O nas

0 1
Kłosuj Komentuj Ulubione

HISTORIA JAGNY

Historia

Działalność tłuchowskiego Koła Gospodyń Wiejskich została zainicjowana w 1968 roku i skupiała się przede wszystkim na ułatwianiu codziennego życia na prowincji oraz usprawnianiu funkcjonowania gospodarstw.
Z ramienia Spółdzielni Kółek Rolniczych (SKR), którym formalnie podlegało Koło, wyznaczone członkinie zajmowały się zbieraniem zamówień, a następnie dystrybucją wśród rolników piskląt drobiu, pasz, sadzonek drzew owocowych. Wszystkie te „dobra" były w tamtych czasach niedostępne w sprzedaży detalicznej, a ich zakup stawał się możliwy jedynie za pośrednictwem KGW.
- W ten sposób nasza koleżanka zajmująca się rozprowadzaniem materiału szkółkarskiego, mimo woli dorobiła się bardzo dużego sadu - śmieje się Przewodnicząca Koła, Maria Niżdzińska. - Wszelkie zamówione, a potem z różnych powodów nieodebrane drzewka i krzewy, które szkoda było jej wyrzucić, sadziła po prostu u siebie.
20 kwietnia 1975 roku, jak donosi zapis z kroniki we wsi „uruchomiony został magiel elektryczny zakupiony staraniem KGW za sumę 13 tysięcy zł". Możliwość skorzystania na miejscu z takiego urządzenia była dużym udogodnieniem, a samo posiadanie go wprowadzało do wsi powiew nowoczesności.

Instruktorzy z SKR organizowali dla Koła liczne kursy i szkolenia z zakresu prowadzenia gospodarstwa domowego począwszy od gotowania i pieczenia po szycie i haftowanie. W czasach, gdy dostęp do telewizji oraz czasopism o tematyce kulinarnej był ograniczony, kobiety chętnie wymieniały się między sobą przepisami, pozyskując w ten sposób sprawdzone receptury. Z tych samych powodów lubiły wspólnie pichcić i eksperymentować.
- Najpierw spotykałyśmy się w domach prywatnych, co rusz, gdzie indziej. W mieszkaniach członkiń odbywały się szkolenia i wykłady, ale też liczne potańcówki, a nawet bale sylwestrowe. Potem, gdy zrobiło się nas naprawdę dużo przydzielono nam salę w Gminnym Ośrodku Kultury i w końcu miałyśmy miejsca do woli - opowiada Przewodnicząca.

Członkinie stanowiły faktycznie całkiem pokaźną grupę. „Aktywna działalność KGW w Tłuchowie zjednuje sobie sympatię wśród gospodyń naszej wioski. Coraz więcej pań wyraża chęć wstąpienia do Koła. Zwiększyła się liczba członkiń KGW do 76 osób" (zapis z kroniki, 9 stycznia 1970 rok). Dziesięć lat później liczba ta wzrosła do 109 członkiń i ze względów praktycznych Koło zostało podzielone na dwie grupy.

KGW aranżowało we wsi rozmaite wydarzenia kulturalne i towarzyskie. Okazją do wspólnych spotkań, zabawy, występów artystycznych był Dzień Kobiet, Majówka, Dzień Matki, Święto Plonów, Karnawał. Przy Kole działał ludowy zespół pieśni i tańca, który uświetniał swoimi występami okoliczne imprezy.
Członkinie chętnie brały udział w popularnych wówczas konkursach, prześcigając się, a to w pielęgnacji ogródków przydomowych, uzyskaniu jak największej liczby plonów lub „mleka wysokiej jakości", a te szczególnie dbające o porządek miały szansę zostać docenione w konkurencji „Higiena obór", czy „Zadbane obejście".
Dla młodych mam odbywały się pogadanki na temat pielęgnacji niemowląt i metod wychowawczych. Szczególnie cenne były spotkania z lekarzami lub z prawnikiem, gdy każda z nich mogła uzyskać odpowiedź na nurtujące ją pytania.

Koło angażowało się w powszechne wtedy akcje charytatywne, które dziś mogą zaskakiwać i wydawać się nieco dyskusyjne. Tak na przykład „w ramach pomocy walczącemu Wietnamowi KGW zakupiło materiał i uszyło ubranka dla dzieci wietnamskich za sumę 730 zł" (18 czerwca 1970 rok).
„W odpowiedzi na apel obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie KGW w Tłuchowie wpłaciło kwotę 340 zł na rzecz odbudowy zamku" (10 marca 1972 rok).
„KGW wzięło udział w konkursie pod hasłem „Czytelnicy Przyjaciółki - dzieciom". Członkinie zakupiły i wykonały własnoręcznie odzież dla dzieci za sumę 6234 zł. Dary przekazane zostały dla dzieci przebywających w sierocińcach. W „Przyjaciółce" ukazała się notka z podziękowaniem dla KGW za ten piękny dar" (23 stycznia 1978 rok).

- Koło było bardzo prężne i spełniało istotną rolę oświatową i kulturową w miejscu, gdzie nie było kina, teatru, ani kawiarni. Dzięki niemu do wsi wprowadzane były różne nowinki techniczne, udogodnienia, nie pozostawaliśmy w tyle za miastem - podkreśla Joanna Sosińska.
Kres działaniom położyły zmiany polityczne i gospodarcze, jakie zaszły po 1989 roku. W efekcie prywatyzacji Spółdzielnie Kółek Rolniczych zaczęły szybko podupadać, a Koło Gospodyń, które w „nowych czasach" jawiło się jako przeżytek poprzedniej epoki popadło w niełaskę na najbliższe 10 lat.

Działania

„Drugie życie" Koła zaczęło się od przypadkowego spotkania Joanny Sosińskiej, pracowniczki Urzędu Gminy w Tłuchowie i aktywnej działaczki lokalnej w jednej osobie z panią Laurą Wysocką z Kujawsko - Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego na włocławskim deptaku.
- To był rok 2003. Szukałam wtedy jakiegoś dobrego pomysłu na promocję naszej gminy. Pani Laura zaproponowała nam udział w konkursie „Zagroda wiejska przyjazna dla środowiska". Podchwyciłam ten pomysł, namówiłam nasze kobiety do uczestnictwa. Wytypowałyśmy 15 gospodarstw. Konkurs był impulsem, który uzmysłowił nam, że mamy dużo energii, pomysłów i po prostu chęć do działania. Reaktywowałyśmy Koło, a Maria Niździńska, która zajęła czołowe miejsce na etapie wojewódzkim konkursu w nagrodę została przewodniczącą Koła - opowiada ze śmiechem pani Joanna.

Koło zrzesza 25 mieszkanek z siedmiu sołectw gminy Tłuchowo. To już nie te czasy, kiedy każda wieś miała swoje KGW liczące dziesiątki, a czasem nawet setkę członkiń.
Pierwszym pomysłem było przywrócenie rangi czynności tak powszedniej i wydawałoby się mało medialnej jak gotowanie. Postawiły na promowanie tradycyjnych potraw ziemi dobrzyńskiej, tych trochę już zapomnianych z długoletnią historią i duszą, robionych w ich domach od pokoleń.
Jedna z członkiń znalazła wtedy na swoim strychu pożółkłą i mocno nadgryzioną przez ząb czasu przedwojenną książkę kucharską. Doprowadziły ją szybko do porządku, bo to prawdziwa, obok ich matek i babek, encyklopedia wiedzy kulinarnej regionu. Stare przepisy z niej zaczerpnięte pozwalają na nowo odkrywać często już zapomniane smaki, wyparte przez nowoczesne menu.
- Niegdyś wieś dobrzyńska była biedna i wiele produktów ciężko było zdobyć. Królowały potrawy na bazie mąki i ziemniaków, posiłki były raczej skromne, niewyszukane. Obecnie wraca się do tych przepisów, bo to przecież nasze dziedzictwo, zapisana w nich jest historia naszych ziem - opowiada Grażyna Jędrzejewska, której kunszt kulinarny został już doceniony na niejednym konkursie.

Specjalnością Koła stały się niezapomniane w smaku pączki dyniowo - ziemniaczane, ciastka zwane „orzechami", kotleciki z grzybów - grzybianki oraz aromatyczna zupa z dyni, która swój specyficzny smak i kolor zawdzięcza dodatkowi pestek śliwek węgierek.
Listy specjałów dopełnia unikatowa nalewka dębowa, wytwarzana, jak sama nazwa wskazuje na bazie kory dębu, o lekko cierpkim smaku i herbacianej barwie. Nie chcą zdradzić tajników wypracowanego metodą prób i błędów przepisu, bo jak mówią „diabeł tkwi w szczegółach" i to właśnie szczypta odpowiednich przypraw decyduje o niepowtarzalnym aromacie. Obecnie zabiegają o wpisanie jej na listę produktów tradycyjnych, co niestety pociąga za sobą masę formalności i wymaga zgromadzenia mnóstwa dokumentacji.
Z powodzeniem biorą udział w licznych festynach i konkursach kulinarnych. W konkursie „Smak Tradycji" organizowanym przez miesięcznik „Wieś kujawsko - pomorska" zupa dyniowa w wykonaniu pani Grażyny Jędrzejewskiej zajęła pierwsze miejsce. Podczas imprezy plenerowej „Gotowanie na polanie", która co roku odbywa się w sierpeckim skansenie otrzymały nagrodę główną w kategorii ciasta - za „orzechy". Co roku biorą też udział w lokalnej imprezie Festiwal Smaku Dobrzyńskiego. Kilkanaście sołectw wystawia wtedy swoje specjały - chleby, mazurki, strucle drożdżowe, kiełbasy domowe i inne przysmaki charakterystyczne dla okolic Dobrzynia nad Wisłą.

Ich umiejętności kulinarne są już powszechnie znane w regionie, w efekcie zaproszenia na festyny i imprezy spływają ciągle wartkim nurtem.
Szczególnej popularności i rozgłosu przysporzył im udział w dwóch prestiżowych wydarzeniach o randze międzynarodowej - Mistrzostwach Świata Juniorów w Lekkoatletyce oraz Rajdzie Samochodowym Orlen.
- Podczas tych imprez miałyśmy swoje stoisko i serwowałyśmy lokalne smakołyki. Żurek, barszcz czerwony, domowy rosół, swojska kiełbasa cieszyły się ogromnym powodzeniem. Atmosfera była wspaniała, a zawiązana w ten sposób współpraca trwa do dziś - opowiada Joanna Sosińska.

W 2006 roku wpadło im w ręce ogłoszenie o konkursie grantowym „Ochrona różnorodności biologicznej szansą dla wsi" organizowanym przez Fundację Wspomagania Wsi. Mimo braku doświadczenia postanowiły spróbować i napisały wniosek. Ku wielkiemu zaskoczeniu ich projekt „Kwiaty w naszych ogrodach - Gmina pachnąca" został nagrodzony dotacją w wysokości 10 tysięcy złotych.
Celem przedsięwzięcia było poprawienie sytuacji materialnej 15 mieszkanek wsi, a jednocześnie zwrócenie uwagi na ochronę wiejskiego dziedzictwa przyrodniczego jakim są tradycyjne wiejskie ogródki kwiatowe, wypierane przez masowo sadzone, a obce na polskiej wsi iglaki. Zakupiły sadzonki i nasiona rodzimych gatunków, od dziesiątek lat obecnych w wiejskich ogródkach - nagietków, aksamitek, malw, rudbekii, kosmosów. Mieszkanki wymieniły się również między sobą kwiatami, które już u nich rosły. Z dostępnych roślin przygotowywały wieńce i bukiety, które prezentowały na wystawach i lokalnych imprezach. Były także z gościnną wizytą w bydgoskim ogrodzie botanicznym. Z kolei pracowniczki ogrodu odkryły we wsi dwa tradycyjne ogródki kwiatowe, które okazały się prawdziwą skarbnicą lokalnych odmian. Materiał nasienny w nich zebrany został przekazany do banku genów.
Uczestniczki projektu zadbały także o miejsca publiczne - wszelkie skwerki, placyki, wolne kawałki ziemi obsadziły mnóstwem kolorowych kwiatów, żeby wieś stała się przyjaźniejsza dla ludzi, dla przyrody.
- Wiadomo, że apetyt wzrasta w miarę jedzenia, więc i my nabrałyśmy wielkiej chęci do realizowania kolejnych projektów. Problemem był brak konta, bo byłyśmy przecież grupą nieformalną. W maju 2008 roku udało się nam zarejestrować Stowarzyszenie Koło Gospodyń Wiejskich „Jagna" - opowiada Joanna Sosińska.

Pokłady energii, jakie w sobie noszą powodują, że nie ma lokalnej imprezy na której nie prezentowałyby się ze swoimi przysmakami. Podczas corocznych Dni Tłuchowa stół przy ich stoisku, aż ugina się od regionalnych specjałów. Kilka lat temu wpadły na pomysł zorganizowania Dni Rodziny, które już na stałe wpisały się w kalendarz lokalnych uroczystości. To wspólna zabawa międzypokoleniowa - potyczki rodzinne, konkursy, tańce.
Ich największą chlubą są wieńce dożynkowe, które nie mają sobie równych w całym województwie. Od momentu kiedy zaczęły je robić co roku dostają pierwszą nagrodę na etapie gminnym, a w konkursie powiatowym i wojewódzkim zawsze zajmują czołowe miejsca.
Każdy wieniec to prawdziwy majstersztyk, przestrzenna rzeźba - raz była to zagroda młyńska (tak duża, że dało się ją przewieźć tylko ciągnikiem), innym razem kościół. To także dwutygodniowa ciężka praca dla 12-14 osób, zdolności manualne i dużo cierpliwości.

Obecnie chcą się skoncentrować na pielęgnowaniu tradycji i osobach starszych, bo tak jak zanika tradycja, tak we współczesnym społeczeństwie nastawionym na kult młodości również osoby starsze spychane są na margines życia.
- We wsi jest bogata oferta kulturalna dla dzieci i młodzieży. Szkoła i Gminny Ośrodek Kultury wręcz prześcigają się w propozycjach. Są dla nich boiska i hala sportowa, niedługo będą Orliki, a ja widzę, że młodzież jest już tym przesycona. O osobach starszych jednak nikt nie myśli, tak jakby nie byli częścią naszej społeczności... A przecież starość nie musi oznaczać siedzenia w domu, jest to okres kiedy można realizować „chowane do szuflady" marzenia, udzielać się społecznie - mówi Joanna Sosińska.

Wigilia dla osób starszych, którą zorganizowały w 2009 roku tylko potwierdziła, że seniorzy chcą się spotykać, rozwijać zainteresowania, robić coś dla innych. Okazało się, że nie przeszkadza, ani zła pogoda, ani inne niedogodności, bo zjawili się tak tłumnie, że sala użyczona przez Urząd Gminy pękała w szwach. Atmosfera była gorąca od śmiechu, pomysłów, propozycji, którymi przybyli sypali jak z rękawa. Mówili o swoich potrzebach, chęci bycia razem, wzajemnej pomocy sąsiedzkiej.

Marzeniem kobiet ze Stowarzyszenia KGW „Jagna" jest zbudowanie z myślą o nich Domu Tradycji, miejsca spotkań i warsztatów, a jednocześnie muzeum dawnej wsi. Mają już nawet projekt budynku, działkę, potrzebne są jeszcze środki na budowę, ale one przecież lubią wyzwania i wierzą, że uda się tę sprawę doprowadzić do końca. Biorąc pod uwagę ich wigor i determinację, nie mam najmniejszych wątpliwości, że w ciągu najbliższych lat w Tłuchowie stanie Dom Tradycji, który będzie centrum kulturalnym wsi z prawdziwego zdarzenia oraz przystanią dla starszych mieszkańców, którzy odnajdą tu przyjaźń, szacunek i należną im uwagę.

 

Joanna S. z Stowarzyszenie Koło Gospodyń Wiejskich "JAGNA"

Udostępnij na facebook!

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

Gdy Księżyc świeci najjaśniej. Co od wieków oznacza pełnia?

Już 1 lutego 2026 roku na nocnym niebie pojawi się pełnia Księżyca. Choć dziś traktujemy ją głównie jako zjawisko astronomiczne, przez stulecia była źródłem wierzeń, rytuałów i ludowych obserwacji. Pełnia wyznaczała rytm życia, pracy i emocji  i do dziś pozostaje symbolem tajemnicy oraz naturalnego porządku świata. Najbliższa pełnia Księżyca, przypadająca na początek lutego, wpisuje się w długą tradycję postrzegania tego zjawiska jako momentu szczególnego. W dawnych kulturach uważano ją za czas kulminacji, chwili, gdy to, co rozpoczęło się wcześniej, osiąga swój szczyt. Pełnia była momentem obserwacji, refleksji i podejmowania decyzji, a także okazją do praktyk o charakterze symbolicznym i obrzędowym. Ludowe obserwacje i codzienne zwyczaje Na terenach Polski i Europy Środkowej pełnia była silnie związana z życiem codziennym. Wierzono, że wpływa na ludzi, zwierzęta i przyrodę. Gospodarze obserwowali jej światło, planując prace polowe, a zielarki zbierały zioła, przekonane, że właśnie wtedy mają największą moc. Jednocześnie unikano rozpoczynania trudnych przedsięwzięć, obawiając się nadmiernych emocji i niepokoju. Pełnia a ludzka psychika Od wieków zauważano, że noc pełni sprzyja bezsenności i wzmożonemu pobudzeniu. To właśnie stąd wzięły się przekonania o zwiększonej nerwowości, intensywnych snach czy lunatykowaniu. Choć współczesna nauka ostrożnie podchodzi do takich zależności, wielu ludzi do dziś twierdzi, że pełnia wyraźnie wpływa na ich samopoczucie. Czas magii i symboliki W tradycjach magicznych i ezoterycznych pełnia była momentem szczególnej mocy. Przypisywano jej zdolność wzmacniania intencji, sprzyjania oczyszczaniu oraz zamykaniu pewnych etapów życia. Rytuały odprawiane przy świetle Księżyca miały pomagać w porządkowaniu spraw i pozbywaniu się tego, co zbędne. Lutowa pełnia – znak przełomu Pełnia przypadająca na przełom stycznia i lutego miała dodatkowe znaczenie. Symbolizowała powolne przechodzenie od zimowego uśpienia ku nowemu cyklowi. Był to czas oczekiwania, planowania i przygotowania się na zmiany, które miały nadejść wraz z wiosną. Między tradycją a współczesnością Dziś pełnia Księżyca pozostaje zjawiskiem, które przyciąga uwagę – niezależnie od tego, czy patrzymy na nią przez pryzmat nauki, kultury czy osobistych przekonań. Choć dawne wierzenia odchodzą w zapomnienie, potrzeba obserwowania nieba i nadawania znaczenia naturalnym cyklom wciąż jest obecna. Pełnia nadal przypomina o rytmie natury, który, mimo zmieniającego się świata – pozostaje niezmienny. Czytaj dalej

Śladami dawnych zwyczajów

Choć świąteczny czas już za nami, warto na chwilę zatrzymać się przy tradycjach, które przez wieki kształtowały lokalną tożsamość i wspólnotę mieszkańców. Kolędowanie, dziś coraz rzadziej spotykane w swojej dawnej formie, pozostaje ważnym elementem historii Pisarzowic, świadectwem dawnych obrzędów, sąsiedzkich relacji i bogactwa kultury ludowej, o które do dziś dbają członkowie KGW „Strażniczki Tradycji”. Słowo „kolęda” pochodzi od łacińskiego calendae, które w kalendarzu rzymskim oznaczało pierwszy dzień miesiąca. Szczególnie uroczyście obchodzono calendae Januariae, czyli początek stycznia. Słowianie zaadaptowali ten termin do własnych zimowych obrzędów związanych z przesileniem zimowym – Godami. Pierwotnie kolęda nie była pieśnią o narodzinach Chrystusa. Oznaczała noworoczny dar, wizytę u sąsiadów z życzeniami pomyślności lub samo obchodzenie domów. Dopiero chrześcijaństwo nadało tym praktykom nowy sens, wypełniając dawne formy treścią biblijną. W okresie kolędowym składano sobie życzenia, obdarowywano się drobnymi prezentami i śpiewano pieśni, to właśnie one dały początek kolędom, jakie znamy dziś. Poniżej fragment z książki „Moje Pisarzowice w dokumentach, fotografiach, wspomnieniach”: (…) Trzeci dzień świąteczny, Dzień św. Szczepana był czasem ożywionych spotkań rodzinnych i sąsiedzkich. Łamano się opłatkiem, składano życzenia, obsypywano się owsem na szczęście. Był to także początek karnawału, wesel i chodzenia kolędników. Gospodarze nosili w woreczkach zboże do kościoła, które po poświęceniu mieszano z ziarnem przeznaczonym do siewu. Po świętach Bożego Narodzenia rozpoczynano wizyty duszpasterskie, czyli kolędę – tradycję pielęgnowaną do dziś. Jedynie w latach 2020–2021, z powodu pandemii COVID-19 i związanych z nią obostrzeń, odwiedziny te zostały wstrzymane. Jeszcze w latach 60. XX wieku księdzu towarzyszyli kościelny i organista (pamiętam kościelnego Morcina oraz organistę Tremble). W Nowy Rok, od wczesnych godzin porannych, w Pisarzowicach rozbrzmiewały śpiewy, muzyka i śmiech. Do każdego gospodarstwa przybywali kolędnicy – najczęściej młodzi chłopcy, którzy własnoręcznie wykonywali szopki z figurkami Świętej Rodziny, pastuszków i zwierząt. Chodzili także z gwiazdą lub z kozą. Kolędnicy byli przebrani za rozmaite postacie: śmierć, żołnierza, starą babę, cygankę, młodą matkę z dzieckiem, gospodarza, diabła, anioła czy pasterza. Jeden z nich grał na „rogu” – bydlęcym rogu. Każdej odwiedzonej rodzinie składali życzenia, na przykład: „Na szczynście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok, żeby wom się rodziła kapusta i groch. Wysokie żytko jak korytko, w kożdym kontku po dzieciątku, a za piecem pięć.” W zamian należało obdarować kolędników – najczęściej kiełbasą i gorzałką. Dziś tradycja ta przybiera inną formę: w szkołach, przedszkolach, parafiach i organizacjach odbywają się spotkania opłatkowe, jasełka i koncerty kolęd. Śpiewa się zarówno tradycyjne kolędy, jak i pastorałki oraz przyśpiewki kolędnicze, m.in.: „Sięgnijcie do pieca – wyjmijcie kołoca, sięgnijcie do skrzyni – wyjmijcie pół świni…” czy humorystyczne: „Wśród nocnej ciszy grasują myszy, niech gosposia weźmie kija i te myszy powybija – na ten Nowy Rok.” W ostatnich latach coraz rzadziej spotyka się kolędników odwiedzających domy w Pisarzowicach. Jednocześnie przybywa spotkań opłatkowych, noworocznych wydarzeń oraz jasełek i występów najmłodszych mieszkańców. Członkowie zespołu „Pisarzowianki” od ponad dwóch dekad wciela-ją się w rolę kolędników, biorąc udział w przeglądach kolęd i pastorałek zespołów KGW i grup kolędniczych w całym regionie, od powiatów bielskiego i cieszyńskiego po żywiecki, oświęcimski, suski i wadowicki. Śpiewają zarówno w kościołach katolickich, jak i ewangelickich. „Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia wam życzymy, byście gospodarze zdrowi byli i błogosławieni na ten Nowy Rok 2026.” Cecylia Puzoń Czytaj dalej

Książka, herbata i cisza za oknem. Dlaczego zimą czytamy chętniej?

Gdy długie zimowe wieczory spowalniają codzienny rytm, coraz więcej Polek sięga po książkę. Czytanie przy kubku gorącej herbaty staje się nie tylko formą relaksu, ale też jednym z najpopularniejszych sposobów spędzania czasu wolnego. Najnowsze dane pokazują, że to właśnie kobiety są dziś filarem czytelnictwa w Polsce. Zima od lat sprzyja lekturze. Krótsze dni, chłód i domowa atmosfera sprawiają, że chętniej wybieramy spokojne aktywności. Książka w takim otoczeniu zyskuje nowy wymiar, staje się azylem, ucieczką od codziennych obowiązków i przestrzenią dla emocji. Ciepła herbata, miękki koc i cisza przerywana jedynie szelestem kartek tworzą rytuał, który dla wielu osób jest nieodłącznym elementem zimowych wieczorów. Czytelnictwo w Polsce: stabilizacja i wyraźna przewaga kobiet Z badań Biblioteki Narodowej wynika, że około 40–43 procent Polaków deklaruje przeczytanie przynajmniej jednej książki w ciągu roku. To wynik stabilny i jeden z najlepszych od kilkunastu lat, choć wciąż oznacza, że książka nie jest codziennym wyborem większości społeczeństwa. Wyraźnie widoczna jest jednak różnica płci. Kobiety czytają częściej niż mężczyźni — niemal co druga Polka sięga po książkę przynajmniej raz w roku. Najbardziej aktywnymi czytelnikami pozostają osoby młode, szczególnie uczniowie i studenci, ale kobiety w wieku 30–50 lat stanowią dziś jedną z najważniejszych grup odbiorczyń rynku wydawniczego. Mimo rozwoju e-booków i audiobooków, nadal dominuje książka papierowa, szczególnie w kontekście czytania rekreacyjnego. Co najchętniej czytają kobiety? Zimowe miesiące sprzyjają lekturom, które oferują emocjonalne zaangażowanie i odpoczynek od rzeczywistości. Wśród najpopularniejszych wyborów kobiet znajdują się: powieści obyczajowe i romanse, często osadzone we współczesnych realiach,thrillery i kryminały, które pozwalają oderwać się od codzienności, literatura popularna i bestsellery, znane z list sprzedaży, poradniki psychologiczne i rozwojowe, skupione na relacjach, emocjach i dobrostanie. Dużą popularnością cieszą się zarówno polskie autorki, jak i zagraniczne pisarki, a czytelniczki chętnie wybierają serie książkowe, które pozwalają na dłuższą, regularną przygodę z literaturą — idealną na długie zimowe wieczory. Rytuał, który wraca do łask Choć tempo życia nie zwalnia nawet zimą, czytanie pozostaje jedną z nielicznych form odpoczynku, która nie wymaga ekranu ani pośpiechu. Dla wielu osób to świadomy wybór, powrót do prostych przyjemności i chwila tylko dla siebie. Statystyki pokazują, że książka wciąż ma w Polsce silną pozycję, a kobiety są jej najwierniejszymi czytelniczkami. W świecie pełnym bodźców zimowy wieczór z herbatą i książką nie jest już tylko nostalgicznym obrazkiem, to realna potrzeba wyciszenia, która co roku przyciąga kolejne osoby do literatury. Czytaj dalej

Nowy numer kwartalnika „mojaWieś mojeMiasto”

Ukazało się nowe wydanie kwartalnika „mojaWieś mojeMiasto”, numer, który zaprasza do zatrzymania się i spojrzenia na codzienność z większą uważnością. To opowieści o relacjach, wspólnocie i wyborach, które, choć często niepozorne, mają ogromne znaczenie dla jakości naszego życia. W centrum numeru znalazł się wywiad „Dobro wraca, zawsze…”  rozmowa z Barbarą Bursztynowicz, aktorką znaną z autentyczności i niezwykłej wrażliwości. To spotkanie pełne refleksji o bliskości, wdzięczności i sensie budowania relacji opartych na zaufaniu i życzliwości. Na łamach kwartalnika nie zabrakło również tematów społecznych i psychologicznych. W artykule „O nich świat zapomniał” autorzy przyglądają się samotności i wykluczeniu, pokazując, jak niewielkie gesty mogą realnie zmieniać czyjeś życie. Z kolei tekst „Ciche nadużycia” porusza ważny, często przemilczany problem granic w relacjach i codziennych sytuacji, które pozostawiają ślad. Czytelnicy zainteresowani lokalnymi inicjatywami znajdą inspirującą historię „Otwartego Kręgu” grupy, która łączy pokolenia, pielęgnuje tradycję i udowadnia, że działanie razem ma ogromną moc.  W numerze nie brakuje również lżejszych, ale ważnych tematów: od refleksji nad noworocznymi postanowieniami w tekście „Zero postanowień w nowym roku!”, przez spojrzenie na relacje międzyludzkie w artykule „Singielka w małym mieście”, po praktyczne porady finansowe i zdrowotne, w tym „Jak chronić finanse?” oraz „Zimowa dieta bez dodatkowych kilogramów”. Stałe działy kwartalnika uzupełniają felietony, kulinaria z cyklu „Najlepsze przepisy na zimę”, powieść w odcinkach „Chcę jak najlepiej!”, a także materiały rolnicze i wieści ze świata. Nowy numer „mojaWieś mojeMiasto” to propozycja dla tych, którzy cenią rzetelne teksty, bliskość tematów i historie zakorzenione w codziennym doświadczeniu. To lektura, która inspiruje, porusza i zostaje z czytelnikiem na dłużej.   Czytaj dalej

Zimowa pauza od nauki

Ferie zimowe ruszają w całej Polsce. Czas radości i apel o bezpieczeństwo W kolejnych tygodniach uczniowie z całej Polski będą rozpoczynać ferie zimowe, które, zgodnie z harmonogramem, startują w różnych terminach w poszczególnych województwach. To długo wyczekiwany czas odpoczynku, zabawy i zimowych wyjazdów, ale także moment, w którym szczególnie ważna jest ostrożność i dbałość o bezpieczeństwo najmłodszych. Ferie zimowe to dla dzieci i młodzieży okres intensywnej aktywności na świeżym powietrzu, wyjazdów w góry, korzystania z lodowisk, stoków narciarskich oraz półkolonii. Wraz z rosnącą liczbą atrakcji zimowych zwiększa się jednak także ryzyko wypadków. Służby apelują do rodziców i opiekunów o zwracanie szczególnej uwagi na bezpieczeństwo dzieci, zarówno podczas zorganizowanego wypoczynku, jak i zabaw w miejscu zamieszkania. Przypomina się o konieczności korzystania z odpowiedniego sprzętu ochronnego, dostosowanego do warunków pogodowych i umiejętności dziecka, a także o przestrzeganiu zasad obowiązujących na stokach i lodowiskach. Ważne jest również, aby dzieci były świadome zagrożeń związanych z zabawą na zamarzniętych akwenach czy poruszaniem się po drogach po zmroku. Ferie to czas radości, beztroski i budowania pięknych wspomnień. Odpowiedzialne podejście dorosłych oraz rozwaga najmłodszych sprawią, że zimowy wypoczynek przebiegnie bezpiecznie i bez niepotrzebnych zdarzeń. Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Aktualnie trwa modernizacja sklepu.
Zapraszamy już wkrótce!

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij