Aktualności

0 1
Kłosuj Komentuj Ulubione

Topinambur, a dlaczego tak?

Topinambur, ależ egzotycznie i królewsko on brzmi! A przecież jest całkiem zwyczajny, bo któż w ogrodzie nie ma słonecznika bulwiastego? Urocze i delikatne żółte kwiaty upiększają nasze otoczenie, a bulwy zdobywają przebojem zdrową kuchnię i są niemałą rewolucją w jej menu. Ba! Do dobrego tonu, przy mistrzowskim kulinarnym stole, należy zaprezentowanie potraw króla Topinambura!

Chcąc być jednak absolutnie uczciwym, trzeba przyznać, że do tej pory topinambur był przez nas niedoceniany, o zgrozo (!) zapomniany i trochę niesprawiedliwie wyparty przez ziemniaka. Dopiero od niedawna, kiedy nastąpiła moda powrotów do starych przepisów, zajaśniał wyjątkowym blaskiem! Wreszcie zauważyliśmy go w naszym ogrodzie, a i w sklepach pojawiły się jego niepozorne bulwy.

Ale zacznijmy od początku…

Zwykły niezwykły
Kiedyś topinambur nazywany był „cytrusem północy”, „polskim żeń-szeniem”, „karczochem jerozolimskim”, a przez Francuzów „zimną gruszką”. Czyż po takich rekomendacjach trzeba bardziej do niego przekonywać? Wszak wszystkie te określenia charakteryzują w sposób wyjątkowy tę roślinę. Topinambur pochodzi z Ameryki Północnej, ale od XVII wieku szybko rozgościł się w całej Europie. Nie wymagał i nie wymaga specjalnych warunków do uprawy, ani wyszukanych gleb, pewnie dlatego spotkać go można wszędzie, nawet nie wiedząc, że to on.