Aktualności

3 19
Kłosuj Komentuj Ulubione

Góral ze Śląska zafiniszował

Przemysław Niemiec, jeden z najwybitniejszych polskich kolarzy szosowych, zakończył zawodową karierę po 19 sezonach. Mistrz, w rozmowie z Cecylią Puzoń – korespondentką kwartalnika „mojaWieś”, w swoim rodzinnym domu w Pisarzowicach, opowiada o największych sukcesach, rodzinie i planach na przyszłość.

Mieszkaniec malowniczej wsi, położonej niedaleko Bielsko-Białej, kolarstwem zainteresował się jako nastolatek.
- Gdy miałem 14 lat zapanowała moda na rowery górskie, chciałem taki mieć, ale rodzice za bardzo nie kwapili się, żeby mi go kupić – opowiada sportowiec. - W tym czasie mój kolega trenował na „góralu” w klubie „Sokół” w Kętach, więc postanowiłem się tam zapisać.

W klubie Przemek dostał swój pierwszy profesjonalny rower – kolarzówkę.
- Co prawda nie była taka ładna, no i nie był to rower górski - wspomina. - Nie zniechęcałem się jednak. Postanowiłem, że pracą i wynikami na treningach zapracuję na wymarzone dwa kółka.
Po roku początkujący kolarz dostał nowy, o wiele lepszy rower, jednak to ten stary pozostał jego najlepszym kompanem na treningach. Pan Przemysław po latach wykonał prototyp swojego pierwszego roweru i powiesił go na ścianie obok pamiątkowych fotografii.

Kolarstwo bezkonkurencyjne
-
Gdy chodziłem do szkoły podstawowej w Pisarzowicach trenowałem też judo i lekkoatletykę, grałem w piłkę nożną na LKS „Pionier” - opowiada sportowiec. - Dopiero nauka w szkole średniej i intensywne treningi na rowerze spowodowały, że rozstałem się z tymi dyscyplinami. Miała na to również wpływ kontuzja kolana, która zakończyła się operacją. Po zabiegu wszystko wróciło jednak do normy.

Dlaczego kolarstwo?
- Nie wiem... – mówi pan Przemysław po chwili zadumy – Na taką decyzję, chyba miała wpływ ta ogromna chęć posiadania górskiego roweru (śmiech), a później to już samo się potoczyło… Małymi kroczkami, do celu.
W ciągu pierwszych 4 lat treningów, jako junior w Klubie „Sokół” w Kętach młody pisarzowianin zdobył tytuł mistrza i wicemistrza Polski. W szkole średniej jeździł już w barwach klubów w Sosnowcu i Łodzi.
- Po ukończeniu szkoły i spotkaniu z kolarzami, braćmi Sławomirem i Sewerynem Kohut, rozpoczęła się moja przygoda z kolarstwem w drugim domu, we Włoszech – wspomina. - Wyjechałem tam, gdy miałem 19 lat.

Na podbój Italii
Pierwsze dwa lata pisarzowniani jeździł we włoskim klubie amatorsko.
- Klub zapewnił mi pokój, wyżywienie, sprzęt i małe kieszonkowe – opowiada sportowiec. - Po tym okresie, od 2000 do 2018 roku, trenowałem już zawodowo, miałem wypłacaną gażę.

Wszystkich sukcesów, medali i pucharów naszego mistrza nie sposób zliczyć.
Który był najważniejszy?
- Zdobycie w 1998 roku tytułu Mistrza Polski na szosie – mówi kolarz. - Z tego wyścigu pamiętam też jak trener karmił mnie kostkami cukru, żebym dotarł pierwszy do mety. I wygrałem z 6 minutową przewagą nad rywalami.

Kolejne, największe zwycięstwa w 19 letniej karierze naszego mistrza to z pewnością, wygrany etap Vuelta a Espana w 2014 roku, 6. miejsce w Giro dʹItalia w 2013, 15. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008roku. Jako pierwszy Polak wygrał też etap Vuelty.

Sport na mistrzowskim poziomie to ogromny wysiłek
- To praca i jeszcze raz praca nad sobą i walka o utrzymanie kondycji – przyznaje pan Przemek. - Jazda na rowerze w deszczu, śniegu, mrozie, skwarze, plus siłownia to codzienność kolarza. Zawsze musiało mi się chcieć i naprawdę mi się chciało. Podczas tych 19 lat nie miałem chwili zwątpienia.

O wyrzeczeniach nie wspomina...
- Chyba nie mogę mówić o mojej karierze w takich kategoriach – dodaje sportowiec. - Jak byłem kawalerem nigdy nie pociągało mnie rozrywkowe życie. Spędzałem czas ze znajomymi, z kolarzami. Zwiedzaliśmy, nie tylko podczas wyścigów, Włochy. Znam prawie każdy zakątek tego pięknego kraju. Ja prawie naście lat spędziłem w środkowych Włoszech w Toskanii. To jest piękny region.

Kolarstwo to jego życie
- Gdy trenowałem we Włoszech, czy brałem udział w wyścigach nie było czasu na inną pracę zawodową – dodaje. - Jak przyjeżdżałem do domu to poświęcałem czas moim najbliższym, chcieliśmy nacieszyć się sobą. No i każdego dnia wsiadałem na rower i jeździłem, trenowałem po naszych terenach, w Żarach, Przegibku, Magurkach, Szczyrku, Wiśle, Ustroniu. Gdy jeździłem po płaskim terenie moja trasa wiodła w stronę Oświęcimia.

Rodzina dodaje mi sił
Najbliżsi zawsze byli dla pana Przemka ogromnym wsparciem, napędem w karierze kolarskiej.
- A ja wiem, że jestem odpowiedzialny za kogoś kogo kocham, kto jest ze mną na dobre i złe…. tam w Pisarzowicach – mówi kolarz. - To wspaniała kobieta i cudowne dzieci.
Po ślubie pan Przemek zamieszkał z żoną Beatą we Włoszech.
- Potem przyszedł cudowny okres narodzin naszych dzieci – wspomina sportowiec. - Oliwier ma już 9 lat, Mikołaj 4, Wiktoria 2. A czwarty, nowy członek naszej rodziny, jest w drodze. Kocham żonę i moje cudowne dzieci.

A w wolnych od kolarstwa chwilach…
Przemek relaksuje się przy swoim hobby. Od lat jest pasjonatem akwarystyki i dba o imponujące, 200 litrowe akwarium, pełne rybich okazów.
- Planuję powiększyć je o kolejne 200 litrów – dodaje. - Pływające ryby i blask płomieni w kominku są dla mnie wspaniałym relaksem, wyciszeniem, a także czasem na snucie kolejnych planów.

To było pożegnanie, ale… nie do końca
- Po 19 latach zakończyłem karierę - mówi Przemysław. - Wspaniałe pożegnanie z kolarstwem zawodowym przygotowano mi w Turcji podczas ostatniego mojego ścigania się, w październiku 2018 roku. Ale moja przygoda ze sportem nie zakończyła się. Mam plany związane z kolarstwem i z co rocznym wyścigiem Tour de Pologne. W ostatnich dwóch latach trasy wyścigu wiodły przez nasze beskidzkie tereny oraz przez Pisarzowice.

Wszędzie dobrze, ale w Pisarzowicach najlepiej
- Zjeździłem cały świat, ale nigdy nie myślałem o zamieszkaniu w innym miejscu. Tutaj wybudowałem dom i „zasadziłem dąb” - śmieje się. - Mając 19 lat wyjechałem by trenować kolarstwo zawodowo i po 19 latach zakończyłem tę przygodę. Co przyniesie kolejne 19 lat? Życie napisze scenariusz.