zwane „orzechami", kotleciki z grzybów - grzybianki oraz aromatyczna zupa z dyni, która swój specyficzny smak i kolor zawdzięcza dodatkowi pestek śliwek węgierek.
Listy specjałów dopełnia unikatowa nalewka dębowa, wytwarzana, jak sama nazwa wskazuje na bazie kory dębu, o lekko cierpkim smaku i herbacianej barwie. Nie chcą zdradzić tajników wypracowanego metodą prób i błędów przepisu, bo jak mówią „diabeł tkwi w szczegółach" i to właśnie szczypta odpowiednich przypraw decyduje o niepowtarzalnym aromacie. Obecnie zabiegają o wpisanie jej na listę produktów tradycyjnych, co niestety pociąga za sobą masę formalności i wymaga zgromadzenia mnóstwa dokumentacji.
Z powodzeniem biorą udział w licznych festynach i konkursach kulinarnych. W konkursie „Smak Tradycji" organizowanym przez miesięcznik „Wieś kujawsko - pomorska" zupa dyniowa w wykonaniu pani Grażyny Jędrzejewskiej zajęła pierwsze miejsce. Podczas imprezy plenerowej „Gotowanie na polanie", która co roku odbywa się w sierpeckim skansenie otrzymały nagrodę główną w kategorii ciasta - za „orzechy". Co roku biorą też udział w lokalnej imprezie Festiwal Smaku Dobrzyńskiego. Kilkanaście sołectw wystawia wtedy swoje specjały - chleby, mazurki, strucle drożdżowe, kiełbasy domowe i inne przysmaki charakterystyczne dla okolic Dobrzynia nad Wisłą.

Ich umiejętności kulinarne są już powszechnie znane w regionie, w efekcie zaproszenia na festyny i imprezy spływają ciągle wartkim nurtem.
Szczególnej popularności i rozgłosu przysporzył im udział w dwóch prestiżowych wydarzeniach o randze międzynarodowej - Mistrzostwach Świata Juniorów w Lekkoatletyce oraz Rajdzie Samochodowym Orlen.
- Podczas tych imprez miałyśmy swoje stoisko i serwowałyśmy lokalne smakołyki. Żurek, barszcz czerwony, domowy rosół, swojska kiełbasa cieszyły się ogromnym powodzeniem. Atmosfera była wspaniała, a zawiązana w ten sposób współpraca trwa do dziś - opowiada Joanna Sosińska.

W 2006 roku wpadło im w ręce ogłoszenie o konkursie grantowym „Ochrona różnorodności biologicznej szansą dla wsi" organizowanym przez Fundację Wspomagania Wsi. Mimo braku doświadczenia postanowiły spróbować i napisały wniosek. Ku wielkiemu zaskoczeniu ich projekt „Kwiaty w naszych ogrodach - Gmina pachnąca" został nagrodzony dotacją w wysokości 10 tysięcy złotych.
Celem przedsięwzięcia było poprawienie sytuacji materialnej 15 mieszkanek wsi, a jednocześnie zwrócenie uwagi na ochronę wiejskiego dziedzictwa przyrodniczego jakim są tradycyjne wiejskie ogródki kwiatowe, wypierane przez masowo sadzone, a obce na polskiej wsi iglaki. Zakupiły sadzonki i nasiona rodzimych gatunków, od dziesiątek lat obecnych w wiejskich ogródkach - nagietków, aksamitek, malw, rudbekii, kosmosów. Mieszkanki wymieniły się również między sobą kwiatami, które już u nich rosły. Z dostępnych roślin przygotowywały wieńce i bukiety, które prezentowały na wystawach i lokalnych imprezach. Były także z gościnną wizytą w bydgoskim ogrodzie botanicznym. Z kolei pracowniczki ogrodu odkryły we wsi dwa tradycyjne ogródki kwiatowe, które okazały się prawdziwą skarbnicą lokalnych odmian. Materiał nasienny w nich zebrany został przekazany do banku genów.
Uczestniczki projektu zadbały także o miejsca publiczne - wszelkie skwerki, placyki, wolne kawałki ziemi obsadziły mnóstwem kolorowych kwiatów, żeby wieś stała się przyjaźniejsza dla ludzi, dla przyrody.
- Wiadomo, że apetyt wzrasta w miarę jedzenia, więc i my nabrałyśmy wielkiej chęci do realizowania kolejnych projektów. Problemem był brak konta, bo byłyśmy przecież grupą nieformalną. W maju 2008 roku udało się nam zarejestrować Stowarzyszenie Koło Gospodyń Wiejskich „Jagna" - opowiada Joanna Sosińska.

Pokłady energii, jakie w sobie noszą powodują, że nie ma lokalnej imprezy na której nie prezentowałyby się ze swoimi przysmakami. Podczas corocznych Dni Tłuchowa stół przy ich stoisku, aż ugina się od regionalnych specjałów. Kilka lat temu wpadły na pomysł zorganizowania Dni Rodziny, które już na stałe wpisały się w kalendarz lokalnych uroczystości. To wspólna zabawa międzypokoleniowa - potyczki rodzinne, konkursy, tańce.
Ich największą chlubą są wieńce dożynkowe, które nie mają sobie równych w całym województwie. Od momentu kiedy zaczęły je robić co roku dostają pierwszą nagrodę na etapie gminnym, a w konkursie powiatowym i wojewódzkim zawsze zajmują czołowe miejsca.
Każdy wieniec to prawdziwy majstersztyk, przestrzenna rzeźba - raz była to zagroda młyńska (tak duża, że dało się ją przewieźć tylko ciągnikiem), innym razem kościół. To także dwutygodniowa ciężka praca dla 12-14 osób, zdolności manualne i dużo cierpliwości.

Obecnie chcą się skoncentrować na pielęgnowaniu tradycji i osobach starszych, bo tak jak zanika tradycja, tak we współczesnym społeczeństwie nastawionym na kult młodości również osoby starsze spychane są na margines życia.
- We wsi jest bogata oferta kulturalna dla dzieci i młodzieży. Szkoła i Gminny Ośrodek Kultury wręcz prześcigają się w propozycjach. Są dla nich boiska i hala sportowa, niedługo będą Orliki, a ja widzę, że młodzież jest już tym przesycona. O osobach starszych jednak nikt nie myśli, tak jakby nie byli częścią naszej społeczności... A przecież starość nie musi oznaczać siedzenia w domu, jest to okres kiedy można realizować „chowane do szuflady" marzenia, udzielać się społecznie - mówi Joanna Sosińska.

Wigilia dla osób starszych, którą zorganizowały w 2009 roku tylko potwierdziła, że seniorzy chcą się spotykać, rozwijać zainteresowania, robić coś dla innych. Okazało się, że nie przeszkadza, ani zła pogoda, ani inne niedogodności, bo zjawili się tak tłumnie, że sala użyczona przez Urząd Gminy pękała w szwach. Atmosfera była gorąca od śmiechu, pomysłów, propozycji, którymi przybyli sypali jak z rękawa. Mówili o swoich potrzebach, chęci bycia razem, wzajemnej pomocy sąsiedzkiej.

Marzeniem kobiet ze Stowarzyszenia KGW „Jagna" jest zbudowanie z myślą o nich Domu Tradycji, miejsca spotkań i warsztatów, a jednocześnie muzeum dawnej wsi. Mają już nawet projekt budynku, działkę, potrzebne są jeszcze środki na budowę, ale one przecież lubią wyzwania i wierzą, że uda się tę sprawę doprowadzić do końca. Biorąc pod uwagę ich wigor i determinację, nie mam najmniejszych wątpliwości, że w ciągu najbliższych lat w Tłuchowie stanie Dom Tradycji, który będzie centrum kulturalnym wsi z prawdziwego zdarzenia oraz przystanią dla starszych mieszkańców, którzy odnajdą tu przyjaźń, szacunek i należną im uwagę.

 

Joanna S. z Stowarzyszenie Koło Gospodyń Wiejskich "JAGNA"

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Bazarek z duszą. Dlaczego kobiety pokochały wymianę ubrań?

Jeszcze kilka lat temu ubrania z drugiej ręki kojarzyły się głównie z oszczędnością. Dziś coraz częściej są świadomym wyborem, sposobem na wyrażenie siebie i... pretekstem do spotkania z innymi kobietami. Bazarki odzieży używanej, giełdy szaf czy wydarzenia typu „wymianka” przeżywają prawdziwy rozkwit. To miejsca, gdzie ubrania dostają drugie życie, a rozmowy bywają cenniejsze niż same zakupy. W każdej szafie znajdziemy sukienkę kupioną pod wpływem chwili, marynarkę, która okazała się nietrafiona, czy sweter, który od lat czeka na „lepszy moment”. Zamiast zalegać na półkach, mogą sprawić radość komuś innemu. Właśnie na tym opiera się idea wymiany ubrań – jedna osoba oddaje, druga zyskuje coś wyjątkowego. Coraz więcej kobiet organizuje lokalne spotkania w świetlicach, domach kultury, kawiarniach czy podczas wydarzeń organizowanych przez Koła Gospodyń Wiejskich. Atmosfera jest swobodna, bez pośpiechu i presji. Można przymierzyć ubrania, porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, a często także poznać nowe osoby. To nie tylko moda – to budowanie relacji. Moda odpowiedzialna W czasach, gdy przemysł odzieżowy należy do najbardziej obciążających środowisko, każda rzecz wykorzystana ponownie ma znaczenie. Kupowanie lub wymienianie ubrań z drugiego obiegu ogranicza ilość odpadów, zmniejsza zapotrzebowanie na produkcję nowych rzeczy i uczy bardziej świadomych wyborów. Nie chodzi o całkowitą rezygnację z nowych ubrań, ale o znalezienie równowagi. Czasem wystarczy jedna wyjątkowa rzecz z drugiej ręki, by stworzyć zupełnie nową stylizację. Oszczędność bez kompromisów Nie bez znaczenia są również względy finansowe. W czasach rosnących kosztów życia wiele kobiet szuka sposobów na rozsądne gospodarowanie domowym budżetem. Bazarki i wymiany pozwalają odświeżyć garderobę niemal bez wydawania pieniędzy. Co więcej, często można znaleźć ubrania znanych marek, wykonane z wysokiej jakości materiałów, których próżno szukać w popularnych sieciówkach. Każde ubranie ma swoją historię Za każdą sukienką, płaszczem czy torebką kryje się jakaś opowieść. Czasem to kreacja założona tylko raz na rodzinne przyjęcie, innym razem ulubiony sweter, z którym trudno było się rozstać. Oddając takie rzeczy, przekazujemy je komuś, kto stworzy z nimi własne wspomnienia. To piękna symbolika – zamiast wyrzucać, dzielimy się tym, co nadal ma wartość. Więcej niż zakupy Dla wielu kobiet bazarki stały się sposobem na spędzanie czasu. Przy kawie i domowym cieście rozmawiają o modzie, rodzinie, pasjach i codziennym życiu. Wymiana ubrań często zamienia się w spotkanie pełne śmiechu, inspiracji i życzliwości. To pokazuje, że współczesna moda nie musi oznaczać pogoni za nowościami. Czasem najcenniejsze okazują się rzeczy z historią – i ludzie, których dzięki nim poznajemy. Może właśnie dlatego bazarki odzieży używanej cieszą się dziś tak dużą popularnością. Łączą ekologię z oszczędnością, modę z odpowiedzialnością i zakupy z budowaniem relacji. A przecież właśnie takie inicjatywy sprawiają, że lokalne społeczności stają się sobie bliższe. Bo prawdziwa wartość ubrania nie zawsze tkwi w metce. Czasem kryje się w tym, że dostało ono drugą szansę. Czytaj dalej

Lato – pora roku, która uczy cieszyć się chwilą

Lato od zawsze kojarzy się z ciepłem, światłem i beztroską. To czas, kiedy dni są najdłuższe, a natura zachwyca pełnią barw i zapachów. Kwitnące łąki, dojrzewające zboża, soczyste owoce i śpiew ptaków tworzą krajobraz, który sprzyja odpoczynkowi oraz odnajdywaniu równowagi. Dla wielu osób lato oznacza upragniony urlop i możliwość oderwania się od codziennych obowiązków. Jedni wybierają górskie szlaki, inni nadmorskie plaże lub spokojny wypoczynek na wsi. Coraz więcej osób odkrywa jednak, że prawdziwy relaks nie zawsze wymaga dalekich podróży. Czas spędzony w ogrodzie, rodzinny piknik, wieczorny spacer czy poranna kawa na tarasie potrafią przynieść równie wiele radości. Lato to także wyjątkowy okres dla polskiego rolnictwa. Rozpoczynają się żniwa – czas intensywnej pracy, od której zależą plony całego roku. Wysokie temperatury i sprzyjająca pogoda pozwalają zebrać z pól zboża, rzepak czy warzywa, choć coraz częściej rolnicy muszą mierzyć się z wyzwaniami wynikającymi ze zmian klimatu. Susze, gwałtowne burze i nawalne deszcze przypominają, jak bardzo człowiek pozostaje zależny od natury. Na letnich stołach królują sezonowe produkty. Truskawki, maliny, czereśnie, borówki, pomidory, ogórki czy młode ziemniaki zachwycają smakiem i wartościami odżywczymi. To najlepszy moment, aby sięgać po lokalne owoce i warzywa, wspierając przy tym rodzimych producentów. Świeże, nieprzetworzone produkty są nie tylko zdrowsze, ale także pozwalają odkryć bogactwo smaków charakterystycznych dla polskiego lata. Lato sprzyja również aktywności fizycznej. Jazda na rowerze, pływanie, spacery po lesie czy nordic walking to doskonałe sposoby na poprawę kondycji i samopoczucia. Wysoka dawka naturalnego światła wpływa korzystnie na nastrój, a kontakt z przyrodą pomaga zredukować stres i odzyskać energię. Choć lato wydaje się trwać długo, mija zaskakująco szybko. Warto więc świadomie korzystać z jego uroków – zatrzymać się na chwilę, podziwiać zachód słońca, wsłuchać się w szum drzew czy śpiew świerszczy. To właśnie z takich prostych momentów powstają wspomnienia, do których wracamy przez cały rok. Lato przypomina nam, że szczęście często kryje się w codzienności. W zapachu skoszonej trawy, smaku dojrzałych malin, rozmowach z bliskimi przy wspólnym stole czy wieczorach spędzonych pod rozgwieżdżonym niebem. Warto przeżyć ten czas uważnie, bo właśnie w jego prostocie tkwi największe piękno. *Zdjęcie: https://www.facebook.com/share/p/1BQhgeyocD/?mibextid=wwXIfr Czytaj dalej

Dzień Czekolady – słodkie święto, które łączy pokolenia

Czy istnieje smak, który wywołuje więcej uśmiechów niż czekolada? Trudno znaleźć produkt spożywczy, który od wieków cieszyłby się tak ogromną popularnością na całym świecie. Nic więc dziwnego, że ma swoje święto. Dzień Czekolady to doskonała okazja, by przypomnieć sobie niezwykłą historię tego przysmaku, poznać jego właściwości i – bez wyrzutów sumienia – pozwolić sobie na kostkę ulubionej tabliczki. Od napoju bogów do przysmaku milionów Historia czekolady sięga ponad trzech tysięcy lat. Jej początki związane są z cywilizacjami Ameryki Środkowej i Południowej. Majowie oraz Aztekowie przygotowywali z ziaren kakaowca gorzki, aromatyczny napój, który uznawali za dar bogów. Ziarna kakao były tak cenne, że pełniły również funkcję środka płatniczego. Do Europy kakao trafiło w XVI wieku za sprawą hiszpańskich odkrywców. Początkowo czekoladę pito wyłącznie na królewskich dworach. Z czasem zaczęto dodawać do niej cukier, wanilię i mleko, a w XIX wieku powstały pierwsze tabliczki czekolady przypominające te, które znamy dziś. Nie tylko przyjemność Choć czekolada kojarzy się głównie z deserem, dobrej jakości gorzka czekolada może być również wartościowym elementem diety. Zawiera magnez, żelazo, potas oraz przeciwutleniacze, które pomagają chronić organizm przed działaniem wolnych rodników. Badania wskazują również, że spożywana z umiarem może poprawiać nastrój. Dzieje się tak za sprawą substancji wpływających na wydzielanie endorfin i serotoniny – hormonów odpowiedzialnych za dobre samopoczucie. Oczywiście kluczem pozostaje umiar, ponieważ większość wyrobów czekoladowych zawiera również znaczną ilość cukru. Czekolada ma wiele twarzy Na sklepowych półkach znajdziemy dziś ogromny wybór czekolad. Największą popularnością cieszą się: czekolada gorzka – zawierająca najwięcej miazgi kakaowej i najmniej cukru, czekolada mleczna – delikatniejsza i najbardziej lubiana przez dzieci, czekolada biała – choć nie zawiera miazgi kakaowej, powstaje z masła kakaowego, mleka i cukru, czekolady z dodatkami – wzbogacone orzechami, owocami, przyprawami, karmelem czy solą morską. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się także wyroby rzemieślnicze, przygotowywane z ziaren pochodzących z konkretnych plantacji. Dzięki temu smak czekolady może różnić się równie wyraźnie jak smak kawy czy wina. Słodka inspiracja w kuchni Czekolada jest niezwykle uniwersalnym składnikiem. Wykorzystuje się ją do przygotowania ciast, deserów, lodów, gorącej czekolady czy fondue. Coraz częściej pojawia się również w daniach wytrawnych – jako składnik sosów do mięs lub dodatek do potraw inspirowanych kuchnią meksykańską. W domowej kuchni wystarczy kilka kostek dobrej czekolady, by przygotować szybki deser z owocami, polewę do ciasta czy aromatyczne kakao na chłodniejsze dni. Święto dla małych i dużych Dzień Czekolady to doskonały pretekst do wspólnego pieczenia, odwiedzenia manufaktury czekolady, przygotowania domowych pralinek lub po prostu spędzenia czasu z bliskimi przy filiżance gorącej czekolady. To święto przypomina, że nawet drobne przyjemności mają znaczenie i potrafią poprawić humor. Niezależnie od tego, czy wybieramy intensywną czekoladę gorzką, delikatną mleczną czy białą z dodatkiem wanilii, jedno jest pewne – ten wyjątkowy przysmak od wieków łączy ludzi, inspiruje cukierników i pozostaje symbolem słodkich chwil, do których chętnie wracamy. Czytaj dalej

Dzień Psa. Święto tych, którzy uczą nas miłości bez warunków

Jest ktoś, kto zawsze czeka. Nie sprawdza godziny, nie ma pretensji o spóźnienie, nie pamięta naszych potknięć. Wita nas z taką samą radością po dziesięciu minutach, jak i po całym dniu. Nie ocenia. Po prostu jest. Pies. 1 lipca obchodzimy Dzień Psa – święto wyjątkowych towarzyszy naszego życia. Choć dla wielu opiekunów każdy dzień jest dniem psa, ta data przypomina o czymś znacznie ważniejszym niż wspólne spacery czy ulubione przysmaki. To okazja, by zastanowić się, jak wiele zawdzięczamy zwierzętom i jak wielka odpowiedzialność wiąże się z ich obecnością w naszym życiu. Psy od tysięcy lat towarzyszą człowiekowi. Były stróżami domów, pasterzami stad, ratownikami, przewodnikami osób niewidomych, tropicielami, terapeutami i wiernymi przyjaciółmi. Dziś coraz częściej są pełnoprawnymi członkami rodzin. Uczą dzieci empatii, dorosłym pomagają zwolnić tempo, a osobom starszym dają poczucie bliskości i codzienny powód, by wyjść z domu. Nie bez powodu mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Potrafi wyczuć nastrój, położyć głowę na kolanach wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy wsparcia, i cieszyć się z rzeczy, które nam wydają się zupełnie zwyczajne. Nie potrzebuje drogich prezentów ani wielkich słów. Wystarczą obecność, czułość i wspólnie spędzony czas. Jednak Dzień Psa to również moment refleksji nad losem tych zwierząt, które wciąż czekają na swój dom. Schroniska są pełne psów porzuconych, skrzywdzonych, często niezrozumianych. Każdy z nich ma swoją historię. Każdy czeka na człowieka, który pokaże mu, że można jeszcze zaufać. Dlatego świętując Dzień Psa, warto zrobić coś więcej niż kupić nową zabawkę czy ulubiony smakołyk. Może odwiedzić schronisko, wesprzeć lokalną fundację, wyprowadzić na spacer psa, który nie ma własnego opiekuna, albo po prostu przypomnieć innym, że adopcja jest piękną drogą do stworzenia prawdziwego domu. Bo pies nie potrzebuje idealnego życia. Potrzebuje człowieka. A człowiek? Często dopiero dzięki psu odkrywa, czym naprawdę są lojalność, cierpliwość i miłość, która nie oczekuje niczego w zamian. Dziś warto pogłaskać swojego czworonożnego przyjaciela nieco dłużej niż zwykle. A jeśli jeszcze go nie mamy – może właśnie dziś jest dobry moment, by pomyśleć o tym, że gdzieś czeka ktoś, kto już dawno wybrał nas swoim sercem. *Na zdjęciu: Elusia, z łódzkiego schroniska, mająca już swój dom - kochające ludzkie stado :)  Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij