Aktualności

2 9
Kłosuj Komentuj Ulubione

Śmieje się z nich cała wieś

O Teatrze Wielkim w Cigacicach i jego aktorach można książki pisać… To ponad 14 premier przezabawnych spektakli i 14 lat historii wielkiego przedsięwzięcia w malutkiej wsi, malowniczo położonej nad Odrą, w województwie lubuskim.

Teatr Wielki w Cigacicach powstał w 2005 roku. Autorką całego zamieszania stała się, zupełnie niezamierzenie i trochę przez przypadek, nauczycielka nauczania początkowego cigacickiej szkoły.
– Postanowiłam przygotować przedstawienie dla uczniów z udziałem rodziców, dziadków, wujków, cioć... – wspomina Marzena Wozińska inicjatorka powołania Teatru Wielkiego. – Często oczekuję od dzieci, żeby występowały pomimo tremy, strachu, czasem wstydu. Chciałam im pokazać, że z takimi samymi emocjami mierzą się dorośli i pomimo nich wychodzą na scenę, że my też potrafimy. To miał być jednorazowy występ.



Na fali pierwszego sukcesu…
W realizację projektu zaangażowało się wielu dorosłych, a wśród nich świeżo upieczony wówczas mieszkaniec Cigacic – Dariusz „Kamol” Kamys – reżyser, artysta kabaretowy, założyciel kabaretu POTEM, HiFi oraz HRABI i tata Paulinki i Stasia, ucznia miejscowej szkoły.
Na wsi zawrzało, spektakl długo i głośno oklaskiwano, dzieci były zachwycone, ale i dorosłym aktorom-amatorom spodobało się występowanie, adrenalina, emocje i radość po udanym występie. – To było fantastyczne przeżycie – dodaje nauczycielka. – Jednogłośnie przyznaliśmy, że to nie może się skończyć, że nie chcemy tego zostawić.
I tak pomimo braku czasu, licznych zobowiązań zawodowych i rodzinnych tworzenie spektakli na stałe wpisało się w życie kulturalne wsi.
– Naszym sukcesem i receptą na ciąg dalszy było też pozyskanie Darka Kamysa – przyznaje pani Marzena. – Gdyby nie on chyba jednak nie dalibyśmy rady wytrwać.

Z życia teatru
„Kamol” wyreżyserował pierwsze cigacickie przedstawienie i wszystkie kolejne. Podzielił się z amatorami doświadczeniem i udzielił wielu cennych wskazówek, podczas wielogodzinnych prób.
– Czasem też występuje, jednak głównie w sytuacjach awaryjnych, gdy trzeba kogoś zstąpić, gdy jeden z nas z rożnych powodów, w ostatniej chwili musi zrezygnować z występu – opowiada pani Marzena. – Wtedy Darek wkracza do akcji, czasem nawet z marszu. Wkuwa rolę w ostatniej chwili i ratuje przedstawienie. To on wymyślił nazwę grupy. Zderzenie słów „wielki” i “Cigacice” wydało mu się komiczne.
Pieczę nad stroną techniczną teatru wielkiego objęła Marzena Wozińska. Nauczycielka od lat zwołuje próby, okropnie pogania kolegów do nauki ról, przypomina im o spotkaniach i czuwa nad ich przebiegiem.
– Zorganizowanie prób, tak żeby każdemu pasowało to prawdziwe logistyczne wyzwanie – wyznaje. – Ale to moja rola. Jestem taką matką założycielką i staram się to wszystko spinać, trzymać nad tym pieczę, bo bardzo dużo serca włożyłam w ten teatr.



Co rok premiera
To ich plan, który z powodzeniem realizują od 14 lat. Lata mijają, teatr dojrzewa i pomimo upływającego czasu nabiera rozmachu i rumieńców. Aktorom – już nie takim amatorom – przybywa doświadczenia.
– Z biegiem lat skrócił się też czas przygotowań do premier – mówi pani Marzena. – Dawniej zaczynaliśmy spotykać się w październiku, przed marcową premierą. W tym roku wystartowaliśmy 15 stycznia, a premiera, będzie 6 kwietnia. Rzadziej na próbach pojawia się też Darek. Już wie, że może nas trochę zostawić, puścić samych na głęboką wodę i wie, że sobie poradzimy.
Na próbach spotykają się raz w tygodniu. To dość długie spotkania, zwłaszcza tuż przed premierą i trwają do późnych godzin nocnych.
– Nasze przedstawienia mają kabaretowy charakter – opowiada pomysłodawczyni teatru. – Korzystamy z uprzejmości kabaretów, z którymi kontakt ma Dariusz i które pozwalają nam na odtwarzanie swoich skeczy. Dzięki nim mamy teksty.
W dniu premiery na scenę wychodzą dwa razy.
– Nasza sala w szkole podstawowej w Cigacicach nie jest duża, może pomieścić raptem 120 osób – mówi pani Marzena. – Po jakimś czasie dajemy kolejne dwa przedstawienia, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, żeby zaspokoić ich potrzeby. Często występujemy też w pobliskim Sulechowie i jak nas zaproszą dalej to też jedziemy.



Owacjom nie ma końca
Publiczność zawsze im dopisuje.
– Dochodzi do tego, że gdy zabraknie biletów, które rozchodzą się od ręki, mieszkańcy pytają nas czy mogą przyjść z własnym krzesłami. Ostatnio nawet musieliśmy odmówić, nie wszyscy się dostali na premierę – opowiada członkini grupy. – Ale poza frekwencją naszym największym sukcesem jest fakt, że robimy coś dla mieszkańców, że w Cigacicach coś się dzieje, że ruszamy troszkę lokalną społeczność.
Sukcesem jest też każda premiera.
– Cieszymy się, że kolejny raz się udało, że publiczność dobrze się bawiła, że się podobało. Że widzowie są szczęśliwi, gratulują nam, mówią, że chcą jeszcze, żałują, że tak rzadko występujemy – dodaje pani Marzena.
Tak na marginesie można również wspomnieć, że teatr z tak niewielkiej wsi został też zauważony i zdobył uznanie na warszawskich salonach. Formacja teatralna z Cigacic otrzymała bowiem Nagrodę Obywatelską Prezydenta RP w kategorii Obywatelska Inicjatywa Lokalna w 2015 roku. Nagrodę wręczył im wówczas Bronisław Komorowski w Pałacu Prezydenckim, podczas uroczystości zorganizowanej z okazji Dnia Samorządu Terytorialnego.

Sukces = Sława
Aktorzy z Cigacic poznali już smak sukcesu. Są rozpoznawani i to nie tylko u siebie na wsi. Zwłaszcza po premierze zbierają gratulacje, uśmiechy na ulicach, w sklepach, a nawet daleko, daleko od domu.
– Ostatnio, na wakacjach w Hiszpanii, w hotelu podszedł do mnie pan i powiedział, że mnie zna, że jestem z Cigacic, z teatru – opowiada z uśmiechem pani Marzena. – Jak się później okazało to był mieszkaniec sąsiadującego z naszą wsią Sulechowa.



Wpadki się zdarzają...
Trema nie odpuszcza, nawet po latach występów.
– I myślę, że mówię tu w imieniu większości aktorów – dodaje nauczycielka. – Ja nadal przed premierą z bólem brzucha przestępuję z nogi na nogę, drżą mi ręce. Każde wyjście na scenę to wyzwanie.
Z biegiem lat łatwiej nie przychodzi również wkuwanie roli.
– Ale doświadczenie dało nam większą swobodę na scenie – opowiada. – Improwizujemy z większą łatwością, co przydaje się gdy zdarzy się wpadka, gdy ktoś zapomni tekstu. Łatwiej wybrnąć nam z takiej sytuacji. To już nie jest tak jak na początku, że uciekło słowo i stawaliśmy odrętwiali.
Publiczność wszystkie potknięcia aktorów również głośno oklaskuje.
– Widzowie są wręcz rozczarowani, gdy wszystko gładko idzie – opowiada z uśmiechem pani Marzena. – Oni uwielbiają jak my „gotujemy się” na scenie. Chociaż coraz częściej umykają im nasze wpadki. Czasem dopytuję męża po premierze, czy zauważył, że się zgubiliśmy, i zdarza się, że tego nie wychwycił.

Główni bohaterzy wielkiego zamieszania
Wśród aktorów są między innymi: nauczyciele, artyści, student prawa, absolwent teologii, inżynier budownictwa, informatyk i elektronik, rencista i sędzia sądu okręgowego.
Wszyscy członkowie grupy są amatorami. Skład jest w miarę stały, czasem odchodzą, przychodzą nowi, różne życiowe sytuacje mają na to wpływ.
- Jednak nikomu, nigdy nie odmówiliśmy występowania w teatrze – dodaje pani Marzena.
                                                                                                                                              Agnieszka Namysł
                                                                                                                                              foto: Katarzyna Bemben
Oto oni:
Dariusz „Kamol” Kamys – reżyser
Marzena Wozińska – nauczycielka nauczania początkowego.

Beata Chodackawychowawca świetlicy i nauczyciel przedszkola.
Arletta Kobyluk – nauczycielka nauczania zintegrowanego.
Jacek Marcinkiewicz – elektronik prowadzący własną firmę.
Halina Nałęcz nauczycielka języka polskiego.
Marek Piekarski jeden ze starszych członków grupy. Pomaga w firmie syna zajmującej się budową kominków.
Marek Szumski – informatyk.
Grzegorz Tomoński-Malinowski anglista oraz plastyk.
Helena Tylutka – nauczycielka nauczania początkowego.

Roman Włoch najstarszy członek grupy, rencista.
Lidia Wielesiuk – pracuje w Impresariacie Artystycznym.
Magdalena Bocer – specjalistka ds. kadr, pracownica sądu okręgowego.

Marek Góralski student prawa.
Wojciech Góralski absolwent Animacji Kultury na Uniwersytecie Zielonogórskimi, aktualnie student Uniwersytetu Wrocławskiego.

Łukasz Kalinowicz – absolwent teologii Uniwersytetu Szczecińskiego.
Zbigniew Woźniak – sędzia sądu okręgowego, doktor nauk prawnych, nauczyciel akademicki.
Mariusz Mazurek inżynier budownictwa, rzeczoznawca majątkowy ds. wyceny nieruchomości.

W tym roku debiutują:
Joanna Tomońska - Malinowska – anglistka, trenerka fitness
Andrzej Zygadło – wykładowca akademicki zajmujący się pedagogiką społeczną
Piotr Mazurek – licealista
Daniel Grupa – mieszkaniec Cigacic, z powołania kompozytor, z wyboru pianista, choć jemu samemu bliżej do roli pisarza i… alpinisty. Zatroszczy się o oprawę muzyczną.

Redakcja mojaWieś.pl ..

Cecylia P. z Koło Gospodyń Wiejskich "Strażniczki Tradycji"wPisarzowicach

Gratulacje!!!!

0

24 kwi 2019, 21:00:14

Marian B. z Kółko Rolnicze w Krzęcinie

Wspaniale Pani Marzeno-takich nauczycieli nam potrzeba,które po pracy prowadzą działalność kulturalną w małych wioskach.Gratulacje i pozdrowienia dla wspaniałej widowni,

0

4 maj 2019, 12:26:48

Przeczytaj również wszystkie artykuły z kategorii >

My nie stoimy w miejscu......

              Z pewnością malutkimi kroczkami wszyscy idziemy w kierunku normalności. Przez prawie trzy miesiące członkinie KGW-Strażniczki Tradycji  w Pisarzowicach kontaktowały się telefonicznie, wykorzystywały komputer na różne sposoby, wymieniając się udoskonalonymi przepisami na zdrowe sałatki np., ze stokrotek, czosnku niedźwiedziego, liści mniszka, zup z młodych pokrzyw czy oczywiście pysznych ciast i ciasteczek. Czasami były ,przelotne spotkanie podczas robienia zakupów. Wiele pań ma już w swoich spiżarniach słoiki z miodkiem z mniszka lekarskiego, miód z pokrzywy, soki z pokrzywy czy z kwiatu czarnego bzu, słoiczki z czosnkiem niedźwiedzim. A wiadomo, że te łakocia (witaminy) to dla  najbliższych. Tak więc jak kiedyś nasze babcie, matki ,panie z Koła zawsze były ,są i będą aktywne, mimo czasami trudnych nie zrozumiałych sytuacji. Mimo epidemii życie nie stało w miejscu .Teraz można by rzec ,” jeszcze nie gna, ale krokiem spacerowym idzie do przodu”. Podczas tych dni ,wielu z nas odpoczęło od tego zwariowanego tanga sekund, minut, godzin. Były wspomnienia, odkurzanie starych fotografii, uzupełnianie albumów foto, Kronik organizacji działających na terenach naszego kraju, czasami konsternacja. Wielu z nas nadrobiło zaległości w remontach, generalnych sprzątaniach, czytaniu książek, a także „leniuchowaniu”, wysypianiu się do woli! Nasz Wiejski Dom Kultury podczas tych trzech miesięcy,  wypiękniał, odmłodniał  i widać, już  prace kosmetyczne w pomieszczeniach od suteryn po piętra, a to dzięki staraniom burmistrza Wilamowic Mariana Treli, Miejsko - Gminnego Ośrodka Kultury w Wilamowicach i wielkiej życzliwości Rady Miejskiej w Wilamowicach i oczywiście prężnie działającej kierowniczce WDK ”gdzie diabeł nie może tam Ulkę pośle”. Przed paroma dniami odbył się  odbiór nowoczesnej, w pełni wyposażonej w najnowsze urządzenia gastronomiczne kuchni. Natomiast 19 maja ,pracownice WDK oraz członkinie KGW-ST na czele z kierowniczką WDK panią Ulą Kucharską (członkini Koła) wzięły udział w szkoleniu z zakresu obsługi nowych urządzeń wyposażenia kuchni. Szkolenie to prowadził pan Dawid doradca kulinarny, który wspólnie z paniami-uczennicami przygotował bardzo nie tylko pyszne, ale estetycznie wyglądające potrawy. Panie uczyły się obsługi i zapisywania przygotowanych potraw na panelu kuchni konwekcyjnej oraz obsługi innych nowych urządzeń. Z tego miejsca chcemy serdecznie podziękować tym Wszystkim, dzięki którym kuchnia w Domu Kultury jest wspaniale wyposażona i będzie służyć obecnym i kolejnym pokoleniom działającym w organizacjach w naszej miejscowości. Czytaj dalej

Drogocenne mydło

Naturalne mydło z dodatkiem srebra koloidalnego i złota? Czy to działa? Już w starożytności doceniano srebro i złoto, nie tylko jako metale szlachetne, z których wyrabiano biżuterię. Znano też drugą stronę „mocy” tego kruszcu wykorzystując jego działania lecznicze. W średniowieczu używano srebra do dezynfekcji wody i konserwowania żywności, a także do leczenia oparzeń i ran. Skuteczne mycie rąk to w czasie pandemii i nie tylko podstawowa czynność chroniącą nas przez wirusami i bakteriami, które przenosimy na dłoniach. Warto dbać o dłonie i myć je najlepszymi, naturalnymi mydłami, skutecznymi w walce z mikrobami. Dzisiaj nie jest już dla nikogo tajemnicą, że srebro, podobnie jak i inne metale w tym złoto mają działanie bakteriobójcze i grzybobójcze. Nie bez przyczyny znalazły one też zastosowanie w kosmetologii w leczeniu trądziku czy też łojotokowego zapalenia skóry. Dodatkowo złoto doskonale nawilża skórę, poprawia jej zdolności regeneracyjne oraz spowalnia procesy starzenia. Czynne, naturalne substancje zawarte w tych kosmetykach posiadają ̨przeciwzapalne i bakteriobójcze właściwości. W Ofercie Rabatowej nie mogło zabraknąć tego produktu! U nas z RABATEM. Zobacz na www.oferta.mojawies.pl Srebro i jego właściwości antyseptyczne! Pierwiastek ten wykazuje szerokie spektrum przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne i przeciwwirusowe. Zwalcza ponad 700 patogenów, ale nie powoduje powstawania ich oporności, jak dzieje się przy zastosowaniu typowych antybiotyków. Dodatek nadtlenku wodoru (wody utlenionej) sprawia, że mydełko posiada jeszcze większe właściwości antybakteryjne. Mydło nie zawiera dodatków chemicznych: konserwantów, wybielaczy, wypełniaczy, substancji zapachowych oraz substancji barwiących. Mydło na wagę złota Złoto jest jednym z kluczowych pierwiastków wchodzących w skład naszego organizmu. Posiada doskonałe właściwości bakterio i grzybobójcze. Pełni rolę katalizatora w procesie powstawania wielu hormonów i enzymów. Jest pierwiastkiem stabilizującym poziom kolagenu. Właściwości lecznicze złota znane były już w Chinach ponad cztery tysiące lat temu. Starożytni wierzyli, że kryje w sobie tajemnice długowieczności oraz cudowną moc uzdrawiania. Podzielcie się z nami swoimi opiniami na temat najlepszych, Waszym zdaniem, kosmetyków. Chwalcie te skuteczne. Zachęcamy do pisania komentarzy pod artykułem.   Czytaj dalej

Majowe dni poezji U PANA MARIANA

  Majowe Dni Poezji   W Saloniku Literackim pana Kryśkiewicza Poíesis, to po prostu tworzenie, wytwórczość, sztuka poetycka. Maj jest miesiącem poezji, zatem wiele ciekawostek na jej temat, Nasza Redakcja usłyszała w Saloniku Literackim pana Mariana Kryśkiewicza ze Stawu Kunowskiego, który oprócz rzeźbiarstwa para się też poezją. On to na ciekawej prelekcji recytował też zebranym gościom swoją niebywałą twórczość. Dzieła literatury pięknej Najdawniejsze, nieużywane już znaczenie terminu „poezja”, to ogół wszystkich dzieł literatury pięknej. Utożsamienie wszystkich dzieł literatury pięknej z poezją wynikało z tego, że większość utworów literackich pisana była mową wiązaną, a dzieła pisane prozą cenione były niżej- relacjonuje pan Marian. ...Chcemy byście myśli nasze znali Czego my pragniemy i czego my żądamy Byście nigdy w życiu krzywdy nie doznali By serca wasze były wierne     Naszły mnie myśli jak łaska z nieba Czego bardzo pragnę czego mi potrzeba I łaskę tę wykorzystam snadnie Co w sercu zakwitnie to na kartkę spadnie   Żyć pełną piersią by się jeszcze chciało Cieszyć się szczęściem wciąż mało i mało Szczęście to wnuki, żona i rodzina Natchnienie mych wierszy to cała przyczyna....MARIAN KRYŚKIEWICZ     Dziewiętnastowieczne dramaty   Warto jest też wiedzieć, iż dramaty sceniczne wywodzące się z drugiej połowy XIX wieku, pisane były też wierszem, by ożywić ich charakter i wydźwięk. W wiekach średnich- jak mówi pan Marian, poezja nie była sztuką wysoko ocenianą. Wynikało to ze specyficznej dla tej epoki hierarchii wartości. Typowe zalety utworów poetyckich były cenione znacznie niżej niż wartości wychowawcze, umoralniające i poznawcze, których z kolei poezji odmawiano, tym samym uważając ją często za sztukę bezużyteczną. Tak więc chociaż rodziła się już wtedy refleksja teoretyczna nad zjawiskiem poezji, została ona rozwinięta i rozbudowana dopiero w dobie odrodzenia- relacjonuje pan Kryśkiewicz. Zdaniem poety ze Stawu Kunowskiego W czasach dziewiętnastego stulecia i na początku dwudziestego, poezja była możliwością oderwania się od tłoczącej nasz umysł rzeczywistości. Dzisiaj każdy może udać się w tym celu do psychologa, o czym też mówią moje wiersze. Ale żeby nie tracić ani czasu ani pieniędzy lepiej jest poczytać tomik dobrej poezji - wtrąca pan Marian Kryśkiewicz ze Stawu Kunowskiego.   Gdy ci bracie smutno brak żony, rodziny To do psychologa idziesz w odwiedziny Tam pani psycholog bardzo była miła Żeby się nie smucić wszystkim tłumaczyła   Przecież naszym życiem sam pan Bóg kieruje Jedni są posłuszni drugim nie pasuje Trzeba osobiście w życiu się przekonać Iść do psychologa czy ze smutku skonać   lub czytaj poezję ukochany bracie bo z książką jak z lubą bardzo się kochacie wiersz uspokoi i da ci wytchnienie nerwy ci wyciszy i da ukojenie...MARIAN KRYŚKIEWICZ   Ewa Michałowska -Walkiewicz Czytaj dalej

Trwa przekierowywanie...

Trwa przetwarzanie ...

Twój kłos został poprawnie oddany!

Twój kłos został usunięty!

Wystąpił błąd podczas kłosowania. Twój kłos nie został oddany!

Plik jest zbyt duży, dozwolona wielkośc to max 10MB.

Korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.

Zamknij