Wiadomości z koła

Aktualności regionalne

1 5

Aktualności regionalne

ZIELGANOC

ZIELGANOC Zielganoc na Kurpiach, czyli Wielkanoc, jakiej nie znacie. „…Za górami, za lasami i zapewne niejedną rzeką mieszkali prości i weseli ludzie. Żyli oni w samym środku dwóch puszczy, Zielonej i Białej. Dlatego też czasami nazywano ich puszczykami. Częściej jednak zwykło się używać określenia Kurpie, a krainę, którą zamieszkiwali zwano Kurpiowszczyzną. Na ogół byli to spokojni ludzie, a życie toczyło się swoim tempem. Jednak raz w roku w mieszkańców Kurpiowszczyzny jakby coś wstępowało. Wszyscy bielili chałupy, biegali po sprawunki, a uwijali się przy tym jakby ktoś ich gonił. Ten raz w roku na Kurpiach nadchodziły święta Zielganocy. Jak tylko zaczął się Wielki Post na kurpiowszczyznę przyjeżdżali Żydzi, by handlować różnymi towarami. Ludzie chętnie kupowali od nich kolorowy papier i bibułę. Później młode Kurpianki siadały razem i przy wtórze śpiewów wycinały piękne formy, by później ozdobić nimi ściany domów. Z udziałem bibuły z kolei spod ręcznym palców kobiet wychodziły barwne kwiaty różnego rodzaju. Umieszczano je w glinianych wazonach na domowych ołtarzykach lub wplatano w kierce – rodzaj ozdoby wieszanej pod sufitem. Wreszcie najpiękniejsze kwiaty zostawiano, by za jakiś czas mogły przystroić palmę wielkanocną. A ta musiała stanowić dumę całej rodziny. Dlatego też wszyscy domownicy brali udział w jej wykonaniu. Musiała być wysoka, gdyż im wyższa, tym dłuższe życie miała przynieść. Wplatano w nią kwiaty, gałązki świerkowe, bazie czy borówkę, a później niesiono do kościoła. Rano następował prawdziwy konkurs na to, kto pierwszy wstanie. Wygrany biegał po całym domu i budził resztę domowników słowami: Nie ja bzije Palma bzije Zielgi dzień Za tydzień. Tym jednak razem Kurpie nie jechali do swoich kościołów. Wszyscy zjeżdżali się do małej miejscowości, która na ten jeden dzień stawała się stolicą kurpiowszczyzny – do Łysych. To tam odbywał się wielki jarmark kurpiowski, gdzie wybierano najpiękniejsze i najwyższe palmy, by na resztę roku zdobiły kościół. Ludzie z poświęconych palem brali puszyste bazie i połykali, by chroniły od chorób gardła i zapewniały zdrowie na cały rok. Palem używano później też do wypędzania zwierząt na pole, by zapewnić im zdrowie i dobrą mleczność. Wreszcie nadchodził Wielki Tydzień. Młode Kurpianki miały pełne ręce roboty, gdyż oprócz pieczenia specjałów należało zrobić pisanki. A te były niesamowicie barwne i piękne. Jajka ozdabiano woskiem, by ten, gdy roztopi się w barwionej wodzie pozostawił na skorupce wzór, lub też na kolorowym już jajku wyskrobywano dane ornamenty. Ludzie nie mieli wtedy kolorowych farbek, więc radzili sobie mocząc jajka w wodzie z łupinami cebuli. Dziewczęta podczas Wielkiego Tygodnia obdarowywały pisankami chłopców, których darzyły sympatią. Młody kawaler po ilości otrzymanych jajek mógł domyślić się, jak silne jest uczucie dziewczyny. W Wielki Piątek od samego rana po wsiach chodziła specjalna procesja z nauczycielem lub księdzem na czele. Wybrani do niej uczniowie śpiewem prosili gospodarzy o datki w postaci jajek czy chleba. Po południu wszyscy jak jeden mąż zbierali się przy grobie Chrystusa strzeżonym przez ludowo ubraną straż, by tam czekać na Jego Zmartwychwstanie. W sobotę po poświęceniu pokarmów rodziny Kurpiów znosiły pod kościół stare ramy obrazów i palmy i rozpalały z nich rozpalić ognisko dla uczczenia zwyczaju „święcenia wody i ognia”. Następnie każdy młody chłopak starał się złapać drobny węgielek z ogniska oraz wziąć do domu trochę święconej wody, by ta służyła przez cały następny rok. Wreszcie nadchodziła Niedziela Wielkanocna. Rano gospodarz domostwa rozniecał w piecu ogień z węgielka zabranego poprzedniego dnia z ogniska. Rano odbywała się uroczysta msza zwana Rezurekcją. Po niej Kurpie brali udział w tzw. Wyścigu „na urodzaj”, podczas, którego chodziło o jak najszybsze dotarcie do domu. Temu, któremu się to udało według tradycji miało najszybciej obrodzić zboże. Później każdy szanujący się gospodarz obchodził wszystkie budynki kropiąc je wodą święconą. Miało to przynieść szczęście i zapewnić zdrowie zwierzętom oraz rodzinie. Resztę dnia spędzano na śpiewach i biesiadzie w gronie najbliższych. Z kolei poniedziałek, czyli śmigus-dyngus, był prawdziwym świętem młodzieży kurpiowskiej. Wtedy to od wczesnych godzin porannych zaczynało się oblewanie wodą. Dodatkowo chłopcy biegając z gałązkami wierzbowymi uderzali dziewczęta po łydkach. Ta, która na koniec zabawy była najbardziej mokra, mogła się poszczycić największym powodzeniem i to tej wróżono szybkie zamążpójście. Tak oto święta Zielganocy na Kurpiach chyliły się ku końcowi, by za rok znowu zachwycić przybyszów swoją tradycją…" Źródło: /net/ Czytaj dalej

3 5

Aktualności regionalne

DARCIE PIERZA

W dniu 8 lutego 2018 roku w CK-BiS w Lelisie odbył się XIII Regionalny Przegląd Widowisk Przedstawiających Fragmenty Życia Dawnych Kurpiów "DARCIE PIERZA". Kiedyś na Kurpiach długie zimowe wieczory upływały w wielu domach pod znakiem darcia pierza. Był to rodzaj wzajemnej pomocy: w jednej chacie gromadziło się  nieraz kilkanaście kobiet i dziewcząt i przez kolejne wieczory darły pierze lub –jak częściej u nas mawiano- skubały pierze. Były one potrzebne: każda zapobiegliwa matka hodowała gęsi, by z ich piór zrobić później córce pierzynę i poduchy, które stanowiły podstawowy element wiana młodej panny. Wieczory te upływały na rozmowach, opowiadaniu niezwykłych historii, a często –jak to wśród kobiet bywa- na zwykłym plotkowaniu. Dość często ten monotonny nastrój wieczoru przerywali chłopcy, którzy wpadali do izby znienacka i dmuchali co sił w piersiach w pierze. Wieczory skubania pierza należały do bardzo radosnych. I choć czynność darcia pierza wcale nie należała do atrakcyjnych ani zbyt lekkich, nikt nie narzekał. Kończono skubać w jednym domu, a już następnego wieczora zaczynano w następnym. Darcie pierza kończyło się tzw, „wyskubkiem”. Była to zabawa, na którą gospodynie piekły kołacze, wynosiły z piwnicy najlepsze wino, czasem zapraszały nawet jakiegoś grajka, by przygrał młodym do zabawy. Bawiono się nieraz długo w nocy. Gospodyni, która nie urządziłaby „wyskubka” nie miała co liczyć na sąsiedzką pomoc na drugi rok.  KGW "Chudkozionki" nie brało udziału w przeglądzie ale zaprezentowało swój repertuar poza konkursem. Panie jak zwykle pięknie śpiewały i gości tak zabawiały skeczem, że sala rozbrzmiewała głośnym śmiechem i oklaskami. Czytaj dalej

0 4

Trwa przekierowywanie...

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij